Dodaj do ulubionych

Siła bólu

25.04.08, 02:11
Nie ma balsamu ...wciaż dziura pozostanie
niczym nie zalepiona
Czas obrośnie ją niczym pajeczyna, kiedy ja zdmuchniesz wciąż tam
będzie przestrzeń niewypełniona , niezagojona, nieoswojona, dzika rozszarpana
rana..
W niej, wciąż twić będzie odłamek minonego czasu. Tkwić jak w piersi żołnierza
ciężka kula, jak ołów... W gardle ciężej będzie wciąż stało powietrze, które
miało wypełnić się, a się nie wypełniło...lecz czuć jego siłę.Jak ostry powiew
wiatru.Może dlatego łzawią mi oczy ?
Obserwuj wątek
    • kasik2222 Re: Siła bólu 25.04.08, 15:07
      dziś mija 5 miesięcy odkąd go nie ma . Ból coraz większy
      • trelka10 Re: Siła bólu 25.04.08, 15:23
        Kasik bardzo Ci współczuję. Czasem zastanawiam się dlaczego wraz z upływem czasu
        ból po stracie nie odchodzi a wręcz przeciwnie poteguje sie. U mnie za 3 dni
        mina 4 miesiące
        Ela
        • kasik2222 Re: Siła bólu 25.04.08, 15:43
          bo uświadamiasz sobie coraz bardziej czyjąś nieobecność,
          nieodwracalność sytuacji, chyba dlatego jest coraz ciężej,
          pozdrawiam i dziękuję Kasia
        • alicjajulia Re: Siła bólu 25.04.08, 16:36
          Dzisiaj nad tym samym się zastanawiałam. Byłam w parku, do którego chodziliśmy
          razem i łzy płynęły nieprzerwanym potokiem. Zadzwoniła koleżanka z pytaniem, czy
          juz lepiej się czuję, a ja myślałam właśnie, że im więcej czasu mija tym czuję
          się coraz gorzej. Z dnia na dzień tęsknię coraz bardziej i nie wyobrażam sobie,
          że mogę kiedyś przestać, że się do tej tęsknoty przyzwyczaję, że może być lżej.
          W poniedziałek mijają cztery miesiące, a ja wciąż czekam.
          • gaba2002 Re: Siła bólu 25.04.08, 19:53
            Wierzcie mi dziewczyny,że z czasem ból jest mniejszy (u mnie 1rok
            minął od śmierci mojego męża).Nadal jest trudno właśnie teraz gdy
            spaceruję z córeczką i widzę szczęśliwe,uśmiechnięte i kompletne
            rodziny.Przykre.
            • alex2377 Re: Siła bólu 25.04.08, 21:49
              Zgadzam się z Tobą Jolu, może dlatego, że jesteśmy na podobnym
              etapie ( u mnie rok minął 18.02). Dziś, stratę mojego ukochanego
              Męża z pewnością odczuwam inaczej. Nadal brakuje mi Go każdego dnia,
              ale (choć myślałam że to niemożliwe)chyba zaczynam zdawać sobie
              sprawę z nieodwracalności sytuacji. Uczę się właściwie życia od
              nowa, życia w pojedynkę, chociaż mam wokół siebie liczne grono
              rodziny i przyjaciół, którzy mi pomagają, to same wiecie jak to
              jest. Przychodzi taka chwila, że zostaję sama i wtedy nie jest już
              tak prosto i łatwo.
              Po strasznie trudnym roku jestem w stanie Wam, dziewczyny
              młodsze "stażem" powiedzieć, że TO ciągle boli, ale albo uodparniamy
              się na to, albo uczymy się z tym żyć. Na pewno jest lepiej niż rok
              temu , uwierzcie. Pozdrawiam serdecznie.
            • maja_8 Re: Siła bólu 25.04.08, 22:09
              witam mało do was pisze ,ale codziennie Was czytam nie mam już siły mija osiem miesięcy a ból jest coraz większy to chyba zależy od charakteru bo tak sobie myśle co się zmieni za cztery miesiące minie rok a ja cierpie coraz bardziej nie ma dnia żebym nie myślała o zejści z tego świata po co żyć?i cierpieć w imie czego ? straciłam wiare to wszystko jest bez sensu trzyma mnie tylko poczucie obowiązku względem dzieci i miłość do nich .nie moge znieść myśli że moje dzieci też cierpią nie moge znieść muśli że nie będzie jego kiedy będą zdawały matury ,brali ślub ,ajuż dobija mnie kiedy ludzi mówią że on i patrzy na nas i czuwa nad nami .myśle sobie i co patrzy jak cierpimy niemoże nic zrobić i teraz chciałby być znami -żyć,czy być tam nawet niewiadomo gdzi ito że ktoś nami steruje jest okropne jak to się ma do tego żę mamy wolną wolę nasi najblisi teżdostali od Boga wolę i napewno chcieli żyć kochani ja już chyba waruje już może pisze stek bzdur nie daje rady przepraszm Maja
    • 0czarna74 Re: Siła bólu 25.04.08, 21:49
      Siła z którą nie próbuję już nawet walczyć.Też sądziłam ,że jest już lepiej,bo
      czas...minęło1,7miesięcy i znów jestem na początku drogi i tak już chyba
      zostanie do końca moich dni...
      • b.wicia Re: Siła bólu 25.04.08, 22:25
        widzę że jednak jest tak jak ja to odczuwam:((coraz silniejszy
        ból..zamiast się zmniejszać, rośnie neisamowicie..i coraz bardziej
        Nas niszczy:(((już kompletnie czuję się bez sił a tu dopeiro albo AZ
        3 miesiace:(((idę spać, lepiej przespać jak najwięcej..wtedy tylko
        myśłi się wyłączają
    • magdatysz Re: Siła bólu 25.04.08, 22:25
      trzeba polubić pajęczynę ;)
      Podobno niezły środek na rany pomieszany ze śliną i chlebem - coś w
      rodzaju antybiotyku - przynajmniej tak podaje medycyna ludowa.
      • jo39 Re: Siła bólu 01.05.08, 20:37
        oj, zeby to bylo takie proste - tylko pajeczyna i chleb i juz Kmicic
        zdrow....
        A propos tematu i medycznych porownan, to z czasem widze duze
        podobienstwo bolu psychicznego, po stracie, do bolu fizycznego.
        Najpierw uraz, dowiadujesz sie, oszolomiemie, szok, wlasciwie nie
        wiesz co czujesz - zmysly nie nadazaja sie przystosowac do nowej
        sytuacji - wspomnienia z pierwszych dni po smierci, pogrzebu jakies
        zamazane jak po silnych srodkach przeciwbolowych. Tak jest przy
        duzym fizycznym urazie, kiedy np tracisz konczyne. Potem stopniowo,
        falami nadpelza bol. I niech mi nikt nie chrzani o mistycznym
        wymiarze moich przezyc, to jest po prostu zaj...sty bol rozrywajacy
        na kawalki, pojawia sie konsekwentnie nawet po uplywie dlugiego
        czasu. Po zle zrobionej amputacji konczyny zostaja tzw. bole
        fantomowe, czyli boli cie ta czesc ciala, ktorej juz nie masz. Tak
        samo po odejsciu bliskiej osoby boli cie to miejsce, ktore ona
        zajmowala w twojej psychice. Do furii doprowadzaja mnie teksty "czy
        juz sie otrzasnelas?" i "czas leczy rany" - boli, boli i nie chce
        przestac.
        • an.go Re: Siła bólu 02.05.08, 01:39
          pierwsze miesiące to czarna przepasc.doprowadzalam swoj organizm do wyczerpania
          :niespalam, bralam leki antydepr.w zwiększonych ilosciach by pomogly.az pewnego
          dnia zemdlalam kilka razy z rzędu,oblalam się zimnym potem,widzialy to
          dzieci-przestraszyly się.po tym jakby otrząsnęlam się z transu,przeciez nie
          chcialam by zostaly calkiem sierotami.tylko milosc do dziecizmusza mnie do
          czepienia się zycia choc to tak trudno.tak samo boli tylko od początku byl sam
          bol,a teraz bol naprzemian z miloscią do dzieci,przeciez dzieci nie chcą widziec
          mamę ciągle nieszczęsliwą i tak stracily ojca.trzeba zgodzic się z tym ze jestem
          bez męza i juz nic nie będzie jak bylo. I tak w kolko :padam i wstaję.
          • aniawdowa Re: Siła bólu 02.05.08, 11:59
            Cześć dziewczyny..
            Jak zwykle u mnie pracowity dzien bo choc wolny od pracy to od rana koszenie trawy..plus to ładny-pogodny dzień.
            Mam akurat przerwe zrobiłam sobie kawe i tak siedze i czytam wasze wpisy.
            Chciałabym wam napisac ze musiscie wierzyc ze bedzie lepiej-bo bedzie ale wiem ze obojetnie co bym napisała to trudno w to uwierzyć.
            U mnie mineło dwa lata od kiedy nie ma Pawła. Na poczatku te pierwsze miesiące było tragicznie wszystko to co piszecie wszystko przerabiałam ile to razy myslałam zeby ze sobą skonczyć a potem myśl co bedzie z dziecmi juz nie mają taty a do tego jeszcze nie beda miały mamy, nie miałam ochoty wychodzic z domu te spojzenia ludzi ta zazdrosc kiedy patrzyłam na szczesliwe rodziny. Mówiono mi zobaczysz bedzie lepiej a ja miałam ochote krzyczec " co wy wiecie nigdy nie bedzie lepiej"
            Myliłam sie bo czas płynie i teraz dopiero widze ze faktycznie jakos te dwa lata mineły, wykonczyłam dom stałam sie samodzielna, podjełam prace, czyli idę do przodu. Naprawde jak pomysle tyle sie zmieniło w moim zyciu przez ten czas, smutek złagodniał z czasem zaczełam sie smiac żartowac cieszyc sie tym co mam.
            Paweł dał mi dwójke wspaniałych dzieci to one daja mi tą najwieksza radosc, codziennie ja i one sprawiamy aby nasz dzien wyglądał jak najlepiej. Juz nie mysle ze moje zycie nie ma sensu bo sens zawsze jest...
            Przez te dwa lata stałam sie duzo silnieja osobą to wszystko przez co trzeba przejsc niby nas dobija ale tez patrząc z perspektywy czasu wzmacnia..
            Próbowałam nawet nowego zwiążku w pewnym sensie myslałam ze to mi pomoze ale sie nie udało bo to jest naprawde trudne pokochac kogos innego kiedy kocha sie juz jedna osobę tak mocno ( ale nie wykluczam ze moze kiedys nie mozna szukac na siłe na wszystko przychodzi odpowiedni czas)

            Dzis ja i dzieci , pozytywne nastawienie na kazdy dzień i to aby sie nie poddawać.

            Planuje wakacje pierwsze od czasu kiedy jestesmy sami i wiem ze będą udane.
            Dodam ze nie ma dnia abym nie myslała o Pawle, czesto rozmawiamy z dziecmi o tacie, ale mysle ze tak do nich jak i do mnie dotarło ze juz Paweł nie wróci do nas to co sie stało jest nieodwracalne.
            Zawsze bedzie zył w naszych myslach naszych sercach, zawsze bedzie czescią naszego zycia.
            To ze daje sobie rade ze staram sie cieszyc kazdym dniem to wierze ze własnie Paweł dodaje mi tej siły i wiem ze jest dumny i spokojny o mnie i o dzieci. Miewam tez i gorsze dni ale kto ich nie miewa..
            z Pawłem przezyłam razem 8 lat w tym 5 lat małzenstwa to były najwspanialsze lata mojego zycia. Od kiedy go nie ma to jakby nowy etap inny i tylko ode mnie zlaezy jak bedzie to zycie wyglądało a chce aby było jak najlepiej Paweł tez tego by chciał.

            Tak bardzo bym chciała i wierze w to ze i u was w koncu zaswieci słonce i zobaczycie ze zycie jeszcze ma jakiś sens, ale na to potrzeba czasu jedni potrzebuja go wiecej drudzy mniej...

            Czytajac to co napisałam pewnie myslicie ze u was nigdy nie bedzie juz lepiej, bo pewnie jeszcze rok czy 1.5 roku temu tez bym tak to odbierała. Dzis wiem ze jest to mozliwe..

            Sciskam was naprawde mocno
            • inseg Re: Siła bólu 22.05.08, 21:50
              Aniu pamiętam Twoje pierwsze wpisy .. Dziś ,to co piszesz jest bardziej
              radośniejsze... Dziś, po swoich przeżyciach mówisz z perspektywy czasu i
              jakiegoś wypracowanego dysnasu ... Być może, to jest sposób na tą właśnie siłę
              bólu ... Sciskam Cię mocno
    • karnivora Re: Siła bólu 22.05.08, 22:15
      Ktoś mnie kiedyś spytał, na niedługo przed...
      "Czy kochasz Męża na tyle, żeby pozwolić Mu odejść,
      miłością silniejszą niż TWÓJ ból i cierpienie?"

      Ja to wtedy swoim krótkim rozumem ogarnęłam
      ale nie odpowiedziałam. Do dziś sobie to pytanie
      zadaję i liczę, że kiedyś odpowiem: TAK
      • kasia42007 Re: Siła bólu 23.05.08, 21:12
        Uważam,że było to pytanie, które miało Cię niejako przygotowac do
        tego co miało nadejśc. I pozwolic zrozumiec, że musiało się
        wypełnic, niezaleznie od wszystkiego, bo tak musiało byc. Jest to
        dla nas niepojęte, ale ja w to wierzę.
        Przed odejściem męża na tę drugą stronę, też miałam kilka takich
        sytuacji , słów, zdarzeń, które potem wydały mi się dopiero
        zrozumiałe, gdy się już wszystko wypełniło.
        I wtedy, gdy mój Kochany odchodził na moich rękach, niektóre z tych
        zdań przypominały mi się, a co najdziwniejsze miałam niejako
        pewnośc,że to koniec /choc mąż odchodził bardzo nagle i
        niespodziewanie, bez żadnych wcześniejszych symptomów/ , bo cały
        czas przewijało się w moich myślach jedno zdanie:" wypełniło się..."
    • karnivora Re: Siła bólu 23.05.08, 21:55
      Też zostałaś wyróżniona tą łaską, że ukochana osoba dopuściła Cię do
      uczestnictwa w tej najintymniejszej chwili życia.. Najczęściej jest
      tak, że bliscy czuwają non stop, jednak scenariusz jest taki, że
      wychodzą na 10 min. na kawę, siku, papierosa, cokolwiek i w tym
      czasie „się dokonuje”, pod nieobecność i nie zidentyfikowane są
      kryteria tego "uprzywilejowania"
      Ja na krótko przed „tą chwilą” miałam opuścić szpital i wrócić za
      godzinę, splot bardzo przyziemnych (niezależnych ode mnie) wydarzeń
      uniemożliwił mi opuszczenie szpitala… i potem tylko klęczałam przy
      Mężu godząc się na niepodejmowanie reanimacji, wręcz nabożnym lękiem
      akceptując to.
      Łamię sobie w tej traumie głowę, do czego mnie to zobowiązało, a
      przychodzi mi to z wielkim trudem, bo

      dostąpiłam łaski miłości, wiary i akceptacji
      Ale gdzieś się posiała ŁASKA ROZUMU!!!!!!!

      • kasia42007 Re: Siła bólu 23.05.08, 22:14
        W moim przypadku ja Go reanimowałam, przez cały czas nim przyjechała
        karetka, potem przejęli to oni. Ale niestety trud wszystkich był
        daremny, bo inna była wola Boża.
        A po ludzku rozumując - nie możemy wiedziec dlaczego tak wyglądały
        te nasze wspólne ostatnie chwile, możemy jedynie tłumaczyc je sobie
        po swojemu, a główne tajemnice i ich sens jest i będzie przed nami
        zakryty. I nie jest możliwe ogarnięcie tego niczyim rozumem.
        • igasliwowska Re: Siła bólu 24.05.08, 10:10
          Ja nie umiem sobie poradzic z bolem.Moj maz odszedl 9 kwietnia
          2008 , nie daje rady nie moge zrozumiec dlaczego :( Zyje a raczej
          egzystuje dla mojej 2 i pol letniej coreczki i dla nowego zycia
          ktore rozwija sie pod moim sercem ( 15 tydzien ciazy )Tak chcialam
          miec pelna rodzine 2 dzieci i cudownego meza i w ulamku sekundy
          wszystko sie skonczylo.Nawet w najgorszych snach nie potrafilam tego
          przewidziec,ze go strace , ze strace czesc siebie swojego
          Ja.Napisalam bo wiem ze tylko wy tu mnie zrozumiecie,bo gadanie
          innych ze wiedza co czuje jest dla mnie smieszne,bo niby skad to
          maja wiedziec?Pozdrawiam was wszystkie.Iga
          • dusia75 Re: Siła bólu 24.05.08, 10:58
            Przytulam Cię mocno. Jak trafia tu "nowa" osoba zawsze jest to przykre, że
            kolejna osoba musi to przeżywać. Łzy stają mi w oczach jak czytam o tych
            maleństwach pod serduszkiem mamy które nie będą miały szansy spotkać swojego
            taty tutaj. Wiem że są tu mamy które były w takiej sytuacji jak ty i cieszą się
            teraz z widoku swoich maleństw. Trzymam za Ciebie kciuki i życzę dużo siły i
            wytrwałości bo będzie na pewno potrzebna. Mam nadzieję że są osoby wokół Ciebie
            które mogą pomóc. Zaglądaj tu do nas zawsze pomagamy sobie pocieszając,
            udzielając porad a nawet organizując spotkania. Mój synek miał nie całe 2 latka
            jak umarł mój Adam i szczerze mówiąc to dla niego zaczęłam się uśmiechać. Małe
            dzieci dają dużą siłę i tak bardzo nas potrzebują że dla nich zbieramy wszystkie
            siły. Mocno ściskam Edyta

            W życiu piękne są tylko chwile...
          • dakota28 Re: Siła bólu 24.05.08, 11:06
            Iga nigdy nie zrozumiesz dlaczego, wiec nawet sie nie staraj. ja
            stracilam męża jak byłam w 5 miesiacu ciąży, to nasze pierwsze
            dziecko i On bardzo na nie czekał. Teraz powinnam juz rodzic, mineły
            4 miesiące, a tez sobie nie radze. Nie będe Cie pocieszała, bo wiem
            ze sie nie da, moge jedynie obiecać że bede trzymała za Cibie
            kciuki, aby tobie sie udało. nie bede mówiła że bedzie dobrze, bo
            wiemy że tak nie bedzie, napewno będzie inaczej. Zaglądaj na forum
            ono pomaga przetrwać, chociaz wiadomo że od dołów cię nie uchroni,
            ale pomoże przez nie przejść. Trzymaj się ciepło dla dzieci, ja
            jestem na tym swiecie tylko dlatego że mały nadal tkwi pod moim
            serduchem i jest częścią mojego mężą. Pozdrawiam
            • magdatysz Re: Siła bólu 24.05.08, 23:55
              to Ty jeszcze nie w szpitalu? prawdę mówiąc to myślałam że już
              urodziłaś.
              W związku z tym ze jeszcze nie to powodzenia Ci życze.
              Magda
    • karnivora Re: Siła bólu 24.05.08, 11:12
      Iga, jesteś też „na świeżo” i każdy atom Twojego ciała wrzeszczy i
      eksploduje.
      Ale pod sercem nosisz nowe życie, a to jest błogosławiona
      odpowiedzialność,
      która sprawia, że swój krzyż musisz nieść bardzo umiejętnie ze
      szczególną rozwagą.
      Cud nowego życia jest dla Ciebie techniczną komplikacją – to jedno,
      ale z drugiej
      Strony tak jak Twój Ukochany zabrał ze sobą część Ciebie, tak
      jednocześnie
      obdarował Cię częścią siebie i tę część masz nie tylko pod sercem
      ale i w sercu.
      A obok jeszcze jest druga istota, też ta cudowna część.....
      • igasliwowska Re: Siła bólu 24.05.08, 12:34
        Dziekuje wam dziewczyny.Ciesze sie ze tu jestem i ze sa tu osoby
        ktore wkoncu wiedza co czuje.Ja zyje dla Julci i fasolki.i Dziekuje
        im za to ze sa.Dziekuje mojemu mezowi bo to on namowil mnie na
        drugie dziecko na ktore ja chcialam jeszcze rok poczekac.Dzieci daja
        ogromna sile gdyby nie one z pewnoscia by mnie tu nie bylo.A tak
        jestem zyje,staram sie cieszyc z kazdego nowego osiagniecia mojej
        cory i z akzdej wizyty u ginekologa ze z malenstwem wszystko
        dobrze.Jestescie wszystkie takie silne i bardzo was podziwiam i mam
        nadzieje ze i ja taka sie stane.Mam dopiero 22 lata i zamierzam
        przezyc zycie madrze z 2 wspanialych dzieci i ze wspanialymi
        wspomnieniami ktore pozostwail po sobie moj maz.Bede tu z wami bo
        jak czytam pisze to mi lepiej.Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka