IP: 208.40.29.* 01.11.06, 16:14
Halloween to w Stanach wielka okazja do ulicznej zabawy, dzieci, młodzież i
dorośli przebierają się w najdziwniejsze kostiumy i wędrują wieczorem w
polowaniu na słodycze. Garść wspominek wziętych prosto z lokalnego radia
106,5 w mieście C:

Dziwne rzeczy podarowane dzieciom przy okazji wręczania słodyczy:
Skarpetki (lekko używane)
Samochód zdalnie sterowany (prosto ze sklepu, nawet nie rozpakowany)
Lalka Barbie w stroju kąpielowym (koniec sezonu plażowania?)
Ręcznik hotelowy z logo „Ritz Plaza”
CD z nagraniami nieznanej grupy muzyki metal (autoreklama?)
Kluczyki do samochodu marki Buick, ale bez samochodu, niestety
Książka z bajkami, ale po hiszpańsku
DVD z Reksiem!!! Polski ślad! Dziecko nawet nie wie, jaki to skarb, mamusia
ledwie przeliterowała kilka tytułów!

Dzieci chodzące za cukierkami dostawały w jednym domu miły dodatek do
słodyczy: puszkę piwa „dla tatusia”, ku niekłamanej radości ojców
towarzyszących swym pociechom w wędrówce. Dom cieszył się niesłabnącym
powodzeniem przez co najmniej godzinę, dopóki jedna z matek nie zadzwoniła na
policję, która szybko podjechała i poprosiła filantropa o zaprzestanie
charytatywnej akcji pod głupim pretekstem „wręczania alkoholu nieletnim”.
Przecież facet wyraźnie mówił: dla tatusia! Ech, kobiety to czasem nie mają
zrozumienia...

Dwóch dowcipnych nastoletnich braciszków obleciało sąsiedztwo zbierając
słodycze w dwa worki: „ten drugi to dla chorego braciszka”, po czym zamienili
się kostiumami i zabawa od nowa. Na pytanie sąsiadów, czy aby to uczciwe
zebrać cztery wory za jednym zamachem, jeden z nich odparł: „No przecież po
zmianie kostiumu ja już jestem zupełnie kimś innym i nie odpowiadam za
brata!” Przyszli politycy??? (żadnych aluzji do braci K. :D:D).
Kwestię „chorego braciszka” sąsiedzi już pominęli milczeniem, w ciszy
posłusznie wręczając poczwórny haracz...

Właściciel pewnego domu wypiwszy parę piw przebrał się za wilkołaka i czaił
się za drzewem, wyskakując z rykiem „Auuuuuu!” na przechodzące dzieci; gwoli
sprawiedliwości trzeba mu przyznać że miał koszyk z czekoladkami dla dzieci w
ręku. Zabawę miał świetną, ale do czasu: uciekające dziecko upuściło
plastikowe diabelskie widły, które cwałującemu wilkołakowi weszły dokładnie w
krok... Auuuuuuu!!! Ten ryk przebił bezapelacyjnie wszystkie poprzednie!
Pogotowie zabrało go zwiniętego w kłębek i z okładami z lodu do szpitala...

Na werandzie przed jednym z domów rozsiadł się dostojny grubas i pełną
garścią żarł słodycze z wielkiego kosza przeznaczonego dla dzieci,
zapijając „herbatką z voltami”. Na słowa „Trick or Treat” reagował niedbałym
machaniem ręki, przepędzając maluchy z posesji. Na pytanie któregoś rodzica,
co jest, kurna, grane, odparł: „To jest dla mnie jedyna okazja, żona nie
kupuje mi słodyczy przez cały rok bo muszę się odchudzać!” No cóż, powodzenia!

Wybuchy śmiechu na ulicach wzbudzał niemal dwumetrowy młodzian przebrany za
goryla... w stringach! Chyba każdy chciał go za nie pociągnąć...

Wędrowała cała rodzina przebrana jak postacie z „Czarnoksięznika z Krainy
Oz”: Tata-Lew, Mama-Strach na Wróble, pięcioletni chłopczyk jako Blaszany
Drwal i o rok młodsza dziewczynka jako Dorotka. Nawet mieli pieska Toto. Koło
jednego domu Dorotka wybuchnęła rzęsistym płaczem, powtarzając „Mamo, ja
naprawdę tego nie zrobiłam!” Dopiero po chwili okazało się, że spod węgła
domu wystawały dwie nogi złej czarownicy, a ogródek udekorowany był na modłę
Munchkins Land (czy ktoś pamięta pierwsze sceny z filmu?).

W jednej z dzielnic chłopiec przebrany za policjanta pałował inne dzieci i
zabierał im cukierki. Krewkiego „policjanta” uspokoili rodzice i prawdziwy
oficer policji, który przejeżdżając obok zauważył „pewne nieprawidłowości w
pełnieniu służby” przez młodocianego ochotnika. No cóż, czym skorupka za
młodu...

Obserwuj wątek
    • blumen.it Re: Halloween 01.11.06, 20:39
      Polonus?
      Dawaj więcej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka