uasiczka
21.02.05, 14:36
wczoraj byłam na niedzielnym obiadku u mamy. mama żaliła się na koty (4),
które są moje - jednak oddać mi ich nie chce. otóż owe koty szczą gdzie
popadnie - pewnie na mamę wkurzone za coś jak nic. i moja mama w "ferworze
walki", strasznie zdenerowana tłumaczy "no i podchodzę do łóżka i patrzę -
mokre i pomyślałam że tata herbatę wylał ale nie - wącham a tam normalnie
MOCZY KOĆ!!!" (co miało oznaczać oczywiście koci mocz)
ale super było, hii