Gość: mlemoniada
IP: *.MAN.atcom.net.pl
12.07.02, 15:41
john i john idą przedmieściami londynu prowadząc konia. idą tak i idą, idą i
idą aż ich wieczór dopadł. "trzeba by gdzieś przenocować" myślą. "hmm, ale
gdzie nas z koniem przyjmą?" jeden hotel, drugi, trzeci - w każdym ta sama
odpowiedź "z koniem? panowie chyba żartują! z koniem nie przyjmujemy!" noc już
późna, ostatni hotel na trasie... jest! można! hurrrra! można z koniem!
wykończeni ale uradowani prowadzą konia do drzwi a tam... pech!, drzwi
obrotowe. jak konia przodem to mu zad obcina, jak go tyłem to mu obcina głowę.
ale z pomocą przychodzi boy hotelowy, wskazuje drzwi kuchenne i już są w
środku. a tam... pech. pokój na 10 piętrze dostali. jak konia przodem do windy
to mu zad obcina, jak go tyłem to mu obcina głowę. no nic, trzeba klatką
schodową. john1 ciągnie konia za łeb, john2 popycha konia od tyłu. dali radę.
prowadzą go długim korridorem, john wyjmuje klucz, wkłada w zamek, otwiera
drzwi, a tam... pech. drzwi od łazienki blokują drzwi wejściowe. john1 wchodzi
do środka, zamyka drzwi wejściowe, zamyka drzwi od łazienki, otwiera drzwi
wejściowe. john2 wprowadza konia, zamyka drzwi wejściowe, otwiera drzwi od
łazienki, ładuje konia do niej, zamyka drzwi od łazienki i siada z johnem1 na
sofie. siedzą tak, siedzą, herbate se piją i nagle john2 pyta:"te, john, a po
co ci właściwie ten koń?" "wiesz, przyjdzie do mnie marry, będziemy się kochać,
potem ona pójdzie do łazienki, zapali światło i krzyknie: john w łazience jest
koń! a ja na to: no to co"
pozdrawiam ;-)