Dodaj do ulubionych

Rosja: Powinniśmy cenzurować strony internetowe

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.07, 12:58
Głupie kacapy!!!
Obserwuj wątek
    • Gość: germanio Re: Rosja: Powinniśmy cenzurować strony interneto IP: *.sub.uni-hamburg.de 22.06.07, 13:09
      Kaczuszki, nie badzcie gorsi... uczcie sie od Putina..

      ----
      Graj Romanie graj, wszystko z siebie daj (M.Piwowski "Uprowadzenie Agaty")
      • marcowroc jarek zzielenieje z zazdrości... 22.06.07, 16:12
        • tetlian Re: jarek zzielenieje z zazdrości... 22.06.07, 19:24
          Normalnie jak w Chinach. Szkoda słów.
      • Gość: GerNIET Re: Rosja: Powinniśmy cenzurować strony interneto IP: *.acn.waw.pl 22.06.07, 16:55
        > Kaczuszki, nie badzcie gorsi... uczcie sie od Putina..

        Uwazaj bo ci sie kebab przypiecze i Turek nie wyplaci pensji.
      • ambl Re: Rosja: Powinniśmy cenzurować strony interneto 22.06.07, 17:25
        germanio:> Kaczuszki, nie badzcie gorsi... uczcie sie od Putina.<Puścić durnia
        do netu to rozrabia jak pijany lewacki zając.
    • rusek11 Re: Rosja: Powinniśmy cenzurować strony interneto 22.06.07, 13:20
      fakt glupie
      w polandii juz dawno sie cenzeruje
      np.na tym GWnie

      he...he...
      • matrek Re: Rosja: Powinniśmy cenzurować strony interneto 24.06.07, 18:39
        rusek11 napisał:

        > fakt glupie
        > w polandii juz dawno sie cenzeruje
        > np.na tym GWnie
        >
        > he...he...


        "...Tymczasem w kwietniu rozpoczął się proces interneuty, który złościł się na
        swoim blogu na policjantów, pisząc, że powinni być spaleni na stosie. To
        pierwszy taki proces w Rosji - pisze agencja AFP."

        Tak jak w tym przypadku?
        Gdyby przyjac Wasza praktyke w Polandii, to Ty dostalbys juz w tej Polandii
        dozywocie.

        he.. he..
    • Gość: abc Rosja to dziki azjatycki kraj IP: *.kolornet.pl 22.06.07, 13:43
      spolegliwość lewackiej europy w stosunku co do nich jest żenująca.
      • Gość: stop idiotom Co wy się tak tą Rosją podniecacie? IP: 66.28.139.* 22.06.07, 20:28
        Znacie jakiś kraj gdzie wolno pisać cokolwiek się zechce, np. nawoływać do
        krwawej rozprawy z rządem? Mnie się jakoś wydaje, że ekstremiści nigdzie nie
        mają lekko.

        No, mądrale, wymieńcie chociaż jeden taki kraj!
        • matrek Re: Co wy się tak tą Rosją podniecacie? 24.06.07, 18:41
          Gość portalu: stop idiotom napisał(a):

          > Znacie jakiś kraj gdzie wolno pisać cokolwiek się zechce, np. nawoływać do
          > krwawej rozprawy z rządem? Mnie się jakoś wydaje, że ekstremiści nigdzie nie
          > mają lekko.
          >
          > No, mądrale, wymieńcie chociaż jeden taki kraj!

          Problem w tym, ze w Rosji ekstremizmem nie jest tylko nawolywanie do krwawej
          rozprawy z Rzadem, ale jakakolwiek krytyka urzedujacego Wołodii.
    • naprawdetrzezwy Tak jest! 22.06.07, 14:03
      To nie może być tak, że każdy pisze co chce. Trzeba z nim porozmawiaći kochać go. Kochać go tak bardzo, aż on nas pokocha...



      Jak to tam, Putin, w tej szuflandii się żyje?
    • pnd Kolejny artykul o Rosji w stylu GW 22.06.07, 16:26
      Kolejny artykul o Rosji w stylu GW, czyli pietrowe wymyslanki i pomieszanie z
      poplataniem. Jak ten styl wyglada? Otoz, rozpoczyna sie artykul od zdania, ktore
      ma wygladac na cytat z renomowanego zrodla (w tym wypadku "Kommersanta"):

      "Serwisy internetowe w Rosji powinny być cenzurowane, żeby zapobiegać
      propagowaniu ekstremizmów - powiedział rosyjskiej gazecie "Kommersant"
      wiceprokurator generalny Iwan Sydoruk".

      To zdanie, ktore ma wygladac na cytat z "Kommersanta", w rzeczywistosci jest
      wymyslone od poczatku do konca przez GW. Iwan Sydoruk nie udzielil
      "Kommersantowi" zadnej wypowiedzi w tej sprawie (GW pisze, ze udzielil, choc w
      rzeczywistosci "Kommersant" powoluje sie tylko na slowa Sidoruka, ktore ten
      wypowiedzial na pewnej urzedniczej naradzie). Po drugie GW falszuje wypowiedz
      samego Sydoruka, wkladajac mu w usta slowa, ktore w tej rzekomej wypowiedzi dla
      "Kommersanta" w ogole nie padly. Z reszta w calym artykule "Kommersanta nie ma
      zdania: "Serwisy internetowe w Rosji powinny być cenzurowane" lub zdania o
      podobnym sensie lub brzmieniu.

      Ale po czyms takim mozna na bezczelnego caly artykul zatytulowac sobie "Rosja:
      Powinniśmy cenzurować strony internetowe" i walnac nim na jedynce portalu.

      I w tym szalenstwie jest metoda, bo ilu czytelnikow przeczyta i zapamieta
      cokolwiek wiecej niz tytul artykulu i jego lead (wytluszczone pierwsze zdanie)?

      Ilu w ogole siega do zrodel i sprawdza cytaty?

      • chardonnay11 Re: Kolejny artykul o Rosji w stylu GW 22.06.07, 16:39
        Zaorac kacapie i zasiac kukurydze.Putin do debil i morderca
      • ambl Re: Kolejny artykul o Rosji w stylu GW 22.06.07, 17:32
        pnd:dam ci dobrą radę:wiarygodność GW bierz tak na jakieś 15% a resztę sobie
        doczytaj w normalnych gazetach i raczej nie wchodż na forum bo tu króluje
        lewackie łajdactwo i ciemnota
      • olex5 rozwój korporacyjnej propagandy .................. 22.06.07, 18:09
        Propaganda w społeczeństwie takim jak Stany Zjednoczone jest doskonałym
        „narzędziem mobilizacji mas, który jest tańszy od przemocy, przekupstwa czy
        innych metod kontroli”.
        „XX wiek charakteryzują trzy zjawiska o wielkim politycznym znaczeniu: rozwój
        demokracji, rozwój korporacyjnej władzy oraz rozwój korporacyjnej propagandy
        jako mechanizmu służącemu ochronie korporacyjnej władzy przed demokracją” -
        pisał australijski historyk korporacyjnej propagandy Alex Carey w pionierskiej
        pracy publikowanej pośmiertnie pod tytułem „Taking the Risk Out of Democracy”. W
        okresie między 1880 a 1920 rokiem odsetek ludności, która wywalczyła prawo
        wyborcze w głównych społeczeństwach przemysłowych zwiększył się trzykrotnie.
        Równocześnie następował drastyczny wzrost ekonomicznego i politycznego znaczenia
        wielkich korporacji. W roku 1870 w Stanach Zjednoczonych istniały zaledwie 3
        korporacje zatrudniające powyżej 1000 pracowników. W roku 1914 przedsiębiorstw o
        takiej wielkości było już 557. W raporcie ONZ w roku 1973 odnotowano, iż pod
        względem wielkości znaczna liczba „ponadnarodowych korporacji przewyższa
        gospodarki wielu państw takich jak: Chile, Haiti czy Fidżi”. (1) Wiek
        przemysłowy był więc starciem się dwóch przeciwstawnych tendencji:
        demokratyzacji w sferze publicznej oraz wielkiej ekspansji autorytarnych
        struktur prywatnej władzy na skalę nieznajdującą w historii precedensu. Fakt, że
        zjawisko to udało utrzymać się poza świadomością znaczącej części społeczeństwa
        zachodniego świata, przypisać trzeba temu, co Carey określił jako „zakrojony na
        75 lat, pochłaniający miliardy dolarów projekt inżynierii społecznej na skalę
        ogólnonarodową”.

        Do roku 1900 amerykańskie korporacje miały lekceważący stosunek do opinii
        publicznej. Z początkiem XX wieku progresywni dziennikarze i reporterzy, jak
        Upton Sinclair, Frank Norris, Charlotte Gilman, Lincoln Steffens, czy Ida
        Minerva Tarbell, autorka słynnej książki „History of Standard Oil Company” na
        tyle skutecznie obnażali eksploatację i brutalność amerykańskiego przemysłu, że
        zasłużyli sobie na krytykę samego prezydenta Theodora Roosevelta, który nazwał
        ich w swoim przemówieniu w 1906 roku - „muckrakers” (od słowa muckrake -
        demaskować). Określenie to zagościło odtąd na stałe w American English jako
        nazwa nowego stylu dziennikarstwa, którego celem było demaskowanie nadużyć i
        korupcji w USA. W magazynie ‚Fortune’ pisano później, że „biznes nie zdołał
        odkryć ... do momentu aż jego reputacja została niemal całkowicie zniszczona...,
        że nic w demokracji nie liczy się bardziej od [opinii publicznej]”. (2)

        Ta gwałtowna zmiana świadomości społecznej i doświadczenie, jakie zdobyli
        przemysłowcy doprowadziły do powstania nowej profesji: specjalistów od stosunków
        ze społeczeństwem czyli tzw. ekspertów public relations. Ich zadanie polegało na
        kreowaniu publicznych wyobrażeń na temat przemysłu, które umożliwiłyby
        utrzymanie społeczeństwa w spokoju i zadowoleniu. Pierwszym ekspertem PR, który
        przekonywał przemysłowców, jak ważne jest wykorzystanie prasy do swoich celów,
        był Ivy Lee - człowiek, który - jak zauważono w magazynie ‚Fortune’ opisując
        jego największy życiowy wyczyn - „zdołał, w świadomości publicznej, przemienić
        Johna D. Rockefellera z ludojada w dobroczyńcę”. (3) Słynna ze swej
        bezwzględności i znienawidzona powszechnie w USA rodzina Rockefellerów -
        posiadająca monopol na rynku energetycznym Ameryki - wykorzystywała policję w
        znany nam dobrze z literatury i obrazów filmowych sposób „kapitalistycznego”
        traktowania pracowników. Jednym z takich epizodów była Masakra w Ludlow w
        Kolorado w 1914 roku. Ivy Lee fabrykował wówczas relacje prasowe w rodzaju:
        „policja została sprowokowana przez górników”. Działalność Lee, „płatnego
        kłamcy”, uchodziła w ówczesnych czasach za zajęcie kontrowersyjne. W latach
        faszyzmu jego reputację popsuła dodatkowo współpraca z niemieckim kartelem IG
        Farben, producentem cyklonu B.

        Człowiekiem, który przeszedł do historii public relations, jako zaszczytny
        intelektualista, godny najwyższych tytułów naukowych, był siostrzeniec samego
        Zygmunta Freuda Edward L. Bernays. W czasach prezydentury Wodrow Wilsona działał
        w Komisji Informacji Publicznej (Committee on Public Information) - znanej
        bardziej jako Creel Committee - służącej jako państwowy aparat propagandy, który
        odniósł wielkie sukcesy w mobilizowaniu amerykańskich robotników do walki na
        froncie I wojny światowej. W początkowej fazie konfliktu poparcie dla sprawy
        zaangażowania się w wojnę było w USA niewielkie. Wiedzą zdobytą podczas lat
        wojennych zainteresował się zaraz po wojnie sektor przemysłowy. Magazyn
        ‚Fortune’ pisał że „lata 20 to okres znakomitej kariery E.L Bernays... który
        zasłynął z tego, co określił, jako „the engineering of consent”(konstruowanie
        przyzwolenia) oraz „creating news” (tworzenie wiadomości). (4) „Konstruowanie
        przyzwolenia jest samą istotą procesu demokratycznego, swobodnym prawem do
        przekonywania i nakłaniania”. (5) Natchnieni takim przesłaniem redaktorzy
        magazynu ‚Fortune’ pisali później, w roku 1949: „niemożliwością jest wyobrażenie
        sobie prawdziwej demokracji bez nauki o perswazji (czyli propagandy)”. (6)

        Do lat 20. sprawy polityczne Ameryki były znaczącą częścią życia szarych
        obywateli, którzy masowo brali udział w burzliwych wiecach i dyskusjach
        gromadzących nierzadko tysięczne tłumy. Do takich tłumów przemawiał Scott
        Nearing, który za swój antywojenny pamflet zatytułowany: „The Great Madness: A
        Victory for American Plutocracy” postawiony został przed sądem za naruszenie
        prawa wprowadzonego w roku 1917 jako tzw. „Espionage Act” i zaostrzonego rok
        później aktem „Sediction Act”, zakazującego publicznej krytyki rządu. „Wojna -
        słusznie twierdził Nearing - daje szansę rządzącym pozbyć się opozycji, gdyż
        mogą skrywać swe intencje pod płaszczem patriotycznych sloganów”. Kandydat na
        prezydenta, z ramienia Socialist Party of America (Socjalistycznej Partii
        Ameryki), Eugene Debs na mocy „Espionage Act” skazany został na dziesięć lat
        więzienia by swoją piątą kampanię prezydencką prowadzić z więziennej celi.
        Przestępstwo, jakie popełnił w ojczyźnie nowoczesnej demokracji, polegało na
        tym, że publicznie stwierdził, iż establishment rozpoczął wojnę, w której
        biedacy zmuszeni są walczyć.

        W obliczu takich herezji establishment musiał poszukiwać skutecznych sposobów
        kontroli opinii publicznej. Edward Bernays odsłaniał przed przemysłową elitą
        nowe horyzonty. W swoim dziele zatytułowanym „Propaganda” Bernays pisał:
        „Świadome i inteligentne manipulowanie zorganizowanymi zwyczajami i poglądami
        mas społecznych jest znaczącym elementem demokratycznego społeczeństwa. Ci,
        którzy manipulują owym niewidocznym mechanizmem społecznym, stanowią
        niewidzialny rząd, sprawujący faktyczną władzę w naszym państwie. Jesteśmy
        rządzeni, nasze opinie, gusty i poglądy kreowane w znacznym stopniu przez ludzi,
        o których nigdy nie słyszeliśmy. Jest to logiczną konsekwencją sposobu, w jaki
        funkcjonuje nasze demokratyczne społeczeństwo. Olbrzymia liczba ludzi musi
        współpracować w taki właśnie sposób, aby możliwe było sprawne funkcjonowanie
        społeczeństwa (...) Niemal w każdej czynności naszego codziennego życia, czy to
        w sferze politycznej, czy ekonomicznej, w naszym społecznym zachowaniu, czy
        etycznym myśleniu dominuje nad nami stosunkowo niewielka grupa osób, (...) które
        rozumieją procesy psychiczne i społeczne wzorce zachowań mas. To właśnie oni z
        pomocą protekcji kontrolują opinię publiczną.” (7)

        Nie może dziwić fakt, że tak błyskotliwe i klarowne określenie sposobu sprawnie
        funkcjonującego nowoczesnego państwa przemysłowego zdoby
      • olex5 cd............................... ................. 22.06.07, 18:12
        Nie może dziwić fakt, że tak błyskotliwe i klarowne określenie sposobu sprawnie
        funkcjonującego nowoczesnego państwa przemysłowego zdobyło uznanie nie tylko w
        kręgach amerykańskiego biznesu. Wiele z teorii Edwarda Bernays zainspirowało
        późniejszego, wielkiego wodza Niemiec, co pozostawiło swój ślad w „Mein Kampf”.
        Doświadczenia propagandowe drugiej wojny światowej sprawiły, że słowo
        „propaganda” nabrało negatywnych konotacji i odtąd używano go już tylko do
        określania „złych” i „wrogich”, głównie polityczno-państwowych manipulacji
        informacją. Rozbudowujący się z roku na rok sektor propagandy biznesu
        zrezygnował ze stosowania tego „brzydkiego” określenia, zastępując go
        eufemizmami: „public relations”, „economic education” w odniesieniu do swoich
        działań. Nie było jednak wątpliwości, że „na dobre i na złe, przyszłość biznesu
        związana jest z propagandą” (8) , jak autorytatywnie stwierdził Harold Lasswell,
        jeden z twórców współczesnych nauk politycznych i teorii komunikacji. Był to
        bowiem skutek rozwoju współczesnego świata, „nowa dynamika społeczna, gdzie
        więcej można zyskać tworząc iluzję niż stosując przymus”. Ostrzegał otwarcie
        przed demokratycznym dogmatyzmem, utrzymującym, że [prości] „ludzie są
        najlepszymi sędziami swoich własnych interesów”. „Masy pozostające na uwięzi
        ignorancji i przesądu” nie są w stanie rządzić ani partycypować w rządzeniu.
        Dlatego propaganda w społeczeństwie takim jak Stany Zjednoczone jest doskonałym
        „narzędziem mobilizacji mas, który jest tańszy od przemocy, przekupstwa czy
        innych metod kontroli”.

        Poglądy te podzielali wiodący intelektualiści epoki, mniej otwarcie podzielane
        są również i dzisiaj, rzecz jasna z charakterystyczną dozą nieodzownej
        akademickiej hipokryzji. Walter Lippmann, jeden z najbardziej wpływowych
        intelektualistów XX w., doradca prezydentów i polityków od kadencji Wilsona do
        Forda, pisał w 1927 roku: „Człowiek nie ma własnego zdania na temat wszystkich
        spraw publicznych. Nie rozumie zdarzeń, ich przyczyn ani skutków. Bo dlaczego
        miałby je rozumieć? Nie ma najmniejszego powodu przypuszczać - tak jak mistycy
        demokracji zwykli to czynić – że połączenie ignorancji jednostek tworzących masy
        społeczne może stworzyć stałą siłę napędową życia publicznego”. Rola obywateli
        ograniczać ma się bowiem do udziału w głosowaniu i wyborze jednej z dwóch,
        zaakceptowanych przez elity, opcji politycznych, a nie do wychodzenia z
        inicjatywą, która mogłaby zmienić status quo. Dlatego „społeczeństwo trzeba
        utrzymać na dystans, ... po to aby każdy z nas mógł żyć z dala od wrzawy i
        jazgotu ogłupiałego motłochu”.

        Korzystając z takich przesłanek filozoficznych i dysponując gigantycznymi
        zasobami materialnymi, korporacyjna Ameryka zdołała stworzyć mechanizmy
        perswazji i kontroli opinii na skale niewyobrażalną i niepojmowalną zmysłami
        szarego obywatela. Wszelkie próby zrzeszania się obywateli okrzykiwane były
        przez prasę mianem niebezpiecznego komunizmu, przedsiębiorcy jednoczyli się
        jednak w obronie „narodu” i jego interesu. To właśnie dobro i interes narodu
        były zawsze najświętszymi zakładnikami władzy państwowej. Najpotężniejszym i
        najbardziej wpływowym klubem biznesu w USA było National Association of
        Manufacturers – NAM (Narodowe Stowarzyszenie Producentów); Truman wspominał:
        „...NAM zorganizowało swą konspirację przeciw amerykańskim konsumentom...
        Organizacja wydała 3 miliony dolarów by zniszczyć OPA (Office of Price
        Administration). NAM wydało 1,5 miliona dolarów na ogłoszenia prasowe. Wysyłali
        swoich ludzi, by przemawiali przed klubami kobiet, organizacjami obywatelskimi i
        klubami studenckimi. Specjalnie zaprojektowaną publikację kierowano do 37 tys.
        nauczycieli szkolnych, inną do 15 tysięcy duchownych, kolejną do 35 tysięcy
        przodujących farmerów, i jeszcze inną do 40 tysięcy liderek organizacji kobiet;
        specjalny materiał propagandowy NAM rozesłano do 7,5 tysięcy tygodników i 2,5
        tysiąca felietonistów i redaktorów.”

        W roku 1947 American Advertising Council, reprezentujący wielkie korporacje i
        główne agencje reklamowe, przeznaczył budżet 100 milionów dolarów na strategię
        reklamową, której celem było „sprzedać” narodowi amerykańskiemu amerykański
        system ekonomiczny. Kampania ta, jak ogłoszono oficjalnie, miała na celu
        „kształcenie narodu amerykańskiego w sprawach dotyczących ekonomicznych faktów
        życia”.

        Kształcenie narodu amerykańskiego trwa nieprzerwanie do dzisiaj, gdyż ta
        technika „demokratyczna” okazała się wysoce efektywna w zdobywaniu społecznego
        poparcia dla plutokratycznej ideologii rządzenia. Jedną z najistotniejszych
        rzeczy, która dała doskonałe efekty był sposób interpretacji historii. Wielkie
        zdobycze cywilizacyjne zachodniej kultury, jak: powszechne prawo wyborcze,
        wolność słowa, równouprawnienie kobiet, zniesienie segregacji rasowej, programy
        bezpłatnej edukacji powszechnej, ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalnych,
        wywalczenie pięciodniowego tygodnia pracy, czy choćby zakaz strzelania do
        protestujących, zdobywano zwykle na drodze brutalnej walki, zawsze i wszędzie,
        bez jednego wyjątku, przy wielkim sprzeciwie gorliwych popleczników dominującej
        ideologii (tej, którą dyktują elity). Osiągnięcia te z ohydną hipokryzją
        wpisywano następnie w poczet osiągnięć zachodniego kapitalizmu.

        Techniką tą propagandyści posługują się do dzisiaj. W lutym 2005 r. na łamach
        „Wprost”, w swoich wywodach na temat rasizmu prof. Uniwersytetu Warszawskiego
        Szewach Weiss pisał: „Walka z rasizmem na ogół ma swój początek wśród osób
        białych, wyznających wysokie standardy moralne. Kimś takim był amerykański
        prezydent Abraham Lincoln”.(13) Opinii tej nie daje się potwierdzić przyglądając
        się wnikliwie faktom historycznym. Zniesienie niewolnictwa Lincoln traktował
        czysto instrumentalnie. W jednym z przemówień, wygłoszonym w 1858 r. w
        Charleston, Illinois wypowiedział się na ten temat otwarcie: „Nie popieram i
        nigdy nie popierałem w żaden sposób wprowadzenia pod jakimkolwiek względem
        równości społecznej i politycznej pomiędzy białą i czarną rasą (aplauz), nie
        jestem i nigdy nie byłem za udzieleniem murzynom prawa głosu, prawa do
        zaprzysiężania, sprawowania stanowisk urzędowych czy wchodzenia w związki
        małżeńskie z białymi, (...) i tak jak każdy inny człowiek popieram wyższość rasy
        białej”; Lincoln w istocie obalił niewolnictwo, ale nie zrobił tego ze względu
        na swe „wysokie standardy moralne”. W liście do Horace Greeley, wydawcy
        nowojorskiej „Tribune”, Lincoln pisał: „Moim głównym celem w tej walce jest
        ocalenie Unii, a nie obrona czy likwidacja niewolnictwa. Jeśli byłbym w stanie
        ocalić Unię bez oswobodzenia jednego niewolnika, zrobiłbym to; a jeśli byłoby
        konieczne oswobodzenie wszystkich, zrobiłbym to również.(...) To, co czynię w
        sprawie niewolnictwa i rasy czarnej, czynię, gdyż pomaga to ocalić Unię”.

        Takie są standardy moralne tych, którzy dostają się do panteonu na Mount
        Rushmore. Nic dziwnego, że dyscyplina ideologiczna dająca podstawy do
        „poprawnego” interpretowania historii w czasopismach takich jak „Wprost” czy na
        uniwersytetach takich jak Warszawski, musi być też odpowiednio wysoka.

        Historia public relations tak jak i historia ruchów społecznych jest właściwie
        historią nieznaną w całym obszarze kultury zachodu i to nawet wśród studentów
        nauk społeczno-politycznych. Mogłoby się wydawać, że umiejętność demaskowania
        działań propagandowych powinna być w społeczeństwach aspirujących do miana
        demokratycznych głównym zagadnieniem edukacji zwłaszcza po takich
        doświadczeniach historycznych, jak eksterminacja tubylczej ludności zachodniej
        hemisfery, holocaust czy rzeczywista degradacja środowiska natur
      • borrka1 Re: Kolejny artykul o Rosji w stylu GW 22.06.07, 18:51
        pnd napisała:

        > Kolejny artykul o Rosji w stylu GW, czyli pietrowe wymyslanki i pomieszanie z
        > poplataniem. Jak ten styl wyglada? Otoz, rozpoczyna sie artykul od zdania,
        ktor
        > e
        > ma wygladac na cytat z renomowanego zrodla (w tym wypadku "Kommersanta"):
        >
        > "Serwisy internetowe w Rosji powinny być cenzurowane, żeby zapobiegać
        > propagowaniu ekstremizmów - powiedział rosyjskiej gazecie "Kommersant"
        > wiceprokurator generalny Iwan Sydoruk".
        >
        > To zdanie, ktore ma wygladac na cytat z "Kommersanta", w rzeczywistosci jest
        > wymyslone od poczatku do konca przez GW. Iwan Sydoruk nie udzielil
        > "Kommersantowi" zadnej wypowiedzi w tej sprawie (GW pisze, ze udzielil, choc w
        > rzeczywistosci "Kommersant" powoluje sie tylko na slowa Sidoruka, ktore ten
        > wypowiedzial na pewnej urzedniczej naradzie). Po drugie GW falszuje wypowiedz
        > samego Sydoruka, wkladajac mu w usta slowa, ktore w tej rzekomej wypowiedzi
        dla
        > "Kommersanta" w ogole nie padly. Z reszta w calym artykule "Kommersanta nie ma
        > zdania: "Serwisy internetowe w Rosji powinny być cenzurowane" lub zdania o
        > podobnym sensie lub brzmieniu.
        >
        > Ale po czyms takim mozna na bezczelnego caly artykul zatytulowac sobie "Rosja:
        > Powinniśmy cenzurować strony internetowe" i walnac nim na jedynce portalu.
        >
        > I w tym szalenstwie jest metoda, bo ilu czytelnikow przeczyta i zapamieta
        > cokolwiek wiecej niz tytul artykulu i jego lead (wytluszczone pierwsze
        zdanie)?
        >
        >
        > Ilu w ogole siega do zrodel i sprawdza cytaty?



        a co ty chcesz od dziennikarzyny Pastyki,ktory wymysli ruskim nowego szefa
        FSB,jakiegos Pastuszewa,o ile wiem czlowiek o takim nazwisku nie jest szefem
        FSB!Zeeeeeero!


        >Ale dziennik przypomina również wypowiedź innego wysokiego rangą urzędnika z 5
        czerwca. Szef Federalnej Służby Bezpieczeństwa Nikołaj Pastuszew powiedział
        wówczas,>
    • ambl Rosja: Powinniśmy cenzurować strony internetowe 22.06.07, 17:19
      a ja myślałem że kontrolują od 2 kadencji bat'ki rasPutina
    • profsowa Rosja: Powinniśmy cenzurować strony internetowe 22.06.07, 17:51
      w tym momencie Komitet Ministrów Rady Europy powinien zmniejszyć ilość członków
      do 46...
    • hotrod404 każdy socjalizm prowadzi do faszyzmu! 22.06.07, 18:31
      ;-)
    • wenussa Rosja to już nie potęga. 22.06.07, 19:49
      Władze Rosji cały czas się łudzą, że są potęga i mogą trzymać swoich obywateli
      za morde(obcych też by chcieli). Rosja jest zbyt rozległa,żeby móc nią z
      sukcesem kierować, w dodatku tak jak to robi Putin.
      • Gość: adamxyz3 Re: Rosja to już nie potęga. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.07, 21:53
        Przecież u nas to już jest-czy zauważył ktoś,że do niektórych artykółów w
        Gazecie.pl nie ma odnośnika"wasze opinie"?.
    • Gość: gazzz Re: Rosja: Powinniśmy cenzurować strony interneto IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.07, 21:53
      peb.pl/galerie-i-zdjecia/136225-rapidshare-plazowe-klimaty.html
      peb.pl/filmy-0-100-mb/132869-rapidshare-plazowe-klimaty.htm
    • cover_wielki Re: Rosja: Powinniśmy cenzurować strony interneto 22.06.07, 23:31
      Tak jest cenzurować ! Czym gorzej tym lepiej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka