Gość: zz
IP: *.jmdi.pl
10.11.11, 22:21
Wracałam z pracy. Zanim dotarłam do Marymontu spędziłam godzinę w innych środkach komunikacji miejskiej. Wolnych miejsc siedzących nie było. Wyjechaliśmy na trasę AK, a tam korek jak diabli. Zmęczona byłam, buty cisnęły. Zobaczyłam, że na przedzie autobusu jest wolne miejsce. Siedziała tam dziewczyna ok. 20 lat. To takie siedzisko na 1,75 człowieka. Obie byłyśmy szczupłe, więc nie widziałam problemu. Poprosiłam, żeby się przesunęła, a ona na to: to miejsce jest za małe na 2 osoby. I nic. Nadal siedzi wygodnie a klamoty obok niej. Jak prawie usiadłam kuprem na tej torbie, to ją zabrała i przesunęła się. Dojechałyśmy prawie do pętli. Na moim tyłku nie było siniaków, czyli na jej też nie.
Czy takie zachowanie jest normą (rzadko jeżdżę w godzinach szczytu) czy to odosobniony przypadek? Mam stać i męczyć się żeby czyjaś torba jechała wygodnie?