andante.grazioso
13.08.10, 21:11
jest wszystko do bani. Dla was, czytających, to niewiele mówi, ale dla mnie w tych słowach zawiera się WSZYSTKO (co siedzi w mojej głowie i duszy).
Jestem u kresu sił. Stoję przed alternatywą, że skończę ze sobą, albo pójdę do lekarza (nigdy nie byłam, bo bała się. Bałam się, że nawet lekarz uzna mnie za dziwadło) i...też skończę ze sobą. Tak mi się wydaje. Ruska ruletka.
Zapisałam się na wizytę do psychiatry. Idę w sobotę za tydzień. dziś jest trzynasty, a za tydzień "oczko". Super. Już jestem nastawiona "optymistycznie". Idę tam w celu, aby wziąć receptę na jakieś leki wyrównujące stan emocjonalny. Nigdy niczego nie brałam, boje się leków, zawsze się bałam uzależnień. Tym razem wiem, że wezmę, że będę się stosować do zaleceń. Pewnie przez jakiś czas.
Jeśli w krótkim czasie zadziałają, to będzie cud i może wyjdę z tego. Jeśli nie pomogą...pewnie będę realizowała swoją chorą koncepcję, by uzbierać odpowiednią dawkę, aby móc ze sobą skończyć. Wytrzymywałam długo, tylko i wyłącznie siłą woli, ale nie daję już rady. ja nie jestem w stanie porozumieć się z tym światem. Nie nadajemy na tych samych falach. To co w moim odbiorze jest chamstwem, świństwem i podłością, to oni uważają to za co najwyżej oportunizm i konformizm. To co dla nich, większości, jak nie wszystkich, jest uprzejmością, to dla mnie - fałszem. Bo go widzę, czuję, tą paskudną złośliwość, niby-nieszkodliwą, podstępy, gierki... Rzygać się chce. Albo umrzeć.