Spotkania.

22.03.06, 07:13
Miałam w zyciu kilka ciekawych spotkań z ludźmi mówiącymi po polsku , którzy
nauczyli się polskiego trochę w niecodziennych okolicznościach a tak dobrze
mówili że prowadziło to do zabawnych nieporozumien.

W Paryżu poznałam Zosię.
Moja polska przyjaciółka prowadziła dom otwarty , każdy mógł przyjśc o
każdej porze, pogadać ,zjeść i wypić jak trzeba się przespać. Było sporo
Polaków ale też Francuzów.
Rozmawiałyśmy z Zosią dośc długo na rózne tematy i zupełnie nie wiem w jakim
kontekście padło coś o "Jacku i Agatce" , to taka dobranocka dla dzieci z
dawnych lat.
Zosia była mniej więcej moją rówieśnicą więc naprawdę się zdziwiłam jak mnie
zapytała o czym ja mówię. " Jacek i Agatka " było to na tyle kultowe
zjawiskosmile że nie mogłam uwierzyć w to jak można nie wiedzieć o co chodzi.
Zapytałam Ją czy nie oglądała TV w Polsce. Ona na to że nigdy nie widziała
polskiej telewizji i w nigdy nie była w Polsce. Zamurowało mnie. Mówiła
pięknie po polsku, bez śladu akcentu , literacką polszczyzną.
Okazało się że rodzice Zosi byli emigrantami politycznymi , pracowali w radio
Wolna Europa. Zosia wychowała sie w DE, USA, Szwajcarii i Paryżu.
Byłam pełna podziwi dla Jej Rodziców że tak znakomicie nauczyli Ją po polsku.
    • jan.kran Re: Spotkania. c.d. 22.03.06, 07:31
      Poznałam , również w Paryżu , Mikiego.
      Gadaliśmy o wodzie i pogodzie smile , bardzo długo , o naszych rodzinach,
      zainteresowaniach, najrózniejszych sprawach naprawdę długo. Po polsku.
      W pewnym momencie Miki opowiadał o swoim dziadku. Mówi :

      - Wiesz On był księdzem i dawał śluby oraz pogrzebował.
      Już dziadek ksiądz mnie lekko zaskoczył , ale co u licha znaczy " pogrzebować".
      Pytam się co ma na myśli . A On na to ze nie wie jak to po polsku ale jak ktoś
      umarł i był pogrzeb to dziadek na cmentarzu pogrzeboawał. Domysłiłam się że
      chodzi o ceremonię pogrzebu.
      Jednak przeszłam do porządku dziennego nad tym dziadkiem i pogrzebem i za
      chwilę zapytałam się z jakiego miasta pochodzi. Takie standrtowe pytanie wśród
      emigrantówsmile
      - Z Budapesztu.
      - Acha , to Twoi Rodzice są Polakami, oboje czy tylko jedno ?
      - Nie, mama jest Węgierką a tato Niemcem.
      Szczęka mi walnęła lekko o podłogę ,ale spokojnie pytam:
      - Świetnie mówisz po polsku ( ja kompletnie nie zauważyłam że On nie jest
      Polakiem), długo się uczysz?
      - No rok , od kiedy znam Ankę i Michała.
      Okazało się ze On się nigdy nie uczył po polsku. Wszedł w Paryzu w polskie
      towarzystwo i zaczął dość szybko mówić po polsku . I to jak!
      Był geniuszem językowym. Mówił kompletnie bez akcentu po francusku, nie znając
      angielskiego powtarzał bezbłędnie całe zdania, oprócz polskiego nauczył się
      później słowackiego, czeskiego i rosyjskiego.
      Kiedy zaczął uczyć się arabskiego na Sorbonie lektor powiedział że jeszcze nie
      spotkał Europejczyka który tak szybko i bezbłędnie uczyłby się arabskiego.

      Potem zrobił sporą karierę. pracowal w "Figaro" jako dziennikarz odpowiedzialny
      za dział Europa Wschodniasmile
      A dziadek Miklosa nie była księdzem tylko protestanckim pastorem...
      Kransmile
    • aniaiewa Re: Spotkania. 22.03.06, 08:56
      My spotkalismy na swojej drodze Hermanna
      Niemca i Bawarczyka z urodzenia i wychowania, Polaka z zamilowania Moge chyba
      tak napisac, bo kim innym mogl byc, gdy po parodniowym pobycie na delegacji w
      Polsce tak zakochal sie w naszym kraju, ze po powrocie do domu zaprenumerowal
      sobie Rzeczpospolita i majac tylko ja i slownik w reku zaczal sie uczyc
      polskiego Kiedy poznalam Hermanna uczyl sie polskiego 3 rok, pieknie pisal,
      pieknie mowil z delikatnym tylko akcentem i prosil mnie tylko zebym mu pomogla w
      wymowie ą, ę bo uczac sie w swoim systemie nie bardzo potrafil sobie z tym poradzic
      Dla mnie pozostanie na zawsze geniuszem samoukiem, ktory robil to dla wlasnej
      przyjemnosci i satysfakcji, ze moze sie porozumiec w kraju, w ktorym byl jeden
      jedyny raz w zyciu

      Ania
    • abelha Re: Spotkania. 22.03.06, 13:26
      Kiedys zadzwonilam do pensjonatu w Foz de Iguaçu, zeby zarezerwowac noclegi dla
      mojej rodzinki, ktora przyleciala pozwiedzac Brazylie. Kiedy powiedzialam, ze
      to dla Polakow, wlascicielka od razu przeszla na polski, bardzo ladny zreszta,
      ale czulo sie, ze jest to jezyk z dalszej przeszlosci. Ale co tam, to nie
      istotne. Jak mi powiedziala nigdy w Polsce nie byla, polskiej telewizji nie
      miala, a polskiego nauczyla ja mama (Polka).
      W São Paulo w Domu Polonii lekcji polskiego udziela pani, ktorej rodzice
      wyemigrowali do Brazylii po II wojnie swiatowej, czyli polskiego nauczyla sie
      tez tutaj. Koresponduje z nia via e-mail i moge powiedziec, ze mimo malych
      bledow jej polski jest swietny. Widac, ze duzo czyta, bo uzywa bardzo
      wspolczesnego jezyka. Nie ma wlasnych dzieci, ale z tego co wiem jej
      siostrzenica mowi po polsku. Dostala nawet stypenium z tego wzgledu i
      studiowala jakis czas na Uniwersytecie Jagiellonskim.
      Moj wniosek: wystarczy chciec!
    • althea35 Re: Spotkania. 22.03.06, 13:45
      Co prawda osoby, ktore ja spotkalam po polsku nie mowily, ale mialy polskie
      korzenie.
      Jedna z nich to moja nauczycielka szwedzkiego, pkazalo sie, ze jej mama byla
      polka, przyjechala do szwecji jaka nastolatka. Niestety nie nauczyla corki
      polskiego
      Druga osoba bylo moja kolezanka z tej same szkoly, w ktorej uczyla nauczyciekla
      z polskimi korzeniami (8 osob w klasie). Dziewczyna pochodzila z Brazyli i
      miala dziadkow polakow. Miala podwojne nazwisko, z drugim czlonem Sierpinski.
      Po polsku niestety nie mowila.
      • filomena1 Re: Spotkania. 22.03.06, 14:03
        Znam kilku wlochow , ktorzy z prawdziwej milosci do Polski nauczyli sie
        polskiego, takze znam szwajcara, ktory od wlasnych dzieci nauczyl po polsku.
        Mowi zabawnie,
        podaj mi raczke, napilbym sie krotka malutka kawe. czy masz tabletke do glowki.
        itp.itd.
        Chcialam jednak o innym spotakaniu. dawno temu zwiedzalam Rzym. Do zwiedzania
        Katakumb na via Apia ANtica, wybralam grupe z przewodnikiem polskim, bo
        chcialam troche odpoczac od meczacego towarzysza.
        Oprowadzal Ksiadz, juz troche starszy, mnie 22letniej wydawal sie stary.
        Bylam w mini do pol uda i bluzce i kapeluszu.A to sie rzucalo w oczy. Zalozylam
        chustke na ramiona. Ksiadz podszedl do mnie i zagail rozmowe. Uderzyl mnie
        akcent, oraz staroswiecki jezyk polski. Zwracal sie do mnie przez trzecia osobe
        pojedyncza. Niech, ona zwrooci uwage...albo :.Czy moge ja poprosic o cos?
        tak mial do mnie pewna prosbe.A mnie sie stale wydawalo , ze on mowi do kogos
        obok, o kims obok. Lapalam sie na tym, ze on przeciez mowi do mnie !
        Dziwl mnie ten jezyk. Spotykalam osoby ktore wyjecjaly z POlski przed II wojna,
        co bylo ledwie ponad 30 lat temu, ale nikogo dtad nie spotkalam aby mowil tak
        archaicznym jezykiem.Poprawnym , literackiem, ale jednak nie byla to mowa
        potoczna... Nie mialam odwagi zaptyc tego ksiedza o co kolwiek. Zaluje.
        Slyszalam natomiast , ze w Chicago jest wielu gorali i wiele takich osob, ktore
        swietnie mowia po polsku, sa otym przekonane, tyle , ze mowia jezykiem
        archaicznym, 100 letnim.
        A tak nawiasem jezyk , podobno, ewoluuje co pokolenie, a pokolenie to 25 lat.
        mniej wiecej.
        wesolej wiosny
        Fil.
      • abelha Re: Spotkania. 22.03.06, 14:10
        Ludzi, ktorzy maja jakies tam korzenie, w tym polskie, ale nie mowia w jezyku
        przodkow poznalam bardzo wielu. Najgorsza w tym towarzystwie jest moja ciotka -
        Niemka. Po polsku nie mowi (chodziaz jako dziecko byla dwujezyczna), rodzinie z
        Polski zakazuje rozmawiac przy sasiadach po polsku, bo sie wstydzi biedaczka.
        Raz ja odwiedzialam i nie chce wiecej.

        Dwujezycznosc jak widac nie jest dla wszystkich tak normalna, jak dla nas,
        ktorzy szukaja wzajemnego wsparcia na tym forum.
    • bachula_gr Re: Spotkania. 23.03.06, 09:06
      A ja 10 lat temu spotkalam JASIA.
      Bylam wtedy na stypendium we Francji w Lille. Studencka wymiana, Polacy i
      Francuzi a wyklady po angielsku.
      Na dworcu kolejowym sprawdzalismy ze znajomymi mozliwosci transportowe na
      weekend. Podszedl do nas mlody chlopak, ktory juz jakis czas nam sie przygladal
      a jak sie potem okazalo- nie tyle przygladal co przysluchiwal. "Czesc. Jestem
      Jasiu. A Wy z Polski?". I tak od slowa do slowa zaprosilismy go do naszego
      akademika. Jas opowiedzial nam swoja historie, a z niej utkwilo mi w pamieci
      zwlaszcza jedno zdanie:
      "Moj tatus B Y L Polakiem a potem sie ozenil z mamusia, zamieszkali w Paryzu i
      tu robia kariery". Wszystko to poprawna polszczyzna ale z mocnym francuskim
      akcentem. Bardzo polubilismy Jasia, on nas, tak laknal wszystkiego co polskie.
      A na weeeknd pojechalismy do Paryza, nocowalismy rzecz jasna u Jasia, on nas
      wyzywil, wyposazyl w mapy etc. Utrzymywalismy dlugo kontakt a Jas jeszcze kilka
      lat po naszym wyjezdzie przysylam piekne kartki swiateczne z zyczeniami po
      polsku.
    • althea35 Re: Spotkania. 23.03.06, 11:01
      Przygoda z dziesiaj, ktora bedzie miala ciag dalszy.
      Maz zadzwonil w sprawie szczepienia na zoltaczke, wyjezdzamy niedlugo i chcemy
      sie zaszczepic przed wyjazdem. Ja slucham tego z kuchni. W pewnym momencie maz
      podaje nasze nazwisko, a po chwili maz zaczyna mowic w jakich jezykach my
      mowimy i slysze go mowiacego: Mowie bardzo slabo po polsku.
      Okazalo sie, ze lekarz z ktorym maz rozmawial mowi po polsku, po szwedzku mowil
      bedblednie. Pewnie polak, moze urodzony juz tutaj. Napisze pozniej jak wrocimy
      ze szczepienia.
Pełna wersja