Dodaj do ulubionych

"Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerach

09.07.05, 19:35
Byl taki czas ze duzo pociagiem po kraju jezdzilam i spotykalam roznych
"wywrotowcow", czasem bylo smiesznie, czasem bylo strasznie.

Kiedys juz na dworcu zauwazylam dwoe piszczoce kobiety, opowiadaly sobie cos
tak szybko i piskliwie ze pomyslalam ze wspolcxzuje temukto bedzie z nimi w
przedziale. Jak latwo sie domyslic dosiadly sie do mnie. Pociag byl nocny, a
one od polnocy do prawie szostej gadaly, nawet nie sciszajac glosu, i znalazly
sobie nawet ofiare w postaci faceta, ktory mial okazje uslyszec caly spis
chorob ich dzieci zlaman kosci ich mezow...

Innym razem jechalam z kobieta ktora opowiadala swojej kolezance "No i ta moja
corka czyta i czyta te ksiazki, no tego sie juz nie da oduczyc".

Ale rekord pobilo smieszno-straszne zdarzenie:

Jechalam kiedys w pociagu z Wawy do Slupska. Jakies 20 minut przed Slupskiem
wsiadla do przedzialu gruba kobieta ubrana w 5 wartw ubran conajmniej, zdjela
plaszcz, usiadla i sie zaczelo... Smrod niewiarygodny.. Wzielam plecak i kurtke
i stwierdzilam ze to tylko 20 minut i dam rade na korytarzu.

Razem ze mna wyszly dwie dziewczyny, raczej niewychowane bo juz na korytarzu
zaczely bardzo glosno mowic o tym zapachu...

Po kilku minutach ta kobieta wyszla z przedzialu, zaczela sie trzasc i krzyczec
"To nie ja smierdze! To wy smierdzicie, to SZATAN smierdzi! To siarka!" a potem
zaczela mamrotac cos, a mnie po prostu w podloge wbilo ze zdziwienia :)


A Wy? Moze sami jestescie ciekawymi wspolpasazerami? :)
Obserwuj wątek
    • gixera Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 09.07.05, 20:53
      ze mna wszystkie dziwolagi siadaja, najgorszy byl taki, co gadal sam do siebie.
      Siedze, jem sobie kanapke, a ten na caly glos: co tak smierdzi? mysle sobie,
      niezle, zaraz mnie zaatakuje, on po chwili: no, tak te siedzenia. Troche byl
      wykolejony.Kieroca zahamowal, a on: co on wyprawia, jak on jezdzi? wszystkie
      miejsca pozajmowane, kazdy chce sam siedziec. I tak prawie cala droge, bo
      wczesniej wysiadl, dzieki bogu.
      • pawello35 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 09.07.05, 21:45
        Kiedyś wsiadło do mnie do przedziału dwójka dzieci , chłopak i dziewczynka w
        wieku 12-13 lat. Po chwili jazdy sosiadła się młoda kobieta, najwyraźniej
        studentka czy coś takiego. Dzieciaki rozrabiały, więc zapytała się czy to
        moje. Na to dzieci zaczęły opowiadać że ich tatusie gdzieś na chwilę wyszli, i
        kazali im znaleźć wolny przedział. Historia ciągnęła się aż doszło do tego że
        najwyraźniej rodzice dzieci zostali parę stacji wcześniej drżąc z zimna i
        głodu. Studentka przeraziła się nie na żarty i usiłowała pocieszać biedne
        maluchy, kiedy do przedziału wkroczyło dwóch mężczyzn z okrzykiem "Ania,
        Wojtuś, przepraszamy że tak długo ale do klopa była straszna kolejka".
        Studentka wyleciała mamrocząc coś o małych potworach. Ale się dzieciom
        oberwało ;)
        • mist3 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 09.07.05, 22:00
          Kiedyś jechałam na obronę swojej pracy mgr i cała w strachu przeglądałam ją
          jeszcze w drodze. Dosiadł się do mnie pan i niedyskretnie zaglądając przez ramię
          zjrzał o czym. Jako że praca wiązała się z UE, której pan był zdecydowanym
          przeciwnikiem, musiałam wysłuchać szeregu jego argumentów i poglądów,
          wygłaszanych coraz to agresywniejszym tonem, aż w końcu, kiedy już myślałam, że
          mi się oberwie za zło tego świata, pan musiał wysiadać.
          Kiedyś jechałam z moim eks pociągiem na wakacje na drugi koniec polski.
          Siedziała z nami sympatyczna pani z dziećmi. Dziewczynka 'upodobała' sobie
          mojego eks i przez całą drogę śpiewała mu taki mniej więcej tekst: 'kochaj
          chłopców, ale ładnych, nie blondynów tylko czarnych, bo blondyni porzucają a
          bruneci pamiętają" cały czas patrząc mu prosto i niewinnie w oczy. I można
          powiedzieć że piosenka była prorocza (przynajmniej w tej części dot. blondynów) ;)))
          Często zdarza mi się słyszeć w pociągu teksty starszych pań i panów - niech pani
          tyle nie czyta, jak pani za mądra będzie to pani męża nie znajdzie. Poparte jest
          to oczywiście przykładami z życia :) No cóż, może i mają rację .... Problem w
          tym, że ja lubię czytać.
          Standardowe podróże z ludźmi zwierzającymi mi się z problemów całego życia, to
          już u mnie norma więc szkoda opowiadać. Coś takiego w sobie mam, że przyciągam
          ludzi chcących się wygadać.
          Pozdrawiam wszystkich podróżników :)
          • Gość: rzarufka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.05, 20:15
            Mam podobnie, przyciągam typy wyjątkowo gadatliwe i namolne.
            Odprowadzałam raz kumpla na pociąg relacji Krak - Wawa, pociąg ów jechał z
            Zakopca, więc jak to zwykle bywa kilku paseżerów w środku. Pociąg wjechał na
            peron, my ustawieni w odpowiednim sektorze zlokalizowaliśmy właściwy wagon i
            przedział. Naszą ciekawość wzbudziła stojąca na półeczce widoczna w okienku....
            Finlandia, pełna do połowy ale ... bez widocznego w przedziale właściciela.
            Kumpel obdarował mnie pożegnaniem i wlazł do środka. Za nim wsiadały 2 panny.
            Potwierdziła się nasza teoria, że właściciel flaszki musi być gdzieś blisko.
            Kumpel zauważył go śpiącego na całej długości siedzenia - obudził go
            kulturalnym potrząśnięciem i okrzykiem: Wstawaj "Fredek", już się nie
            bawimy ! "Fredek" podniósł ciało własne, i w tym momencie panny równocześnie
            wydały z siebie pisk : Ja nie będę koło niego siedzieć! - a taki układ wynikał
            z ich biletów.
            Mój kumpel oczywiście szarmancko: Spoko, możemy się zamienić, ja koło niego
            usiądę a Wy na przeciwko niego.
            Panny: Och dzięki, naprawdę dzięki.
            Na to kumpel: Nie ma sprawy, jak dla mnie to nawet lepiej w razie gdyby żygał !
            Panny w jeszcze większy lament, ale łyso im było znowu prosić o zmianę, a
            pociąg pełny więc w tej konfiguracji spędziły 2,5 h podróży urozmaicanej
            jednoosobową imprezką "Fredka".
            Osobiście spotkałam jednego megadupka: przez całą drogę Wawa-Kraków wyrażał
            swoje obawy na temat standardu hotelu i obchwalił się całemu przedziałowi jaki
            jest utytułowany. Jego towarzyszka ( jechali chyba na jakąś konferencję) ze
            wstydem w oczach czasem mu przytakiwała, ale głównie starała wzbudzić na
            pozostałych pasażerach wrażenie, że Go nie zna.
            Ten sam kumpel, regularnie odwiedzający wspomnianą już trasę dostał ostatnie
            wolne miejsce w wagonie dla palących. Traf chciał, że towarzystwo raczej nie
            paliło ( 2 dzieci z rodzicami, plus młoda dziewczyna- jak powiedziała później z
            astmą) , więc sam grzecznie na papieroska wyszedł na korytarz. Jednak kultury
            zabrakło innemu pasażerowi - bezpardonowo zapalił fajkę - smród jak cholera !
            Oczywiście regulaminowo miał prawo, no ale... Wywiązała się zbiorowa prośba o
            zgaszenie lub wyjście z przedziału, bo dzieci itd.... Facet z ryjem, że go to
            nie rusza. Ruszyło go gdy dostał ostrzeżenie, że może wysiąć wcześniej ....
            Pozdrawiam wszystkich podróżujących!
            • jan.kulczyk Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 06.08.05, 18:03
              > Ten sam kumpel, regularnie odwiedzający wspomnianą już trasę dostał ostatnie
              > wolne miejsce w wagonie dla palących. Traf chciał, że towarzystwo raczej nie
              > paliło ( 2 dzieci z rodzicami, plus młoda dziewczyna- jak powiedziała później z
              >
              > astmą) , więc sam grzecznie na papieroska wyszedł na korytarz. Jednak kultury
              > zabrakło innemu pasażerowi - bezpardonowo zapalił fajkę - smród jak cholera !
              > Oczywiście regulaminowo miał prawo, no ale... Wywiązała się zbiorowa prośba o
              > zgaszenie lub wyjście z przedziału, bo dzieci itd.... Facet z ryjem, że go to
              > nie rusza. Ruszyło go gdy dostał ostrzeżenie, że może wysiąć wcześniej ....
              > Pozdrawiam wszystkich podróżujących!

              Mam jedno zastrzeżenie. Przedział dla palących jest właśnie po to, żeby w nim palić, a NIE NA KORYTARZU, gdzie dym dolatuje równo do WSZYSTKICH. Nawet jeśli cały wagon jest dla palących (ostatnio chyba rzadkość w pociągach z przedziałami), to dym dolatuje korytarzem do innych wagonów, prędzej czy później. Więc facet zrobił dobrze, bo jak zauważyłeś, MIAŁ PRAWO, a Ci z ryjem nie MIELI PRAWA się do niego przyczepiać. Jeśli ktoś ma astme, to jedzie następnym pociągiem, a nie kupuje miejsce dla palących, bo innych nie ma, albo spędza podróż w przestrzeni wspólnej (Wars, korytarz). Kiedy jeszcze jeździłem pociągiem, krew mnie zalewała na takich "życzliwych", co to wychodzili na korytarz, żeby zapalić, bo tak niby "szarmancko". Guzik prawda. W ten sposób palą również Ci z miejsc dla niepalących (biernie oczywiście). Częściowo wynika to również z hipokryzji palaczy, którzy nasmrodzić ludziom lubią, ale sami w dymie siedzieć - o dziwo - już nie. Zwłaszcza w takim starym, kilkugodzinnym dymie. Ale po to są takie prrzedziały, żeby w nich palić. A jeśli ktoś się dzieki nim oduczy palenia, to jeszcze lepiej. Koniec i kropka.
              Francuzi nie mają z tym problemu. W ich pociągach, również w tych przedziałowych, pali się tylko na wyznaczonych miejscach. W tych miejscach jest tak nadymione, że można to powietrze ciąć nożem i porcjowac do pudełek, takie jest gęste. Ale wszędzie indziej jest czysto. I tak powinno być. Miałem kiedyś nieszczęście jechać w TGV w wagonie dla palących i do dziś wspominam to traumatycznie przeżycie, ale się nie uskarżam - mój wybór.
              • Gość: rzarufka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.08.05, 17:20
                Wiesz co, moim zdaniem byłoby bardzo elegancko pomimo przyzwolenia na palenie
                wyjść na ten korytarz. Pociąg jak zwykle był napchany, więc wybór miejsc "gdzie
                komu wygodnie" był wysoce ograniczony. Facet poprostu pokazał, że jest
                nieustępliwym chamem i tyle. Zero szacunku dla zdrowia innych - ale zapłaci za
                to wcześniej czy później rakiem oskrzela. Poczuje co to duszność jak ta
                dziewczyna z astmą.
                • Gość: anja Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.toya.net.pl 18.08.05, 13:16
                  Za palenie na korytarzu a nie w przedziale do tego przeznaczonym to mozna
                  dostac mandat...
                  • Gość: rzarufka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.08.05, 16:07
                    Że za chamskie odzywki dostanie się w ryj jest bardziej prawdopodobne niż
                    mandat - a papieros to cienizna w porównaniu ze smrodem tytoniu.
                • zdzicha.tramwajara Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 31.12.05, 13:33
                  tak sie sklada, ze na moich oczach tacy zyczliwi i kulturalni dostali po dwie stowki mandatu.
                  na kotyrarzu NIE WOLNO palic - tylko w przedziale dla palacych. i ci z astma, dziecmi czy tez innymi powodami naskakujac na tamtego pasazera i grozac mu - namawiai go do zlamania prawa i narazili na kare
                  • Gość: ona29 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.06, 22:37
                    Ludzie niepalący, którym przeszkadza dym papierosowy-fajkowy (bo sa i tacy,
                    których to wogóle nie rusza) a kupujący sobie miejsce w przedziale dla palących
                    moim zdaniem nie są normalnymi osobnikami. Tym bardziej rodzice z dzieckiem
                    kupujący taki bilet powinni się przebadać psychiatrycznie.
                    Osoba paląca po to zaznacza kupując bilet w kasie, że chce miejsce w przedziale
                    dla palących by mogła sobie podczas jazdy zapalić a nie siedzieć bo jakaś chora
                    laska siedzi również w tym przedziale. Ludzie bez przesady - palacz też jest
                    człowiekiem i płaci tak samo za bilet jak inni więc czemu ma rezygnować ze
                    swego "przywileju"?
                    Poza tym obecnie w pociągach jest całkowity zakaz palenia na korytarzach
                    ponieważ w przedziałach dla palących są wyciągi/klimatyzacja, która działa
                    dobrze jedynie przy zamkniętych drzwiach- dzięki temu dym nie wydostaje sie na
                    korytarz i nie roznosi po całym wagonie
                    Myli się ten kto twierdzi, żę nie dostaje się mandatu za bycie "usłużnym"-
                    niech no tylko takiego palacza zobaczy konduktor <Szok>
                    Ciekawe tylko jak zareagowaliby wspólpasażerowie których chciał "oszczędzić"
                    taki palacz wychodzą na korytarz zapalić, gdy po otrzymaniu mandatu za palenie
                    w miejscu niedozwolonym, oznajmiłby im, że otrzymał to z ich winy ponieważ z
                    ich powodu wyszedł i teraz wszyscy powinni się złożyć by on miał pieniądze na
                    ten mandat - bo przecież nie skorzystał ze swego prawa jakim była możliwość
                    zapalenia w przedziale tylko wyszedł by nie musieli wąchać dymu?
                    Co do dostawania po "pysku' za .... słowa- ten kto rozwiazyuje tak sprawy sam
                    nie jest nikim lepszym od używającego takich słów- i z jednego i z drugiego
                    wychodzi po prostu chamstwo.
                    • Gość: myśliwy Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.06, 14:00
                      Tak ale na miejsca sie poluje... nie kupuje.
                    • wampuka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.06.07, 12:16
                      Klimatyzacja jest w pociągach? W Polsce?
                      • yabol428 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 18.07.07, 01:14
                        wampuka napisał:

                        > Klimatyzacja jest w pociągach? W Polsce?

                        Wyobraź sobie że jest. Choć są to bardzo nieliczne pociągi. Na pewno jest np. w
                        szynobusach serii EN-81, kursujących pomiędzy Krakowem a Wieliczką.
                        • Gość: :-) Stare Ku..! No wie pani! Jak mozna tak miejscowos IP: *.netcologne.de 18.07.08, 15:19
                          Stare Ku..! No wie pani! Jak mozna tak miejscowosc nazwac! Oburza
                          sie starsza pani. Wygladam za okno i czytam: Stare Kurowo! :-)))
                          • Gość: Iwona Re: Stare Ku..! No wie pani! Jak mozna tak miejsc IP: 95.152.193.* 19.01.11, 17:10
                            he he he
                • agulha Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 20.09.09, 13:20
                  Pytanie pomocnicze - która to była klasa i czy klasa I była równie napchana?
                  (Czasem bywa). Pytanie drugie pomocnicze - czy to był taki okres w roku
                  (przedświąteczny?) albo taka trasa, że można było się spodziewać tłoku? Jeżeli
                  tak, to podpowiem, że bilety są sprzedawane na 60 dni naprzód. Jak ktoś ma małe
                  dzieci i w ogóle trzeba z nim jak z jajkiem, to sam powinien o to zadbać.
                  Nie palę i dymu nie cierpię, do przedziałów dla palaczy się nie pcham. Raz
                  zrobiłam wyjątek - bo to były 3 puste, choć nieco śmierdzące przedziały, a
                  pozostałe były pełne :-)).
              • Gość: ew Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.07, 11:32
                Ja bym tylko chciala zauwazyc, ze za palenie na korytarzu 150 zl mandatu...
                ostatnio tez jechalam w przedziale dla palacych - wiekszosc palaca, wsiadaja
                dwie studentki i ostentacyjnie kaszla...
                Uwazam, ze jak przedzial dla palacych, to niepalacy nie powinni wymuszac na
                palaczach wyjscia z przedzialu.
                Rozumiem, ze dzieci, ale pretensje to chyba do rodzicow powinno sie miec... a
                nie rodzice do pana, ktory pali...
          • Gość: galien Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.06, 00:28
            bronic mozna tylko prace doktorska. magisterski to jest egzamin
            • tomash8 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 02.12.06, 08:43
              Idz do kuchni i zobacz czy Cie tam nie ma.
            • evolventa Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 21.10.17, 16:46
              akurat..... a u mnie na uczelni są obrony magisterskie i już.....
        • Gość: swd Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.aster.pl / *.aster.pl 10.07.05, 23:24
          Pociąg nocny, przedział zabity, pełen przekrój wiekowy, starsza Pani przysnęła.
          W życiu, czegoś takiego nie widziałem, śpiąc głowa osunęła jej się do tyłu i
          otworzyła szeroko usta, przy czym zęby miała nadal zamknięte ;)
          • misiunia.malutka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 12.07.05, 15:31
            O Matko odpadłam... Po wyobrażeniu sobie tej szczęki popłakałam się ze
            śmiechu :)

            Kiedyś w drodze do Gdyni siedziałam w przedziale przy drzwiach, a przy oknie ok
            35-letni mężczyzna. Dosiadła jakaś Pani ok 45-letnia, usiadła naprzeciwko Pana
            i zaczęła mu opowiadać o swoich romansach z "Ruskimi z bazaru". Jak ją kochają
            i jak ją biją i dlaczego, kiedy który wyjeżdża, kiedy wraca i dlaczego ona z
            nimi nie jedzie. o którą "sukę" jest zazdrosna, a która niech się "pier..oli".
            Potem który ma "większego" i co z tego wynika ;) A Pan tylko głową kiwał od
            czasu do czasu i w okienko patrzył z przerażeniem... :)
            • Gość: anuszka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.ha3.agh.edu.pl 14.07.05, 21:36
              Jechałam raz pociągiem. W przedziale ze mną siedziała pewna odjechana zakonnica...

              Sędziwa osoba, jak się okazało bliska znajoma starego papieża (od czasów gdy był
              jeszcze w Krakowie). No tak, w Krakowie to co krok kumple papieża. W przedziale
              siedziało kilka innych pań, między innymi babcia z Radia Maryja. Wywiązała się
              między nimi długa rozmowa, bo zakonnica była gadułą i opowiadała niekończące się
              historie o swych pogawędkach z "Ojcem Świętym" etc. Mówiła o nim w czasie
              teraźniejszym: "To jest bardzo sympatyczny człowiek...".

              Na starego papieża mówiła: "Ojciec Święty" a na nowego "ten nowy Ojciec Święty".
              O nowym miała złe zdanie: "Ten nowy Ojciec Święty to nie to co Ojciec Święty...
              Tak stara się naśladować te jego ruchy, ale mu nie wychodzi!"

              Miała jednak zaskakujące poczucie humoru i odniosłam wrażenie, że była
              jednocześnie głęboko religijna i głęboko tolerancyjna wobec odmienności
              wszelkich. Dochodziło do tego, że gdy moherowa babcia zaczynała swe moherowe
              narzekania na świat współczesny, siostra gasiła ją jednym celnym dowcipem.

              Ale...

              Przysnęło mi się, gdy zakonnica w swoich wspomnieniach doszła wstecz do czasów
              wojny, a potem do przed wojną. I nagle oprzytomniałam, gdy usłyszałam jej słowa:

              - Jak byłam mała, to raz złapali mnie Żydzi - jak to Żydzi! - i tylko cudem się
              uratowałam!

              Cały przedział na to:

              - Jak to??!!??

              - No, tam u mnie we wsi mieszkali Żydzi, mieli tako chałpe, raz jak
              przechodziłam, to Żyd mnie złapał i wsadził do komórki. Wiadomo, chcieli mnie
              przerobić na macę. Ale udało mi się uciec.

              Ona mówiła to z głębokim przekonaniem.

              Zauważyłam, że w pociągach rozmowa niezwykle często prowadzi prosto do
              najeżdżania na Żydów. Nieprawdopodobnie mnie to złości i kiedyś obiecałam sobie,
              że jak tylko będę świadkiem takiego czegoś, to zawsze ostro zareaguję.

              No i zareagowałam:

              - Siostra kumpluje się z papieżem i nie wstyd siostrze takie bzdury wygadywać??!!

              Rozgorzała długa dyskusja, bo babcia rydzykowa tym razem wzięła stronę siostry.
              Prezentowała stanowisko, hehe, umiarkowane:

              - Ja w to nie wierzę, ale skoro się o tym mówi, to coś w tym musi być! Pani jest
              młoda, to pani nie wie. Zdarzało się przed wojną, że oni dodawali do macy kroplę
              krwi chrześcijańskiej!

              Ja na to tłumacze po dobroci, że po pierwsze Żydzi w ogóle nie mogą spożywać
              krwi, że papież, że antysemityzm to grzech itd. itd. I dyskusja się kręci w
              najlepsze. Aż wreszcie panie poczuły, że już zaczyna brakować im argumentów. I
              wtedy zakonnica przypomniała sobie koronny dowód:

              - A ja kiedyś pracowałam w szpitalu i opiekowałam się jednym Żydem. I zapytałam
              go, jak to jest z tą macą? A on na to:

              - Nie nie nie, proszę siostry! Teraz bierzemy z krwiodawstwa.

              ROTFL :-)))))))))))

              Odpadłam!

              A jaki był koniec historii?

              Oczywiście wszystkie panie natychmiast doszły do wniosku, że jestem Żydówką. Gdy
              wytłumaczyłam zakonnicy, że pacjent pierwszorzędnie zrobił ją w bambuko, ona
              zamilkła, głęboko się zastanowiła i naraz mówi:

              - Dziecko, ja panią przepraszam. Nie chciałam pani obrazić. Obiecuję, że już
              nigdy nie będę mówić takich rzeczy. Pomodlę się za panią, żeby pani nikt nie
              robił przykrości.

              8-O 8-O 8-O

              Tu odpadłam ponownie.

              (A moherowa babcia, jak to moherowe babcice, wysiadła z pociągu trzymając się
              twardo przy swoim zdaniu - i w takim stanie zapewne dokona żywota.)
              • Gość: titta of topic... IP: *.botany.gu.se 28.08.06, 13:42
                W Krakowskim wiara w to, ze Zydzi dodawali do macy ludzkiej krwi jest niezwykle
                silna, w szczegolnosci u starszych ludzi. W klasztorze w Kalwari-
                Zebrzydowskiej do niedawna (bardzo niedawna, bo jeszcze ja go pamietam) wisial
                obraz przedstawiajacy brodatego Zyda zarzynajacego "chrzescijanskie" dziecko.
                Przy rozmowach ze starszymi ludzmi jest to koronny argument: "Jak nie, jak
                nawet w klasztorze na obrazie pokazali".
                Smutne i straszne.
                • mili_vanili Re: of topic... 02.09.06, 23:55
                  to, o czym piszesz jest dla mnie niesamowite
                  nie znam powodów do antysemityzmu (oprócz wyjaśnienia zjawiska), antysemityzm
                  jest mi, moim rodzicom, i mojemu dziecku całkowicie obcy i abstrakcyjny

                  a historia anuszki jest doskonała :)

                • Gość: ciasto cioci kloci Re: of topic... IP: *.getragusa.com 20.07.07, 18:07
                  Zeby kiedys jak poczytasz wiecej, takze zydowskich autorow sie nie zdziwil(a).
                  To jest prawda. Czasami moze wyolbrzymiona ale to byl kiedys taki obrzadek u
                  zydow.
                  Bedac mloda tez nie wiedzialam czemu ludzie sie ich czepiaja. Niestety dalsze
                  zycie udowodnilo mi ze ta niechec do nich nie jest tak bardzo bezzasadna.
                  Rada na przyszlosc. Trzymac sie od nich z daleka.




                  Gość portalu: titta napisał(a):

                  > W Krakowskim wiara w to, ze Zydzi dodawali do macy ludzkiej krwi jest
                  niezwykle
                  >
                  > silna, w szczegolnosci u starszych ludzi. W klasztorze w Kalwari-
                  > Zebrzydowskiej do niedawna (bardzo niedawna, bo jeszcze ja go pamietam)
                  wisial
                  > obraz przedstawiajacy brodatego Zyda zarzynajacego "chrzescijanskie" dziecko.
                  > Przy rozmowach ze starszymi ludzmi jest to koronny argument: "Jak nie, jak
                  > nawet w klasztorze na obrazie pokazali".
                  > Smutne i straszne.
                  • agulha Re: of topic... 20.09.09, 13:25
                    Cóż za przygłupia uwaga. Zastanów się choćby nad tym, co napisałeś. Mowa o
                    zabijaniu dzieci, tak? A Ty piszesz "prawda wyolbrzymiona, ale był taki
                    obrządek". To co, zabijali czy może walili w nos i brali krew z nosa? Jaka była
                    "PRAWDA", ta niewyolbrzymiona?
                    Niechęć do różnych nacji nigdy nie jest całkowicie nieuzasadniona - oczywiście.
                    Na przykład niechęć do Polaków (podobno zwyciężyliśmy w konkursie na najgorszych
                    turystów) jest spowodowana: niedostatkami higieny, pijaństwem, kombinatorstwem,
                    oszukiwaniem, kradzieżami, śmieceniem, nieznajomością języków obcych. A że
                    wszyscy moi znajomi myją się regularnie i znają co najmniej angielski, oraz
                    nigdy niczego nikomu nie ukradli? Ba!
          • Gość: rzarufka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.05, 11:22
            Nie dopisałam, że raz jechałam z facetem który odchylił głowę do tyłu tak, że
            prawie widziałam jego żołądek. Ciekawe było to, że zamknął paszczę w momencie
            gdy dojechał do swojej stacji - skąd wiedział kiedy się obudzić?
            • Gość: Agata Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.netax.pl / *.crowley.pl 18.08.05, 13:35
              Cos takiego nazywa sie: "spac na popielniczke":))))
              • wampuka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.06.07, 12:19
                A sypia sie w pociagach też na glonojada i na dzięcioła :)
                • uasic Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 19.10.07, 21:59
                  Na przyjaciela jeszcze
                  • Gość: Nikosis Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.09, 15:51
                    no to kilka przykladów;]


                    Na dzieciola - stuka w rytm turkoczacych kól glowa o szybe
                    Na Ku Klux Klan - z glowa pod kurtka
                    Na Kermita - glowa podskakuje na rózne strony
                    Na masochiste - glowa pochylona na kolanach, spiacy wdycha zapachy
                    cudzych skarpet
                    Na Wojciecha Manna - spiacy rozsiada sie na dwóch siedzeniach
                    Na Malysza - zasnac na pólce bagazowej
                    Na glonojada - spiacy ma twarz przyklejona do szyby
                    Na skarbonke - spiacy ma glowe odchylona do tylu i otwarte usta
                    Na skarbonke nazywane jest czasami Na jamochlona lub Na popielniczke
                    Na przyjaciela - przytulony do sasiada
                    Na Sokratesa - spiacy podpiera twarz na rece jak Sokrates
                    Na wodospad - spiacy pochyla sie do przodu i slina mu wycieka z
                    otwartych ust na podloge
                    Na zródelko - spiacemu slina splywa po brodzie
                    Na pisklaka - klient ma otwarte usta i glowe odchylona do tylu, jakby na
                    robaka czekal
      • wareczka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 20:58
        siedze sobie w przedziale dosiada sie starsza kobitka .Najpierw uczesała włosy
        potem spryskała się perfumami.Dodamżar z nieba ,gorąc niesamowity .Myśłałam
        spoko wolny kraj ,ale wyciągnęła obcinacz do paznokci .Pazurska odskakiwału w
        róznych kierunkach ............Jak się przesiadłam to zaczęła krzyczeć ,że
        młodzież nie kulturalna
        • Gość: ML Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: 213.25.208.* 11.07.05, 12:03
          Toruń-Warszawa, wczesne godziny poranne. Wsiadam do pociągu z myślą, że
          zapomniałem czegoś do czytania i będę sie nudził. Szukając miejsca przy toalecie
          mijam dwóch pijanych niesympatycznie wyglądających typów. Myśl numer dwa: byle
          nie trafić do takich do przedziału. Szukam przedziału, znajduje prawie wolny z
          jednym spiacym facetem, siadam i po chwili jestem swiadkiem wkroczenia tamtych
          dwoch :)) Chwila strachu, nastepnie chlopaki wyciagaja nalewke (z tycz tanich),
          czestuja, wypijamy 1,2,3 raz. W Kutnie przysiada sie jakis dziadek, ktorego brat
          został w odlaczonym wagonie, takze w Kutnie kupujemy na dworcowej melinie litra.
          W Warszawie wysiadam z mocno dymiacą głową, myję zęby i ruszam by zacząc
          praktyki studenckie :D
        • Gość: ML Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: 213.25.208.* 11.07.05, 12:03
          Toruń-Warszawa, wczesne godziny poranne. Wsiadam do pociągu z myślą, że
          zapomniałem czegoś do czytania i będę sie nudził. Szukając miejsca przy toalecie
          mijam dwóch pijanych niesympatycznie wyglądających typów. Myśl numer dwa: byle
          nie trafić do takich do przedziału. Szukam przedziału, znajduje prawie wolny z
          jednym spiacym facetem, siadam i po chwili jestem swiadkiem wkroczenia tamtych
          dwoch :)) Chwila strachu, nastepnie chlopaki wyciagaja nalewke (z tycz tanich),
          czestuja, wypijamy 1,2,3 raz. W Kutnie przysiada sie jakis dziadek, ktorego brat
          został w odlaczonym wagonie, takze w Kutnie kupujemy na dworcowej melinie litra.
          W Warszawie wysiadam z mocno dymiacą głową, myję zęby i ruszam by zacząc
          praktyki studenckie :D
          • Gość: pozdro Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: 149.55.30.* 19.08.08, 12:21
            Taaa, no wlasnie...wsiadam do IC, w przedziale spokojna kobitka
            czyta ksiazke, wiec mysle ze spoko, bedzie cisza, a tu niestety
            wkracza kobieta na oko 45 lat w spodniach biodrowkach i koszulce na
            naramkach, spod ktorej wylewa sie brzuch, halasliwie rozbawiona, z
            synalkiem, rownie halasliwie rozbawionym, jego dziewczyna, stan jak
            wyzej, i jednym Norwegiem, mocno chwiejacym sie na nogach. Wtachali
            ze soba torbe podrozna pelna...butelek z alkoholem....podczas 3-godz
            podrozy obalili wspolnie butelke whisky oraz dwie flaszki wodki.
            Dodam, ze w przedziale cuchnelo jak w gorzelni,poniewaz czesc
            trunkow ladowala na podlodze zamiast w szklankach... myslalam ze
            padne, a dodatkowo wkurzalo mnie ich coraz glosniejsze zachowanie
            (bylo ok. 22.00) Sorry, ale 3 godz w halasie i oparach alkoholu jest
            naprawde kara ciezka za grzechy, pewnie jakas dziwna jestem i sie
            czepiam, ale niefajnie wspominam te podroz
            • Gość: pozdro od kobitki Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: 198.28.69.* 23.08.10, 15:28
              NIESAMOWITE... doskonale pamietam ten intercity wieczorową porą (3
              godziny, trasa Poznan - Warszawa) i te bande chlejącą alkohol na
              spółe z jakims skandynawem. 2 lata juz minely, kurcze, a teraz
              czytam ten wpis na forum, i oczom wlasnym nie wierzę...bo to ja
              byłam tą kobitką z książką:)))
              [pozdrawiam, dla mnie to też była cholerna podróż życia...)
        • fatum Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.08.05, 00:27
          wiem ze mialo byc o pociagach...ale jechalam dzis autobusem [jak codzien
          zreszta] i koles przede mna tez wyciagnal cazki i sobie paznokietki obcinal -
          myslalam ze juz wszystko widzialam [jezdze po Londynie i tu jest naprawde
          odjechanie],ale koles mnie zabil!
      • Gość: mad_mag Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.localdomain / *.podkarpacka.policja.gov.pl 11.07.05, 08:56
        ja mialam kiedys watpliwa przyjemnosc jechac pociagiem relacji krakow-rzeszow
        poznym niedzielnym wieczorem
        nie bylo miejsc, co mnie nie zdziwilo specjalnie, przywyklam juz do transportow
        a la treblinka-oswiecim
        dosiadlam sie do trzech mozliwie niegroznych mezczyzn
        jeden z nich wyglaal na dosc potulnego, przez fakt ze zajmowal przynajmniej dwa
        siedznia i non stop cos podjadal
        przez cala droge urywaly sie do nich telefony
        okazali sie poslami w delegacji
        w pewnym momencie przymkenlam oczy a gdy je otowrzylam wszyscy trzej siedzieli
        z pistoletami w rekach
        nie, zeby chcieli mi zrobic krzywde, choc swieoz wybudzona, mialam rozne mysli

        ale zaczeli sie przechwalac ktory ma lepszy
        swirow nie brakuje
        i najczesciej spotyka sie ich w miejscach z ktorych nie mozna uciec;)
        • Gość: Margytka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.06, 21:22
          No przepraszam bardzo, ale odrobina kultury! Porównanie zatłoczonego pociągu do
          pociągu Oświęcim Treblinka to po prostu buractwo, zupełnie nie na miejscu,
          niesmaczne i chamskie!
          • Gość: gosc Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.nyc.res.rr.com 25.08.07, 05:39
            a niby dlaczego?
            • Gość: Margo Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.08, 17:44
              A to dlatego że nasze zatłoczone pociągi to pikuś w porównaniu z tamtymi, poza
              tym ty pomęczysz się trochę i wracasz do ciepłego domku, żarcia i przed
              telewizor, a ci ludzie zostali zamordowani. Dlatego ty pustaku.
        • Gość: nieciemnogrodziani Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.01.09, 15:21
          > w pewnym momencie przymkenlam oczy a gdy je otowrzylam wszyscy trzej siedzieli
          > z pistoletami w rekach
          (...)
          > swirow nie brakuje

          Sorry, ale co jest "swirowatego" w posiadaniu pistoletu? Sam strzelam sportowo
          od wielu lat, mam tez pozwolenie i oczywiscie z niego korzystam. Trzeba byc
          swirem, zeby posiadanie/rozmawianie o broni traktowac jak kanibalizm.
          • agulha Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 20.09.09, 13:30
            Trzeba być świrem, żeby się pistoletem bawić, palancie. "Broń raz do roku
            strzela sama", a oni pewnie obracali ją na różne strony, tak że lufa była co i
            raz wycelowana w kogoś, a nawet jak nie w tym przedziale, to do sąsiedniego by
            pocisk doleciał. Broni nigdy!!! Nie wolno wycelowywać w człowieka ani zwierzę,
            nawet jeżeli Ci się wydaje, że w lufie nie może być pocisku.
            Wiem, bo strzelałam dwa lata w sekcji sportowej.
    • pawello35 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 09.07.05, 22:15
      A jeszcze mi się przypomniało takie fajne:
      Jadę kiedyś pociągiem z kumplami (na rowery na Mazury) aż tu nagle wsiada do
      przedziału pewien starszy pan z pewną starszą panią. Pan rozwalił się na
      pół "tapczana", a pani wyprostowana jak struna koło niego. On był nieco
      podchmielony, ona najwyraźniej nie :). W pewnym momencie pan zawołał ochoczo:
      Renia, patrz, budka z hamburgerami! Oczywiście jakaś podstarzała stała na
      peronie za oknem. Pan wysiadł z wagonu a kobieta pozostawała nadal. Pan nie
      wrócił. Po kilku stacjach pani zaczęła się nerwowo kręcić. Gdy zapytaliśmy się
      jej co z jej mężem (tak przypuszczaliśmy), wrzasnęła żeby nie spokrewniać jej z
      taką hołotą bo to obraza dla jej stanu społecznego (!) i wyszła. Parędziesiąt
      kilometrów dalej pan wrócił. Klapnął na siedzenie i zasnął. Nie pytaliśmy czy
      kupił hamburgera ;D
      --
      Katowice żądają dostępu do morza!
      • alasme Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 19.07.05, 01:18
        Kilka lat temu wracałam z Beskidu Niskiego. W pociągu jadącym w strone Katowic
        jechała grupa pijanych chlopakow. Siedzielismy na korytarzu i ogladalismy, co
        sie dzialo w przedziale. Jeden z nich smarowal kanapke pasztetem, razem ze
        stolikiem. Nagle cos go wzburzylo, wiec wyrwal stolik ze sciany i wyrzucil go
        przez okno...:))
    • agata781 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 09.07.05, 22:27
      Eeeeech....Ja nie miałam tak wesoło jak Wy...Jechałam kiedyś do Poznania i
      gdzieś w połowie drogi dosiadł się do mnie facet(cały przedział pusty) który
      wsiadał z grupą 10 kolegów.Mineliśmy ze dwie stacje a on...zaczął się
      onanizować!!!Normalnie zatkało mnie!!!Zdolna byłam tylko do tego żeby wydusić z
      siebie słowo"Świnia" wyjść z przedziału i dalszą część trasy przesiedzieć na
      korytarzu...:(
      • tomeczqu Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 09.07.05, 23:50
        Jak to??? Tak oficjalnie? I może jeszcze przy tych kolegach? Czy może oni też
        (cała dziesiątka onanizujacych sie facetów - ale numer :)))
      • Gość: X Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 13:07
        Có, ja bym się tylko pośmiał, onanizować się w pociągu, dobre :D
        • Gość: echtom Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.05, 00:05
          Mnie coś takiego spotkało wiele lat temu w pociągu Warszawa - Mińsk Mazowiecki,
          ale nie było mi do śmiechu, bo facet wyglądał dość agresywnie. Udałam, że
          wysiadam stację wcześniej i ostatnie minuty podróży spędziłam przy drzwiach
          wagonu.
          Generalnie wspomnienia z licznych podróży pociągiem mam pozytywne - spotkałam
          wielu sympatycznych ludzi, z którymi prowadziłam ciekawe rozmowy. Raz trafił mi
          się oryginał - jechałam z dwiema koleżankami z Działdowa do Gdańska, w Iławie
          dosiadł się na dziewiątego starszy pan, który okazał się fanem Stanisławy
          Fleszarowej-Muskat. Zaczął nas odpytywać z "Tak trzymać". Akurat czytałyśmy,
          więc mogłyśmy się wykazać, ale było nam dość głupio, gdy tubalnym głosem ryczał
          na cały przedział: A KTO POWIEDZIAŁ: "MARCEL, ŚPIJ, TO NIE CZOŁGI"?
          Ale największa przygoda, jaki przeżyłam w pociągu, nie wiąże się z
          współpasażerami - sorry, że trochę nie na temat. Wracałam z chłopakiem z
          Warszawy - mieliśmy bilety z Centralnego, ale umyśliliśmy sobie, że podskoczymy
          do Warszawy Zachodniej, gdzie podstawiają pociągi do Gdańska. Wsiedliśmy do
          pospiesznego Warszawa - Łódź. Po paru minutach zobaczyliśmy Zachodnią, idziemy
          do wyjścia, a pociąg sruuuu... i pojechał dalej. Panika totalna, bo jedziemy
          bez biletów nieznaną trasą, pytamy kogoś z pasażerów, na jakiej pierwszej
          stacji się zatrzymamy, a on nam mówi, że w Żyrardowie za pół godziny. Czas się
          wlecze, na dworze robi się ciemno, a tu z obu stron idzie kontrola biletów.
          Stoimy wzięci w dwa ognie, konduktorzy coraz bliżej - byli już jeden przedział
          od nas, gdy czujemy, że pociąg zwalnia i widzimy jakieś światła. Żyrardów!
          Nigdy nie czułam się tak szczęśliwa wysiadając z pociągu. No ale nasz genialny
          plan okazał się porażką - straciliśmy w sumie prawie dwie godziny, trochę kasy,
          bo musieliśmy dokupić bilety powrotne do Warszawy, o nerwach nie wspomnę.
          Wiecej takich kombinacji nie próbowałam.
          Pozdrawiam wszystkich fanów PKP i innych spółek kolejowych, z trójmiejską SKM
          na czele.
        • Gość: pasażerka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.85-237-178.tkchopin.pl 02.01.06, 13:05
          Moja nauczycielka od WOS-u opowiadala dziewczynom o tym jak to jeden gociu onanizował się w pociągu, a kobieta się zaczeła patrzeć oszołomiona na coś w spodniach, aż w końcu ją obspermił! Fuj! I musiała taka mokra do domu wracać, chociaż policja interweniowała. ;)
      • Gość: Pikla Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.wh17.tu-dresden.de 10.07.05, 17:21
        Hehe mi to sie tez przygoda pod Poznaniem przytrafila. Jedziemy sobie z moim chlopakiem w kierunku Szczecina i nagle w srodku nocy dosiada sie pijaczek i opowiada jak to on sobie na lawce na peronie spal (bylo ok. -10°C) i sokisci przyszli, malo co go palami nie zabili, to on uciekl do pierwszego nadjezdzajacego pociagu (ale mielismy szczescie, co:)). Nagle zechcialo mu sie pogadac z moim chlopakiem, bo stwierdzil ze on taki malomowny (co na to poradzic, chlopak nie znal slowa po polsku, no moze ze dwa). I jak wyszlo na jaw ze chlopak to Niemiec to sie zaczelo...grozenie odwetem w razie napasci, potem wyslawianie hitlera i tak na okraglo. Najlepsze bylo to, ze ten pijaczek nawet niezle gadal po angieslku, ciekawa bylam skad. I tak prawie dojechalismy z nim do Szczecina, nie powiem zeby to bylo baaardzo przyjemnie, ale potem sie nasz "gosc" ulotnil, mial isc do warsa na piwo, ale czy tam trafil to juz sie nie dowiedzilismy:)
      • Gość: Aka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.adsl.inetia.pl 10.07.05, 21:47
        Nie martw sie, do mnie dosiadł się taki w Olsztynie. Jak zobaczyłam co się
        dzieje to powiedziałam, że albo opusci przedział sam albo go w zębach wyniosę.
        Na co stwierdził kontynując proceder "zaraz". Po tym jak go ponownie wezwałam
        do porządku powiedział "ojej" ale takim tonem jakby spotkał idiotkę, która
        przerwała mu najnutaralniejsze zachowanie.
      • Gość: Kobi Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.05, 20:17
        Miałem podobny wypadek zeszłej zimy. Jadę sam w przedziale, aż w końcu wchodzi
        jakaś dziewczyna, pewnie studentka. Młoda, atrakcyjna. Zagaduję ją parę razy,
        ale ta wyraźnie pokazuje, że woli czytać książkę. Cóż było robić? Wyjmuję małego
        i zaczynam zabawę. Jednak dziewczyna musiała być jakaś znerwicowana, bo
        wytrzymała tylko chwilkę i uciekła z przedziału z jakimiś obelgami... Ludzie są
        dziwni.
        • frred Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 15.07.05, 22:07
          Kobi, i ty mówisz, że ludzie są dziwni? Ty się kwalifikujesz do Rybnika!
        • Gość: Ew Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.07, 11:56
          Dziecko NEO... ZJAZD STAD...
      • braat1 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 23.03.06, 09:15
        Kumpel mial podobna atrakcje ale nie w pociagu. Plyneli sobie łódeczką przez
        jakiś kanał na Mazurach, patrzą, a na brzegu stoi gość i chyba ryby łowi. Jak
        podpłynęli bliżej to okazało się że gość wali konia. Gdy koleś ich zobaczył
        zrobił krok w tył, zastanowił się po czym wrócił na miejsce i walił dalej :)
        • Gość: mili_vanili Re: braat1 napisał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.06, 00:05
          oplułam ekran :))))))))))))
      • wampuka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.06.07, 12:23
        Ich dziesięciu, ty jedenasta... nieźle, jak na maksymalnie ośmioosobowe
        przedziały :P
    • Gość: Paweł Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.miedzylesie.waw.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.07.05, 10:45
      Ze dwa lata temu wracałem pociągiem z Łodzi do Wawy. Wsiadłem do przedziału
      sporo przed odjazdem. W kilka minut potem wtoczył się jakiś dziadek około
      osiemdziesiątki. Wchodząc do przedziału rzucił:
      - Trzymaj się czegoś, bo pociąg ruszy i upadniesz na pysk.
      Potem poprosił o wsadzenie mu torby na górę, bo on jest emerytowanym wojskowym
      i miał amputowane palce u nóg, w związku z tym słabo trzyma równowagę.
      W czasie jazdy gadał do siebie, ja jakoś z nim nie rozmawiałem, więc złapał
      faceta rozwożącego napoje i owoce:
      - A czy butelkę wody to można zafasować?
      Zafasował jeszcze pomarańcze i potem częstował nimi konduktora. W dalszej
      części podróży milczenie w przedziale stało się widać dla niego nieznośne, bo
      wyszedł.
      Wysiadając w Wawce minąłem go w przejściu, gadał z jakimś facetem:
      - Panie Romku! Ryszard! A na pogrzebie Stalina to wie pan...
      • Gość: monopolowy Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.chello.pl 10.07.05, 11:39
        Nie wiem, czy to się nadaje na przygodę, ale mnie rozbawiło;) Wracałem ze
        Słupska do Wawy w przedziale z moją Dziewczyną i jakimś "dziadkiem" koło 70-
        tki. Wszystko spoko, nikt nikogo nie zaczepiał;), wszyscy coś tam czytali.
        Nagle dziadkowi zachciało się do toalety, wstał i wyszedł. Nie zamknął za sobą
        drzwi, bo i tak zaraz wraca. Wracając, zapomniał chyba, że drzwi są otwarte:D
        Pociągnął klamkę zamykając je i przypie..ł łbem w szybę, przewracając się na
        korytarzu:) Nic mu się nie stało, ale śmiał się z siebie w głos :D
    • marecki997 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 13:03
      Jako dzieciak jechałem z rodzicami nocnym pociągiem z Warszawy do Białej
      Podlaskiej (pociąg jechał do Brześcia). W przedziale miejsca dla 8 osób. W
      Siedlcach naładowało się pełno Białorusinów - jak się rzucili na miejsca -
      podnieśli te oparcia na łokcie i usadzili się w 14 (liczyłem!) na miejscu dla 4
      osób. Ale chudzi byli, to sobie poradzili.

      Innym razem z kolei, parę lat później, możliwe że nawet jechałem na tej samej
      trasie, tylko w przeciwną stronę (a może Warszawa-Łódź?). Był taki tłok, że na
      korytarzu wszyscy ściśnięci stali, nawet przejść było trudno. Oczywiście w
      miejsca w przedziałach były zajęte, nawet po 2 osoby dodatkowo do środka
      wpuszczali, żeby korytarza nie zapychały. Zobaczyłem jednak, że jeden przedział
      jest niemal puty - tylko młoda para z wrzeszczącym niemowlakiem. Wszedłem zatem,
      a tu jak nie zaprotestują "proszę wyjść! my mamy chorowite dziecko!".
      Powiedziałem, że mnie to nie przeszkadza, a jak się zarażę to mogę się w domu
      wychorować". Oni zaczęli coś bredzić od rzeczy, a gdy zapytałem, czy wykupili 8
      biletów z miejscówkami, zaczęli wykrzykiwać, że to ich prywatna sprawa. okazao
      się że nie taka znowu prywatna - do przedziału wszedł kierownik pociągu,
      widocznie ktoś już wcześniej po niego był poszedł. Kierownik powiedział, żebym
      go z tymi państwem zostawił, a później to już dokładnie nie wiem co było. Ja
      dalej jechałem na stojaka, ale wiem tyle, że do przedziału dokwaterowano kilku
      pasażerów, między innymi brudnego menela, który nieoczekiwanie dla mnie okazało
      się,że posiada bilet.
      • sol_bianca Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 19:42
        Kiedyś dzieliłam przedział z ciekawą personą. Facet w nieokreslonym wieku,
        blady, czarne potragane włosy, cienie pod oczami, wyglądał jak jakaś postać z
        horroru. Całą drogę czytał grubą książkę, i strasznie wczuwał się w lekturę. Co
        chwila łapał się za głowę, robił miny, coś mruczał do siebie itp. W końcu nie
        wytrzymałam i podjerzałam mu przez ramię co czyta. To była Biblia. Poczułam się
        dość nieswojo :)))
    • Gość: str Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.icpnet.pl 10.07.05, 13:48
      Miałem niegdyś dość niezwykłą przygodę w pociągu na trasie Kołobrzeg-Poznań, w
      godzinach wieczorno-nocnych. W Szczecinku dosiadły się do mnie dwie dziewczyny,
      ja początkowo nie zwracałem na nie uwagi, bo czytałem jakieś notatki do
      egzaminu. Po paru minutach zerkam na moje współpasażerki i widzę, że one
      uskuteczniają rozbieranie... Trochę się dziwnie poczułem, bo siedziałem
      naprzeciwko nich, więc nawet przypadkowo widziałem co się dzieje. Nie
      wytrzymałem jak jedna drugiej zdjęła stanik i zaczęła pieścić jej piersi.
      Udałem, że idę do łazienki, trochę połaziłem po korytarzu i wróciłem, koleżanki
      moje były już w pełnej garderobie. Zaczęliśmy rozmawiać, okazało się, że też
      studiują w Poznaniu, a rodziny nie akceptują ich związku. Powiedziałem, że
      oczywiście, nie mam nic przeciwko, tylko po prostu dziwnie się czułem, jak ktoś
      się przy mnie rozbiera. Pogadaliśmy sobie, dały mi na siebie namiary do
      akademika i nawet czasem się jeszcze spotykamy :)
      • Gość: ziew Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.chello.pl 10.07.05, 13:56
        trzeba bylo sie dolaczyc
        • Gość: Bronek Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.net.autocom.pl 11.07.05, 10:46
          No właśnie, ja bym tak zrobił. Napewno by się uczłowieczyły :-)
          • kochanica-francuza Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 11.07.05, 20:34
            Gość portalu: Bronek napisał(a):

            > No właśnie, ja bym tak zrobił. Napewno by się uczłowieczyły :-)
            ale z ciebie palant nieziemski
            • Gość: short Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.adsl.inetia.pl 12.07.05, 00:33
              przecież napisał, że do teraz się jeszcze spotykają ;)
          • Gość: EW Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.07, 12:00
            Gość portalu: Bronek napisał(a):

            > No właśnie, ja bym tak zrobił. Napewno by się uczłowieczyły :-)

            One są uczłowieczone...
            DEBIL!
            • Gość: pozdro Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: 149.55.30.* 19.08.08, 12:39
              Lepiej daj malpie banana bo tlumaczeniem nic nie wskorasz
      • marmurmen Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 13:58
        Bardzo charakterystyczna rzecz dla zatłoczonych pociagów-na korytarzu mogą stać
        nawet trzy rzędy podróżnych ale do przedziału w którym leży nieprzytomny pijany
        koleś nikt nie wejdzie:) Raz jadąc z kolegami w góry jednak wsiadłem. Facet spał
        dość długo, po przebudzeniu usiadł, poprawił fryzurę, zajrzał do torby którą
        miał pod głową i wyjął z niej ćwiartkę żytniej i puszkę dębowego - fachowo je
        otworzył, ćwiartkę wywalił duszkiem poczym zrobił to samo z dębowym.. Nawet
        okiem nie mrugnał i poszedł na papierosa. A nam szczęki opadły:)
        • maartunia "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 14:45
          Ja z zakonnica,z psem jechałam w jednym przedziale;)
          przygod jako takich nie miałam,moze to i lepiej:)ale kiedyś do przedziału w ktorym jechaly moje znajome zajrzal pan się się zapytał:czy zrobią mu dobrze:)zaraz po tym szybko zwiał;)
          Marta
      • Gość: @ Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerach IP: *.jgora.dialog.net.pl 10.07.05, 21:47
        Dobra kula :D
      • Gość: shortcut Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.adsl.inetia.pl 12.07.05, 00:31
        no przecież napisał, że jeszcze do teraz się spotykają ;-)
    • qubek1 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 13:57
      kiedys jechalem ze Szczecina bo dobrej imprezie i myslalem tylko aby zasnac w
      pociagu. Jednak wagon był calkowicie zajety przez Rosjan (jechali chyba do
      Olsztyna albo dalej) a wygladalo to tak, ze w przedziałach siedział tylko jeden
      człowiek + jego magiczne plastikowe wielkie torby i tak było w kilku wagonach
      (jedna osoba na przedział i nie ma jak wejsc bo torby na grilu, siedzeniach i
      podłodze). Spałem na korytarzu.
    • stary.prochazka Warszawa-Wrocław 10.07.05, 14:11
      jechałem ze znajomymi w góry na Sylwestra. Pewien pan namawiał nas, żebyśmy
      "my,młodzi" zrobili rewolucję i rozpędzili Sejm i cały rząd powywieszali na
      ulicach a inna pani była jakaś taka "społecznie zaangażowana", jakby była z
      jakiejś partii
    • Gość: bebe Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.chello.pl 10.07.05, 14:33
      Z cyklu "Polak potrafi". Pociag Kraków -Katowice (ekspres), siedzę w przedziale
      z dwoma paniami. Do odjazdu jakieś pięć minut. Wchodzi trzecia kobieta i chce
      zająć swoje miejsce, ktore niestety jest zajete, przez młodą dziewczynę.
      Kobieta pokazuje bilet z miejscówką i prosi o zwolnienie miejsca. Dziewczyna
      posłusznie się przesiada i zadaje pytanie: "To tu są miejsca rezerowane?".
      Uświadamiamy ją, że to ekspres, więc trzeba miec miejscowke. Dziewczyna jest
      troche zdziwiona, ale od razu sie tlumaczy, ze kupila bilet na pospieszny.
      Chwila milczenia, patrze przez okno i widze, ze na sasiednim torze stoi ów
      pospieszny. Informuje o tym dziewczyne, a ta odowiada, ze ekspresem bedzie
      szybciej. Kobieta siedząca obok mnie radzi pannience, zeby zglosila fakt
      podrożowania "nieodpowiednim" pociagiem konduktorowi. Jak latwo sie domyslic,
      dziewczatko nie skorzystalo z dobrej rady. Po kilkunastu minutach podrozy
      pojawia sie konduktor. Informuje dziewczyne, ze ma zly bilet. Doplaty nie moze
      zrobic, bo ekspresy "prowadzi" inna firma "Intercity". Radzi, zeby dziewczyna
      kupila od niego bilet na ekspres i zwrocila w kasie na pospieszny. Oczywiście
      panna sie nie zgadza. No wiec, bedzie kara... i tu podaje kwotę, niemałą ( nie
      pamietam dokladnie ile). Dziewczyna zbladla, konduktor prosi o dokument,
      dziewczatko placze.... dalej standard... szloch, prosby itp. Konduktor bierze
      dokument i mowi, ze wroci za kilka minut. Przez kolejne kilkadziesiat minut
      dziewcze szlocha i jest blade. Az prosi sie powiedziec "a nie mowilam...". Gdy
      dojeżdzamy do Katowic, dziewcze pyta: "czy to Katowice?", i uslyszawszy
      potwierdzenie wyraźnie się ożywia. Wchodzi konduktor "Moge z Pania
      porozmawiac?"- pyta. A bezczelna kobitka odpowiada "Tylko szybko, bo wysiadam".
      Oczywiście nie zapłacila kary, nie podziekowala konduktorowi za litość, z
      dumnym spojrzeniem wysiadla z pociagu. Bezczelność górą!!!! To smutne.
      • memole Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 15:17
        Z dawnych czasów, kilka lat temu, z rodzicami i moim super psem jechaliśmy
        pociągiem do Kętrzyna. Pociąg bez miejscówek, więc można sobie wyobrazić co się
        działo jak tylko skład wjeżdżał na stację. W drodze powrotnej, do Warszawy, po
        kilku stacjach zwolniły się 2 czy 3 miejsca w przedziale, mój piesek (kundel do
        kolan, ale bardzo bojowniczy), rozwalił się na jednym z nich. Nie trwało to
        długo, za jakis czas pukanie, i standardowe "czy są tu wolne miejsca". Facet
        nie skończył mówić, a mój pies, który jak już się znajdzie w zamkniętym
        pomieszczeniu to uważa że to jego teren, tak zaczął szczekać, że pan od razu
        zamknął drzwi i poszedł, do końca jechaliśmy w luźnym przedziale, a jeden ze
        współpasażerów dał psu kawałek kiełbasy w podziękowaniu za zagwarantowanie
        komfortu podróży :D
        • Gość: as Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.05, 00:07
          i to jest śmieszne buraku?
          • Gość: salmon Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.crowley.pl 11.07.05, 12:39
            no wlasnie czym tu sie chwalic.
            chyba tylko tym, ze jestes debilem.
          • Gość: zuzka włascicieli psów to właśnie śmieszy IP: *.chello.pl 17.07.05, 12:25
            hehehehe po prostu można się ze.sr.. ze smiechu
            • Gość: kika781 Re: włascicieli psów to właśnie śmieszy IP: *.aster.pl / *.aster.pl 03.10.05, 12:47
              Moment, moment nie wrzucaj wszystkich do jednego worka, ja jeżdżę często ze
              swoim psem (owczarek alzacki, więc nie mały) i ten zawsze się kładzie pod
              siedzeniem ( tak nauczony, mądre psisko) i śpi całą podróż, bywa że nie krótką.
              Czasem tylko położy komuś ze wspólpasażerów pysk (bez kagańca bo to męczarnia
              na dłuższą metę) na stopach lub kolanach, ale to za wyraźnym przyzwoleniem
              zainteresowanych. Na szczęście pies wychowany wśró kupy życzliwych ludzi i
              bywały w wielu miejscach, koncertach, plażach, górach etc.
              Pzdr
              • kochanica-francuza Re: włascicieli psów to właśnie śmieszy 02.01.06, 12:30
                Gość portalu: kika781 napisał(a):

                > Moment, moment nie wrzucaj wszystkich do jednego worka, ja jeżdżę często ze
                > swoim psem (owczarek alzacki, więc nie mały) i ten zawsze się kładzie pod
                > siedzeniem ( tak nauczony, mądre psisko) i śpi całą podróż, bywa że nie krótką.
                >
                > Czasem tylko położy komuś ze wspólpasażerów pysk (bez kagańca bo to męczarnia
                > na dłuższą metę) na stopach lub kolanach

                Uwielbiam sympatyczne psy!!!
        • Gość: skoro [...] IP: *.mg.gov.pl / *.mg.gov.pl 11.07.05, 12:30
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • Gość: MALA Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.05, 14:08
          I CO W TYM SMIESZNEGO?JESTEŚ KRETYNEM
        • Gość: introlygatorr [...] IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.05, 19:20
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • Gość: goommolyte Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.05, 22:05
            nie ma w tym nic śmiesznego,fakt, ale właściwie nie ma o co się tak
            wkurzać,Introlygatorr. Czy to wina jego i rodziny,że ludzie nie chcieli wsiadać
            do ich przedziału? Ja na miejscu tego gościa,co chciał wejść i tak bym wszedł
            do środka i olałbym psa. Jest miejsce to wsiadam,a pies sobie może szczekać. A
            jeśli mnie ugryzie to właściciel poniesie za to odpowiedzialność. Ale fakt, że
            nie ma się z czego śmiać,bo to było debilne zachowanie.
            • Gość: kirkunia Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.dynamic.mm.pl 28.07.11, 00:28
              Jechałyśmy do Krakowa - ja, córka i 3 koszatniczki w klatce. W przedziale troche zatroskany pan - "Żeby się tylko mój kot nie zdenerwował". A starsza pani: "Moje papugi całą drogę śpią". 2 osoby bez zwierzakow, żadnego psa...
              Ale i tak niezłe zoo.
        • Gość: ew Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.07, 12:04
          Gość portalu: Bronek napisał(a):

          > No właśnie, ja bym tak zrobił. Napewno by się uczłowieczyły :-)


          A jak ma nie byc, skoro sytuacje sprowokowali rodzice, a od nich dzieco sie
          uczy?? Gratuluje na calej linii i pozdrowienia dla rodziny...
          Żal, chlopak, zal!
      • Gość: em Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.chello.pl 10.07.05, 15:19

        Kiedyś w IC Neptun relacji Warszawa Gdynia wsiadłem do pustego przedziału na
        Centralnym. Na Wschodnim dosiadła się kobieta po 40-stce z szorstkowłosym
        jamnikiem. Rozmawialismy chwilę o psach, pchłach, obrożach, karmach dla psów,
        szczepieniach, a potem wziąłem do ręki gazetę i rozmowa się urwała. W tym
        czasie pani wyjeła z torby mnóstwo jedzenia, picia i obrusik w kratkę. położyła
        go na siedzeniu między sobą a szorstkowłosym jamnikiem. Psu zawiązała na szyi
        śliniak i powiedziała: częstuj się! jaki batonik sobie wybierasz? otworzysz mi
        wodę? To wszystko było do psa... Potem zaczął się monolog: "tylko ja i ty
        wiemy, kim naprawde jesteś. zawsze będę cię kochać. oni mi ciebie nie zabiorą.
        uciekliśmy im. te ch... pierd...., ale ja wiem, ja wiem, że ty pamiętasz. ty mi
        ufasz i wybaczysz." Zastanawiałem się, czy już uciekać do innego przedziału,
        ale wtedy kobieta wyciągnęła telefon i zapytała psa, czy chce zadzwonić do
        żony... Potem zabrała psa na korytarz i wróciła dopiero przed Gdańskiem. Ja
        tymczasem zabrałem po cichu jednego Twixa :-)))
        • Gość: V88 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 15:45
          Był taki pociąg z Bukaresztu do Warszawy (teraz chyba nie jeździ)cały pełen
          Rumunów. Jechałem nim z Krakowa i wsiadłem do pustego przedziału. Był wieczór i
          coś nie tak z koncentracją ponieważ pogniotłem i porwałem na kawałki bilet z
          miejscówką.Coś mnie oświeciło i wcisnąłem się do przedziału z owymi Rumunami.
          Konduktor się zjawił mamrotał coś o biletach trochę struchlałem i żuciłem kilka
          dźwięków zasłyszanych z rozmów cyganów w przedziale, a dziadek machnął ręką i
          wyszedł.Rumuny miały potem niezły ubaw choc trudno powiedzieć o czym dokładnie
          gadali:)
        • Gość: 11111114 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.nwn.pl / 80.48.9.* 10.07.05, 15:54
          hihi "em" rewelacja :D
        • sol_bianca Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 19:48
          hahaha fajni są podrózni ze zwierzętami :)
          Kiedyś jechałam z babcią, która oprócz drobnego bagażu miała spiwór. To znaczy
          tak by się na pierwszy rzut oka wydawało. Tylko że ten śpiwór zamiast na półkę
          położyła obok siebie na siedzeniu. Po krótkiej rozmowie pani przyznała się, że w
          pokrowcu od śpiwora wiezie kota. I faktycznie, czubek kociego noska wystawał :)
          Przez całą drogę - kilka godzin - kot się nawet nie poruszył. tylko węszył tym
          noskiem... Respekt dla kota.
          • Gość: tygryzja Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.uwm.edu.pl 23.08.10, 12:41
            sol_bianca napisała:

            > hahaha fajni są podrózni ze zwierzętami :)
            > Kiedyś jechałam z babcią, która oprócz drobnego bagażu miała spiwór. To znaczy
            > tak by się na pierwszy rzut oka wydawało. Tylko że ten śpiwór zamiast na półkę
            > położyła obok siebie na siedzeniu. Po krótkiej rozmowie pani przyznała się, że
            > w
            > pokrowcu od śpiwora wiezie kota. I faktycznie, czubek kociego noska wystawał :)
            > Przez całą drogę - kilka godzin - kot się nawet nie poruszył. tylko węszył tym
            > noskiem... Respekt dla kota.

            :))

            Ja też kiedys wiozłam kota.
            Transporterek postawiłam na siedzeniu,
            bo przedział był pusty. Luty był, w pociągu potwornie gorąco.
            Dosiadła się jakaś starsza pani.

            Po jakiejś godzinie nie wytrzymała i poprosiła,
            wskazując na transporterek z kotem:
            "Czy mogłaby pani wyłączyć ten piecyk? Tak tu gorąco...".

            Wytłumaczyłam, że to nie przenośny piecyk.



            • urzednik.ilawa Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 23.08.10, 14:40
              Jadę sobie razu jednego
              A było to lat paręnaście temu. Pociąg kursował z Chełma do Warszawy.
              W przedziale stosunkowo luźno, bo nie dojechaliśmy jeszcze do
              Lublina, gdzie pociąg całkowicie się zapełniał. Przed Lublinem do
              przedziału wsiadła dziewczyna z psem. Piesek był nieduży, coś jak
              pinczer średni – jeśli ktoś wie jak wyglądają te psy. Dziewczyna
              położyła bagaż na półkę, wyjęła kocyk po czym usadziła psinę przy
              oknie na wspomnianym kocyku – sama usiadła obok.
              Piesek siedział bardzo grzecznie – chociaż na moje oko to szczeniak
              był więc trudno wymagać spokoju. W Lublinie przedział szybko się
              zapełnił.
              Matka z dzieckiem, Starszy Pan, Student . Jedno wąskie miejsce,
              pomiędzy starszym Panem a Studentem zostało wolne. Jechaliśmy już
              kilka minut gdy do przedziału wszedł konduktor. Sprawdził wszystkim
              bilety (nawet psinka miała bilet zakupiony) – po czym ruszył w
              dalsza drogę.
              Na korytarzu stało kilkanaście osób, więc tłok klasy średniej – nie
              za duży nie za mały, da się przeżyć
              W pewnej chwili drzwi przedziału otworzyły się i... naszym oczom
              okazała się głowa, a była to głowa okrąglutka niczym piłka, z góry
              przyozdobiona blond-tłustymi włoskami, od przodu makijaż chronił ją
              przed niebezpiecznymi czynnikami zewnętrznymi niczym maska hokeisty.
              Pani była dość słusznej postury, czego zresztą nigdy nie potępiałem
              u kobiet, bo jeśli lubi to niech będzie krągła tu i ówdzie.
              Kandydatka do naszego przedziału spojrzała na wąskie miejsce obok
              starszego Pana – który swoją drogą nie potrafił skryć przerażenia na
              twarzy i drżącą ręką poprawiał okulary. Student nawet nie zauważył,
              że jest poddawany surowej ocenie, zagłębiony w objęciach Morfeusza
              oddychał chrapliwie przez nos.
              Nasza kandydatka na współpasażerkę dojrzała w kącie psinkę. W
              pierwszej chwili myślałem, że ma zamiar skonsumować biednego psiaka.
              Rzuciła „grzecznościowe” – „Ja chcę tam usiąść” do właścicielki
              czworonoga, po czym, depcząc wszystkich zaczęła się przedzierać w
              kierunku psa. Dziewczyna podniosła tylko głowę znad lektury i
              odpowiedziała „Słucham?”. Kobieta zatrzymała się w połowie drogi –
              „no chyba powiedziałam, proszę zabrać psa, bo ja chcę tam usiąść!”.
              Dziewczyna odparła „tam jest wolne miejsce” wskazując miejsce koło
              studenta, „a tutaj jest zajęte i raczej do Warszawy się nie zwolni”.
              Nasz Herod się zapowietrzył po czym gderając coś o skardze i
              kierowniku pociągu ruszyła w kierunku czoła składu.
              W tzw. międzyczasie do przedziału dotarła starsza Pani. Rozejrzała
              się i po chwili usadowiła się na wolnym miejscu. Wyciągnęła jakieś
              czasopismo i zaczęła czytać. Po chwili Nasza niezłomna Godzilla
              powróciła z konduktorem. Jej gdakanie było słychać w całym wagonie.
              Konduktor otworzył drzwi, poprosił o bilety, sprawdził je i
              podziękował. Zamknął drzwi i odpowiedział coś Rozgadanej
              Histeryczce. Nie wiemy co to było ale doprowadziło do kolejnego
              wybuchu agresji. Wszyscy ja zignorowali i wrócili do swoich zajęć.
              Po kilku minutach wróciła z kierownikiem pociągu i po raz kolejny z
              konduktorem. Zażądała od kierownika wolnego miejsca. Kierownik
              spojrzał na konduktorem, a ten odparł – jest 8 miejsc, sprawdziłem 8
              biletów, dla mnie się zgadza. Kierownik odwrócił się do kobiety –
              „Wie Pani pies czy nie, ma bilet wykupiony, czyli ma prawo zająć
              miejsce”. To co nastapiło potem, było jak atak krzyżówki agresywnego
              boksera z olbrzymią galaretką z nóżek. Na szczęście bezkusteczny
              atak - ale dla wielu pasażerów bardzo zabawny. Wzbogaciłem wtedy
              swój słownik o kilka nowych słów :)

              I w ten oto sposób dotarliśmy w niezmienionym już składzie do samej
              Warszawy. Nasza pieniaczka przechodziła jeszcze ze dwa razy koło
              przedziału. W czasie kiedy robiła aferę, reszta pasażerów, znalazła
              siedzące miejsca, a pozostały tylko wolnostojące ;) i w tej też
              pozycji przebyła całą drogę ;)
              • zwierze_futerkowe Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 24.08.10, 02:09
                A Ty jesteś pewien, że ten pies miał prawo siedzieć na siedzeniu? Bo ja wcale
                tak nie sądzę... Wykupienie biletu dla psa naprawdę nie oznacza, że wolno mu
                zajmować siedzenie. Siedzenia są dla ludzi, a pies ma siedzieć/leżeć na podłodze
                albo u właściciela na kolanach. I w kagańcu ma być.

                PS. Żeby było jasne: lubię psy.
                • urzednik.ilawa Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 24.08.10, 11:45
                  zwierze_futerkowe napisała:

                  > A Ty jesteś pewien, że ten pies miał prawo siedzieć na siedzeniu?
                  Bo ja wcale
                  > tak nie sądzę... Wykupienie biletu dla psa naprawdę nie oznacza,
                  że wolno mu
                  > zajmować siedzenie. Siedzenia są dla ludzi, a pies ma
                  siedzieć/leżeć na podłodz
                  > e
                  > albo u właściciela na kolanach. I w kagańcu ma być.
                  >

                  z tego co się orientuje to konduktor mógłby mieć pretensje, gdyby
                  pies siedział bezpośrednio na siedzeniu. Natomiast piesek siedział
                  sobie na kocyku który leżał na siedzeniu.
                  jak dla mnie wykupienie biletu jest równoznaczne, z tym, że kupujący
                  ma prawo zając to miejsce w taki sposób jaki sobie życzy - w
                  granicach rozsądku oczywiście
                  Gdyby stała tam torba albo inny bagaż, to jestem w stanie
                  zrozumieć... ale pies też pasażer (w przeciwieństwie do kota który
                  biletu nie potrzebuje)

                  Nie był to wilczur tylko mały kundelek.
                  Nie wiem jak innym ale mnie nie przeszkadzało, że nie miał kagańca -
                  że powinien mieć to sprawa jasna, ale nikt z tego powodu nie robił
                  afery. Może dlatego, że to tak jakby zrobić klatkę z tytanu,
                  podłączoną pod 1000v dla małego chomika ;)


                  Poza tym Godzilla swoim aroganckim i roszczeniowym podejściem
                  zrobiła sobie ze wszystkich wrogów i przysporzyła sprzymierzeńców
                  psinie ;)


                  > PS. Żeby było jasne: lubię psy.
                  nikt nie twierdzi, że jest inaczej
                  ja też lubię, miałem w swoim zyciu niejedngo psa i pewnie jescze
                  kilka mieć bede - ale nie oznacza to że bezkrytycznie zgadzam się na
                  wszystko czego chcą własciciele psów - np. brudne trawniki,
                  wolnobiegające psy na osiedlowych skwerach itp itd
    • Gość: skorpion PKP i Trawka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 15:35
      Mi przytrafił się taki przypadek:
      W pociągu Wawa-Szczecin do mojego przedziału, w Poznaniu dosiadł się facet w
      wieku 25 lat. Usiadł rozejrzał sie. Towarzystwo w przediale było młode
      (studenci itd). W pewnej chwili wyjął foliową torebkę z "trawką" zaproponował
      kazdemu z podróżnych skręta a potem sam zapalił. Byłem zaskoczony ze się nie
      bał!
      • Gość: heidi Re: PKP i Trawka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 21:50
        Tez mi się zdarzyło: Toruń-Ełk, wieczorowa pora, ja sama, nagle w Pipidowie
        Dolnym wsiada kilku, lekko nieświeżych, po chwili wyciągają lufke i odpalają.
        Jakis konduktor wszedł, żeby sprawdzić bilety, ale zamknął drzwi tak szybko jak
        je otworzył.
        • kochanica-francuza Re: PKP i Trawka 10.07.05, 22:56
          Gość portalu: heidi napisał(a):

          > Tez mi się zdarzyło: Toruń-Ełk, wieczorowa pora, ja sama, nagle w Pipidowie
          > Dolnym wsiada kilku, lekko nieświeżych, po chwili wyciągają lufke i odpalają.
          > Jakis konduktor wszedł, żeby sprawdzić bilety, ale zamknął drzwi tak szybko jak
          >
          > je otworzył.

          Przy okazji - kontrola z głowy.Mogli jechać bez biletu...
          • Gość: mrozosia Re: PKP i Trawka IP: *.dsl.chcgil.ameritech.net 11.07.05, 16:46
            Pociag trasa Elk - Torun, nocny kurs. Nasz przedzial alkoholowy, kumpel mial
            ojca lekarza, wiec czesto robil mu czystki w barku. Dzieki temu moglismy
            posmakowac w czasach studenckich roznych znakomitych trunkow;-D
            Trunki przednie plus babka ziemniaczana na zagryzke, imprezka przednia. A w
            przedziale obok ludziska z Olecka. Wzieli od nas plastikowa butelke po hoopie,
            i na predce zmontowali faje wodna. Z naszego przedzialu unosil sie odor
            akoholowy z ich dymek "trawowy" ;-D Szkoda, ze sympatyczna pani konduktor nie
            chciala sie poczestowac, tlumaczyla ze na sluzbie nie wypada. Jeden z moich
            kumpli zamias do Poznania dojechal do Wroclawia tak mocno sie znieczulil...

            Nic nie mam do zolnierzy, ale jakos nie lubilam jedzic z nimi pociagami,
            picie , bluzgi, spanie gdzie sie da nawet na korytarzu, ...a ostatnio modne
            nawet kreski wciaganie...A spiewanie w stereo piesni wojskowych i innych
            przyspiewek, jeden delikwent na jednym krancu wagonu drugi na drugim i spiew,
            zapewniajacy ekstra slyszalnosc dla calego wagonu!
          • Gość: Md Re: PKP i Trawka IP: 80.48.189.* 12.07.05, 20:52
            Co w tym dziwnego ? sam czesto pale blanty w pociagu,czasem sie dolaczaja do
            konsumpcji :)
    • mietowe_loczki Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 15:37
      A ja po 10 latach podróżowania tym samym pociągiem trasa Wrocław - Ełk od
      Olsztyna kursuje jako pociąg osobowy zaczynam mieć takie same myśli jak Adaś
      Miauczyński - a to o palaczach na korytarzu, a to o kłócącej się parze, a to o
      osobach jedzących pachnące jedzenie w przedziale - wiadomo - kotlety z psa
      siekane razem z budą, a to o uroczych pieskach, które wchodzą gdzie chcą, a to
      o przepoconych mamuśkach i ich tłustych synkach zajadających czipsy (mlask
      mlask ooostatni, mlask chrum ooostatni), wreszcie o trajkoczących panienkach,
      którym buźka się nie przymknie nawet na 10 sekund (w nocy sobie śpię śpię super
      super, w sklepie kupuję kupuję extra extra, rano wstaję wstaję łał łał, później
      jem jem ale fajnie!) I przesiadanie się do jedynki też niewiele zmienia. Boję
      się pomyśleć, co będzie, kiedy będę miała 7 x 7 :)
      • kochanica-francuza Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 15:45
        mietowe_loczki napisała:

        > A ja po 10 latach podróżowania tym samym pociągiem trasa Wrocław - Ełk od
        > Olsztyna kursuje jako pociąg osobowy zaczynam mieć takie same myśli jak Adaś
        > Miauczyński - a to o palaczach na korytarzu, a to o kłócącej się parze, a to o
        > osobach jedzących pachnące jedzenie w przedziale - wiadomo - kotlety z psa
        > siekane razem z budą, a to o uroczych pieskach, które wchodzą gdzie chcą, a to
        > o przepoconych mamuśkach i ich tłustych synkach zajadających czipsy (mlask
        > mlask ooostatni, mlask chrum ooostatni), wreszcie o trajkoczących panienkach,
        > którym buźka się nie przymknie nawet na 10 sekund (w nocy sobie śpię śpię super
        >
        > super, w sklepie kupuję kupuję extra extra, rano wstaję wstaję łał łał, później
        >
        > jem jem ale fajnie!)

        Za to faceci, jak wiadomo, wyłącznie traktaty filozoficzne z siebie emitują.
        Precz z Adasiem Miauczyńskim!
        • mietowe_loczki O zgrozo ... 10.07.05, 15:58
          • irenka82 Re: O zgrozo ... 10.07.05, 17:04
            ihihi,ja dopisze o podrozowaniu autokarem.rok temu wracalamz wakacji.obok mnie
            siedzialy dwie panienki,w wieku mniej wiecej 25 lat.zachowywaly sie strasznie
            glosno,chichotaly i opowiadaly sobie historie.siedzialy w tym miejscu,gdzie jest
            kibel ta skrytka z eksperem do kawy.panny zadarly nogi,oparly na ekspresie i
            gadaja w najlepsze.mialam doskonaly widok na ich brudne
            skarpetki,mniam.przyszedl pan kierowca,chce robic kawe,a tu mu 4 brudne stopy
            wisza i kiwaja.pan powiadomil dziewczyny,ze chcialby kawe zrobic,ale one nie
            pojely aluzji,i ze szczesliwymi usmiechami wrocily do rozmowy.pozniej kretynki
            cala noc wyly ze smiechu nad jakimis esemesami,grrrrrrrrrrr.ciekawe co sie zdazy
            tym razem:P
        • losiu4 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 11.07.05, 08:06
          kochanica-francuza napisała:

          > Za to faceci, jak wiadomo, wyłącznie traktaty filozoficzne z siebie emitują.

          oczywiście, Kochanico... czyzbys wątpiła? :)

          > Precz z Adasiem Miauczyńskim!

          nie znam, nie piłem z nim ;)

          Pozdrawiam

          Losiu
        • zdzicha.tramwajara Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 31.12.05, 14:01
          niestety, wiekszosc kobiet prowadzi godzinami debilne rozmowy, facei tez prowadza rownie debilne rozmowy, jednak z mniejsza czestotliwoscia
          • Gość: up Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.range86-129.btcentralplus.com 15.07.07, 03:19
      • Gość: 7x7 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.net.autocom.pl 11.07.05, 11:00
        a co to znaczy, że będziesz miała 7x7. Nic nie rozumiem.
        • wampuka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.06.07, 12:33
          Chodzi o związek liczby siedem z zyciem i twórczością ;) Miauczyńskiego.
          Obejrzyj/przeczytaj "Dzień świra", rozjaśni Ci się :)
      • quba Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 01.12.06, 17:37
        Boję
        > się pomyśleć, co będzie, kiedy będę miała 7 x 7 :)

        będziesz znacznie spokojniejsza i z pogodnym usmiechem bedziesz patrzec na
        szczebioczącą młodzież
        • Gość: mia Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.bielsko.dialog.net.pl 23.08.08, 00:34
          Pewnej pięknej nocy wracałam z Wrocławia z chłopakiem, jako że oboje palimy
          wybraliśmy taki przedział, ku naszemu zdziwieniu siedziała tam jedynie pani z
          niepełnosprawnym synkiem, myślałam, że najdziwniejsze dla mnie jest to, że pani
          ze spokojem mówiła do syna BASIU (że to syn zostało udowodnione jak owy
          delikwent w przypływie emocji zdjął spodnie) Pani położyła synka naprzeciwko
          siebie i poszła ładnie spać, mój chłopak również przeszedł na stronę "mamusi"
          oboje słodko spali, kiedy to Basia jak nie trzaśnie jak nie walnie.. w moją
          głowę niestety.. a tu co zrobić, dziecko niepełnosprawne, matka śpi jak zabita..
          nie wytrzymałam psychicznie dopiero wtedy kiedy Basieńka zasikała całe siedzenie
          aż ja poczułam mokro...


          Inna sytuacja jadę w pociągu do warszawy i młody mężczyzna (lat ok 23) rozmawia
          na korytarzu przez telefon, rozmowy dokładnie nie pamiętam, ale chodziło o
          kradzione radia i części do samochodów i że jak owy klient sobie życzy to on
          może ukraść to w ten weekend.. W pewnym momencie zjawił się starszy pan i
          odrzekł czy ów młody mężczyzna się nie boi na takie tematy rozmawiać jak wszyscy
          słyszą. Na co mężczyzna odparł tylko, że ma to w piź...e i najwyżej pozyska
          nowych klientów..

    • agata_to_ja Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 16:17
      Ja miałam pamiętną przygodę na peronie oraz jedną w pociągu.
      Jechałam kiedyś nocnym pociągiem do Gdańska, w odwiedziny do przyjaciół
      studiujących na tamtejszym uniwersytecie. Czekałam sobie na piciąg na peronie
      dworca centralnego w W-wie, nagle widzę zbliżającego się dość młodego
      człowieka, o nieco błędnym spojrzeniu. Podchodzi i pyta: czy ja mogę się pani
      coś poradzić? Ja na to - owszem, słucham pana, choć już mnie ściska w dołku ze
      strachu. Pan na to: mam dziewczynę. I ona chce ze mnie zrobić płaszcz
      przeciwdeszczowy. Chce mnie wykąpać w gorącym plastiku... już go nalała do
      wanny...
      Nie wiem, co było dalej, bo dałam nogę na drugi koniec peronu. Opowiedziałam
      znajomym po przyjeździe do Gdańska a oni z koeli swoim znajomym na uczelni i
      mieli wszyscy horror za darmo.
      To nie koniec, siedzę ci ja kiedyś w pociągu elektrycznym relacji Warszawa
      Wileńska - Wołomin i nagle widzę gościa, który wydaje mi się znajomy. Nie wiem
      jednak skąd. Facio siada naprzeciwko mnie i pyta: czy ja mogę się pani coś
      poradzić? Nieeee!!!!!

      Druga przygoda: wracałam kiedyś pociągiem z Poznania do Warszawy, z delegacji.
      W tym samy przedziale jechali dwaj panowie, których znałam z widzenia, gdyż
      kręcili się po firmie, w której pracowałam. Powiem w sekrecie, że panowie owi
      zajmowali się lobbingiem w sejmie na rzecz firm tytoniowych (zakaz reklamy
      tytoniu, prywatyzacja polskiego przemysłu tytoniowego itp). W takiej właśnie
      firmie wtedy pracowałam, a panowie wracali z jakiegoś bardzo ważnego spotkania
      mojej firmy w Poznaniu, zupełnie innego, niż to, na którym ja byłam. Nie znali
      mnie. Zaczęli ze szczegółami omawiać najważniejsze postaci z mojej firmy,
      wszystkich dyrektorów po nazwisku, obdarzając różnymi epitetami, nie zważając
      na siedzących w przedziale pasażerów. Drugim tematem przewodnim rozmów panów
      były projekty kolejnych "interesów" z różnymi firmami i sposobów
      na "wyciągnięcie od nich dużej kasy". Zupełnie bez żenady, w najbardziej
      cyniczny sposób.
      Nagle jeden z panów wyjął z torby 0,75 Advocaata i obalili tę flaszkę po prostu
      z gwinta. (!!!) Jeden z panów zasnął, a drugi spędził godzinę na korytarzu
      rozmawiając przez komórkę i rozmyślając. Gdy wrócił do przedziału tamten się
      obudził, a kolega mówi do niego: ty tu śpisz spokojnie, a ja tymczasem mam już
      z pięć pomysłów na ukręcenie duuuużej kasy.
      Byłam w szoku, na zakończenie chciałam ich pozdrowić od dyr W. ale się
      powstrzymałam. Potem starałam się nie wchodzić im w drogę w firmie. Aha, dodma,
      że obaj byli związani z kręgami byłej PZPR, a w tamtym czasie SDRP czy tam SLD.
      Nosili się wyjątkowo wyniośle, byli bardzo aroganccy, zwłaszcza dla sekretarek,
      które miały z nimi skaranie boskie, jak tylko się pojawili w firmie. Wspominam
      ich jako najbardziej cynicznych i oślizgłych ludzi, jakich spotkałam w życiu.
    • Gość: cyniczny kucharz Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.net.ircam.fr 10.07.05, 18:25
      ja,fafi i filip jedziemydo szczecina na gape.dosiada sie ...
      • Gość: ms Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.chello.pl 10.07.05, 18:57
        jechałem spokojnie czytając książkę, podobnie jak dziewczyna na korytarzu
        opierająca się o drzwi przedziału
        zaś gruba baba przy drzwiach cały czas bezskutecznie wszystkich zagadywała...
        to śmo...
        w końcu do mnie:
        zobacz, którą mam godzinę na zegarku! zdziwony zerkam i mówię, ona nieproszona
        wyjaśnia, że nie widzi, bo gruba jest i ręki wygiąć tak nie umie, więc nosi ze
        sobą żeby pytać.
        w końcu stwierdza "gorąco tu" i otwiera drzwi, a dziewczyna zamiast się o nie
        oprzeć ląduje ze swoją książką plecami na mojej książce.
        gruba baba podnosi ją, ale za nogi, więc trzymam ją już tylko ja patrząc nieco
        zaczytany, w śliczną acz zszokowaną twarz, tymczasem baba uświadamia sobie że
        lepiej jak postawi jej nogi z powrotem na ziemi...
    • Gość: lukis Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.07.05, 18:42
      Bardzo ciekawych pasażeów można spotkać jadąc jednym z pociągów na woodstock,
      kiedyś jechałem pociagiem Kraków - Berlin, który zachaczał o przyst woodstock w
      żarach, na lewo ode mnie jakaś dziewczyna prawie nieprzytomna, po drugiej
      stronie grupka punków obalająca druge tanie winko i czestujaca wszystkich w
      okolo (nie mozna bylo odmówic), a dwa siedzenia dalej jakies gó..arze pala
      maryske, która kupili od dilera który jak szbko się pojawil tak szybko znikl, a
      na wprost mnie starsza pani mocno trzymająca się oparcia zeby nie wypaść z
      tego "wykolejoneggo pociagu nocnego", z mocno rozwianymi włosami (wszystkie
      możliwe okna i drzwi były otwarte....horror dla tej pani, a pociąg nabity na
      maxa (w kiblu 6 osob) :-) pozdro dla wszystkich woodstokowiczów podróżujacych
      pociagami.
      • Gość: Href Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 18:57
        jako opiekun grupy małolatów jechaliśmy na obóz..., małe huncwoty oczywiście
        rozwydrzone bachory..., przejeżdzając przez łódź kaliska kilku z nich na
        korytarzu otworzyło okna i zaczęło krzyczeć :legia legia legia, kazałem im się
        zamknąć itp., ale co gorsza okazało sie ze stacja jest blisko stadionu no i
        akurat kibice wychodzili z jakiegoś meczu...

        nie wspomnę o "przypadkowych" rozlaniach dwóch litrów taniej oranżady w
        przedziałach...
        • Gość: Aläx Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 10.07.05, 19:08
          A ja miałam raz przesympatyczną podróż z Gdyni do Wawy . Wracałam z chlopakiem
          z feralnych wakacji ( luby skrecil dzien wczesniej noge ) . Do naszego
          przedzialu dosiadla sie para juz wiekowych staruszkow... Jako ze nóżka mojego
          chlopaka byla "unieruchomiona" temat do rozmowy byl :) Co mnie wzruszylo na
          maxa , on przez cala droge masowal jej stopki , trzymali sie za rece i zwracali
          sie do siebie " Misiu" " Kotku" itp. To znak ,ze milosc moze trwac
          wiecznie .... :)
          • tenzinn Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 19:17
            Moj kolega ze studiow, mieszkal na tak cholernym zadupiu ze malo kiedy
            zatrzymywal sie tam pociag.
            Dlatego zawsze jezdzil expresem i w swojej miejscowosci uruchamial hamulec
            bezpieczenstwa i dwal szusa.
            Przez dwa lata udwawlo mu sie.
            • heureka7 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 19:51
              dobre ;)
            • e_katt pytanie tylko, 11.07.05, 14:41
              co się stało, że po dwóch latch przestało mu się udawać??
              ;-)
              • miss.capricorn Re: pytanie tylko, 28.08.06, 22:31
                może to były tylko uzupełniające magisterskie ;D ?
            • yabol428 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 27.11.06, 17:52
              tenzinn napisał:

              > Moj kolega ze studiow, mieszkal na tak cholernym zadupiu ze malo kiedy
              > zatrzymywal sie tam pociag.
              > Dlatego zawsze jezdzil expresem i w swojej miejscowosci uruchamial hamulec
              > bezpieczenstwa i dwal szusa.
              > Przez dwa lata udwawlo mu sie.

              A potem został posłem PiS i załatwił tam wybudowanie stacji...
              • betsaida Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 28.11.06, 01:03
                O ileż uboższe byłoby żcyie bez PKP

                Kraków-Wawa Ekspress, przed jakimiś Świętami- pełno. Paliłam jeszcze, więc
                miejscówka w przedziale dla palących. Otwieram przedział- 6 panów, impreza w
                pełni, widać spotkanie po latach, 3 flaszki, smród nieziemski. Na moim miejscu
                siedzi jakiś żul. Po wkrótkich wyjaśnieniach mówi:
                -Tszyy pani by sie nie pszszeszadla tam ja mam miejscowke w inny przedział, a tu
                Ziutka spotkałem- Ziutek pokaż się pani.
                -Dzsien doprrry- Ziutek rzucil mglistym okiem.
                W biegu zlapałam miejscówkę i szukam tego nowego miejsca. Patrzę- cały przedział
                solidnych drechów....

                Na szczęscie okazało się , że to żołnieże zawodowi. Inteligentne chłoopki i
                ogólnie podróż minęła mi miło.

                Trasa Kołobrzeg-Kraków, czas podróży:13h, bez przesiadek. Najbardziej lubiłam
                jak we Wrocku- moja 11 godzina podróży- wsiadali studenci i narzekali że tak
                daleko do tego Kraka.

                Trasa Poznań-Szczecin: połowa drogi: Krzyż
                "Piwwwo jasne piwo pełne piwo piweczko"
                i wiele jeszcze :)
                ...sygnaturka z kolczykami...
                Reklamowo
                Relaksująco
                Bory Tucholskie
                Dobry komiks
          • zwierze_futerkowe Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 14.10.07, 16:00
            A czyste chociaż te stopki miała?
            Mnie się kiedyś w ekspresie z Wrocławia trafiło miejsce naprzeciw moherowej
            babci, niemożliwie się wiercącej i przebierającej nogami, nie mogła się
            zdecydować, jak te nogi sobie ustawić. Oczywiście skopała równo wszystkich
            pasażerów dookoła siebie, kolesia siedzącego obok mnie próbowała musztrować, jak
            ma nogi ustawić, bo ona musi rozprostować swoje, a w końcu zdjęła buty i spytała
            mnie grzecznie (i jak najbardziej serio!), czy może mi na chwilę położyć nogi na
            kolanach, bo tak jej drętwieją, a to jeszcze tyle czasu... Byle co mnie nie
            zaszokuje, ale wtedy to naprawdę byłam w szoku!!! Nawet mi riposty zabrakło,
            powiedziałam tylko, że na drętwiejące nogi polecam spacer po korytarzu.
            Wiercenie się i kopanie trwało do samej Warszawy.
            W ogóle uważam, że zdejmowanie butów w pociągu, w obecności obcych ludzi, jest
            co najmniej nieeleganckie.
        • Gość: mx Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 11.07.05, 02:37
          > nie wspomnę o "przypadkowych" rozlaniach dwóch litrów taniej oranżady w
          > przedziałach...

          No to ja własnie dziś jechałem w przedziale w którym sie buty nie chciały
          oderwać od podłogi i sobie myślałem "pewnie ktoś oranżadę wyalał"
          Widzę, że prawdopodobnie się nie pomyliłem :)
      • Gość: bruno makabro Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.10.07, 16:04
        Jadąc kiedyś w pociągu w-wa poznan dosiadają sie dwiemłode dziewczyny.
        Siedząc z zamkniętymi oczami nie wzbudzam jakiś problemów żeby dziewczyny
        prowadziły swobodną rozmowę.
        Po jakimś czasie jedna mówi do drugiej:
        -ty ! ale mnie ci.. boli.
        -nie dziwie sie jak wczoraj w nocy pieciu obróciłaś! ..ale co, masz te 2000 zł
        czy nie masz?!to siedz cicho i nie marudź!

        to już był szczyt musiałem niby budząc się ze snu wyjśc na korytarz w wagonie i
        wyśmiać sie bo az mi głupio było smiac im sie prosto w oczy.
        pozdr
    • Gość: m@g Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 19:42
      Wracalam z Warszawy do Krakowa -express Malopolska.Moimi wspolpasazerkami byly
      dwie dziewczyny. Do przedzialu wsiada mlody mezczyzna i... zaczyna sciagac
      dzinsy,ktore starannie uklada na półce.Zostaje w krotkich spodenkach z luznymi
      nogawkami (jest listopad). Zaklada ciemne okulary , udaje ze spi, a usadza sie
      tak zeby podziwiac jego .....Korytarzem idacy pasazerowie znaczaco usmiechaja
      sie ,niektorzy odwracaja wzrok. A pasazer ekshibicjonista? Wysiada w Krakowie i
      na peronie (jest lodowato) ubiera spodnie.
      • frred Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 20:58
        Wszystkie historie zajaviste.

        A mnie spotkało coś takiego:

        Jest jesień 1998r., szczyt kawałów o blondynkach (przepraszam wszystkie
        blondynki w znaczeniu koloru włosów, ale historia jest autentyczna i tak
        zajavista, że muszę ją opowiedzieć).

        Jadę do Wawy, do przedziału wsiada ze mną laska, która prawie mogłaby leżeć w
        Sevres jako wzorzec blondynki. Prawie, bo była dosyć niska. Ale poza tym
        piękna, bardzo zadbana i w ogóle.

        Wiesie ona na wieszaczku jakiś żakiecik czy inny mundurek - nie znam się na tym.

        Gdy pociąg ujechał jakieś 500 m, laska zwraca się do mnie:

        - Czy może mi pan pomóc to gdzieś powiesić ? -

        No więc podejmuję kilka prób, ale ten wieszak nigdzie nie chce się trzymać,
        spada i z półki i z haczyka, więc po paru minutach mówię:

        - Bardzo chętnie to pani powieszę, tylko gdzie, bo to zewsząd spada? -

        Na co laska, po chwili namysłu, z triumfującą miną:

        - Tu!!! -

        Wiecie, na co wskazała?

        ...
        ...
        ...

        Na hamulec bezpieczeństwa.
      • Gość: efff Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: 195.20.110.* 11.07.05, 16:22
        A ten pasażer to miał ponad dwa metry wzrostu? Bo ja miałam
        przyjemność "wapliwą" jechać z takim. Na tej samej trasie.
    • Gość: Polko-Amerykanka PKP i moje wrazenia IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 10.07.05, 20:03
      Od blisko 20 lat mieszkam na stale w USA, i czasami odwiedzam na 7-10 dni
      Polske. Jezdze wtedy pociagiem IC na trasie Wwa-Krakow lub dalej - do
      Zakopanego. Wrazenia z IC sa zazwyczaj pozytywne, jedynak czasami zdarzaja mi
      sie takowe:
      1- czytam "Time". Pytanie od wspolpasazerow: Skad Pani jest? czy z zagranicy? -
      Tak, z USA. - No wlasnie, tak myslalem(am)! Okropne, co z ta wojna w Iraku sie
      dzieje! A president George Bush to idiota! Ameryka nie ma prawa tak poczynac z
      PL, nie daja wiz i kontraktow obiecanych, to straszne! - I tak mnie
      indoktrynuja przez minimum godzine...
      2- miewam wciaz "glupi" amerykanski obyczaj usmiechania sie do ludzi, kt. na
      mnie patrza, lub nawet tylko spojrza przez moment. Polacy nie odwzajemniaja
      nigdy usmiechu... Co najwyzej sa obojetni, zazwyczaj jednak staja sie
      szczegolnie gniewni w swym spojrzeniu, jakby poczuli sie obrazeni. Z tym wiaze
      sie takie wydarzenie: W Krakowie wsiadl pasazer, wyjal z teczki duza
      zaadresowana koperte, polozyl na siedzeniu obok, z ciekawosci (skoro nie bylo
      to ukrywane) przeczytalam imie i nazwisko pasazera, takze powazna instytucje
      naukowa, w kt. jak rozumiem - pracuje. Nastepnie z tejze koperty pan wyjal plik
      papierow i pograzyl sie w lekturze. Byl to artykul naukowy dotyczacy Sejmu RP,
      Trybunalu Stanu, Konstytucji 3 maja, itd. Pan siedzial naprzeciwko i spojrzal
      sie na mnie. Usmiechnelam sie, a pan taka zrobil wroga mine, jakbym mu wies
      spalila! Kilkakrotnie sponad swej waznej lektury jeszcze na mnie spojrzal, za
      kazdym razem zyczac mi wzrokiem niechybnej smierci. Po przyjezdzie do Wwy pytam
      znajomego prawnika - prof. UW, czy zna z nazwiska mojego wspolpasazera. - Ach,
      tak to b. wybitny, znany profesor, znawca prawa sejmowego, czlonek Trybunalu
      Stanu, wielokrotny stypendysta w USA... Zdziwilo mnie, ze wielokrotny
      stypendysta bywajacy w USA nie mogl scierpiec mojego zyczliwego usmiechu, moze
      jednak ponuractwo to cecha obowiazkowa w PL?
      3- wracajac z Krakowa lub Zakopanego jezdze pociagiem wieczorem jadacym do Wwy,
      a w nim z wracajacymi ze "spotkan businessowych" - polskimi businessmenami...
      Nie wiedzialam wczesniej, a nabylam tej wiedzy dopiero w pociagach, ze pewne
      plany telefonii komork. maja darmowy czas rozmow po 8 pm. I wtedy sie zaczyna!
      Po 8 wiecz. - 5 osob w przedziale (I klasa) potrafi zagadywac sie przez tel.
      jak chorzy po sliwkach, bo przeciez darmo... Zaczynaja - jak poszlo w ciagu
      dnia, a kontynuuja na tematy osobiste, kuchenne, mieszkaniowe...
      • Gość: ASIA Re: PKP i moje wrazenia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.05, 14:40
        JEŻELI CHODZI O TO UŚMIECHANIE TO DOSKONALE TO ROZUMIEM!JESTEM POLKĄ ALE TEŻ
        BARDZO CZĘSTO UŚMIECHAM SIĘ DO LUDZI I PRZYZNAM SZCZERZE, ŻE BARDZO ŻADKO SIĘ
        ZDARZA, ŻEBY KTOŚ ODWZAJEMNIŁ TEN UŚMIECH.BARDZO CZĘSTO IDĘ PO ULICY
        UŚMIECHAJĄC SIE DO SAMEJ SIEBIE I WIDZE, ŻE LUDZIE PATRZĄ NA MNEI JAKBYM BYŁA
        ZDROWO STUKNIĘTA.LUDZIE OPAMIĘTAJCIE SIĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!ŻYJCIE WG ZASADY
        KEEP SMILING:)
        • ida14 Re: PKP i moje wrazenia 02.09.06, 02:06
          Ja uśmiecham sie bardzo często. Zawsze kiedy ktos na mnie spojrzy i często
          osoba ta reaguje pozytywnie na moje zachowanie. Kiedy ktos do mnie sie
          usmiechnie to oczywiście odpowiadam tym samym.
      • frred Re: PKP i moje wrazenia 13.07.05, 19:21
        Gość portalu: Polko-Amerykanka napisał(a):

        > 2- miewam wciaz "glupi" amerykanski obyczaj usmiechania sie do ludzi, kt. na
        > mnie patrza, lub nawet tylko spojrza przez moment. Polacy nie odwzajemniaja
        > nigdy usmiechu... Co najwyzej sa obojetni, zazwyczaj jednak staja sie
        > szczegolnie gniewni w swym spojrzeniu, jakby poczuli sie obrazeni. Z tym
        wiaze
        > sie takie wydarzenie: W Krakowie wsiadl pasazer, wyjal z teczki duza
        > zaadresowana koperte, polozyl na siedzeniu obok, z ciekawosci (skoro nie bylo
        > to ukrywane) przeczytalam imie i nazwisko pasazera, takze powazna instytucje
        > naukowa, w kt. jak rozumiem - pracuje. Nastepnie z tejze koperty pan wyjal
        plik
        >
        > papierow i pograzyl sie w lekturze. Byl to artykul naukowy dotyczacy Sejmu
        RP,
        > Trybunalu Stanu, Konstytucji 3 maja, itd. Pan siedzial naprzeciwko i spojrzal
        > sie na mnie. Usmiechnelam sie, a pan taka zrobil wroga mine, jakbym mu wies
        > spalila! Kilkakrotnie sponad swej waznej lektury jeszcze na mnie spojrzal, za
        > kazdym razem zyczac mi wzrokiem niechybnej smierci. Po przyjezdzie do Wwy
        pytam
        >
        > znajomego prawnika - prof. UW, czy zna z nazwiska mojego wspolpasazera. -
        Ach,
        > tak to b. wybitny, znany profesor, znawca prawa sejmowego, czlonek Trybunalu
        > Stanu, wielokrotny stypendysta w USA... Zdziwilo mnie, ze wielokrotny
        > stypendysta bywajacy w USA nie mogl scierpiec mojego zyczliwego usmiechu,
        moze
        > jednak ponuractwo to cecha obowiazkowa w PL?

        Ponuractwo niestety robi nam się cechą narodową. Ale w tym przypadku ważniejsze
        chyba było to, że 3/4 prawników w ogóle jest j*niętych, a wśród profesorów ten
        współczynnik rośnie do 95%.

        Pozdrawiam,

        Frred - prawnik
    • adelah Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 20:25
      Jeszcze parte lat temu, podczas studiow codziennie dojeżdżałam z Wrocławia do
      Opola na zajęcia. Zapewne jestem dość rzadkim przypadkiem osoby mieszkającej we
      Wrocławiu, która studiowała w Opolu, z resztą psychologię. Poniewaz trasa liczy
      160 km w obie strony mozecie sobie wyobrazić, ze podczas 5 lat studiów kilka
      razy okrążyłam równik ( przy czym od razu zastrzegam, że nie policzyłam).
      Przygód w PKP miałam mnóstwo: od kibiców obrzucających się kamieniami przez
      przedział, oddziałów wojskowych odbywających służbę, którzy starali sie
      poderwac wszystko co się ruszało i śpiewali przez cała trasę pieśni
      patriotyczne, starsze panie opowiadajace jak uciekały z Ukrainy przed bandami
      UPA i jak znalazły zmasakrowane ciała mieszkanców sąsiedniej wioski,
      śmierdzących bezdomnych, którzy potrafili cytowac całego "Pana Tadeusza" i wiele
      wiele innych. Tylko raz byłam okradziona, z reszta w nocnym pociagu relacji
      Wrocław - Przemyśl (juz w okolicach Przemysla), co biarąc pod uwage mój
      "przebieg" ;-)) jest bardzo dobrym osiągiem.
      Najciekawsza historia, która trąci metafizyką, przydazyła mi się latem w
      nieśmiertelnym ekspresie "Odra" do Warszawy. "Odra" odjeżdza z Wrocławia
      Głównego o godzinie 4 rano z groszami. Poniewaz jest to ekspres trzeba miec
      miejscówkę, zatem pasazerów nie wybierasz. Wsiadłam do przedziału, w którym był
      już mężczyzna, koło 40tki, w wedkarskiej kamizelce, czytający magazyn dla
      żeglarzy. Przez pierwszą godzine jechalismy w milczeniu przegladając prasę. W
      pewnym momencie on zagadnął, a ja uznałam, ze jest to ciekawy partner do
      rozmowy. Nie pomyliłam się. Mój pasażer okazał się być zarzadcą niewielkiego
      hotelu we Wrocławiu, który od czasu, gdy wyszkolił pracowników, tak, ze chodzili
      jak w zegarku, przesiadywał wiekszość czasu we "Francuskiej" lub "Pod Gryfami"
      zapisujac kolejne ksiazki na serwetkach (pierwsza była juz w tedy wydana).
      Mozecie sobie tylko wyobrazic jak ciekawe prowadzi sie rozmowy z pisarzem.
      Pożegnaliśmy sie w Wawie Centrlanej i kazdy poszedł w swoją strone. Tutaj jednak
      przygoda sie nie konczy. Otoż wracałam jeszcze tego samego dnia do domu
      (ubiegałam się o staż w centrali ING) ta samą "Odrą", która odjeżdża z Wawy koło
      16tej. Kiedy wsiadłam do przedziału siedziało juz tam kilka osób, wśród nich mój
      pisarz! Mozecie sobie tylko wyobrazic moje zdziwienie. Nie wiem jak niskie jest
      prawdopodobienstwo aby dwie osoby dwa razy wykupiły miejscówki w tym samym
      przedziale na ten sam pociąg. Podróż zakończyła się małym powodzeniem jezeli
      chodzi o elemnety zawodowe (stażu nie otrzymałam), za to mam do dziś książkę z
      autografem!

      Pozdrawiam wszystkich klientów PKP
      a w szczególności wszystkich, którzy codziennie dojeżdzają
      Adela H.
      • jirzi Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 12.07.05, 19:14
        To kompletnie nie jest dziwne. Po prostu, jesli kupowałas we Wrocławiu
        bilet "tam i z powrotem" a tan człowiek robił to samo, to sysatem sprzedazy
        biletów jest tak ustawiony, że jesli do Warszawy mieliście sasiednie numery w
        wagonie i przedziale, to i z warszawy jest analogicznie. Co innego, gdyby sie
        okazało, że wracasz autobusem, a bilet na ten autobus kupiła Ci dwa tygodniue
        wczesniej ciocia z warszawy i spotykasz w tym autobusie tego człowieka.
    • grogreg Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 20:38
      Jade sobie "Terespolem" z Siedlec do Szczecina. Tloku nie bylo, ale pustych
      przedzialow tez nie. Noc byla, a ja i tak w pociagu nazsnac nie moge wiec
      wlaczm sobie walkmen`a zamykam oczka i delektuje sie muzyka.
      Czuje ktos mnie w kolano tyka, otwieram oczeta i pytam sie staruszki z
      naprzeciwka w czym problem. A ona zebym walkmen`a nie sluchal bo to ja
      denerwuje. Sluchawki byly douszne wiec nijaki dzwiek sie na zewnatrz nie
      wydobywal. Staruszka na to ze pewnie jakis szatanskich wrzaskow slucham, a ona
      z antychrystem jechac nie bedzie. Akutar sluchalem "Limbonic Art". Skad skubana
      wiedziala?
    • Gość: żyd Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.roemd1.lb.home.nl 10.07.05, 20:51
      Miałem sporo takich spotkań różnego stopnia. Przychodzą mi na myśl dwa.

      Pierwsze wspomnienie - mało oryginalne - rezerwa.

      Będąc jeszcze dziecięciem, podróżowałem gdzieś z Mamą. Wszystko ładnie pięknie,
      nawet mieliśmy miejsca siedziące, mimo że czas był wakacyjny. Na pewnej stacji
      dał się słyszeć charakterystyczny dźwięk, przypominający ryk stada baranów
      zarzynanych tępym grzebieniem - "Niech żyje naaaaam rezeeeerwaaaaa....... piiiip
      piiiiip piiiip" itd. Niestety, wpakowali się do naszego pociągu, i nawet do
      naszego wagonu. W sile jakichś 20 chłopa, rozłożyli się obozem warownym w
      korytarzyku obok kibla, i kontynuowali czynności rozpoczęte na peronie, czyli
      picie wódki oraz wydawanie nieartykułowanych dźwięków. Przez pewien czas było to
      nawet zabawne, ale tak od 11 w nocy - już niekoniecznie, tym bardziej, że
      mieliśmy jechać długo w noc. Po skazanych z góry na niepowodzenie próbach
      zaśnięcia, któryś z pasażerów okazał heroiczną odwagę (działo się to jeszcze za
      komuny, kiedy to ludzie nie byli tak bojowi) i ze słowami "Idę po konduktora"
      opuścił przedział. Wrócił po jakiejś minucie, i pełnym zrezygnowania głosem
      rzekł: "Konduktorzy piją razem z nimi".

      Druga historia "padaczka"

      Działo się to z pięć - sześć lat temu, kiedy to wracałem z znajomymi z
      wakacyjnego wypadu na Słowację. Dotarliśmy do Zakopanego, po jakiejś kosmicznej
      ilości przesiadek na kolejach słowackich. Cała ekipa jechała do Warszawy, ja do
      Włocławka. Sugerowano mi, żebym pojechał razem z wszystkimi do Warszawy i
      stamtąd autobusem do Włocławka (A mówili mi przyjaciele....), ale ja
      wypatrzyłem, że jest pociąg bezpośredni!!! To po co mam robić koło, jak mogę
      prosto? Była to jedna z najgorszych decyzji w moim życiu. Okazało się, że pociąg
      ten to tak zwany Zakopianiak - relacja Zakopane - Olsztyn (!!!), już nie jeździ
      zresztą. Jak można się łatwo zorientować po relacji, tłukł się przez całą
      Polskę, pewnie z trzy dni i trzy noce, często zmieniając konie. Na dobitkę, do
      Krakowa jechał jako osobowy, więc zatrzymywał się w wszystkich Owczych Dupkach,
      Górnych, Dolnych, Starych, Nowych i Środkowych. Do Włocławka jechał w każdym
      razie 11 godzin. Pojawiłem się na peronie jakąś godzinę przed odjazdem, więc
      cudem znalazłem siedzące miejsce, oczywiście ostatnie w ośmioosobowym
      przedziale. Przedział nawet niezły, żadnych wariatów, głównie starsi ludzie, ale
      nawet nie gadatliwi. Wszyscy zresztą szybko zapadli w letarg, uśpieni
      rozpaczliwie powolnym posuwaniem się pociągu w kierunku Krakowa. Podróż mijała
      jak zwykle, ja trochę drzemałem, w końcu - w środku nocy zauważyłem, że jesteśmy
      w Kutnie. Myślę sobie - kolejna stacja - wysiadam, więc teraz już nie mogę spać.
      Oczywiście zasnąłem tak twardo i spokojnie, jak nigdy. Nagle obudziła mnie jakaś
      gadanina. Otwieram oczy, a tu przede mną, zamiast siedzącej dotychczas starszej
      pani, siedzi jakiś przedziwny osobnik. Ubrany był w stary, powyciągany sweter, i
      spodnie, które z dwadzieścia lat wcześniej mogły stanowić część niedzielnego
      garnituru. Koleś ten, nie patrząc na nikogo, peroruje, bardzo nerwowym tonem
      głosu: "Panie, panie, panie, bo wie pan, wie pan, oni się ze mnie śmiali te
      chłopaki, wie pan, wie pan, ale troche się mnie bali, panie, panie, bo ja mam
      padaczkę, jakbym dostał ataku, to nie wiedzieliby co zrobić, panie, panie.. " i
      tak w kółko. Na wszelki wypadek zacząłem się żegnać z życiem, ale pan z padaczką
      po kilku takich słownych rundkach wyszedł sobie i poszedł. Dobrą stroną jego
      wizyty był fakt, że po jakichś dwudziestu minutach pociąg wtoczył się do
      Włocławka, a bez niego pewnie bym stację przespał.

      Tak na marginesie - w Zakopianiaku ponoć nie takie rzeczy się działy :-)
      • Gość: Ż. Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.aster.pl 10.07.05, 21:11
        nie jechalem nigdy z zakopca do wloclawka ale jako wielki fan wiosennego blota
        wbieszczadach jezdzilem przez kilka lat z rzedu pociagiem z wwy wschodniej do
        zagorza. jedzie toto 12 godzin chyba, w nocy. jezdzilismy grupa paru osob, wiec
        zazwyczaj nikt nie chcial sie do nas dosiadac. nie mielismy za to wplywu na
        pasazerow z przedzialow obok...kiedys, gdzies za skarzyskiem kamienna, kiedy juz
        powoli probowalismy zasnac, do naszego przedzialu przez otwarte okno, w pelnym
        biegu pociagu, zaczely wpadac z kierunku jazdy rozmaite przedmioty: otwarte
        torebki z jakimis paluszkami slonymi, czipsami, butelki z napojami i po
        napojach, kanapki, owoce...groza byla znaczna, bo byl srodek nocy a my juz
        troche znuzeni, w przedziale swiatlo zgaszone... okazalo sie ze to gromada
        bachorow jadaca na tzw zielona szkole pozbywala sie tzw suchych prowiantow. od
        tej pory nie otwieram szeroko okien w pociagach.
      • mist3 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 22:43
        Gwoli sprostowania. Pociąg Olsztyn - Zakopane i odwrotnie jeździ nadal z tym, że
        teraz na całej trasie jest 'pospieszny' - cudzysłów oczywiście dlatego, że jego
        tempo pozwala niejednokrotnie policzyć liście na mijanych drzewach. Miałam
        niedawno przyjemność nim jechać w obydwie strony. Bez znaczących przygód -
        pociąg był prawie pusty. Może tylko jedno - w przedziale obok jechał jakiś
        'biznesmen', wysiadał w Wa-wie Wschodniej. Nie sądziłam, że jeden człowiek może
        zostawić po sobie taki chlew....
        • Gość: żyd Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.roemd1.lb.home.nl 10.07.05, 23:19
          Na prawdę??? Ale to raczej nie ten sam, bo sławetny "Zakopianiak" nie jechał
          przez Warszawę.
      • buba12 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 02.01.06, 10:50
        Olsztyn - Zakopane nosił kiedys ksywkę włóczęga pólnocy i był rzeczywiscie
        niewyjęty. Jechałam nim niegdyś z Włocławka własnie do Krakowa - na twardych
        drewnianych ławkach ze szczbelków cała noc... Co tam się działo!! Picie,
        palenie, rzyganie itd a na dodatek, ponieważ zatrzymywał sie w tych
        wymienionych przez przedmówcę "Dupkach dolnych, górnych i środkowych" co 5-10
        minut, to co chwila ktoś wysiadał lub wsiadał. Pójście do toalety graniczyło z
        cudem, bo można juz było nie znaleźć swojego miejsca..
        • vauban Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 18.03.08, 00:29
          Wracałem niegdyś z Zakopanego do Torunia owym "Włóczęgą Północy", i gdy pociąg
          stanął na stacji Kraków - Płaszów, na korytarzu podszedł do mnie jakiś
          niepozorny facet. Obrzucił mnie taksującym spojrzeniem i zapytał:
          - Przepraszam pana, ale czy mówi pan po polsku ?
          - Tak, oczywiście - odpowiedziałem nieco zdumiony, było nie było, to mój
          ojczysty język i pytanie wydało mi się nietrafione ;)
          - W takim razie, niech mi pan powie, jaka to stacja ?
          - Kraków - Płaszów...
          - O, jeeeeeeeezzuuuuuuuuuuuu !!!!!!!!!!!!!
          Facet opuścił wagon z prędkością światła. Do dziś nieraz zastanawiam się, jaka
          mogła spotkać go dziwna przygoda... Może jechał do Budapesztu ?
          • Gość: naiwna Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.08, 03:41
            vauban, ROFL!
    • darkuss Bezstreesowe wychowanie 10.07.05, 21:11
      Nie moje zdarzenie, ale pozwolę sobie je przytoczyć.

      W przdiale siedzi kobieta z dzieckiem (łobuz jak jasna cholera), mój znajomy (dalej zwany Piotr) oraz inna samotnie podróżująca pani. Dziecko zaczepia non-stop samotną. Matka dziecka - nic... ciągnie za ubranie- matka dalej nic. Kobieta już nieźle wnerwiona spogląda na nią, mimo spotkania się obu wzroków - matka nic. Dziecko nagle daje kopa samotnej... NIe !!! Tego już za wiele powiedział Piotr. Zwrócił matce uwagę, że bachora należy doprowadzić do pożądku. Matka na to: " nie zwracam mu uwagi, ponieważ z mężem wychowujemy je 'bezstresowo'". No więc Piotr nie wytrzymując napięcia nerwowego, wyjął z ust przeżutą już (tak może ze 2 godz w tych warunkach) gumę, przykleił na czoło matki (ta oniemiała), mówiąc - ja również....
      Moim zdaniem załatwił tą mamuśkę na CACY. hehehe wyobrażam sobie jej minę - a WY ?
      • skrzych Re: Bezstreesowe wychowanie 10.07.05, 21:36
        Stare, wstydziłbyś się... :(

        Moje:
        Jadę nocnym pociągiem z Nowej Soli do Warszawy z wysiadką w Sieradzu. Z
        wszystkich sił staram się nie zasnąć, w końcu dogaduję się z jednym ze
        współpasażerów, że mnie obudzi. Zasypiam. W pewnej chwili czuję mocne
        szturchnięcie, przez resztki snu pytam: "Co to, już Sieradz?" W odpowiedzi
        otrzymuję silniejszego szturchańca i odpowiedź: "Jaki tam Sieradz, Warszawa
        Wschodnia. Wypier...j pan, bo muszę przedział pozamiatać!" :))
        • Gość: heidi Re: Bezstreesowe wychowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 21:54
          jechałam z gdanska chyba, a na pewno do Suwałk takim pociągiem bardzo
          dalekobieżnym, obudził mnie dziarski głos pana mundurowego:"dzien dobry
          paszporty do kontroli proszę!" :-P
      • agata_to_ja Re: Bezstreesowe wychowanie 10.07.05, 22:03
        Mój drogi, dokładnie wstydziłbyś się. To jest dowcip stary jak świat,
        powtarzany po wielokroć, zawsze czyjś znajomy był świadkiem
        • Gość: monopolowy Re: Bezstreesowe wychowanie IP: *.chello.pl 10.07.05, 22:09
          Oj tak, to tzw urban legend, mojej matce podobną opowieść (z tym, że działo się
          w autobusie a guma została przyklejona we włosy;) opowiedziała koleżanka :D
          • darkuss Trudno... 10.07.05, 23:25
            wstydzę się... zadowoleni?
            • plonaca.zyrafa Rozluznic zwieracze! 10.07.05, 23:30
              To jest forum humorum :) Jak bylo zabawnie to ok :)
              • darkuss dzięki 10.07.05, 23:38
                miałem to właśnie na myśli, a to , że kolegoa mi to opowiedział to już jest inna sprawa
              • jan.kulczyk Re: Rozluznic zwieracze! 10.07.05, 23:58
                Dowcip faktycznie jest dobry i faktycznie stary. Ale Darkuss opowiedział wszystko zgodnie z regułami gatunku, tzn. jako anegdotę, bo na samodzielny "fikcyjny" dowcip ładunek humoru jest za mały. A to jest forum humorum więc niby wszystko ok. Ale trochę zepsułeś puentę. Otóż ten gość na końcu mówi "Ja również... BYŁEM WYCHOWYWANY BEZSTRESOWO", a nie "Ja również" (co sugeruje, że on również wychowuje swoje dziecko bezstresowo, a cała historia zostaje pozbawiona sensu). Większość ludzi pewmie to zna, więc nie zwraca uwagi, ale jeśli dla kogoś jest to nowość, a dla tych luddzi to głównie wkleiłeś, a jednocześnie ten ktoś uważnie czyta, to twój efekt może zostać spalony ;)
                • plonaca.zyrafa Re: Rozluznic zwieracze! 11.07.05, 00:03
                  Dziekujemy za poprawna wersje :)

                  Bo ja tego wczesniej nie znalam :)
                • the_dzidka Re: Rozluznic zwieracze! 11.07.05, 09:46
                  > Dowcip faktycznie jest dobry i faktycznie stary. Ale Darkuss opowiedział
                  wszystko zgodnie z regułami gatunku, tzn. jako anegdotę

                  Ja się jednak wtrącę, bo NIENAWIDZĘ, jak ktos przywłaszcza sobie dowcipy i
                  jeszcze myśli, że nikt się nie połapie. Otóż kolega NIE opowiedział tego jako
                  anegdotę, tylko jako coś, co przydarzyło się jego znajomemu. Wkurza mnie to za
                  każdym razem. Ludzie - chcecie być smieszni, to zaznaczcie z góry, że
                  opowiadacie kawał, dowcip, anegdotę, a nie róbcie z siebie sucharów.
                  • plonaca.zyrafa Re: Rozluznic zwieracze! 11.07.05, 12:06
                    Ale moze ten znajomy mu opowiedzial ta historie jako wlasna?

                    Ja tego dowcipu nie znalam, i gdyby mi ktorys z bardziej "wywrotowych" znajomych
                    opowiedzial to nie mialabym powodu nie wierzyc. Tak jak temu znajomemu od panny
                    w autobusie...
                    • misiunia.malutka Re: Rozluznic zwieracze! 14.07.05, 15:47
                      No właśnie - też mi kiedyś znajomy opowiedział historię która przydażyła się
                      rzekomo w jego szkole podczas lekcji polskiego - opowiedziałam wszystko
                      przejęta w pociągu wracając z uczelni i się okazało, że wszycy to znają. Było
                      mi głupio przez następne pół godziny (czyli do końca trasy ) :o)
                  • jan.kulczyk Re: Rozluznic zwieracze! 11.07.05, 23:34
                    1. Wyluzuj, bo się spocisz, a w taki upał to mocno niezdrowe...
                    2. Sprawdź w słowniku znaczenie slowa "anegdota".
                  • frred Re: Rozluznic zwieracze! 13.07.05, 19:12
                    Dzideczko - Słoneczko i kolego Darkussie... myślę, że was pogodzę.

                    Otóż kawał oczywiście jest stary (prawie jak ja, czyli bardzo, hy hy hy)... ale
                    to nie oznacza, że Darkuss nie mógł widzieć takiego zdarzenia na własne oczy.

                    Przecież jego kumpel mógł, znając ten kawał, zastosować go w praktyce w
                    podobnej sytuacji.

                    PZDR
      • jagodziankaa Re: Bezstreesowe wychowanie 12.06.06, 14:40
        <lol> dobre... chciałabym to zobaczyć na własne oczy... ale byłby ubaw ;)
        hehe
        ;)
    • Gość: heidi Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 21:58
      Jeszcze mi sie przypomniało, a było to z 12 lat temu, jadac z psiapsiółami do
      miasta Łodzi musiałyśmu wysłuchać elaboratu panstwa Jehowych na temat
      szkodliwości społecznej piosenki zespołu FNS "A ja palę faję, żuję gumę...itd"
      Byli baaardzo zaangażowani, na szczescie wysiedli wcześniej.
    • n_nicky Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 22:31
      Ja swojej historii nie zapomnę do końca życia...
      miejsce akcji-nocny pociąg relacji Zakopane-Szczecin,wysiadam w Poznaniu;
      czas akcji-styczeń,po PŚ w skokach narciarskich;

      Krótko po południu skończyły się zawody na skoczni,do 18 musiałam zwolnić
      pokój,a przed 20 miałam pociąg do domu.Na dworcu stwierdziłam,że w 1 klasie
      będzie spokojniej i bezpieczniej,więc dopłaciłam i wykupiłam 1 klasę.Weszłam do
      przedziału,krótko potem dosiadła się jakaś studentka,za 10 minut
      odjazd.Studentka stwierdziła,że przesiądzie się dwa przedziały dalej.Więc jej
      nie zatrzymywałam...Tuż przed odjazdem dosiadło się do mnie 4 młodych kolesi."Co
      za towarzystwo"-pomyślałam.Wydawali się być sympatyczni.Wydawali...niedługo
      musiałam czekać,by dowiedzieć się,że to złodziej,dwóch bezdomnych i
      narkoman(warszawski MC przy okazji).Ten pierwszy ujawnił swój fach wyciągając
      plik obrazków z papieżem(wtajemniczeni znają tę technikę okradania w
      pociągach),bezdomni sami powiedzieli,że nie mają domów,a ich życie upływa na
      darmowych jazdach pociągami po całej Polsce(co ciekawe byli sympatyczni i
      nienachalni-póki co).Narkoman zdemaskował się strzykawką i woreczkiem jakiegoś
      proszku.No i nie spuszczał mnie z oka...Próbowałam przesiąść się do innego
      przedziału-nie dało rady,nie chcieli mnie wypuścić.Zasnąć nie mogłam-bo by mnie
      okradli.W końcu gdzieś przed Krakowem wyciągnęli mnie siłą z przedziału
      sokiści...Trafiłam do przedziału,gdzie była ta studentka i jeszcze jakiś facet z
      Polic z dwójką chłopców-którzy na szczęście nie hałasowali,bo spali całą
      noc.Drzwi mieliśmy przez całą podróż zawiązane na pęk szalikiem z Małyszem,żeby
      nikt nie wszedł-chociaż narkoman i tak 'nawiedził' mnie jeszcze parę
      razy...Policja była na każdym większym dworcu,wagon był bez przerwy nadzorowany
      przez sokistów.Mówili,że usuną tych gości już w Krakowie-a zgarnęli ich dopiero
      we...Wrocławiu.Do tego czasu zdążyli zdemolować cały przedział(wyrwane wszystkie
      siedzenia,zniszczone okno,pełno śmieci),więc wolę nawet nie myśleć,co ja bym tam
      przeżyła...dodam tylko,że w 2 klasie,gdzie jechali sami podchmieleni
      kibice(śpiewy przez całą noc,flagi za oknami)było bezpieczniej niż w 1 klasie.
      A wcześniej,gdy jechałam do Zakopanego na zawody w skokach(i też wykupiłam 1
      klasę,bo wydawało mi się spokojniej),pół wagonu zajęło towarzystwo w średnim
      wieku spod Poznania,śpiewali jakieś biesiady przez całą noc,bawili się jak na
      dancingu,ale na tym się przynajmniej skończyło.A w przedziale jechał ze mną
      jakiś facet,który wysiadł w Katowicach,a przez całą drogę(nużąca droga w
      nocy)czytał książkę.Przeczytał prawie całą;))
      • Gość: adam Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.interecho.com / *.interecho.com 10.07.05, 23:15
        o co chodzi z obrazkami z papiezem?
        • n_nicky Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 23:35
          Przed tą podróżą też nie wiedziałam o co chodzi.Jest to jeden ze sposobów
          okradania pasażerów w pociągach.Facet chodzi po przedziałach i oferuje za jakąś
          kwotę obrazki z papieżem.Zaczepia zwłaszcza babcie,które dają się nabrać na
          różne opowieści-bo złodziej zanim sprzeda taki obrazek zaczyna pogawędkę z
          'ofiarą'i pokazuje obrazki.Osoba wybiera,ogląda,w końcu wyciąga portfel.Potem
          złodziej w chwili nieuwagi ofiary okrada ją.Nie wiem jak to dokładnie
          funkcjonuje,ale przysluchiwałam się rozmowie tego faceta z jednym z
          bezdomnych,stąd wiem o tej metodzie.Ponoć zawsze skuteczna...
          • kochanica-francuza Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 23:43
            n_nicky napisała:

            > Przed tą podróżą też nie wiedziałam o co chodzi.Jest to jeden ze sposobów
            > okradania pasażerów w pociągach.Facet chodzi po przedziałach i oferuje za jakąś
            > kwotę obrazki z papieżem.Zaczepia zwłaszcza babcie,które dają się nabrać na
            > różne opowieści-bo złodziej zanim sprzeda taki obrazek zaczyna pogawędkę z
            > 'ofiarą'i pokazuje obrazki.Osoba wybiera,ogląda,w końcu wyciąga portfel.Potem
            > złodziej w chwili nieuwagi ofiary okrada ją.Nie wiem jak to dokładnie
            > funkcjonuje,ale przysluchiwałam się rozmowie tego faceta z jednym z
            > bezdomnych,stąd wiem o tej metodzie.Ponoć zawsze skuteczna...


            A jak ktoś nie chce kupić obrazka z papieżem?
            • plonaca.zyrafa Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 23:59
              No wlasnie chyba chodzi o to zeby wybierac takie osoby ktore pewnie kupia.
              Zwlaszcza starsze kobiety. Wystarczy wkrecic im ze jest sie biednym, ale
              wierzacym i czy nie chcialaby taka babcia kupic obrazka z papiezem, bo chcialoby
              sie kupic sobie cos do jedzenia...

              Co lepsi zlodzieje sa tez calkiem niezlymi marketingowcami i maja swoj "target" ;)
            • jan.kulczyk Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 11.07.05, 00:01
              To facet wyciąga kosę i efekt jest ten sam ;), tylko finezji mniej.
              To się nazywa "rabunek na świecko" (w odróżnieniu od religijnego lub "na papę") ;)))
              • Gość: piter Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.nw-tel.com 19.07.05, 23:15
                HAHHAA

                dobre stary, spadlem z fotela

                _____________
                DUMBLEDORE NIE ZYJE
      • plonaca.zyrafa Kryminal w przedziale 10.07.05, 23:30
        to ja sie tak kiedys w nocnym strachu najadlam ze mytslalam ze juz z nocnych
        zrezygnuje.

        Usiadla ze mna dziewczyna, sympatyczna. Potem koles, jak otworzyl piwo, tamta
        dziewczyna od razu uciekla.

        Zostalismy we dwoje i wtedy sie zaczelo...

        Koles zaczal mi opowiadac swoja kryminalna historie, pokazywac tatuaze, potem
        zamachal mi papierami z wiezienia (dzien wczesniej wyszedl) przed nosem.

        a na pytanie czy sie boje odpowiedzialam zgodnie z prawda ze nie czuje sie
        bezpiecznie bo skad moge wiedziec czy mi krzywdy nie zrobi czy telefonu nie
        ukradnie, na co on sie obruszyl ze nie jest zwyklym zlodziejem.

        I na dowod tego pokazal mi breloczek od Porshe. Powiedzialam mu ze ja tez moge
        sobie taki kupic, a on ze ten wozek na niego w Wawie czeka. A potem jeszcze
        pokazal mi zawartosc portfela. Pieknyn plik 100zlotowek...

        A na dworzec (boze jak sie cieszylam ze dojechalismy...) przyszlo po niego kilku
        roslych i bez karkow chlopcow...
        • Gość: Nadja Re: Kryminal w przedziale IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.07.05, 23:05
          Moja mama przeżyła kiedyś koszmarną podróż na trasie Świnoujście - Kraków. Na
          początek wsiadło skłócone małżeństwo z dwójką strasznie rozrabiających dzieci
          po ok. 10 lat. Para przez pewien czas ostentacyjnie nie odzywała się do siebie,
          a potem zaczęła się w najlepsze kłócić, wyciągając pikantne szczegóły ze
          swojego prywatnego życia. Potem dosiadła się młoda kobieta z dwojgiem niemowląt
          i cały przedział po kolei bawił jej dzieciaki które nie mogły usnąć, a na
          koniec jedno z nich zwymiotowało pewnemu facetowi na bardzo elegancki garnitur.
          Ale gość był spoko, sam się powycierał i jeszcze robił dobrą minę do złej gry.
          I wtedy zaczęło się najlepsze. Na jednej ze stacji wsiadła stateczna staruszka,
          typ fanki RM, a w chwilę później do pasażerów dołączył jakiś młody,
          inteligentnie wyglądający człowiek. Po chwili rozmowy okazało się, że - zgodnie
          z przewidywaniami - babcia jest ortodoksyjną katoliczką, facet natomiast
          deklarował się jako świadek Jehowy (jest coś w tym, że tacy zagorzali wyznawcy
          wyczuwają się na kilometr). Rozpętała się straszna awantura, poleciały wyzwiska
          od heretyków i inne ciekawe epitety, zaczęli się oboje nawracać, poprawiać,
          udowadniać sobie co jak było, w końcu facet zaczął ściągać z ,,grilla" ogromną
          walizę, wyjął z niej Biblię i zaczął czytać na głos fragmenty, babcia kierowała
          go do egzorcysty itd. Koszmar...
          • aleksandrynka Re: Kryminal w przedziale 20.07.05, 13:39
            Uaaaa, niezła sieka! Że mnie tam nie było! :)
            • wampuka Re: Kryminal w przedziale 10.06.07, 12:56
              Też żałuję, włączyłbym się :D
    • agata_to_ja Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 22:42
      Ha, przypomniała mi się jeszcze historyjka z autobusu dalekobieżnego.
      Podróżowałam często na trasie Warszawa - małe miasteczko takimż autobusem jako
      kilkunastoletnie dziewczę (jeździłam ze szkoły do domu na ferie i wakacje).
      Kiedyś usiadł koło mnie dość przystojny i miły młody człowiek, nieco starszy
      ode mnie (ja może 16 on jakieś 20) i po kilkunastu minutach jazdy zapytał, czy
      może skłonić swą głowę na moje ramię i ... się przespać, gdyż jest bardzo
      zmęczony. Ja speszona, co miałam robić, powiedziałam, że owszem. Spał ze 3
      godziny, a ja cała obolała wysiałam w Warszawie, bo całą drogę siedziałam
      sztywna, żeby go nie obudzić.
      • Gość: ja Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.nl.aliant.net 10.07.05, 22:59
        Jechalam kiedys osobowym z Ilawy do Torunia. W moim przedziale siedziala matka
        z dzieckiem - dziewczynka okolo 10-11 lat. Dziecko mialo jakis sok w butelce,
        ktory to dosyc szybko wypilo. Nastepnie dziewczynka otworzyla tabliczke
        czekolady, ulamala kawalek, wziela ten kawalek do buzi i czekala az sie
        rozpuscil. Taki roztwor przelewala z buzi do butelki po soczku. Kiedy
        zorientowalam sie co ona robi, zrobilo mi sie slabo i zaczelam miec odruchy
        wymiotne. Po pol godzinie takiej procedury butelka byla do polowy pelna
        czekoladowo slinianej mikstury ... i wtedy dziewczynka calosc ze smakiem
        wypila ...
      • Gość: jaca Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.klaudyny.waw.pl / *.waw.pl 10.07.05, 23:16
        Historia sprzed roku. Pracowałem wtedy w jednym z kolorowych pisemek, zajmując
        się robieniem pierdołowatych wywiadów z ludzmi szeroko pojętej kultury masowej.
        Pojechaliśmy z fotografem bardzo rano z Warszawy do Wrocławia. Byliśmy na
        planie "Kiepskich" i "Baru" (wywiady, zdjecia). Postanowilismy wrócić tego
        samego dnia nocnym pośpiechem do Warszawy. Ja byłem totalnie skatowany -
        zmęczony po całym dniu i maksymalnie przeziębiony. Kolega stwierdził ze zrobimy
        sobie "Bar" w pociagu ;) Zakupy niezłe - 16 sztuk wrocławskiego piwa Piast.
        Kolega przekonywal, że jak to porozstawiamy po całym przedziale to się nikt nie
        dosiądzie. A kupa hołoty się wtedy jakoś szwędała po dworcu i peronach.
        Zainstalowalismy się z tymi browarami (stały wszedzie - przy oknie, na
        siedzeniach) i oczywiście patrzymy - pakuje się gość do przedziału. Średni
        wzrost, kurtka skórzana, nażelowane włosy. Pyta się czy może... Skinęliśmy
        głowami. Cichy, spokojny. Po kilkunastu minutach wywyiązała się jakas
        niezobowiazująca rozmowa. Pytał się co robimy, skad wracamy - powiedzielismy,
        popijajac, ze jesteśmy z prasy, itd. Po dłuższej chwli milczenia pytam goscia
        co on robi - a tu słysze... "Eee, nic ciekawego, piłkarzem jestem..." :)
        Rzeczywiscie twarz wydawała mi się dziwnie znajoma, a troche się w sporcie
        orientuje, pracując pare latek w róznych redakcjach sportowych. Człowiek
        ewidentnie troche sie bał przyznac że jest piłkarzem. W sumie nic dziwnego :)
        Powiem tylko, ze Piotr K. do dziś gra w Polonii Warszawa, jest napastnikiem.
        Bardzo sympatyczny gosc. Przegadalismy całą noc, co nieco wspólnie wypilismy z
        naszych pokaźnyh zakupów. Opowiadał o takich rzeczach, które dopiero dziś
        wychodzą na światło dzienne, gdy chodzi o polską piłkę (afery z handlowaniem
        meczami itp). Dosc powiedzieć że wymienilismy sie kontaktami i już w warszawie
        spotkalismy po tyogdniu na piwie. Ale nigdy nie zapomne tego.. "eee, nic
        takiego, piłkarzem jestem..." :)
        • olencja365 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 09.08.05, 23:56
          ale śłodko.. :-))
      • yabol428 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 27.12.09, 13:53
        agata_to_ja napisała:

        > Ha, przypomniała mi się jeszcze historyjka z autobusu dalekobieżnego.
        > Podróżowałam często na trasie Warszawa - małe miasteczko takimż autobusem jako
        > kilkunastoletnie dziewczę (jeździłam ze szkoły do domu na ferie i wakacje).
        > Kiedyś usiadł koło mnie dość przystojny i miły młody człowiek, nieco starszy
        > ode mnie (ja może 16 on jakieś 20) i po kilkunastu minutach jazdy zapytał, czy
        > może skłonić swą głowę na moje ramię i ... się przespać, gdyż jest bardzo
        > zmęczony. Ja speszona, co miałam robić, powiedziałam, że owszem. Spał ze 3
        > godziny, a ja cała obolała wysiałam w Warszawie, bo całą drogę siedziałam
        > sztywna, żeby go nie obudzić.

        Pamiętam podobny motyw z jakiejś młodzieżowej powieści czytanej wieki temu. Tam
        bohaterka miała w pewnym momencie dosyć współpasażera śpiącego jej na ramieniu i
        podłożyła mu szczotkę :)
    • kochanica-francuza Mam dwa pytania... 10.07.05, 23:05
      1. Na czym polega technika okradania na obrazki z Papieżem?

      2. Co was obchodzi, że macie miejscówki, jak mi się towarzystwo nie podoba, to
      siadam gdzie chcę. Jeszcze się żaden konduktor nie czepił.
      • agata_to_ja Re: Mam dwa pytania... 10.07.05, 23:28
        Nie czepi się pod warunkiem, że na to miejsce, które zajęłaś ktoś inny nie
        maiejscówy i się akurat nie pojawi. Ja tam bym się domagała zwolnienia mojego
        miejsca, zwłaszcza jeśli przy oknie i w porządnym towarzystwie.
        • kochanica-francuza Re: Mam dwa pytania... 10.07.05, 23:33
          agata_to_ja napisała:

          > Nie czepi się pod warunkiem, że na to miejsce, które zajęłaś ktoś inny nie
          > maiejscówy i się akurat nie pojawi.

          Oczywiście - wtedy zwalniam. Bez dyskusji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka