Dodaj do ulubionych

plusy/minusy

31.08.11, 08:41
co u Was przemówiło za tym że jesteście w UK i nie wracacie do pl? praca? pieniądze? domy z councilu? bezpieczeństwo dzieci? nauka ang?
Jestem właśnie w pl i natchnęła mnie refleksja :) z jednej strony chciałabym nie wracać do uk z drugiej... na plus przemawia dom/ nauka ang dla dzieci, lepsza niż nie jeden kurs/bezpieczeństwo - nikt dziecku roweru ani mp3 nie ukradnie, przynajmniej u mnie to się nie dzieje, rower nowy leży przed domem i nikt go sobie nie weźmie no i to , że co by sie nie działo z minimalnej pensji można przezyć i mieć dach nad głową, zaś w pl z minimalną pensją bez mieszkania można się poprostu załamać, bo na wynajem nawet nie starczy... a jak jest u Was?
Obserwuj wątek
    • 3-mamuska Re: plusy/minusy 31.08.11, 09:12
      U mnie jest tak,odkad wiemy ze syn ma dyslekcje to wiemy ze do pl nie wrocimy.
      Tu ma pomoc,od wrzesnia laptopa,pania do pomocy przy czytaniu i pisaniu,czy przy testach.

      Duzo daje mi to ze ludzie sa tacy mili usmiechnieci,jak czasem mam gorszy dzien to idac ulica,ktos sie usmiechnie az milo sie robi.
      Podejscie nie wtracanie sie, nie osadzanie.

      Teraz doszedl autyzm u prawie 4-latka wiec juz napewno nie wrocimy,ze wzgledu na niego,nie widze go w poslce w przedszkolu ani terapi ,tu ma terapie w przedszkolu,na miejscu za darmo,a nie jak w polsce o wszystko trzeba samemu walczyc,a jeszcze klody pod nogi.
      w polsce ludzie sa jakos tak bardziej zesrtesowani,jak jade to zawsze cos,ktos sie z kim sie odzywa,ktos obrazony do grobowej deski,oceniaja ach duzo by gadac.

      Na koncu sa pieniadze,tu moge pozwolic sobie na zostanie,zwlaszcza z mlodym w domu,w polsce bym nie mogla.
      • najma78 Re: plusy/minusy 31.08.11, 10:04
        Dla mnie zycie w PL nie ma plusow, ja takich jak do tej pory nie znalazlam. Uk nie jest idealnym krajem, ale dla mnie do zaakceptowania, lubie tu zyc o powrocie nawet nie mysle. Nie jezdze do PL na wakacje, nie tesknie, a osoby, ktore sa mi bliskie przyjezdzaja do mnie.
    • magda_rn Re: plusy/minusy 31.08.11, 10:28
      Na dzień dobry, minusem chyba będzie to:
      imageshack.us/photo/my-images/233/img4541f.jpg/
      To jest w moim mieście:))
      Odkąd straciło status miasta wojewódzkiego, stacza się po równi pochyłej.
      W niedzielę, przekraczając granicę, wkroczyliśmy do slumsów. Nie wiem jak Ci ludzie żyją, ale Polska to obraz nędzy. Nie chcę mieszkać w takim kraju. Wszędzie naokoło rudery, brud i śmietnik. Jest lato a po przekroczeniu granicy, przepraszam za obrazowy opis, dostaliśmy w gardłach gluta, powietrze jest gęste od smogu, kurzu i cudownie trujących toksycznych związków z wypalanych śmieci. Samochód trzeba myć co 3/4 dni. Za granicą wystarczy raz na 3/4 tyg... Byliśmy teraz w Londynie półtora miesiąca, a dzieć nie kasłał, w Polsce co tydzień chrycha jak stary palacz...
      W Anglii przeraża mnie opieka medyczna. W Polsce mamy bardzo dobrą pediatrę. Nie przegina z antybitykami, ale jeżeli dziecko jest chore, to nigdy tego nie lekceważy zbywając paracetamolem. Nigdy nie domówiła mi skierowania na badania. Tu (na forum) czytałam, że w Angli kazali czekać na wizytę czekać kilkanaście tygodni. My też mieliśmy taki przypadek, nie chciała zarejestrować Alka na dzień, w którym mąż dzwonił, ustąpiła po awanturze i komentarzu o dysktryminacji (mój chłop przyjął taktykę "ofiary":)), no i co z tego, że zarejestrowała, jak lekarz i tak stwierdził, że zielonobrązowoflegmiastego gluta się nie leczy:)).
      Jak wróciliśmy do Polski i opowiadałm w przychodni o angielskiej słuzbie zdrowia, to zbiegałay się pielęgniarki i lekarze:)). A obrastały w piórka..... Ale jak już tak schwaliłam polską opiekę, to zaraz niedługo, pani jaśnie doktor odmówiła mi przyjęcia dzieciaka...
      W polsce jakość wszystkich towarów bardzo odbiega od tych za zachodnią granicą. U nas promocja polega na wystawieniu skrzynek ze zgniłymi pomidorami, śliwkami, czy czymkolwiek. Jesteśmy traktowani jak świnie. Na półkach ciężko znaleźć cokolwiek świeżego.
      Jeste tego tyle, tego na minus, w Polsce, że powstałby jakiś esej chyba.
      Za pozostaniem w Polsce, teraz przemawia tęsknota za rodzicami. Jestem jedynaczką, oni też tu nie mają rodziny, rodzeństwo porozjeżdżało się po Polsce. Mam dorosłą córkę, która jest na miejscu, ale wiem, że ona ma swoje życie i nie poświęci im tyle uwagi, ile ja.
      Z jednej strony rodzice rozumieją, że chcemy lepszego życia dla dziecka, ale zawsze byliśmy bardzo blisko i uczucie pustki i rozłąki ich i mnie dręczy. I podstawowe pytanie jakie sobie zadaję w tym przypadku, to czy mam prawo odbierać im na stare lata rodzinę..., mają tylko dwoje wnucząt...?
      Idę się wypłakać...


    • ewa_g96 Re: plusy/minusy 31.08.11, 10:48
      No to ja się wypowiem z perspektywy tej co wróciła do Polski :)
      Wróciliśmy ze względu na dzieci - 13 i 15 letnie bo 4 latkowi to nie przeszkadzało nic. Dzieciaki chodziły 2 lata do szkół w Anglii. Syn jakoś dał radę, zaprzyjaźnił się z dziećmi i super podłapał język. Córka - tragedia, totalna blokada i bardzo marny kontakt z rówieśnikami. Do tego w szkole wieczne wyzwiska ze strony dzieciaków - interwencje nie wiele pomogły. W Polsce odżyły i zupełnie inne dzieci. To na plus. Mi Anglii bardzo brakuje, tych uśmiechów na ulicach i w sklepach, tego że nikt nie marudził że trzeba w kolejce postać i poczekać itp. Uwielbiałam promocje w sklepach i wyprzedaże. Z lekarza nie korzystałam za dużo ani w UK ani w Polsce więc nie narzekam bo i tu i tam załatwiam co potrzebuję. A okradziono nas w UK dwa raz- raz wszystkie narzędzia z garażu a drugi raz z garażu wyniesiono rower syna. Po rocznym pobycie w kraju ja nadal tęsknie a dzieciaki nie chcą myśleć o powrocie.
    • aniaheasley Re: plusy/minusy 31.08.11, 11:20
      Dla wyjasnienia oraz dla tych, co wlasnie spisuja liste plusow i minusow, zeby nie bylo potem, ze forum w blad kogos wprowadzilo: rowery i mp3 w UK tez kradna jak najbardziej.
      • marninor Re: plusy/minusy 31.08.11, 11:36
        ;)) Ania- sądzisz że po tym poście liczba chętnych na wyjazd wzrośnie? ;)) napisąłam że to u mnie się nie dzieje, w moim mieście, w mojej dzielnicy... wszystko sobie leży przed domem- dzieci się bawią, jak ktoś nie schowa - nie zginie, nawet jeśli nowiusieński drogi rower... komórek przy domach ludzie nie zamykają, u mnie na ulicy dużo ludzi nie zamyka nawet drzwi na klucz jak wychodzi- dla mnie to duży plus , bo teraz w warszawie- powtarzam dziecku że jak ktoś będzie chciał ci zabrać rower to oddaj , nie walcz- żeby ci się krzywda nie stała bez sensu...
      • ta_ruda Re: plusy/minusy 31.08.11, 11:48
        tak, a mnie to nawet kola od roweru ukradli! (w Londynie)

        aniaheasley napisała:

        > Dla wyjasnienia oraz dla tych, co wlasnie spisuja liste plusow i minusow, zeby
        > nie bylo potem, ze forum w blad kogos wprowadzilo: rowery i mp3 w UK tez kradna
        > jak najbardziej.
          • a-inka Re: plusy/minusy 31.08.11, 12:11
            Spokój.Mój wewnętrzny spokój,bo rachunki zapłacone na czas,bo mam co do gara włożyć,bo nie płaczę po nocach,że znowu na coś mi brakuje.Nie martwię się,że za tydzień dzieci ida do szkoły,a ja nie mam za co kupić im wyprawki.
            Nie martwię się,że jak za dwa miesiące będę rodzić,ktoś mnie nazwie idiotką,co przeć nie umie i bez pozwolenia zaaplikuje jakiś lek,a potem się wyprze.
            Mój spokój przekłada się na całą rodzinę,dzieci są szczęśliwsze,zmieniły sie na korzyść,odkąd tutaj mieszkamy.Kiedyś bardzo tęskniły za PL,za rówiesnikami,od pewnego czasu już nawet nie wspominają...

            Oczywiście,są minusy mieszkania w UK,ale tych jest niewiele,moim zdaniem...jakby tak nie było,mieszkalibyśmy w raju na ziemii;),ale plusów jest przeważająca większość.
          • cherrie Re: plusy/minusy 31.08.11, 12:23
            eh, no to moze ja teraz, w koncu za 3 dni wyjezdzam do PL!
            Mam bardzo mieszane uczucia...niby w planach wyjazd do Niemiec, ale juz sama nic nie wiem.
            Zaczne od plusow dla UK:
            - latwosc zalatwiania czekokolwiek/gdziekolwiek, brak biurokracji,
            - duzy wybor towarow w sklepach, i jego dostepnosc (bez wzgledu na dochody),
            - mozliwosc utrzymania rodziny z jednej pensji,
            - mozliwosc mieszkania w domu z ogrodkiem
            - czyste powietrze
            Minusy:
            - pogoda!!!!
            - brak rodziny
            - ciagle uczucie, ze jest sie obcym! I to bez wzgl na ilosc lat tutaj spedzonych, zawsze bedzie sie tym obcym
            - opieka medyczna, nie nie bede narzekac doslowinie, chodzi o to, brak mozliwosci leczenia prywatnego, tj. jak w pl - telefon, wizyta jeszcze tego samego dnia, stowka i po sprawie.
            Tutaj nawet jak bym chciala, to nie mozna!
            - znajomosc jezyka
            - smieci, brud dookola, niedbalstwo,
            - jedzenie - akurat tutaj gdzie mieszkam, jest okropno. Wiekszosc importowana z calego swiata, opakowana, zafoliowana, bleee. Na targu znowu, oprocz zmiemniakow, marchewki i kapusty nic wiecej. Tesknie za pomidorkami o smaku pomidorow, szyneczce ze swinki, z cioteczki zagrody, czy jaja od swojskich kurek.
            - wszedzie teren prywatny, nie ma wlasciwie ziemi niczyjej, gdzie mozna by z dzieckiem po laczce pobiegac, nie ma drog innych niz asfalt...


            Moze wszystko zalezy, gdzie kto trafi. Pewnie sa rejony, gdzie Polacy sa bardziej szczesliwi i rejony gdzie mniej. Duzo tez zalezy od tego co na nas czeka w PL, a od czego z tej PL uciekalismy.

            Ja chwilowo nie chce juz byc w UK, nie jestem pewna co do PL, nie mam przekonania do Niemiec, szczegolnie przeraza mnie fakt....zaczynania znowu wszystkiego od poczatku.
            Chcialabym juz znalezc to swoje miejsce na ziemi, gdzie bede mogla uwic sobie gniazdko i pozyc troszke jeszcze zanim starosc nas dopadnie.

    • 18_lipcowa1 Re: plusy/minusy 31.08.11, 12:28
      No cóz, ja jestem po drugiej stronie.
      Wróciłam do Pl po 4 letnim pobycie w UK.
      W lutym będzie 2 lata od powrotu i nie żałuję, choć UK wspominam z uśmiechem na twarzy,brak mi wyprzedaży takich jak w UK ;-)
      Jednak kontakt z rodziną dla mojej córki- z babciami, dziadkami - NiEOCENiONY!
      • mrs.t Re: plusy/minusy 31.08.11, 14:09

        >Ludzie w Pl mniej mili, mało usmiechnięci, pchający sie do autobusów, nie myjący się (niestety
        >nwet moje dzieci to wyczuły), dużo pijanych i czepialskich ludzi, duzo spraw urzędowych do >załatwiania i zawsze się czegoś nie doniesie (norma), w sklepach nie przyjmują towarów do />zwrotu jak się rozmyślę (jak mnie to wkurza!), sprzedawcy patrzący krzywo jak dziecko >czegokolwiek dotknie w sklepie i robiący łaskę że żyją.

        no wlasnie, lipcowa, i inne ktore sa w pl
        a jak wasze ustosunkowanie co do powyzszych?
        • 18_lipcowa1 Mrs.t 31.08.11, 16:34
          mrs.t napisał:

          > >Ludzie w Pl mniej mili, mało usmiechnięci, pchający sie do autobusów, nie
          > myjący się (niestety
          > >nwet moje dzieci to wyczuły), dużo pijanych i czepialskich ludzi, duzo spr
          > aw urzędowych do >załatwiania i zawsze się czegoś nie doniesie (norma), w s
          > klepach nie przyjmują towarów do />zwrotu jak się rozmyślę (jak mnie to wku
          > rza!), sprzedawcy patrzący krzywo jak dziecko >czegokolwiek dotknie w sklep
          > ie i robiący łaskę że żyją.
          >
          > no wlasnie, lipcowa, i inne ktore sa w pl
          > a jak wasze ustosunkowanie co do powyzszych?


          Moje ustosunkowanie jest takie : jak przyjechałam do PL to czekałam, wręczy czyhalam na tych wstrętnych, szarych ludzi którzy wpychają się przed matkę z dzieckiem , potrącą staruszkę, zbluzgaja. I co? I nic. Owszem buraki trafiają się wszędzie ( mnie i mój wózek akurat cham potrącił w UK- Anglik ) ale ogólnie nie wiem czy to nie jest takie zaklinanie rzeczywistosci.
          Na zasadzie '' jestem w UK sama jak palec, ale sie nie przyznam wolę opluc ludzi w PL to mi sie poprawi''.
          Ale wracając do sedna...
          No czekalam na tych chamów i nic. Służba zdrowia ok, a miałam przeboje typu- powikłania skórne po szczepieniu oraz wizyty na oddziale w Gdansku na Polanki, rehabilitacja, normalne wizyty z soba. Zero chamsta.
          Pytam koleżanek - matek o porodówy- zero chamstwa, bardzo sobie chwalily.
          Czekam na tych chamow w autach- ludzie się zatrzymują, przepuszczają, jeżdzą na suwak.
          Czekam na szykanowanie matek z dziecmi- zero. Panie w sklepach miłe, pogadają przy kasie, doradzą szynkę, dadzą dziecku lizaka. W autobusie zawsze jestem z dzieckiem przepuszczana, ustepuja mi miejsca, nikt sie krzywo nie patrzy jak dziecko krzyczy, raczej sa miłe uwagi.
          Ogromną, bezinteresowną pomoc uzyskalismy od znajomych oraz obcych w zakresie pracy, remotnu mieszkania, ogólnie zycia.

          Ja naprawdę tego nie widze o czym piszą forumki, a czekałam na to, no czekałam.
          Zyje w duzym miescie, bywam w wielu miejscach, w przyuchodniach, pocztach, aquaparkach, jezdzę autem, wszystkimi innymi srodkami komunikacji.
          Nikt sie na mnie ani moje dziecko krzywo nie patrzy, nikr mnie nie ocenia. Naprawde, a wystawiałam się jak moglam, zeby tylko uslyszec/ poznac tą chamską polskę.
          Ludzie są mili, nie szarzy, normalni, zwyczajni.

          Zaklinanie rzeczywistosci przez forumki jest strasznie silne.
          • ta_ruda Re: Mrs.t 31.08.11, 17:05

            Ogolnie Polacy pewnie nie sa niemili, ale sa takie rozne przypadki - ostatnio na slasku robilam sobie rentgen zebow, i Pani w tym punkcie przeswietlen nie miala 'drobnych'. Wiec ja sobie zazartowalam ze trzeba szefa poprosic zeby wiecej drobyn do kasy przywozil. Jak Pani na mnie naskoczyla!!! Ze ona szefowi nic nie bedzie mowic, ze jak ona moze szefowi takie cos powiedziec, i ze nie wie o co mi chodzi.


            Podobna sytuacja miala sie w ogrodku piwnym gdzie kupowalam cole i Pani nie miala wydac (dalam jej 10 zl, a cola kosztowala 4zl); na moja odpowiedz ze niestety nie mam drobnych ona powiedziala ze 'to ja nie mam wydac'. Na co ja zartem mowie ze trzeba szefowi powiedziec zeby wiecej drobnych do kasy przywozil rano podczas gdy szukalam drobnych w portfelu. Boze, dziewczyna sie tak wkurzyla ze zaczela przeklinac.

            Ogolnie, zaskakuje mnie takie nastawienie 'nie moje to co mnie to obchodzi'.

            Mysle ze w UK obsluga klienta jest o wiele lepsze niz w Polsce.
            • 18_lipcowa1 Re: Mrs.t 31.08.11, 17:46
              . Wiec ja sobie zazartowalam ze trzeba szefa poprosic zeby wiecej
              > drobyn do kasy przywozil. Jak Pani na mnie naskoczyla!!! Ze ona szefowi nic nie
              > bedzie mowic, ze jak ona moze szefowi takie cos powiedziec, i ze nie wie o co
              > mi chodzi.


              W Uk też byś tak zazartowała?


              > Podobna sytuacja miala sie w ogrodku piwnym gdzie kupowalam cole i Pani nie mia
              > la wydac (dalam jej 10 zl, a cola kosztowala 4zl); na moja odpowiedz ze niestet
              > y nie mam drobnych ona powiedziala ze 'to ja nie mam wydac'. Na co ja zartem mo
              > wie ze trzeba szefowi powiedziec zeby wiecej drobnych do kasy przywozil rano po
              > dczas gdy szukalam drobnych w portfelu. Boze, dziewczyna sie tak wkurzyla ze za
              > czela przeklinac.


              Ty masz naprawdę jakiś problem z tymi drobnymi albo wyolbrzymiasz sprawe.
              Ja miałam z drobnymi problem może z raz, albo dwa.


              >
              > Mysle ze w UK obsluga klienta jest o wiele lepsze niz w Polsce.

              Na pewno.
              • jaleo Re: Mrs.t 31.08.11, 18:04
                Oj Lipcowa, zaklinasz rzeczywistosc tak, ze az sie skrzy!!

                Ja w Polsce bylam moze w sumie dziesiec dni w ciagu ostatnich dwudziestu lat, i CODZIENNIE i w prawie kazdym sklepie mieli problem z wydawaniem reszty. Nie mowie tu o placeniu banknotem 100 zl za sume 2 zl. To jest w Polsce PLAGA!

                No ale, jesli dwadziescia pare osob tu pisze, ze jest tak, a jedna, ze jest inaczej, to wg Ciebie te dwadziescia pare zaklina rzeczywistosc? Hehehe
                • 18_lipcowa1 Re: Mrs.t 31.08.11, 18:15

                  > Ja w Polsce bylam moze w sumie dziesiec dni w ciagu ostatnich dwudziestu lat, i
                  > CODZIENNIE i w prawie kazdym sklepie mieli problem z wydawaniem reszty. Nie m
                  > owie tu o placeniu banknotem 100 zl za sume 2 zl. To jest w Polsce PLAGA!


                  Nie wiem serio , nie wiem gdzie Wy znajdujecie takich ludzi.


                  > No ale, jesli dwadziescia pare osob tu pisze, ze jest tak, a jedna, ze jest ina
                  > czej, to wg Ciebie te dwadziescia pare zaklina rzeczywistosc? Hehehe


                  Wg mnie kazdy ocenia wg siebie, a prawda jest taka ze ludzie w UK są bo im w Pl było źle. To co sie dziwic ich opiniom z drugiej strony.
                  • ta_ruda Re: Mrs.t 31.08.11, 18:23
                    Lipcowa, moze Ty chodzisz do ekskluzywnych sklepow w ktorych klient wydaje na jedna rzecz kilkaset zlotych i wtedy nie pytaja cie o drobne, bo i pewnie placisz karta. To samo dotyczy restauracji - pewnie chodzisz do ekskluzywnych lokali.
                    Ja raczej 'srednia polka' wiec czest TAKICH ludzi znajduje. Moze mam za duzo kontaktu w ludzmi i powinnam czesciej w domu siedziec;-)

                    No i oczywiscie, jesli sprzedawca pyta cie o drogne a Ty szybko te drobne znajdujesz to oczywiscie problemu nie ma i wszyscy sa dla siebie mili. Problem jest wtedy kiedy jako kupujacy zwrocisz uwage ze drobne mozna najzyczajniej w swiecie rozmienic w banku dzien wczesniej i miec ich w kasie.

                    a swoja droga, ja sie zawsze zastanawiam co oni z tymi drobnymi robia, bo ludzie zazwyczaj im te drobne daja.

                    18_lipcowa1 napisała:

                    >
                    > > Ja w Polsce bylam moze w sumie dziesiec dni w ciagu ostatnich dwudziestu
                    > lat, i
                    > > CODZIENNIE i w prawie kazdym sklepie mieli problem z wydawaniem reszty.
                    > Nie m
                    > > owie tu o placeniu banknotem 100 zl za sume 2 zl. To jest w Polsce PLAGA
                    > !
                    >
                    >
                    > Nie wiem serio , nie wiem gdzie Wy znajdujecie takich ludzi.
                    >
                    >
                    > > No ale, jesli dwadziescia pare osob tu pisze, ze jest tak, a jedna, ze je
                    > st ina
                    > > czej, to wg Ciebie te dwadziescia pare zaklina rzeczywistosc? Hehehe
                    >
                    >
                    > Wg mnie kazdy ocenia wg siebie, a prawda jest taka ze ludzie w UK są bo im w Pl
                    > było źle. To co sie dziwic ich opiniom z drugiej strony.
                    >
                    >
                    >
                    • 18_lipcowa1 Re: Mrs.t 31.08.11, 18:28
                      ta_ruda napisała:

                      > Lipcowa, moze Ty chodzisz do ekskluzywnych sklepow w ktorych klient wydaje na j
                      > edna rzecz kilkaset zlotych i wtedy nie pytaja cie o drobne, bo i pewnie placis
                      > z karta. To samo dotyczy restauracji - pewnie chodzisz do ekskluzywnych lokali.

                      Chodze do Reala, Tesco, Biedronki, Rossmana, HM, Zary, Cubusa, osiedlowego spozywczako- monopolu oraz osiedlowego warzywniaka. Zaden tak exlusiff.
                      Również do pubów, restauracji, kina, aquaparku, fryzjera.
                      I nie mam takich problemów.
                      A jeśli mam to każdy pyta grzecznie a ja albo mówie ze mam,albo ze nie mam i tyle -to jeszcze chyba nie grzech?


                      > No i oczywiscie, jesli sprzedawca pyta cie o drogne a Ty szybko te drobne znajd
                      > ujesz to oczywiscie problemu nie ma i wszyscy sa dla siebie mili. Problem jest
                      > wtedy kiedy jako kupujacy zwrocisz uwage ze drobne mozna najzyczajniej w swieci
                      > e rozmienic w banku dzien wczesniej i miec ich w kasie.

                      Nie wiem, nie wiem. Moze mówisz to ze skwaszoną miną, tak to jest- dostajesz to co dajesz.
                      Ja naprawde nie mam problemu, wydumany jest przez was emigrantów.
                      • ta_ruda Re: Mrs.t 31.08.11, 18:30
                        no mowie pewnie z bardzo skwaszona mina;-) i w odpowiedzi sprzedajacy uprzejmie prostuje mi droge i pokazuje kto tu rzadzi. i to z pewnoscia nie klient;-)

                        18_lipcowa1 napisała:

                        > Nie wiem, nie wiem. Moze mówisz to ze skwaszoną miną, tak to jest- dostajesz to
                        > co dajesz.
                        > Ja naprawde nie mam problemu, wydumany jest przez was emigrantów.
                        >
                        >
                        >
                        >
                        >
                        >
                        >
                        >
                        >
                        • moniamech ... 01.09.11, 11:19
                          ta_ruda napisała:

                          > no mowie pewnie z bardzo skwaszona mina;-) i w odpowiedzi sprzedajacy uprzejmie
                          > prostuje mi droge i pokazuje kto tu rzadzi. i to z pewnoscia nie klient;-)

                          serio? ile ludzi tyle opinii...
                          ja tez nie spotkalam sie z brakiem drobnych w sklepikach, a jesli nawet, to zawsze sprzedawca wyskoczyl na chwile rozmienic do sklepiku obok. Wystarczy byc milym i usmiechnietym, a nie zgorzknialym.. wiele osob przylatuje z UK do PL i z WYNIOSLOSCIA robia zakupy. Bo co? lepsi sa ze nie radzili sobie w polsce i wyemigrowali?! czy moze to takie podejscie psychologiczne, ze ktos sie nade mna zawsze pastwil, to ja teraz zaczne naskakiwac na innych?
                • havana28 Re: Mrs.t 31.08.11, 18:20
                  > Ja w Polsce bylam moze w sumie dziesiec dni w ciagu ostatnich dwudziestu lat, i
                  > CODZIENNIE i w prawie kazdym sklepie mieli problem z wydawaniem reszty. Nie m
                  > owie tu o placeniu banknotem 100 zl za sume 2 zl. To jest w Polsce PLAGA!
                  >

                  A ja w Polsce jestem codziennie od paru miesięcy i nie zdarzyło mi się, żeby ktoś nie miał wydać reszty. Cuda Pani, cuda...

                  W ogole o problemach z wydawaniem reszty dowiedziałam sie z forum emigrantów..
                  • aniaheasley Re: Mrs.t 31.08.11, 18:23
                    Ej, havana cos slabo znasz ten swoj kraj, slabo. Z polskich zwyczajow i tradycji poczatku 21 wieku cieniutko wypadasz :)

                    Bywam w Polsce od czasu do czasu, ostatni raz w lipcu dwa razy, o drobne prosil kazdy sprzedawca, z ktorym mialam przyjemnosc (?) sie zetknac.
                    • havana28 Re: Mrs.t 31.08.11, 18:33
                      Zaiste zaczynam sie zastanawiać czy ja przez prawie 40 lat (sumarycznie) mieszkalam w Polsce czy moze gdzieś indziej:)

                      > Bywam w Polsce od czasu do czasu, ostatni raz w lipcu dwa razy, o drobne prosil
                      > kazdy sprzedawca, z ktorym mialam przyjemnosc (?) sie zetknac.

                      Aaaa, ale to ze proszą to nie znaczy że nie mają wydać. Wystarczy być asertywnym... Nota bene sprzedawca, który "domaga" sie drobnych to bardzo dobra okazja do pozbycia sie cięzkiego bilonu z poprzednich reszt:)
                      • illegal.alien Re: Mrs.t 31.08.11, 19:30
                        Dla mnie to jest jakis fenomen - w sklepie PSS Spolem na osiedlu moich rodzicow do niedawna panie za KAZDYM RAZEM pytaly, czy mam drobne - ja za kazdym razem mowie, ze nie, bo zazwyczaj nie mam, albo mam pomieszany bilon polski i angielski,nie bede szukac - dziwnym trafem one zawsze maja wydac - to po co pytaja?
                        Ale od niedawna to sie zmienilo, teraz pytaja tylko, jak autentycznie maja problem z wydaniem.
                        A jeszcze lepsze jest to, ze ja bylam przyzwyczajona do dawania 'koncowek' i czesto w UK na poczatku dawalam np. 5.23 jak do zaplacenia mialam 1.23 - ludzie sie raczej dziwili i mowili, ze nie potrzebuja drobnych.
                        • havana28 Re: Mrs.t 01.09.11, 05:23
                          > A jeszcze lepsze jest to, ze ja bylam przyzwyczajona do dawania 'koncowek' i czesto w UK na poczatku dawalam np. 5.23 jak do zaplacenia mialam 1.23 - ludzie sie raczej dziwili i mowili, ze nie potrzebuja drobnych.

                          Kasjerzy w UK w przypadkach kiedy ktos chce im dac końcówkę kompletnie głupieją bo nie wiedzą ile właściwie mają klientowi wydać...
                          • kalasotka Re: Mrs.t 01.09.11, 13:57
                            Kasjerzy w UK nie glupieja kompletnie, bo w przeciwienstwie do kas w malym spozywczaku w Polsce wklepuja w komputer ile dostali i wydaja bez problemu. Nie musza nic liczyc.
                            Ja zawsze daje koncowke , bo lubie sie pozbywac klepakow. Nikt sie niegdy dziwnie na mnie nie popatrzyl, a nawet kilka razy sami zapytali o koncowke.
                  • najma78 Re: Mrs.t 31.08.11, 18:31
                    havana28 napisała:

                    >
                    > W ogole o problemach z wydawaniem reszty dowiedziałam sie z forum emigrantów..

                    Nie koniecznie, bo dosc czesto sa o tym watki na ematce.
                  • cherrie wiecie dlaczego brakuje w PL drobnych... 31.08.11, 20:39
                    ja znam ten problem niejako od podszewki, bo moja mama przy kasie pracuje.
                    Sprawa wyglada tak, ze kasjerka ze soba do pracy drobne nosic musi. I ta moja mama codziennie do pracy tacha ze soba damska torebke wazaca jakies 3 kg!
                    Chodzi o to, ze w PL duzo cen ma dziwne koncowki 1.73 np. i w miejscach o duzym obrocie sporo tych drobnych sie zuzywa.
                    Kasierka pieniadze firmowe pod koniec sluzby w kasie musi zostawic, wiec jesli wyda wszystkie drobne jej zmienniczka nie bedzie miala z czego reszty wydac.
                    No wiec zmienniczka przed rozpoczeciem pracy moze isc do banku i sobie (wlasna gotowke) na drobne rozmienic. Zakladajac, ze nie zaczyna pracy o 6 rano np.
                    No bo jesli zaczyna o 6 rano, to musi pieniadze dzien wczesniej wymienic, a jesli wczesniej byla np. sobaota, lub niedziela, a do pracy isc trzeba...no to trzeba pieniedzy na 2-3 dni na przod wymienic. Przy czym nie sa to kwoty rzedu 30 zl, nie czasami dziennie zuzywa sie 100zl bilonu. A wiec, taka srednio zarabiajaca kasierka powinna miec na boku z 1000zl najlepiej swoich wlasnych pieniedzy, ktore przed rozpoczeciem sluzby wymienila by bez problemu na banknoty.
                    No a realia polskie sa takie, ze te kasjerki zbednych funduszy czesto nie maja. Poza tym, szczegolnie w duzych sieciach itp. nie ma jednego szefa, sa przelozenie, menadzerowie itp., ktorzy maja to gdzies- niech sie kasjerki martwia i tyle.
                      • ta_ruda Re: wiecie dlaczego brakuje w PL drobnych... 31.08.11, 21:29
                        no wlasnie, to jakas bzdura. wlasciciel powinien tyle drobnych zalatwic aby zawsze starczylo.

                        steph13 napisała:

                        > cherrie napisała:
                        >
                        > > kasjerka ze soba do pracy drobne nosic musi.
                        > Co za kretynski system! Toz ona tylko tam pracuje, nie jej kasa nie jej sklep!
                        > Tylko w Polsce!
                    • havana28 Re: wiecie dlaczego brakuje w PL drobnych... 01.09.11, 05:51
                      cherrie napisała:

                      > ja znam ten problem niejako od podszewki, bo moja mama przy kasie pracuje.
                      > Sprawa wyglada tak, ze kasjerka ze soba do pracy drobne nosic musi. I ta moja m
                      > ama codziennie do pracy tacha ze soba damska torebke wazaca jakies 3 kg!

                      Aż musiałam napisać do siostry, ktora na studiach sobie dorabia na kasie w jedej z sieci supermarketów. Bzdura. Bzdura. Bzdura. Żadna kasjerka nie musi własnej kasy do pracy przynosić- drobne są "na wyposażeniu" sklepu. Dziewczyna zszokowana, komu do głowy takie pomysły przychodzą. Nie rozumeim jaki masz interes pisząc takie idiotyzmy.
              • ta_ruda Re: Mrs.t 31.08.11, 18:11
                a dlaczego mialabym nie zazartowac? ale jakos przez 7 lat nie bylo nigdy potrzeby aby tak zartowac a czesto place gotowka.


                ,
                • 18_lipcowa1 Re: Mrs.t 31.08.11, 18:23
                  ta_ruda napisała:

                  > a dlaczego mialabym nie zazartowac? ale jakos przez 7 lat nie bylo nigdy potrze
                  > by aby tak zartowac a czesto place gotowka.


                  Nie wiem, ogólnie śmieszą mnie takie zarzuty. No nic na to nie poradze.
                  • ta_ruda Re: Mrs.t 31.08.11, 18:24


                    no mnie Twoje 'zarzuty' tez smiesza, i tez na to nic nie poradze.

                    18_lipcowa1 napisała:

                    > ta_ruda napisała:
                    >
                    > > a dlaczego mialabym nie zazartowac? ale jakos przez 7 lat nie bylo nigdy
                    > potrze
                    > > by aby tak zartowac a czesto place gotowka.
                    >
                    >
                    > Nie wiem, ogólnie śmieszą mnie takie zarzuty. No nic na to nie poradze.
                    >
                    • 18_lipcowa1 Re: Mrs.t 31.08.11, 18:29
                      ale jakie??????




                      >
                      > no mnie Twoje 'zarzuty' tez smiesza, i tez na to nic nie poradze.
                      >
                      > 18_lipcowa1 napisała:
                      >
                      > > ta_ruda napisała:
                      > >
                      > > > a dlaczego mialabym nie zazartowac? ale jakos przez 7 lat nie bylo
                      > nigdy
                      > > potrze
                      > > > by aby tak zartowac a czesto place gotowka.
                      > >
                      > >
                      > > Nie wiem, ogólnie śmieszą mnie takie zarzuty. No nic na to nie poradze.
                      > >
              • aniaheasley Re: Mrs.t 31.08.11, 18:21
                Lipcowa, teraz to chyba sobie zartujesz. Moze Ty w ogole do Polski nie dojechalas a to duze miasto to Berlin sie nazywa...?
                Bo w Polsce o drobne, albo o 'koncoweczke' prosi kazdy sprzedawca, od kiosku po kazdy supermarket, butik, restauracje, wszedzie.

                Nie mam wydac, nie mam reszty, oj nie bedzie nic drobniejszego szerzy sie absolutnie wszedzie.

                A co zabawniejsze, i dla mnie niepojete, to ten oryginalny Polish custom przenoszony jest teraz za lade polskich sklepow w UK. Ja sie z tego smieje, pare razy probowalam zarartowac, ze to chyba taki dodatkowy polski akcent w sklepie, ale spotkalam sie z pokerowa/niewzruszona twarza pan sprzedawczyn nie funkcjonujacych na tych samych falach.

                Ech, Polska Polska.....
                • 18_lipcowa1 Re: Mrs.t 31.08.11, 18:24

                  > Bo w Polsce o drobne, albo o 'koncoweczke' prosi kazdy sprzedawca, od kiosku po
                  > kazdy supermarket, butik, restauracje, wszedzie.


                  Nie,no dojechałam do Polski, dojechałam.
                  Owszem prosza o koncóweczki, owszem sama nawet je daję bez pytania. Ale ogólnie zarzuty uwazam za wydumane.
                  • ta_ruda Re: Mrs.t 31.08.11, 18:29
                    a, czyli prosza o koncowke, sama nawet dajesz bez zapytania (czyli oczekujesz ze pewnie beda pytac jesli nie podasz), ale my tworzymy 'wydumane zarzuty' i nam mowisz ze 'gdzie my takich ludzi spotykamy'?
                    dlaczego takie 'zarzuty' sa wydumane? i dlaczego nazywasz je zarzutami, to sa obserwacje.


                    18_lipcowa1 napisała:

                    >
                    > > Bo w Polsce o drobne, albo o 'koncoweczke' prosi kazdy sprzedawca, od kio
                    > sku po
                    > > kazdy supermarket, butik, restauracje, wszedzie.
                    >
                    >
                    > Nie,no dojechałam do Polski, dojechałam.
                    > Owszem prosza o koncóweczki, owszem sama nawet je daję bez pytania. Ale ogólnie
                    > zarzuty uwazam za wydumane.
                    >
                    >
                    >
                    >
                    • 18_lipcowa1 Re: Mrs.t 31.08.11, 18:29

                      jasne że prosza albo ja daję - a co to za problem w ogole jest.
                      wlasnie dlatego jest wydumany.





                      > a, czyli prosza o koncowke, sama nawet dajesz bez zapytania (czyli oczekujesz z
                      > e pewnie beda pytac jesli nie podasz), ale my tworzymy 'wydumane zarzuty' i nam
                      > mowisz ze 'gdzie my takich ludzi spotykamy'?
                      > dlaczego takie 'zarzuty' sa wydumane? i dlaczego nazywasz je zarzutami, to sa o
                      > bserwacje.
                      >
                      >
                      > 18_lipcowa1 napisała:
                      >
                      > >
                      > > > Bo w Polsce o drobne, albo o 'koncoweczke' prosi kazdy sprzedawca,
                      > od kio
                      > > sku po
                      > > > kazdy supermarket, butik, restauracje, wszedzie.
                      > >
                      > >
                      > > Nie,no dojechałam do Polski, dojechałam.
                      > > Owszem prosza o koncóweczki, owszem sama nawet je daję bez pytania. Ale o
                      > gólnie
                      > > zarzuty uwazam za wydumane.
                      > >
                      > >
                      > >
                      > >
                      • dorotus76 Re: Mrs.t 31.08.11, 18:56
                        Najlepiej z rana na zakupach w warzywniakach osiedlowych: "Drobne ma? Bo jeszcze nie utargowałam" (z oburzeniem!), płaciłam 50 zl banknotem za warzywa, około 12 zł. Albo Panie wylatujące w fartuchu do sklepów obok, zostawiające całą kolejkę, bo nie mają wydać.
                        Najlepsze jest to, że ja wcale tego nie szukałam w Polsce jak przyjechałam, ale sobie przypomniałam, jak to było kiedyś, bo nic się nie zmieniło.
                  • aniaheasley Re: Mrs.t 31.08.11, 18:34
                    Nie no ja tez nie twierdze, ze to jest jakis wielki minus Polski, ze nie mozna nie miec drobnych w sklepie, raczej taka zabawny choc irytujacy drobiazg, a niggle.

                    Mnie temat plusy/minusy mieszkania tu czy tu troche juz nie dotyczy, Polska to kraj dziecinstwa i mlodosci wczesnej, nie ma momy o zadnych powrotach, ale cos co mnie w Polsce bardzo sie zawsze podobalo, i gdybym teraz z niej miala wyjezdzac, to chyba by mi brakowalo, to atmosfera kameralno-biesiadna w kulturze, wszelkiego rodzaju gale piosenki, festiwale muzyki wszelakiej, od cyganskiej po zydowska, lwowska, przeglady poezji, ktore sa robione na skale krajowa, z duzym smakiem, i przyciagaja uwage 'calej Polski', 'wszyscy' o nich mowia, prowadzi je Torbicka, albo inny Michal Bajor, sa bardzo sympatyczne, i chyba troche unikalne w Europie. I nie da sie ich nie zauwazyc, nie mijaja niezauwazone poza mala hermetyczna grupka jak to czesto ma miejsce w UK.
                    • golfstrom Re: Mrs.t 31.08.11, 21:38
                      No patrz, Aniu. Kiedy wyjezdzalam z Polski to biesiady tak opanowaly telewizje, ze w bardzo zlym tonie bylo je ogladac. Kilka lat pozniej podobnym obciachem bylo sluchanie spiewanej poezji Piotra Rubika (vide "twoja stara klaszcza na Rubiku" jako ponizajace wyzwisko).

                      Ech, perspektywa :)
                      • aniaheasley Re: Mrs.t 31.08.11, 23:39
                        Mnie sie kojarzy biesiada z Biedrzynska i z Beata Rybotycka, grubo sprzed okresu disco polo :)
                        A w ogole biesiada miala tutaj oznaczac ogolniejsze zjawisko polskiego biesiadowania z lykiem kultury. Ale moze rzeczywiscie to slowo wyswiechtalo sie zanadto.
                        Albo chocby takie klimaty jak bielyje rozy i Natasza Urbanska. Bardzo polskie i nigdzie takie jak tam.
                • ta_ruda Re: Mrs.t 31.08.11, 18:26
                  ciesze sie ze to nie tylko ja sie spotykam z tymi kamiennymi twarzami w odpowiedzi na moje zarty na temat drobnych;-)

                  aniaheasley napisała:

                  > A co zabawniejsze, i dla mnie niepojete, to ten oryginalny Polish custom przeno
                  > szony jest teraz za lade polskich sklepow w UK. Ja sie z tego smieje, pare razy
                  > probowalam zarartowac, ze to chyba taki dodatkowy polski akcent w sklepie, ale
                  > spotkalam sie z pokerowa/niewzruszona twarza pan sprzedawczyn nie funkcjonujac
                  > ych na tych samych falach.
                  >
                  > Ech, Polska Polska.....
                    • jaleo Drobne 31.08.11, 20:54
                      Te dwie dziewczyny piszace, ze NIGDY w PL w sklepie nie maja problemu z "reszta" to chyba w jakiejs alternatywnej rzeczywistosci zyja.

                      Tak jak pisalam, ja rzadko do PL jezdze, ale ten jeden szczegol mi w pamieci zawsze utknie, bo gdzie nie pojde, to nie maja wydac reszty! Moze to na mnie sie tak uwzieli i jak widza, ze Jaleo nadciaga do sklepu, to chowaja drobne??

                      Nie chwalac sie, ja szmat swiata zjechalam, taki mam zawod, w zeszlym tygodniu w Indiach, w pazdzierniku w Costa Rice, w listopadzie w Maroku ;-) I przyznam, ze nigdzie, powtarzam, nigdzie na swiecie nie spotkalam sie z tym ewenementem, to jest typowo polski zwyczaj! W innych krajach, nawet jak nie maja reszty, to sprzedawca uwaza (calkiem slusznie), ze to jest JEGO problem, a nie kupujacego, i zwykle leci gdzies obok rozmienic.

                      Obrazek rodzajowy z mojego ostatniego pobytu w PL.
                      Ide do fotografa sciskajac w lapce banknot 100 zl. Zdjecia kosztuja 45. Fotograf widzac 100 zl robi tzw inverted whistle i kaze mi isc do Carrefoura rozmienic - bo wg polskiej kultury obslugi klienta brak reszty to jest klienta problem.
                      Lece do tego Carrefoura, wcale nie jest to "za rogiem", tylko jakies 300 metrow. Deszcz leje jak z cebra. W Carrefourze mysle sobie, duzy supermarket, drobne musza miec, nie ma sily! Kupuje dwa opakowania gumy do zucia, z pewna siebie mina wale do kasy. A gdziez tam. Ekspedientka sie na mnie patrzy, jak bym wlasnie wyszla z domu dla poplatanych. Po dlugich deliberacjach, stekaniu, utyskiwaniu, i mojej nieugietej postawie "nie ruszam sie stad dopoki pani mi reszty nie wyda" uciulala te reszt, z ktora lece do fotografa.
          • golfstrom Re: Mrs.t 31.08.11, 21:55
            > Na zasadzie '' jestem w UK sama jak palec, ale sie nie przyznam wolę opluc ludz
            > i w PL to mi sie poprawi''.

            Lipowa, sorry, ale wiesz, ze mnie ta Twoja kuchenna psychoanaliza zawsze wyprowadza z rownowagi. Tobie to jak w tym kawale, wszystko sie z dupa kojarzy.

            To jest temat wylacznie subiektywny, mowimy o preferencjach. Wiec wiadomo, ze jak ktos chce "zaklinac rzeczywistosc" na korzysc UK to bedzie to robil, a jak ktos bedzie chcial "zaklinac rzeczywistosc" na korzysc Polski (hello!), to bedzie ciagnal w druga strone.

            To nie jest licytacja. Ilez mozna Ci to tlumaczyc. Jestes na tyle inteligentna, ze na pewno to rozumiesz.
            • 18_lipcowa1 Re: Mrs.t 31.08.11, 22:35
              Dlatego napisałam przeciez że ci co w UK są to tak w wiekszosci postrzegają PL, inaczej by ich tam nie było.
              Nie ukrywajmy że wszyscy jezdzą ''poznawac nowe kultury''... Jezdzą bo w swoim rodzinnym Pcimiu Dolnym nie maja szans na normalne zycie.
              i dla nich UK to moze i raj

              ja zyje w duzym miescie, pracuje w porzadnej firmie , otoczona jestem uprzejmoscią, wiec patrze ze swojej perspektywy




              golfstrom napisała:

              > > Na zasadzie '' jestem w UK sama jak palec, ale sie nie przyznam wolę oplu
              > c ludz
              > > i w PL to mi sie poprawi''.
              >
              > Lipowa, sorry, ale wiesz, ze mnie ta Twoja kuchenna psychoanaliza zawsze wyprow
              > adza z rownowagi. Tobie to jak w tym kawale, wszystko sie z dupa kojarzy.
              >
              > To jest temat wylacznie subiektywny, mowimy o preferencjach. Wiec wiadomo, ze j
              > ak ktos chce "zaklinac rzeczywistosc" na korzysc UK to bedzie to robil, a jak k
              > tos bedzie chcial "zaklinac rzeczywistosc" na korzysc Polski (hello!), to bedzi
              > e ciagnal w druga strone.
              >
              > To nie jest licytacja. Ilez mozna Ci to tlumaczyc. Jestes na tyle inteligentna,
              > ze na pewno to rozumiesz.
              • golfstrom Re: Mrs.t 31.08.11, 22:44
                Gdyby Cie kiedykolwiek naszla ochota, aby przestac idiotycznie generalizowac swoje doswiadczenia i zamykac innych ludzi w stereotypach, napisze raz jeszcze.

                Ja rowniez mieszkalam w duzym miescie, studiowalam na starym uniwersytecie, pracowalam w bogatych firmach i mam kompletnie inne doswiadczenia od Twoich.

                Nie chce mi sie z Toba grac w ping ponga, bo i tak zaprzeczysz, ze napisalas cos innego.
                Moze to jest wlasnie sekret niedostrzegania minusow zycia w Polsce?
          • magda_rn Re: Mrs.t 31.08.11, 22:24
            Może dlatego, że większe miasto...? Chociaż Warszawa pełna jest tych właśnie chamków.
            Ja mieszkam w małym mieście (ok 45tys). Każdy każdego zna, jeżeli nawet nie zna, to nie zaszkodzi go obgadać, coś mu poubliżać, masakra, miasto zakapiorów... Panie w sklepie, owszem miłe, p. doktor obecnie fajna, pielęgniarki miłe, ale myślę, że wynika to bardziej z dużej konkurencji na rynku, niż z charakteru. Chociaż kilka miłych z natury osób spotkałam:)). Podrzucę Ci link, zobacz jaka słoma wychodzi z butów moim ziomkom:/

            forum.gazeta.pl/forum/w,557,128412494,,niech_forum_lokalnym_bedzie_a_nie_arena_Pszemma.html?v=2
            To jest forum regionalne...
        • 3-mamuska Re: plusy/minusy 01.09.11, 16:30
          klepach nie przyjmują towarów do />zwrotu jak się rozmyślę (jak mnie to wku
          > rza!), sprzedawcy patrzący krzywo jak dziecko >czegokolwiek dotknie w sklep
          > ie i robiący łaskę że żyją.

          O to zapomnialam,jak w polsce corka cos w sklepie dotknela to od razu wielkie halo.masakra jakas,i zeby nie bylo ze cos niszczyla,dotknela roczki od wozka dla lalek i pobujala,a ja jej chcialam kupic taki wozek,dlatego chcialysmy sprawdzic czy jej pasuje.
          • ta_ruda Re: plusy/minusy 01.09.11, 16:39

            jakies 2 lata temu, na Dworcu Centralnym w Warszawie, bylysmy z mama w kiosku/malym sklepie z gazetami i napojami itd itp. Wybieralysmy cos do picia, i ja wzielam butelke Coli po czym idac dalej na polce 50cm dalej zobaczylam Fante - zostawilam wiec ta cole na tej polce co fanta byla i chcialam podejsc do kasy, ale pani sprzedawczyni bardzo szybkoo mi wytlumaczyla 'ze towar sie odklada tam skad sie go wzielo bo ona nie ma czasu no poprawianie'.
            Na co ja odparlam ze skoro nie ma czasu na obsluge klienta to my sobie pojdziemy gdzie indziej.

            3-mamuska napisała:

            > O to zapomnialam,jak w polsce corka cos w sklepie dotknela to od razu wielkie h
            > alo.masakra jakas,i zeby nie bylo ze cos niszczyla,dotknela roczki od wozka dla
            > lalek i pobujala,a ja jej chcialam kupic taki wozek,dlatego chcialysmy sprawdz
            > ic czy jej pasuje.
          • 18_lipcowa1 Re: plusy/minusy 01.09.11, 17:12
            zeby nie bylo ze cos niszczyla,dotknela roczki od wozka dla
            > lalek i pobujala,a ja jej chcialam kupic taki wozek,dlatego chcialysmy sprawdz
            > ic czy jej pasuje.


            a ja latam po róznych sklepach gdzie kazdy sie do dziecka usmiecha
    • 1mzeta Re: plusy/minusy 31.08.11, 13:01
      Do UK przyjechałam z zamiarem zostania na dwa lata- żeby sobie budżet wywindować. W pierwszy dzień w pracy poznałam mojego przyszłego- obecnego męża. Po roku byliśmy już parą i plan powrotu do Pl się zmienił. Na dzień dzisiejszy wiem,że nie wracam- bo nie ma po co.
      Dwie główne rzeczy, które mnie w UK denerwują/dobijają to : pogoda i brak najbliższej rodziny- rodziców. O ile tego pierwszego nie zmienię to to drugie za kilka lat ulegnie zmianie bo przeprowadzą się do mnie i będzie lepiej.
      Za każdym razem jak jadę do Pl to się zastanawiam jak ci ludzie tam żyją, te ceny w sklepach zabójcze w zestawieniu z zarobkami- zresztą widzę po moich znajomych.... ci co nie mają rodzin to jeszcze jako-tako ale też harówka, ci co mają dzieci to pot i łzy.
      Załatwić cokolwiek to masakra- ludzie są dla urzędników- nie odwrotnie.

      Nie żeby w UK było Eldorado - ale o niebo lepiej niż w Pl- przynajmniej mnie.
      • najma78 Re: plusy/minusy 31.08.11, 13:16
        Pogoda w UK fajna nie jest, ale polska tez nie, zwlaszcza te dlugie i bardzo mrozne zimy, lata tez bywaja rozne, ja bym polskiej pogody jako plusa nie stawiala.
        Polska opieka zdrowotna i ta mozliwosc a raczej koniecznosc korzystania z prywatnej to jakas katasrofa. Stowka i po sprawie hahaha:D najczesciej tych stowek trzeba wydac bardzo wiele a gorzej jak ich sie za wiele nie ma.
        • 1mzeta Re: plusy/minusy 31.08.11, 22:04
          Tylko z zimą w UK jest tak,że przez całą zimę mam wrażenie,że bez przerwy listopad jest- brak śniegu mnie dobija. No i potrafi deszcz padać- ja już wolę te -15 i śnieg :)
      • magda_rn Re: plusy/minusy 31.08.11, 13:21
        Popłakałam, teraz mi lepiej. Jadę do matuli.
        Odnośnie pogody, w Anglii jest wspaniała. To lato było rewelacyjne:D Nienawidzę upałów!!!
        W domu w Polsce mam dwa klimatyzatory, a mimo to chodzę wiecznie oblepiona jakbym mieszkała w Malezji...:/ Temperatura przekraczająca 25st., dla mnie jest zabójcza:))
        Jeszcze tu zajrzę:)
    • illegal.alien Re: plusy/minusy 31.08.11, 13:26
      Przyjechalam tu do liceum, zostalam na jedne studia, drugie studia, potem dziecko, mam tu teraz rodzine, mieszkanie i moje zycie jest tu.
      Nie wykluczam, ze kiedys sie wyprowadzimy do PL czy do Zim, ale na razie nam tu dobrze (z tym, ze mi bardziej niz mojemu W).
      Plusem UK jest to, ze moge pracowac w moim zawodzie bez plecow i znajomosci - i moge otrzymac szkolenie na super poziomie. Niestety, w PL raczej nie byloby tak fajnie.
      Minusem jest odleglosc od rodziny - ale latamy w ta i z powrotem, to jakos jest ok ;)
      • dorotus76 Re: plusy/minusy 31.08.11, 13:47
        Jestem miesiąc w Pl z dziećmi i się nie mogę doczekać powrotu do UK!
        Pogoda to akurat w Pl jest fatalna, długie zimy (niecierpię marznąć a potem roztopów) a to lato było straszne (mieszkamy u dziadków nad Bałtykiem).

        Ludzie w Pl mniej mili, mało usmiechnięci, pchający sie do autobusów, nie myjący się (niestety nawet moje dzieci to wyczuły), dużo pijanych i czepialskich ludzi, duzo spraw urzędowych do załatwiania i zawsze się czegoś nie doniesie (norma), w sklepach nie przyjmują towarów do zwrotu jak się rozmyślę (jak mnie to wkurza!), sprzedawcy patrzący krzywo jak dziecko czegokolwiek dotknie w sklepie i robiący łaskę że żyją.

        Z plusów w Pl to obecnie duży wybór krajowych śliwek i świetny dentysta.
    • zurekgirl Re: plusy/minusy 31.08.11, 14:09
      Mi wszystko w UK odpowiada poza tym, ze nie mam tu rodziny i przyjaciol oraz braku kontaktow z lekarzami-specjalistami (nie wiem juz sama, czy to zle czy dobrze). Mieszkamy w Londynie, wiec typowe problemy typu tlok w komunikacji miejskiej, zbytnia multikulturowosc czasem nam dokuczaja, ale gdybysmy przeniesli sie do mniejszego miasta, pewnie juz tylko rodziny i lekarzy by nam brakowalo.
    • kalasotka Re: plusy/minusy 31.08.11, 15:02
      My z mezem 8 lat bilismy sie z myslami czy wrocic do Polski i ewentualnie kiedy. I dopiero w tym roku, po 3-miesiecznym moim z dziecmi pobycie w Polsce zdecydowalismy sie, ze nie wracamy.
      Decyzja trudna, ale czuje jakby kamien spadl mi z serca, ze juz wiem gdzie beda i moge sie bardziej skupic na zyciu tutaj.
      Przez prawie 8 lat ladowalismy pieniadze na przyszlosc w Polsce, wiec teraz tutaj nie mamy nic, a w Pl nowy dom i nie tylko.
      Ale nie narzekam, bo wiem, ze niedlugo mozemy miec tez tu swoj dom (mam taka nadzieje), a bedac w Polsce pewnie nie byloby nas na to stac.
      Minus w UK to pogoda (nie mowie, ze polskie przedluzajace zimy sa ok) jest przygnebiajaca. Brakuje mi tu owocow sezonowych dostepnych w duzych ilosciach (od babci). Tutaj kupie kilka czerosci zapakowanych i co z tym mam zrobic?:)
      Lubie w UK anonimowosc, wyprzedaze, na ktore mnie stac:)
      Poza tym duza sprawa jest egzema moja i synka. Tutaj mamy lekarstwa/kremy za darmo i dzieki temu jestesmy w dobrej kondycji. Nie musze mowic jakie sa ceny tych kremow w Polsce.
      Nie brakuje mi rodziny, bo bardzo sie pogorszyla moja rodzinna sytuacja...:(
      • justmaga Re: plusy/minusy 31.08.11, 15:12
        minus to brak rodziny zdecydowanie i moich psiapsiolek wieloletnich..
        pogoda tez , ale mi przeszkadza tylko w lecie bo ja upaly kocham ,ale jak tylko sie w Polsce robi zimno to ja juz te pogode lubie :)
        wisni mi brakuje bo tu tylko czeresnie ;)

        plus: jestem w zwiazku z obcokrajowcem, moja corka ma ciemna skore to glowny powod dla ktorego do PL nie wroce. Nie wyobrazam sobie ,ze moj M sie zaaklimatyzuje w naszym kraju. Pomijam juz ,ze tutaj pracujac w szpitalu jest w stanie wynajac mieszkanie i utrzymac 7 osob (nie mamy zadnych benefitow a ja siedze z dziecmi w domu) a w Polsce z pielegniarskiej pensji to mozliwe nie jest. Moja corka 13 letnia za nic do Polski wrocic nie chce .

    • drosophila.melanogaster Re: plusy/minusy 31.08.11, 15:19
      W sumie troche ciezko podac te plusy i minusy bez zbytniego uogolniania.
      Dla nas(jak dla wielu) glownym celem wyjazdu byly pieniadze,jednak szybko przestaly byc priorytetem.Dopoki tu nie pomieszkalam nie mialam swiadomosci jak bardzo jest nienormalne to co sie dzieje w Polsce.Trudnosci w znalezieniu pracy i/lub bardzo niskie place,zupelnie nie adekwatne do kosztow utrzymania.
      Wszechobecne ,,kolesiowanie''.Zauwazcie,ze w Polsce wszystkie sprawy sie ,,zalatwia'' i niemalze kazdy kombinuje.W przychodniach(panstwowych) brak wyposazenia gabinetow,kolejki i jeszcze te cholerne numerki grrr.Do tego recepcjonistka,ktorej boisz sie zadac wiecej niz jedno pytanie;)Do wszelkich urzedow trzeba udawac sie osobiscie z milionem swistkow i zaswiadczen.Z przyziemnych rzeczy jeszcze dodam: brak obnizonych kraweznikow i koszmarna jakosc jezdni,chamstwo kierowcow,ktorzy poganiaja pieszych na pasach lub w ogole nie przepuszczaja oraz zasmiecone i zasr.ne chodniki:/Ludzie czesto sa przygaszeni i zestresowani.
      Natomiast w UK brakuje mi(oprocz rodziny oczywiscie) takich jezior i lasow jak w Polsce.Sezonowych warzyw i owocow,ktore mozna kupic na kg a nie paczkowane.Malych sklepikow 2 minuty od domu,do ktorych bieglo sie szybko po jakis zapomniany cukier czy jajka.
      Wiadomo,ze w UK idealnie nie jest(a gdzies w ogole jest?).Jednak za kazdym razem gdy rozwazam za i przeciw,to UK wychodzi na plus.Dlatego nie planujemy powrotu,przynajmniej poki co.
    • ta_ruda Re: plusy/minusy 31.08.11, 16:26
      PLUSY
      - standard zycia wyzszy niz w Polsce. Tutaj pracujac na tym stanowisku na ktorym pracuje, moge sobie pozwolic na mieszkanie, rachunki, drobne przyjemnosci, podroze od czasu do czasu. W Polsce na tej samej pozycji byloby mi znacznie gorzej.
      - Multikulti ktory ja osobiscie bardzo lubie. Uwielbiam roznorodnosc i w Polsce obecnie nie mialabym mozliwosci obcowac z roznymi kulturami tak jak tutaj w UK. Mam nadzieje ze UK wlasnie ta multikulturowosc dobrze bedzie zarzadzac i bedzie coraz lepiej.
      - profesjonalizm - w pracy przede wszystkim, brak kumoterstwa w takim stopniu jak w Polsce.
      -bardziej pozytywne podejscie do zycia
      -mozliwosc latwiejszego podrozowania po swiecie (ale to jest tez zwiazane z zarobkami)
      - konsumeryzm - mimo wszystko to dobre zjawisko bo wszystko jest tansze i jest wieksza konkurencja na rynku.
      - pogoda, choc lubie mrozne zimy ale tak na krotko;-)

      MINUSY
      - rodziny tutaj nie mam a chcialabym moja mame miec np.


      Zdecydowanie UK na niekorzysc Polski.
    • agaciha Re: plusy/minusy 31.08.11, 21:39
      Jestem z dzieciakami w PL na wakacjach juz 2 miesiace i ja juz chce do domuuuuu :)))
      Lipcowa no ja Ci nie wierze:)
      W sklepach obsluga straszna w 60% Chamstwo wrecz bo juz nawet nieuprzejmoscia nie mozna tego nazwac. Proszenie o drobne jest praktycznie za kazdym razem gdy jestem w sklepie ale to mi nawet nie przeszkadza- to nie wina kasjerki, ze wszyscy stowami od rana rzucaja. Wkurza mnie jak prosza o te drobne po chamsku. Ostatnio kupowalam cos co kosztowalo 7.50 a Pani do mnie tonem niemilym i rozkazujacym- niech pani od razu drobne szykuje! Myslalam, ze sie przeslyszalam. Dalam 10 zl. to nawet z tego wydac nie miala.
      Z lekarzami tym razem problemow nie bylo w ogole. Tydzien temu bylam z synkiem w szpitalu bo byla sobota. Nie mialam europejskiej karty zdrowia wiec za wizyte musialam zaplacic 60 zl. ale zostalam bardzo mile przyjeta i narzekac nie moge. Minus- ceny lekarstw. Za kilka lekarstw na dwulatka zaplacilam ponad 100 zl. Platne 100% ale nawet 50% byloby niewesole.
      Wkurza mnie przepisywanie antybiotykow zawsze i wszedzie. Lekarz podczas ostatniego pobytu przepisal synowi antybiotyk- na wszelki wypadek!
      No ale pal licho wszystko- cos czego przezyc naprawde bym nie mogla to te cholerne wiazane czapeczki przez 365 dni w roku!! Ja wiem, ze kazdy ubiera swoje dziecko jak chce ale na litosc boska tu sie zaklada czapke dwulatkowi jak jest 23 stopnie i leciutki wiaterek! Jak widze niemowlaki spiace w gondoli z postawiona buda i wiazana czapa na glowce w naprawde cieply dzien to trafia mnie i nie potrafie sie nie przejmowac :)
      Takich przykladow moznaby mnozyc ale po co. Nie robie z PL dna a z UK krolestwa. I tu i tu sa plusy i minusy- trzeba sobie po prostu kraj pod siebie podpasowac :))
      Takich swiat Bozego Narodzenia jak w PL to chyba nigdzie nie ma.
      • moccabristol Re: plusy/minusy 31.08.11, 21:59
        Powiem tak -plusów i minusów po jednej i po drugiej stronie granicy bez liku .
        Brak drobnych w kasie ze względu na te idiotyczne końcówki, o których pisał cheery jest tak powszechny w Polsce jak tutaj obłęd w oczach kasjerki na widok dawania końcówki tejże właśnie. A nie daj Bóg ja już wbiła sobie na kasie , ze daje je 20 Ł a tu ja nagle mówię, ze mam te 1,20 i jej daję, bo np przy kwocie 16,20 myślę ,ze wtedy ona wyda mi całe 5Łi nie będę musiała tego złomu w portfelu targać. Mój mąż ostatnio mi powiedział -przestań to robić , bo ciągle tych ludzi dogłębnie stresujesz:) A dla mnie to był porosty sposób po prostu na pozbycie sie bilonu. W związku z tym teraz częściej kasuje się sama w samoobsłudze i przy okazji wywalam te drobne.

        Dla nas plusem UK sa absolutnie finanse.
        Minusem nie tyle pogoda co wszechobecna wilgoć i grzyb, kiepska jakoś usług stomatologicznych tych dostępnych przez NHS, no i brak przyjaciół , bo znajomych ma się zawsze.

    • golfstrom Re: plusy/minusy 31.08.11, 22:16
      Nie robilam nigdy listy plusow i minusow, bo dla mnie sprawa byla zawsze bardzo prosta - ja sie tutaj po prostu lepiej czuje, mimo ze jestem "cialem obcym".

      Za ogromny plus uwazam wieksza tolerancje dla indywidualnosci wyrazanej poprzez stroj i fryzure. Nie twierdze, ze w UK wszystcy podziwiaja oryginalnosc i nikt sobie nie mysli "Wariat, czy co?". Ale znacznie mniej osob glosno i dobitnie wyraza swoja dezaprobate.
      Wiem, ze to czesty temat: falszywa angielska uprzejmosc. Ale mnie akurat ta konwencja spoleczna odpowiada.

      Moze dlatego lepiej sie tu czuje.
      • panixx Re: plusy/minusy 31.08.11, 23:20
        Nie wypisywalam nigdy plusow i minusow, no bo jaka nadac wage poszczegolnym punktom i jak porownywac?
        Jak sie ma plus 'lekka zima' do minusa 'brak najlepszej przyjaciolki'?
        Przyjechalam tu juz sporo lat temu, stopniowo zapuszczalam korzenie, tutaj moj dom. Zastanawialam sie nad powrotem do PL kilka lat temu, pewnie znalazlaby sie praca, jakos poukladalo zycie, ale teraz to ja juz jestem 'za stara' i nie chce mi sie zaczynac wszystkeigo od nowa. Zreszta nie chce.
          • havana28 Re: plusy/minusy 01.09.11, 08:54
            Ze strasznych polskich zadupi przyjechalyscie ze karta mozna bylo tylko w niektorych sklepach placic... Co zreszta tlumaczy ten zachwyt na UK, bo zadupie polskie a zadupie brytyjskie to fakt, roznica jest na korzysc uk
            • ta_ruda Re: plusy/minusy 01.09.11, 09:06
              havana28, Ty musisz byc z wielkiego miasta skoro tak wszedzie mozna bylo karta w PL placic;-)
              Ja wlasnie z takiego 'zadupia' pochodze, mala wies ale teraz juz karta mozna placic w jednym z wiekszych sklepow wiejskich (w innych malych sklepach nie ma platnosci karta), co oczywiscie nie bylo do pomyslenia kilka lat temu kiedy to platnosci karta byly akcpetowane tylko w niektorych sklepach w wielkich miastach, bo na zadupiach to nawet nie wiedzieli co to karta jest a bankomat to juz wogole bylo zjawisko!;-)

              havana28 napisała:

              > Ze strasznych polskich zadupi przyjechalyscie ze karta mozna bylo tylko w niekt
              > orych sklepach placic... Co zreszta tlumaczy ten zachwyt na UK, bo zadupie pols
              > kie a zadupie brytyjskie to fakt, roznica jest na korzysc uk
              • havana28 Re: plusy/minusy 01.09.11, 09:13
                Jaki sens ma porównywanie życia w UK teraz do życia w PL kilka (kilkanaście) lat temu? A na tym wątku większość wypowiedzi sie właśnie do tego sprowadza. I stąd wyniki są, że tak powiem, tendencyjne...;)
                • ta_ruda Re: plusy/minusy 01.09.11, 09:19
                  havana28, obecnie, na polskim zadupiu nie mozna wszedzie placic karta. na brytyjskim zadupiu na ktorym mieszkam karta moge zaplacic w kazdy sklepie we wsi.
                  Ponadto, jesli porownasz statystyki dotyczace % ludzi w UK i Polsce uzywajacych kart platniczych i % transakcji karta pomiedzy tymi krajami zobaczysz ze w Polsce tych transakcji jest znacznie mniej.
                  i jesli ktos pisze ze w UK czesciej sie placi karta, nie oznacza to ze w Polsce nie mozna placic karta, tylko to ze w UK robi sie to o wiele czesciej.

                  Pozdrawiam.


                  havana28 napisała:

                  > Jaki sens ma porównywanie życia w UK teraz do życia w PL kilka (kilkanaście) la
                  > t temu? A na tym wątku większość wypowiedzi sie właśnie do tego sprowadza. I st
                  > ąd wyniki są, że tak powiem, tendencyjne...;)
              • havana28 Re: plusy/minusy 01.09.11, 09:16
                Dorotus, z całym szacunkiem, ale jeśli naprawdę możesz tam karta płacić tylko w niektorych sklepach, to tak, jest to zadupie. Chętnie poznam nazwę tego 100-tys zadupia bo w moim podwarszawskim kilkusetnym zadupiu, kartą można było płacić juz jakieś 5-6 lat temu.
            • jaleo Re: plusy/minusy 01.09.11, 09:20
              Ja jezdze tylko do Warszawy, wiec pudlo.
              Chociaz Warszawa to moze i zadupie, zalezy z ktorej strony patrzec ;-)

              Sproboj w kiosku gazetowym albo w piekarni czy w warzywniaku w Warszawie zaplacic karta. Moge Ci podac konkretne adresy i nazwy tych sklepow, zebys mogla wyprobowac.

              Ja we wszystkich malych sklepikach w moim w malym miasteczku w Northumberland (a to jest juz zadupie w czystym tego slowa znaczeniu) place karta debetowa bardzo czesto, bez najmniejszego problemu.
              • havana28 Re: plusy/minusy 01.09.11, 09:25
                Jaleo, litości ile ty placisz w tym kiosku czy zieleniaku? 5 złotych? 10? 15?

                W zyciu by mi przyszło do głowy wyciągać karte do kupienia gazety czy marchewki czy to w PL czy to w UK czy gdziekolwiek indziej...
                • bonze Re: plusy/minusy 01.09.11, 09:53
                  wyobraz sobie, ze w niektorych krajach, niedosyc ze placisz karta za gazete, to jeszcze sprzedawca wyplaca ci pieniadze z konta, jak z bankomatu! ja tam zawsze poznam polaka z polski z zamknietymi oczami i nie po akcencie, nie po wygladzie, nie po braku manier, ale po ciasnych zasciankowych, horyzontach!
                    • galadriella Re: plusy/minusy 01.09.11, 10:22
                      havana28 napisała:

                      > masz u mnie 1 miejsce w kategorii najbzdurniejszej wypowiedzi forumowej miesiac
                      > a

                      Gdybym miała głosować, to Twoja wypowiedź (zacytowana przeze mnie w mojej poprzedniej wiadomości) pobiłaby ją o kilkadziesiąt długości...

                      Dawno temu w dyskusjach o służbie zdrowia uparcie porównywałaś prywatną w Polsce z państwową w UK - oczywiście wychodziło Ci że brytyjska jest be.
                      Teraz znowu próbujesz implementoawć do UK swoje polskie nawyki (płacenie kartą tylko za grubsze zakupy; uparte próby wręczania "końcóweczki") i robisz zadymę, że nie spotyka się to ze zrozumieniem. Oburz się jeszcze, że w sklepach nie ma tacek na których te swoje końcóweczki mogłabyś serwować...
                      Litości.
                • jaleo Re: plusy/minusy 01.09.11, 10:15
                  No kurna, jak by reszte wydawali po ludzku, to by i karty nie trzeba bylo.
                  A tak - gotowka nie zaplacisz, jesli np masz 20 zl, a chcesz zaplacic 12.65. Karta nie zaplacisz, bo nie przyjmuja.
                  Co za kraj.
                • aniaheasley Re: plusy/minusy 01.09.11, 10:46
                  Ja bardzo czesto nie mam przy sobie doslownie ani funta gotowki, o czym przypomina mi sie czesto dopiero kiedy wyciagam portfel, i uswiadamiam sobie, ze jest pusty. Wtedy place czesto gesto karta za np. chleb maslo i jajka, albo, wczoraj wsklepie spozywczym, zeby za daleko nie szukac, za jedno opakowanie truskawek, cena ponizej £3. Nikt sie nie skrzywil, w ogole zero reakcji. Czytaj, zdrowa reakcja.
            • galadriella Re: plusy/minusy 01.09.11, 09:27
              > Ze strasznych polskich zadupi przyjechalyscie ze karta mozna bylo tylko w niekt
              > orych sklepach placic...

              Wrocławskie Śródmieście się łapie?
              Do dziś w żadnym z małych sklepów wzdłuż ulicy (dwa spożywcze, warzywniak, drogieria) nie można płacić kartą.
              Płatność kartą jest dość kosztowna dla sprzedawców, małym sklepom się po prostu nie opłaca.

              A tutaj drobne poniżej funta już dawno się nauczyłam wyciągać codziennie z portfela.
              Przed przeprowadzką używałam ich do płacenia odliczoną kwotą w autobusie, teraz mam już miesięczny - ale jakoś mniej się ich gromadzi bo ostatnio więcej płacę kartą niż gotówką.
              Za to spora ilość żółtych drobnych wsypanych do miski świetnie robi za ciężar nad kiszącą się kapustą :-)
    • moni761 Re: plusy/minusy 01.09.11, 10:38
      Po 5,5 roku w UK wrocilam do Polski. I po 6 miesiacach w Pl wrocilam do UK, a bylo to w kwietniu tego roku. Jestem z malego miasta nad morzem, mieszkanie na nas czekalo i wydawalo sie, ze poszukiwanie pracy nie bedzie problemem. To jest ogromny minus. Jestem po pedagogice, doswiadczenie w Polsce mam, w UK pracowalam w szkole sredniej jako TA z dziecmi niepelnosprawnymi. Energicznie zabralam sie do poszukiwan i oto jakie odpowiedzi dostalam( poszukiwania dotyczyly Ustka, Slupska i okolicznych mniejszych miejscowosci):
      - prosze sie nawet nie wysilac, bo my tu tylko zwalniamy,
      - dyrektor poradni psych- ped- tylko niech mi tu pani nie pisze co pani umie albo o swoim doswiadczeniu, tylko jakie ma papiery,
      - to nie szkodzi, ze pani z dziecmi niepelnosprawnymi pracowalam, musi pani ologofrenopedagogike skonczyc,
      - cv to moze sobie pani wyslac, ale my tu juz mamy ludzi, ktorych chcielibysmy widziec w pracy itd.
      Z powodu malej ilosci ofert pracy kryteria podwyzsza sie poprzez wymaganie pewnej ilosci ceertyfilatow, fakultetow. Uczelnie tworza takie kierunki, aby ludzie mogli sie doszkolic. Studia te najczesciej nic poza kolejnym papierem nie wnosza- ludzie uczeszczaja na zajecia tylko po to, aby otrzymac papier- moja kolezanka jest wykladowca.
      Ponadto wzielam udzial w konkursie o prace, co okazalo sie byc konkursem na byciem wolontariuszem w wymiarze min. 20 godzin tygodniowo, lacznie z nockami itd.
      Mnostwo absurdow po drodze. Wyjechalam pod koniec pazdziernika, w lutym zdecydowalismy z mezem, ze wracam do UK. Maz caly czas pozostawal w UK, a ja bylam z corka.
      Poza tym koszty zycia... Nie wiem jak ludzie sobie radza, ciagla niepewnosc. Wiele osob pracuje na umowe zlecenia lub czas okreslony. Dlugo by opowiadac. Kiedy wrocilam tu wzielam udzial w interview do mojej szkoly i dostalam prace, w poniedzialek zaczynam. Zostalam tak cieplo przyjeta, ze poczulam sie jak u siebie. W Polsce czesto pytano mnie po co wrocilam, czulam, ze jestem postrzegana jako rywalka. Wyleczylam sie z powrotu do Polski. Natomiast w UK tez widze minusy, ale moge spac spokojnie. Brakuje mi za to bardzo polskich owocow i warzyw, moi rodzice maja dzialke i kiedy sie naslucham tych opowiesci o czeresniach, sliweczkach to mi sie teskno robi.
      Moja historia z szukaniem pracy dotyczy tylko dziedziny oswiaty i opieki spolecznej.