Dodaj do ulubionych

Wspomnienia z lekcji religii

    • selica Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 14:16
      We wczesnej podstawówce miałam religię z upiorną katechetką. Pamiętam ją jak dziś, była mała i pękata, miała skołtunione czarne posiwiałe, nigdy niemyte włosy, zawsze chodziła w tej samej wełnianej spódnicy na gumce i swetrze w poprzeczne pasy na wysokości biustu w rozmiarze mega, a jej twarz upstrzona była pękajacymi naczynkami. Wygądała niczym wiedźma, a nie katechetka. Potwornie się jej bałam.
      Na lekcji zawsze piła ze szklanki herbatę, którą mieszała grzebieniem. Z pewnością trudno uznać ją za symbol osoby schludnej i higienicznej, ale do pracy przychodziła z jakiegoś lasu, więc może to tłumaczy powyższe.

      W ogólniaku pamiętam tylko jedną lekcję religii, na której koleżanka z klasy wyszła do toalety zrobić sobie test ciążowy. Wkroczyła potem wymachując tym testem. Nie wiem na ile oświecony by w tej kwestii ksiądz, w każdym razie wszystkie laski w klasie (30 bo to była klasa humanistyczna) zaczęły jedna przez drugą dopytywać się 'i jak? i jak?'.
      Test wyszedł ujemnie, a pan ksiądz Zenon chyba nie komentował.
    • pj.pj W większości koszmarne 20.04.10, 14:29
      Ja pamiętam głównie koszmarną traumę w postaci pierwszej spowiedzi... Sam fakt,
      że trzeba z kimś gadać przez kratkę o swoich "grzechach" (których się nawet nie
      rozumie) był tak upokarzający, że wpłynął na cały mój późniejszy stosunek do
      religii. Rodzina jest religijnie obojętna, więc mało ich obchodziło, co ja tam
      sobie myślę (dużo później dowiedziałam się, że mnie ochrzcili i posłali na
      lekcje religii, żebym nie była "inna" niż pozostałe dzieci), więc kiedy podczas
      jakiejś kolejnej spowiedzi (tak, tak, trwało to ładne parę lat) ksiądz mnie
      zapytał, czy uważam się za ładną i atrakcyjną dziewczynę, to odbębniłam jakoś
      ten rytuał do końca, ale więcej do spowiedzi nie poszłam, a wkrótce w ogóle
      zerwałam z katolicyzmem. Gdybym wtedy była sobą z teraz, to prawdopodobnie
      odparowałabym mu coś równie bezczelnego jak jego pytanie, wstała i poszła sobie,
      najlepiej trzaskając drzwiami kościoła, żeby nigdy tam nie wrócić. Niestety w
      wieku lat kilkunastu nie miałam tyle odwagi i pewności siebie.

      Były jeszcze upiorne baby z "przygotowania do życia w rodzinie", z których jedna
      zasłynęła wypowiedzią, że w czasie menstruacji "macica płacze krwawymi łzami za
      niespełnionym macierzyństwem". Ale to było w już w klasie maturalnej i połowa
      naszej grupy była zbuntowana, więc ta pani nie miała z nami lekkiego życia.

      Tylko w dwóch klasach trafiłam na w miarę sensownych księży, którzy wprawdzie
      niczego mądrego nie uczyli (o Biblii to się na tych lekcjach prawie nie mówiło,
      a inne religie były traktowane jako pozostałości po stanie pierwotnym
      ludzkości), ale przynajmniej nie byli antypatycznymi zakompleksiałymi kretynami
      ani psychopatami. Z jednym nawet szło czasem podyskutować, ale szybko go
      odsunęli od lekcji religii.
    • Gość: Benio Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.wspgroup.com 20.04.10, 14:32
      Do szkoly chodzilem za komuny i zadnych religijnych lekcji nie bylo.
      Kto chcial mogl to robic na wlasna reke, we wlasnym czasie.
      UWAZAM ZE TAK BYLO NAJLEPIEJ I ZYCZE SOBIE I WSZYSTKIM POWROTU DO
      TEJ SYTUACJI
      dzisiejsza sytuacja to paranoja, nawet z punktu
      widzenia katolikow - wiekszosc mlodej generacji oleje kosciol bo
      taka jest konsekwencja narzucania czegos na sile!!!!
      • drugikraand Nir bylo by tego bez konkordatu... 20.04.10, 19:11
        Sam teraz widzisz ile straciles - podziekuj politykom za to ze mamy
        konkordat
    • Gość: mordechaj Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.chello.pl 20.04.10, 14:33
      w liceum mielismy ksiedza, ktory nam duzo i barwnie opowiadal o zyciu. wszystkie
      negatywne przyklady do swych opowiesci zamieszkiwaly lub mialy miejsce w bloku,
      w ktorym mieszkaja jego rodzice w chorzowie
      czego w tym bloku nie bylo, narkomani, homo i transseksualisci, rozwodnicy z
      wszystkich mozliwych powodów, a nawet o zgrozo! ludzie nadajacy swoim dzieciom
      niekatolickie imiona!
      ktos jest z chorzowa i moze podac adres tego patologicznego wieżowca?
    • Gość: hiuj Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.04.10, 15:04
      ja w podstawówce miałem takiego księdza grubaska i tyle pamiętam bo
      to dawno było,
      w gimnazjum to taką oazowo-hipisowską katechetkę grała na gitarce,
      jezus jest miłością itp. spoko
      w liceum zaczął się prawdziwy hardkor wiadomo zbuntowana młodzież,
      w pierwszej klasie przyszedł ksiądz Tomasz i na pierwszej lekcji
      wymyślił trudne pytania, pisało się na kartce anonimowo pytanie on
      czytał i odpowiadał, ktoś napisał jak sobie radził w seminarium bez
      kobiet, ten zamiast jakoś odpowiedzieć, zrobił się cały czerwony i
      wybiegł z klasy. W ogóle sprawiał wrażenie ciepłego chłopca, okrutna
      młodzież postanowiła to wykorzystać i dręczyliśmy go na każdych
      zajęciach, kupowaliśmy gejowskie pisemka i podrzucali mu do torby,
      umawialiśmy się i na lekcję przychodziliśmy ubrani na różowo.
      Szczytem było gdy dwóch chłopaków udawało w kącie że się całują.
      Ksiądz po pół roku odszedł i podobno musiał iść na jakieś leczenie
      psychiatryczne.
      • babazzamiedzy Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 15:19
        Czytam jak znęcaliścia się nad tymi biedakami i zastanawiam się po
        jaką cholerę chodziliście na tą religię??? Przecież nie jest
        obowiązkowa. Zabrakło odwagi coby się wypisać? Ja przynajmniej znam
        powód dla którego biegałam w ogólniaku na religię- spotykałam tam
        swoją "miłość" a potem całą bandą chodziliśmy do kogoś kto miał
        wolną chatę, słuchaliśmy muzyki,
        paliliśmy pierwsze papierosy, piliśmy cudem zdobyte piwko czy winko
        i gadaliśmy poważnie o życiu albo robiliśmy rożne
        dziwne/śmieszne/niecenzuralne rzeczy.
        • kasitza Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 15:28
          ja chodzilam sila zeczy - religia byla w srodku lekcji i wybor byl
          taki, ze mozna bylo ta religie przesiedzeic na podworku, ale potem,
          w inny dzien trzeba bylo zostac dluzej po lekcjach zeby isc na
          etyke. tak zwana sila ciezkosci.
        • Gość: arm Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: 193.203.192.* 20.04.10, 15:55
          A czemu by sie nie poznecac i nie posmiac? Zasluguja tylko na to -
          nieroby, zyjace z moich podatkow czesciowo, i z pieniedzy
          ograniczonych umyslowo i glupich. Poza tym, to faceci w czarncyh
          sukniach bredzacy od rzeczy, i jeszcze twierdzacy, ze to ma sens: D
          • Gość: eithel Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: 89.167.15.* 20.04.10, 18:23
            Dlatego, że ludziom należy się szacunek. Może to był akurat taki ksiądz, któremu zależało na młodzieży i miał dobre intencje, a przez idiotyczne zachowanie dzieciaków może stał się właśnie jakimś szaleńcem i znęca się teraz nad dzieciakami.
          • Gość: belattrix Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.10, 17:57
            głupiś aż mi cie szkoda
        • Gość: olek do babazzamiedzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.10, 12:20
          Po lekcji religi niecenzuralne rzeczy? opowiedz prosimy.
    • mrarm Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 15:19
      Ok, to opowiem swoja anegdote. Przyszla do naszej szkoly nawiedzona
      katachetka, Halina M. Nie lubilem jej, zreszta malo kto lubil - taka
      ograniczona jedza. No i.. kazala nam namalowac Jezusa na krzyzu na 1
      stronie, na drugiej mial byc obrazek (swiety).

      Jas był rozrabiaka, wiec oprocz Jezusa narysowal mu dymek z jakims
      glupim (ale nie jakims zwyroslkim) tekstem. No i pani to bierze, i
      wielkie halo. Rodzice do szkoly. Na przerwie bodajze biora mnie do
      dyrektorki cyz wychowawczyni, i dowiaduje sie, ze narysowalem cos
      bardzo neiprzyzwoitego, a mianowicie, ponoc narysowalem Jezuskowi
      siusiaka. Ja w ogole szok - o co chodzi, byl dymek, ale zadnych
      siusiakow.

      No wiec zeszyt u pani, mama nastepnego dnia w szkole. Wraca,
      przynosi zeszyt. Pokazuje. A ja patrze, a tam.

      Nic nie widze, zadnego ptaszka. ALE ZARAZ. Jest! malutka kreseczka
      przy nodze. Patrze - dlugopis sie obsunal. Przewracam strone, a tam
      obrazek. Dokladnie jego brzeg - tuz pod ta obsunieta kreseczka (1 mm
      w inna strone).

      Mama zaznaczyla brzeg paznokciem (taki rowek - zeby pani katachetka
      lepiej zauwazyla, jaka ma fajna wyobraznie). Wizyta w szkole dzien
      pozniej. Placzaca katachetka, afera na cala szkole (zapomnialem
      dodac, ze chyba na mnie sie darla, wyzywala mnie od heretykow czy
      zboczencow, no, reakcja byla wyjatkowo nieadekwatna.)

      Koniec koncow, katachetka odeszla ze szkoly. :)

      <duma>
      • mrarm Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 15:21
        Generalnie, wszyscy kataecheci i ksieza mieli ze mna ciezko - ja po
        prostu nie przyjmowalem ich idiotycznych pomyslow. Wytykalem im
        absurdy wiary, i w ogole no, nie akceptowalem tego calego cyrku. (I
        dalej nie akceptuje, co nie znaczy, ze jestem niewierzacy - po
        prostu brzydze sie tych platnych posrednikow).

        :)
        • Gość: Ministrant Zycie odmienil mi ksiadz bokser IP: *.dip.t-dialin.net 20.04.10, 15:51
          Chcialem zostac ksiedzem wiec pilnie uczeszczalem na lekcje religii
          w moiu ukochanym Gdansku. Ksiadz przynudzal wiec zaczelismy sie
          bujac na starych, srednowiecznych lawach. Byly stare i spruchniale
          wiec nagle z hukiem gdzies 20-ia osob miala twarde, smolenskie
          ladowanie na wlasnych pupach. Ksiezulo- wypasiony, mlody byczek
          pokrasnial i rozpoczal laczowanie nas, co mlodziez nazywa tez
          krakowiakiem, albo dostaniem z obcasa, poprawial tez z piachy.
          Zupelnie zapomnial o tym, ze nie kopie sie lezacego, przeciez tez
          blizniego. Pozbieralem sie, chusteczka tamowalem sobie krew z nosa i
          nigdy juz tam nie wrocilem. Pojebany ksiadz wysylal mediatorow,
          kajal sie i przepraszal, lecz mialem go juz w dupie. Odechcialo mi
          sie tez bycie ksiedzem, bo po pobiciu swojej grupy bez powodu taki
          psychopata powinien byc karnie wyrzucony z zakonu, co sie niestety
          nie stalo.
      • dominikjandomin Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 15:51
        W sumie, to Jezus zdecydowanie miał siusiaka. Więc powinno być
        prawidłowo. Podobno w Victoria & Albert Museum jest nawet taki
        krucyfiks, bez ubrania (mam na zdjęciu w jednej książce, w te wakacje
        się wybieram obejrzeć na własne oczęta).
        • Gość: mrarm Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: 193.203.192.* 20.04.10, 15:56
          No, z tego co wiem, to raczej skazancy wieszani byli nago w tamtych
          czasach ( i na pewno nie na krzyzu, bardziej slupie lub takim
          ustrojstwie o ksztalcie litery T).
          • p-iotr Re: Wspomnienia z lekcji religii 21.04.10, 09:41
            "Nagi" mówiło się też o człowieku, który miał na sobie tylko tę
            przepaskę na biodrach.
            A były krzyże-słupy, krzyże-ustrojstwa-w-kształcie-T i krzyże-
            krzyże. Ale w zasadzie co to za różnica? (no, może głupio
            wyglądałyby medaliki w kształcie słupa, ale i tak lepiej niż gdyby
            metodą uśmiercania skazańców byłoby takie na przykład krzesło
            elektryczne..)
        • Gość: mmmm Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.lpptex.com.pl 23.04.10, 14:09
          Moja edukacja religijna zakonczyla sie w bodajze 3klasie gimnazjum
          (zrezygnowalam z bierzmowania) i nie wspominam jej dobrze.
          W kalsach od1-5mielismy niemrawe katechetki i jednego ksiedza, ktory
          byl w miare w porzadku. Potem w 6klasie mielismy zajecia z
          katechetka, wydawala sie dosc ogarnieta, wiec zaproponowalismy zeby
          zrobila zajecia o innych religiach, Pani ta dosc marnie sie
          przygotowala, i lekcja polegala glownie na wysmiewaniu "bzdur, w
          które wierza ci ludzie".
          potem bylo tylko gorzej , ksiadz erotoman o fizjonomi quazimodo,
          ktory mowil,ze jak byl mlody chcial projektowac damska koronkowa
          bielizne, rzucal oblesne uwagi do dziewczyn, dodam,ze byla to 1klasa
          gim, mielismy po13lat, wiec nawet jak byly to zarty to dosc
          niestosowane jak na ksiedza i na ten wiek uczniow. wtedy nas to
          bawilo,ale z perspektywy kilku lat ,zaczelo mnie to przerazac.
          potem do bierzmowania mial nas przygotowywac ksiadz, ktory wydawal
          sie taki "mlodziezowy". aczkolwiek czar prysl, poniewaz w razie
          jakiejkolwiek dyskusji, gdy brakowalo mu argumentow stawal sie
          zlosliwy i agresywny. dodam,ze nienawidzil wszystkich wyznawcow
          innych religii, homoseksualistow no i byl skonczonym szowinista.
          propagowal na lekcjach nietolerancje i gnoił ludzi o odmiennych
          pogladach od jego. ja rozumiem,ze ksiadz musi
          miec "koscielne"poglady, ale nie powinien promowac nienawisci!!!
    • Gość: ze wsi Wpiszcie w google "plan wynikowy z religii IP: 217.98.64.* 20.04.10, 15:45
      I przeczytajcie tematy z pierwszego lepszego planu

      przykład:
      Temat: Bóg Stwórcą świata duchowego
      Cele:
      - Uczeń wie, że Bóg jest stwórcą aniołów
      - Uczeń wie, kim są aniołowie i jaka jest ich rola
      - Uwrażliwienie na relacje z Aniołem Stróżem.
      - Uczeń rozumie, że szatan to zbuntowany anioł, który kusi do grzechu
      • Gość: POlak Re: Wpiszcie w google "plan wynikowy z religii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.10, 01:56
        no i co z tego wynika???
    • Gość: jakas Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.10, 16:01
      zerówka: siostra i kolorowanie obrazków
      1-2 klasa SP: siostra i też jakieś bzdety, obrazki, sprawdzanie kto
      był w kosciele.
      3 klasa: bunt Kasi. W moim mieście zdecydowana większość parafii
      przygotowywała do I Komunii dzieciaki w 2 klasie. Pech chciał, że
      szkoła była na styku dwóch parafii, a siostry były z tej nie mojej
      parafii. A w tej parafii I Komunia była w 3 klasie. Było nas może 5
      osób po Komunii a ona nas odpytywała jak tamtych. To był horror,
      nauka katechizmu na pamięć.
      Dalsze klasy: Franciszkanie. Ogólnie było wesoło. Trochę znaczenia
      Pisma Świętego, trochę jak się po nim poruszać, jakieś scenki,
      śpiewanie itp.
      Liceum: 2 pierwsze lata: nawiedzona katechetka. W sprawdziany
      przeplatane teatrzykami. Mielismy 2 godziny religii w piątki na
      ostatnich lekcjach. Raz uciekliśmy z drugiej godziny to KAZAŁA NAM
      ODRABIAĆ!!!
      Klasa maturalna. Ksiądz z praktycznym podejściem. Wytłumaczył
      elementy Mszy, nabożeństw, co i po co. A potem symulacje sakramentów.
      Przynosiliśmy lalkę i był chrzest. Był też ślub i pogrzeb. Jak należy
      się zachowac, co odpowiadać itp.
    • Gość: Profesor Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.chello.pl 20.04.10, 16:17
      Miałem piękne lekcje religii. Szkołe średnią skonczyłem w 1980 r. Na
      lekcjach religii uczyliśmy się o Bogu, kształtował sie też nasz
      patriotyczny wizerunek (częste rozmowy o Powstaniu Listopadowym,
      Styczniowym, Warszawskim). W tamtych czasach Kościól był symbolem
      wolnej Polski,kontynuatorki Polski Międzywojennej. Miałem
      wspaniałych katechetów w kościele Św Barbary w Gliwicach i w
      kościele Wszystkich Świętych w Gliwicach. Katechetą symbolem w
      tamtych czasach był ksiądz Aleksander Sydor, który nas odwiedzał na
      strajku studenckim w 1981 r (zakończonym 13 grudnia) Strajkujący
      studenci czuli sie jak Powstańcy Listopadowi, którzy dążyli do
      uwolnienia Polski z jarzma komunistycznego. Dzięki temu co wyniosłem
      z domu, lekcjom religii i wspanialym lekcjom polskiego i historii (1
      LO Gliwice) wyrosłem na kochającego Polskę Obywatela. W czasach
      studenkich (1980-1985)byłem w zarządzie NZS Politechniki Śląskiej,
      szefem Solidarności na jednym z Wydziałów Politechniki Ślaskiej.
      Teraz ucze patriotyzmu swoich studentów i doktorantów. Na mój
      patriotyczny pion miał wpływ wysoki poziom lekcji religii. Dziękuję
      katechetom za wspaniałe lekcje. Profesor
      • tanczacy.z.myslami Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 17:01
        Gość portalu: Profesor napisał(a):

        > Miałem piękne lekcje religii. Szkołe średnią skonczyłem w 1980 r.

        Przed rokiem 1980 były lekcje religii w szkole?!
        Coś pan kręci, profesorze :)
        • Gość: gość niedzielny Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.adsl.alicedsl.de 20.04.10, 18:18
          tanczacy.z.myslami napisał:

          > Gość portalu: Profesor napisał(a):
          >
          > > Miałem piękne lekcje religii. Szkołe średnią skonczyłem w 1980 r.
          >
          > Przed rokiem 1980 były lekcje religii w szkole?!
          > Coś pan kręci, profesorze :)
          >

          Profesor napisał, że miał piękne lekcje religii, oraz że szkołę średnią skończył
          w 1980 r.
          NIE napisał natomiast, że lekcje religii były w szkole, zatem skąd ten sarkazm?
          Niezrozumienie wypowiedzi niezbyt pasuje do nicka :)
          • giles Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 22:12
            podstawowka na wsi na gornym slasku: obowiazkowe chodzenie na
            rozaniec, roraty oraz majowe i katechetka, ktora przy wejsciu do
            kosciola przybijala nam pieczatki i pilnowala, aby ci co juz mieli
            pieczatki nie zwiali. obowiazkowe straszenie dziewczyn po
            nabozenstwie rozancowym:-)).
            szkola srednia w trojmiescie: wybuch granatu z gazem lzawiacym,
            ktory przyniosl ze soba do salki kumpel aby zamieszac towarzystwo:-
            )))
          • tanczacy.z.myslami Bo dla mnie _lekcje_ są _w_szkole_ :) 21.04.10, 10:38
            Gość portalu: gość niedzielny napisał(a):

            > Profesor napisał, że miał piękne lekcje religii, oraz że szkołę średnią skończył
            > w 1980 r.
            > NIE napisał natomiast, że lekcje religii były w szkole, zatem skąd ten sarkazm?

            Ależ jaki sarkazm?! Dementuję! :)
            Po prostu dla mnie, lekko już przyprószonego siwizną, lekcje są synonimem nauki w szkole, więc kojarzą się właśnie ze szkołą a nie parafią, domem kultury, korepetycjami itp. :) Jakoś mi zawsze zgrzyta gdy słyszę, np. że dziecko chodzi na prywatne lekcje fortepianu. Nic na to nie poradzę :)

            Swoja drogą - te lekcje na plebanii ;) zapewne były bardziej wartościowe bo ksiądz mógł tam powiedzieć więcej niż wolno by mu było w szkole; poza tym chodzili tam ci, którzy chcieli, więc inaczej do tego podchodzili. Co jest stale powtarzanym argumentem, ze nauka religii powinna być w kościele a nie w szkole. W szkole powinno być np. religioznawstwo czyli coś jak nauka o religiach.
      • Gość: prawie profesor :) Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.adsl.alicedsl.de 20.04.10, 18:13
        Ma Pan szczęście, że uczęszczał Pan na religię w tamtym okresie. Faktycznie
        Kościół był wtedy kontynuatorem II RP.
        Niestety po "odzyskaniu niepodległości" w 1989 r. księża oraz katechetki (-ci)
        sami zniszczyli to, co tak długo budowali ich poprzednicy - zaufanie do Kościoła.
        Miałem religię właśnie w czasach przełomu i byłem świadkiem upadku religii, a
        raczej znaczenia religii wśród młodzieży. Najgorszą rzeczą jaka się wydarzyła,
        było wprowadzenie religii do szkół. Szczególnie w przypadku naszego narodu,
        narodu buntowników, przyniosło to fatalne skutki (aby się o tym przekonać
        wystarczy przeczytać wypowiedzi na tym forum).
        Ja pozostawię bez komentarza swoje przeżycia z lekcji religii :)
    • sammler Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 17:02
      Załapałem się na ostatni rok czy dwa katechezy w salce przykościelnej. Spotkania prowadziła zakonnica (urszulanka szara) - była całkiem sympatyczna, a same zajęcia raczej przyjemne (kolorowanki, wyklejanki itp.) - tyle pamiętam.

      W pierwszych latach podstawówki religia była już w szkole. Bałem się katechetki (przygotowywała mnie do pierwszej komunii), jak chyba każdy wtedy. Prezentowała najgorsze cechy typowego katolika: fasadowość wiary, podporządkowanie obrzędowości, rytuałom, wiara bez zadawania pytań... Nie wiem, czy zdawała sobie sprawę z tego, że te cechy przekazywała siłą rzeczy nam...

      W starszych klasach podstawówki było lepiej. Katechetka (inna) realizowała jakiś tam program, ale raczej bez zbędnego fundamentalizmu (za co jej chwała). Moja szkoła podstawowa już nie istnieje (została zamieniona w gimnazjum), ale ona nadal tam uczy religii. Ostatnio na szkolnej stronie www znalazłem informację, że została opiekunem koła młodych filozofów, a także parę publikacji filozoficznych jej autorstwa... Czyli nie jest z nią tak źle ;)

      W liceum (ja z roczników niegimnazjalnych) miałem zajęcia z księdzem... Były to luźne pogadanki o wszystkim i o niczym (choć gdy zaczęliśmy rozmawiać o kwestiach moralnych lub dotyczących samego Kościoła, ksiądz zawsze komentował je w sposób właściwy kościelnemu betonowi). Prawdę mówiąc, czas stracony. Po prostu ksiądz wolał przesiadywać u naszego wychowawcy, z którym się przyjaźnił, niż rozmawiać z nami na trudne tematy. Aha, ten też lubił obrzędowość i był zagorzałym fanatykiem JP2 (teraz pewnie to samo uwielbienie przelał na B16).

      S.
    • Gość: bbmf Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.04.10, 17:28
      hmm pierwsza byla zakonnica co to straszyla pieklem i innymi cudami. potem bylo
      kilku ksiezy ci jacys tacy nijacy byli bo ledwo ich pamietam. jaja zaczely sie w
      liceum ksiadz predzej pracowal w poprawczaku. krzyki rzucanie kreda i zmuszanie
      dzieciakow coby ta krede gryzli to byla norma , z jednej dziewczyny chcial
      szatana wypedzac. generalnie cala szkola mialo go dosc ale wszyscy jakos
      siedzieli cicho. nasza klasa ku zadowoleniu wszystkich doprowadzila do odwolania
      tego ksiedza.
      • Gość: blue Wywiadówka za amorki IP: 85.222.99.* 20.04.10, 21:33
        Pierwsza klasa podstawówki. Dostajemy obrazek do pokolorowania i
        wklejenia do zeszytu - Maryję depczącą węża. Strasznie mi się
        spodobał, normalnie babka z ikrą - depcze węża na bosaka i wcale się
        nie boi. Pokolorowałam ją ślicznie, a dookoła namalowałam serduszka
        i amorki, oczywiście golutkie i z łukiem. Bo amorek, wiadomo =
        dziecko aniołka.
        Po tym wyczynie rodzice zostali wezwani przez księdza na dywanik i
        obsztorcowani za pogańskie wychowywanie dziecka. Czy to nie jest
        tłamszenie kreatywności? ;P
        • Gość: gg Re: Wywiadówka za amorki IP: *.n4u.abpl.pl 21.04.10, 19:36
          :D
    • Gość: Jutrznia Katecheta, który zginął tragicznie IP: *.chello.pl 20.04.10, 17:31
      Pamiętam, jak kazał mi wyjść z lekcji religii, bo uderzyłam kolegę
      książeczką do nabożeństwa w głowę. Pamiętam też, jaki był chuderlawy
      i zabiedzony, ale pełen wiary w swoją pracę.Pamiętam, jak grzał
      sobie coca-colę w zimie na piecyku elektrycznym i pamiętam, jak go
      mój ojciec przypadkiem pierwszy raz zobaczył i tak bez sensu,
      bezwiednie rzekł:"ten facet długo nie pożyje", a jakiś czas później
      ten młody dobrotliwy człowiek pełen zapału zginął w pożarze budynku,
      w którym odbywały się kolonie dla dzieci niepełnosprawnych, jak
      prawdziwy bohater, próbując uratować jednego ze swoich
      podopiecznych. To już chyba ze dwadzieścia lat będzie, jeśli nie
      więcej.
    • iluminacja256 Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 17:54
      Pierwsze wspomnienia były całkiem fajne - religia przy zabytkowym
      kosciele, zapach swiec i kadzidla - to działa na wyobrażnię, ze ho
      ho :) Dzisiejsze dzieciaki tego nie mają.
      A niejaka siostra Aneta miała do tego wszystkiego pęk kluczy ,
      obrazki, swiece, mozna było z nia czasem pójsc do tych wszystkich
      miejsc , które nie są dla zwykłych ludzi - chór, zakrystia itp. Tak
      to na mnie działalo, ze chciałam do jakiejś piątej klasy być
      zakonnicą i starsznie byłam obkuta z tych wszystkich formułek,
      modlitw , rózańców, dróg krzyzowych i innych pierwszyc piatków.

      Potem religia trafiła do szkól i zaczłeo sie starszne nudziarsto -
      miaałm katechetkę o ksywie Trumna, która była tak slepa, z e na
      okulary zakładała kolejne , wygladala jak wielka żaba i nie
      omieszkalismy jej o tym przypominać - katechetę wymieniali nam
      zresztą co rok, chyba szkoła strasznie ich wykańczała :)

      A w liceum to juz mielismy zakonnika, franciszkanina , sympatyczny
      był jak nie wiem co, ale niczego juz z tej religii nie pamietam, bo
      zdolnosci nauczycielskich to on nie miał. Ale zabralismy sie na
      lewo na jakąś wycieczke z nim :) W sumie, wtedy to juz byłam
      antyklerykałem , zwłaszcza w kwestii obyczajowej i do końca liceum
      nie wytrwałam na religii, ale po dziś dzien zostal mi sentyment do
      tych wszystkich kosicołów, obrzedów, figur, historii, mitów - tyle
      tylko, z e duzo pózniej dowiedziaąłm sie, ze to się nazywa historia
      i antropologia kultury :)))))))
    • Gość: tjeri Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.cable-modem.tkk.net.pl 20.04.10, 18:08
      pamiętam że były w salce takie drewnuiane ławy, lamperia i ksiądz
      bez jednego palca, był dość nie miły i baliśmy sie tam chodzić. A w
      sławnie był ksiądż o przezwisku coloumbo(jak ten policjant z
      serialu), to był dziwak, po kolędzie chodził pijany, bo wszyscy go
      częstowali a kiedyś przenieslismy mu na drugą strone koscioła jego
      malucha:)
      www.poprzejsciach.pl
    • kozica000 Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 18:25
      Lekcja religii-zerówka.
      Ksiądz się pyta
      -Kogo pierwszego stworzył Pan Bóg?
      Moja siostra wstaje i mówi:
      -Smoka Wawelskiego
      :)
    • ziuz Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 18:40
      8. klasa.
      kumpela, wychodzac z sali po lekcji religii:
      - do widzenia!
      ksiadz:
      - kup se trabke do pierdzenia.
    • e-teacher Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 19:35
      Witajcie, ja miałam szczęście uczestniczyć w bardzo ciekawych lekcjach religii, prowadzonych w dowcipny, przystępny sposób przez księży J.Spychałę, ks.Kaźmierczaka i ks. Michalaka. Były to czasy, kiedy na religię chodziło się do sal katechetycznych, po lekcjach. Nikt nikogo do niczego nie zmuszał, a na religii odliczały się całe klasy. Chodziłam na religię do matury. Księża uczyli nas nie tylko samej religii, ale także miłości do człowieka i przyrody, tolerancji, wzajemnej akceptacji. Bardzo jestem im za to wdzięczna. DZIĘKUJĘ!!!
      Wiem, że nie wszyscy mieli - lub mają - takie właśnie lekcje. Widzę to jako nauczyciel i jako mama. Bardzo to przykre. Nauczanie religii wymaga wielkiej kultury i wrażliwości prowadzącego. Pracuje przecież "na uczuciach". Życzę wszystkim pozytywnych doświadczeń! :)
    • mmena Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 19:40
      Ksiadz wysylal nas pod krzyz na modlitwe. Za kare. Do dzis nie rozumiem czemu
      modlitwa miala byc kara. Zawsze wydawalo mi sie, ze modlitwa, jako rozmowa z
      Bogiem to cos pozytywnego.
      Dopominal sie o pieniadze twierdzac ze kosciol jest biedny, a my w tym czasie
      wyliczalismy ile kosztuja samochody zaparkowane w garazach koscielnych (garazy
      bylo 4 lub 5), ile zaplacil za markowe jeansy i za zegarek z kalkulatorkiem.
      Byly to lada komuny. Jeansow i elektr. zegarkow nikt nie mial. Kilku samochodow
      rowniez nie.
    • dele_mele Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 19:49
      Kiedyś zakonnica zagroziła rozrabiającej koleżance: "przestań, bo cię tata pogrzebie". Tata koleżanki był grabarzem.
      • Gość: po Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.10, 02:04
        Dobre!!!
        I pogrzebał?
    • Gość: były ministrant Psychiczny proboszcz IP: *.pl 20.04.10, 19:54
      Mała podkrakowska wioska, czasy przedkonkordatowe, więc katecheza w
      przykościelnej, zimnej salce.

      Proboszcz umiejący wymusić posłuch tylko siłą - jeśli którekolwiek z dzieci
      przeszkadzało mu w zajęciach, robił tzw "amerykański zastrzyk" - chwytał między
      kciuk, a zgięty palec wskazujący skórę ramienia ofiary, ściskał bardzo mocno, a
      następnie przekręcał. Bolało jak diabli.

      Ministrantów chodzących po kolędzie okradał - ministranci dostawali zwyczajowe
      drobne pieniądze (równowartość dzisiejszych 5-20 zł) za towarzyszenie księdzu w
      czasie zwyczajowej kolędy - mówiąc, że wpłaca te pieniądze "na książeczkę"
      zabierał je i cóż - kradł - spośród jakichś 30-40 ministrantów, którzy się
      przewinęli w czasie mojej służby u ołtarza, pieniądze "na do widzenia" (po
      sześciu latach, bo zwyczajowo chętni chłopcy zaczynali służyć do mszy po
      komunii) dostało tylko dwóch, pupilków proboszcza.

      Inicjały tego proboszcza, obecnie martwego (chowanego w aurze świętości) to J.M.
      Nazwa parafii zaczyna się na T. Kto tam mieszka - wie.

      To są moje najsilniejsze wspomnienia z religii - ksiądz kradziej-psychopata.
    • szabepio chał, chał !!! 20.04.10, 22:15
      kiedy pies zaszczekał na zewnątrz to ksiądz na religii mówił, że
      mnie ktos woła - ot ja mam takie wspomnienie. a jeszcze jedno: kiedy
      spowiadałem się przed bierzmowaniem to w konfesjonale ksiądz zapytał
      mnie czy miałem samogwałt - wtedy się poryczałem, dziś zlałbym gnoja
      po ryju!!!
      • Gość: Po Re: chał, chał !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.10, 02:01

        A miałeś???
    • Gość: glorie Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.centertel.pl 20.04.10, 22:58
      Zajęcia z księdzem zaczęłam już w przedszkolu - przychodził taki młody i pewny
      siebie i opowiadał: o potopie, o śmierci, o piekle, a mój hit to opowiadanie o
      tym jak to kiedyś ludzie byli niedobrzy dla siebie i dla Boga, a Bóg ich za to
      ukarał i zgasił Słońce. I dzieci nie mogły znaleźc swoich mam.
      To brzmi zabawnie, ale ja miałam wtedy 5 lat, tygodnie traumy, budzenia się w
      nocy w ciemności i krzyku za mamą, a jak w przedszkolu miał przyjśc znowu ksiądz
      to na dwie godziny przed tym uciekałam do innej sali...
      • Gość: Kaja Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.cbp.dhs.gov 20.04.10, 23:48
        Ja nie mam wspomnien z lekcji religii, bo bardzo szybko przestalam
        na nie chodzic. Ciekawi mnie natomiast taka kwestia ile osob z tych
        opisujacych tu swoja traume posle swoje dzieci na lekcje religii?
    • justinehh Re: Wspomnienia z lekcji religii 20.04.10, 23:57
      W podstawówce przed komunią usłyszałam od katechetki, że jestem za głupia na
      komunię.
      Trochę później w podstawówce( obowiązkowa religia) dowiedziałam się od księdza,
      że znaki zodiaku są antychrześcijańskie.
      W liceum mieliśmy fajnego katechetę, można z nim było o wszystkim pogadać, takie
      dwie kiedyś na jego lekcji zawzięcie dyskutowały szeptem, on się zapytał, o czym
      tak dyskutują no i jedna stwierdziła, że zastanawiają się, co było pierwsze,
      kazirodztwo czy pedalstwo. Pan się uśmiechnął i zaczęła się dyskusja.
      • Gość: Po Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.10, 01:59

        No i widzisz. sami madrzy katecheci i katechetki. Mówiacy prawdę w każdej sytuacji
    • Gość: m. Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: 178.56.51.* 21.04.10, 02:36
      U mnie tak:
      1-3 klasa podstawówki, jakieś zakonnice, lepsze, gorsze, niewiele mi utkwiło w
      pamięci.
      4-7 klasa - notoryczne wagary z kumplami. Niby religia była wtedy w parafiach
      (my chodziliśmy do sąsiedniej siłą rozpędu, bo wcześniej nasza jeszcze nie
      istniała), ale była tak nudna, że się zrywaliśmy, oczywiście nie mówiąc
      rodzicom. Potem robiło się cuda na kiju, żeby w ogóle dostać świadectwo (bez
      niego - w domu byłoby przerąbane), ale jakoś się udawało (szczytem było pójście
      na religię w 7 klasie 2 razy - na pierwszą i na ostatnią katechezę w roku,
      pamiętam temat tej ostatniej - jakieś zakuwanie listy papieży).
      Potem było przygotowanie do bierzmowania (już w naszej parafii) i ksiądz treser,
      który wymuszał naukę modlitw i formułek krzykiem i linijką. Potem były z tego
      egzaminy, które wyglądały tak: sala pełna uczniów, ksiądz przechadzający się i
      nagle palec wycelowany w ofiarę: TY! wierzę w Boga! i trzeba było mówić. Jedno
      zacięcie lub pomyłka - za drzwi, przyjdź następnym razem. Jeśli ktoś wytrwał, to
      po kilku-kilkunastu zdaniach ksiądz celował palcem w następnego i kazał
      kontynuować. Oczywiście, każdy pozostały jeszcze na sali miał parę szans na
      wylot. Kto przetrwał - dostawał pieczątkę od księdza na karteczce, które
      wcześniej rozdał. Na szczęście terminów tego "egzaminu" było kilka, ale parę
      osób oblało wszystkie terminy i np. mój kumpel z wagarów, żeby nie mieć totalnie
      przerąbane w domu zdecydował się sfałszować pieczątkę metodą odbicia jajkiem
      (haha, nie powiem, kto mu pożyczył swojej karteczki jako wzoru ...) i... udało
      mu się! nikt nic nie zauważył, do bierzmowania przystąpił z całą grupą i nic się
      nigdy nie wydało.
      Potem (chyba od 2. licealnej) była już religia w szkole i moim zdaniem to była
      porażka Kościoła jako takiego. Z mojej podstawówki do parafii chodziło na lekcje
      większość uczniów, w LO z mojej klasy (ok. 30 osób) chodziło... 4!!! osoby.
      Religię prowadzono więc zbiorczo dla wszystkich 4 równoległych klas. Za samą
      100% frekwencję mam celujący na maturze. Aczkolwiek trzeba przyznać, że
      katecheta był do rzeczy - jako jedyny z moich licealnych nauczycieli miał
      stopień doktora (teologii) i nie obawiał się trudnych tematów.
      • Gość: m. Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: 178.56.51.* 21.04.10, 02:56
        A, jeszcze jedno wspomnienie wiążące się z religią.
        5. klasa, czas wagarów, zbliża się koniec roku i była potrzeba przepisać coś do
        zeszytu. Rodzice wiedzieli, że mam braki i muszę uzupełnić zeszyt, ale nie
        zdawali sobie sprawy ze skali. W każdym razie na następny dzień coś tam trzeba
        było koniecznie przepisać, więc wspólnie z kumplem od wagarów umówiliśmy się z
        pewnym kolegą, że nam pożyczy zeszyt. Poszliśmy do niego po południu (a
        właściwie pojechaliśmy na deskorolkach, co ma tu znaczenie), a koleś przez
        zamknięte drzwi mówi, że nie pożyczy. Nie - bo nie! Coś mu odwaliło, był w
        mieszkaniu ze swoim kolegą, a my pod jego mieszkaniem jesteśmy w kropce, bo mus
        przepisać to na jutro, a my już od nikogo innego pożyczyć zeszytu nie możemy, bo
        jest po szkole a nie umówiliśmy się z nikim innym licząc na tego kolegę.
        No to pukamy, dzwonimy, wkurzyliśmy się. Klasyczne metody typu zapałka w dzwonek
        (żeby mu dzwoniło w domu bez przerwy) zawiodły, w irytacji pomazaliśmy mu drzwi
        brudnymi łapami od smaru z łożysk deskorolek, waliliśmy mu deskorolkami w te
        drzwi (zostało parę wgnieceń), w końcu po godzinnej "perswazji" (oczywiście
        dowiedział się też, co go czeka jutro w szkole etc.) facet się poddał i wydał
        nam ten zeszyt.
        Wieczorem - afera. Wparowała do nas matka tego kolegi i zaczęła od oskarżenia o
        próbę włamania do mieszkania! Poszło o te wgniecenia, które zrobiliśmy łupiąc
        deskorolkami w drzwi. Ale na szczęście moi rodzice i kumpla, który był ze mną,
        zrozumieli sytuację, w jakiej się znaleźliśmy przez nieodpowiedzialność tamtego
        i skończyło się na umiarkowanym ochrzanie...
    • Gość: antypolityk Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.10, 07:17
      Wspaniałe! W salce katechetycznej w Szczebrzeszynie, lata 60-siąte.
      Nie tylko katechizm ale muzykowanie: na skrzypcach, akordeonie,
      gitarze i śpiew! Żaden klasyczny sakralny repertuar nie zaskoczył
      mnie w życiu. I była to recepta na nasze polskie piekło w życiu!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka