Przyprawiając gulasz, wpadła do garnka dziurkowana pokryweczka i duża część
pieprzu. Trochę udało mi się zebrać, ale sos zrobił się szary i powiedziałam
mężowi co mi się przytrafiło. Na talerz kładłam tylko ziemniaki i mięso, a mąż
prosi,żeby nalać sosu więc nalałam, po chwili stwierdził, że da się zjeść.
Tak smacznego gulaszu nie jadłam dawno i już zawsze będę "ostrzyć" potrawę
bardziej tak, jak to robią Węgrzy.
PS pokryweczkę taż wyjęłam

))))))))