peter.steele
22.09.04, 22:48
> 1)
>
> Kiedy> ś pracowałem z
babeczką, której podmieniłem wygaszacz na czarny ekran. Nie było widać nic
- po prostu czarny monitor. Ona oczywiście nie wiedziała, że to wygaszacz i
przyszła kiedyś do mnie z prośbą, żebym włączył jej komputer. Podszedłem do
sprawy fachowo. Zamyśliłem się, chrząknąłem, znowu zamyśliłem, a potem
poinformowałem ją, że jeden z kabli w komputerze jest luźny. I trzeba mocno
huknąć dłonią w biurko, żeby zaczął stykać. I dla przykładu uderzyłem mocno
w biurko, co okazało się nad wyraz skuteczne. Oczywiście chodziło o to,
żeby poruszyć myszkę i wyłączyć wygaszacz. Tak mi się ta zabawa spodobała,
że byłem ciekaw kiedy kobitka się zorientuje... Po dwóch miesiącach, kiedy
widziałem jak szkoli nową osobę, i uczy ją umiejętnie uderzać w biurko
"...bo kabelek jest luźny" nie wytrzymałem. Podszedłem i wyjawiłem całą
prawdę... Wiem, mięczak ze mnie...
>
>
>
> 2)
>
> Kiedyś stworzyłem efekt
graficzny, który wyglądał jak przesuwające się światło w kserokopiarce.
Oczywiście nie mogłem się oprzeć i wbudowałem go w program w biurze.
Pracownikom zaś powiedziałem, że mamy teraz zawansowany program i oprócz
logowania muszą jeszcze przykładać rękę do ekranu - wtedy ekran skanuje ich
odciski palców. Przez prawie miesiąc miałem ubaw, patrząc jak pięcioro
głąbów przed każdym załogowaniem przykłada rękę do ekranu i czeka aż ekran
zeskanuje ich odciski. Oczywiście bawiłbym się dłużej, gdyby nie szef,
który wszedł do biura z rozdziawioną szczęką, wziął mnie na bok i kazał mi
to natychmiast
>
> odinstalować...
>
>
>
> 3)
>
> Siedzę sobie w kanciapie z
kumplem i nagle wpada zaaferowana kobieta. Wymachuje dyskietką w ręku i
mówi, że stacja jej padła. Pouczyłem ją, że trzeba było zadzwonić (akurat
bym się ruszył), ale w końcu mnie namówiła i razem z kumplem poszliśmy
obadać sprawę. Dochodzimy do jej biurka, ja patrzę, a ona wkłada dyskietkę
do góry nogami i krzyczy, że "Stacja nie działa, a ona MUSI zgrać co
trzeba!". Patrzę na kumpla, on na mnie, widzę że kumpel już ma powiedzieć
Pani w czym rzecz, więc gestem ręki go uciszam i mówię:
>
> - Bo widzi Pani. Ktoś
sfuszerował sprawę! Ma Pani komputer postawiony do góry nogami... - po czym
przekręciłem jednostkę i wyszedłem z pokoju z kumplem, żeby się wyśmiać.
>
>
>
> 4)
>
> Zadzwoniła do nas kobitka
i stwierdziła, że jakiś idiota odłączył jej LAN. W życiu babki nie
widziałem, ani jej komputera, ale idę do niej. Akurat nie było jej w
boksie, ale już widzę, co jest grane. Panienka przesunęła sobie komputer z
prawej strony boksu na lewą. A że kabel z sieci był za krótki, to go
odłączyła. Przesunąłem komputer z powrotem na prawą stronę, wpiąłem
dyndającą wtyczkę i napisałem kartkę: "DZIAŁA TYLKO PO TEJ STRONIE BOKSU!"
>
>
>
> 5)
>
> Szef firmy pojawił się w
biurze w laptopem. Miał ważną pracę do zrobienia więc rozłożył się w swoim
gabinecie ze sprzętem. Nagle słyszę jak mnie wzywa do siebie. Szef: Mam z
tym problem. Jak się włącza Windows, to po kilku sekundach wszystko
gaśnie... Ja: Czy bateria jest naładowana? Szef: (tonem nie znoszącym
sprzeciwu) Oczywiście, że jest! Ja idę, a Ty to napraw. Po czym szef
wyszedł z gabinetu. No więc zasiadłem do sprzętu, włączam i faktycznie,
Winda się ładuje i wszystko znika. Miałem naprawdę ciężki dzień, ale nic,
pr> óbuję dalej. Wciąż z tym samym rezultatem... Już miałem zapłakać, gdy
zauważyłem, że kabel zasilający jest odłączony. Podłączyłem do sieci i
laptop śmigał jak nowiutki, a więc bateria nie była naładowana, ha!.
Zadzwoniłem, powiedziałem, że to potrwa jeszcze z 3 godziny i zabrałem się
za układanie pasjansa (przecież, to był ciężki dzień), aż w końcu zjawił
się szef. Zaskoczony, że tak szybko się
>
> uporałem spytał jak to
zrobiłem. Uśmiechnąłem się i powiedziałem: - Musiałem shakować Pana
rejestr, ponieważ wirus spowodował konflikt między portem myszy, a UART w
CONFIG.SYS. To był ciężki kawałek roboty, ale udało mi się skonwertować
Pański kernel z binarnego na hexagonalny i wejść przez furtkę w IRQ do
BIOSU... A on to kupił..
>
>
>