Dodaj do ulubionych

Tego nigdy w szkole nie rozumiałem...

    • Gość: tom Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: *.net26.pl 04.09.08, 13:10
      Rachunek prawdopodobieństwa - tzn umiałem to wszystko policzyć ale do końca
      nigdy tego nie "skumałem", już łatwiej mi na studiach "weszły" całki i liczby
      urojone, "Dziady cz. 3", "Kartoteka" Różewicza, cytoza, mejoza i inne tego typu
      biologiczne pierdoły - nie twierdzę że wiedza nabyta w szkole koniecznie musi
      się potem do czegoś przydać, ALE akurat z biologii chyba można by ułożyć jakiś
      bardziej "życiowy" program
    • ziemia.ognista Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 04.09.08, 13:39
      Chyba jedynie uczenie się na pamięć jest dla mnie problemem. Jakoś nie przypominam sobie większych problemów ze zrozumieniem czegokolwiek, ale nie ma co się dziwić - jestem ofiarą reformy edukacji, jak mnóstwo moich rówieśników. W lo na matmie nie miałam żadnych całek ani różniczek, a szkoda, pewnie przyda się na studiach :/
      I denerwują mnie w mediach głosy profesorów na politechnikach, że z liceum przychodzą matematyczni idioci. Przecież to ministerstwo tak okroiło program :/
      • ziemia.ognista Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 04.09.08, 13:45
        Chociaż mam jeden problem. Biochemia (którą bardzo lubię;). Zrozumienie szlaków metablicznych itp - pikuś. Natomiast pojawia się kłopot przy przełożeniu tego na praktykę. Za cholerę nie mogę sobie wyobrazić, jak tyle reakcji może się dziać w jednej, małej komórce. ABSTRAKCJA!!!!!
      • tomash8 Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 04.09.08, 13:52
        ziemia.ognista napisała:


        > I denerwują mnie w mediach głosy profesorów na politechnikach, że z liceum przy
        > chodzą matematyczni idioci. Przecież to ministerstwo tak okroiło program :/


        Nie okroiło, macie mniej więcej to samo co my mieliśmy(zamiast rachunku
        pochodnych macie podstawy statystyki), tyle że macie na to 2,5 roku a nie 4 jak
        my więc zrozumiałe że niektórym może być ciężko to załapać, a z kolei w
        gimnazjum są jakieś pierdoły, generalnie my po 8 klasach umieliśmy chyba więcej
        niż Wy po w sumie 9ciu. Wiem bo "nauczałem" parę osób matematyki.
    • Gość: ktosia Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: *.botany.gu.se 04.09.08, 13:55
      Wiekszasc waszych postow dowodzi jak kiepskich mieliscie
      nauczycieli... I nie nadaje sie na forum humorum :(
      • nessie-jp Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 04.09.08, 14:05
        Gość portalu: ktosia napisał(a):

        > Wiekszasc waszych postow dowodzi jak kiepskich mieliscie
        > nauczycieli...

        To prawda, te działy fizyki, które miałam z dobrą nauczycielką, docierały do
        mnie w sposób niezakłócony
      • the_dzidka Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 04.09.08, 14:20
        > Wiekszasc waszych postow dowodzi jak kiepskich mieliscie
        > nauczycieli... I nie nadaje sie na forum humorum :(

        Na Forum Humorum to moja kochana TY się nie nadajesz...
        • Gość: ktosia Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: *.botany.gu.se 04.09.08, 14:40
          Niewatpliwie... no bo pewnie powinnam sie tarzac po podlodze z
          uciechy, ze ktos nie rozumie moli albo gramatyki niemieckiej...
          • kicior99 Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 04.09.08, 22:19
            Nie. Chodzi tylko o to, aby rozmawiać o tym z humorem i dystansem, śmiać się z
            tego, co kiedyś było naszą zmorą. A także przyznać się do własnej słabości i nie
            bać się reakcji innych. Jak jednak widać, nie wszyscy stają na wysokości zadania.
          • the_dzidka Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 05.09.08, 09:14
            > Niewatpliwie... no bo pewnie powinnam sie tarzac po podlodze z
            > uciechy, ze ktos nie rozumie moli albo gramatyki niemieckiej...

            Dobra, jeszcze raz: FORUM HUMORUM. Może popatrz na tematyke wątków
            tutaj, a zrozumiesz, że można się bawić nawet pisząc o swoich
            szkolnych porażkach. Albo o tym, co nas wkurza w hipermarketach.
            Albo o wkurzających reklamach.
            Z tego wszystkiego można sie śmiać, pod warunkiem, że ma się dystans
            do siebie, no i poczucie humoru.
            EOT, bo ty to zdaje się z takich, którym FH kojarzy się z
            zamieszczaniem dowcipów z Pani Domu.
    • Gość: ralena Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: *.kk.dk 04.09.08, 14:11
      wierszy Ernesta Bryla
    • Gość: Paweł Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: *.osiedle.net.pl 04.09.08, 14:47
      Ja to nie wiem śmiać się czy płakać ? kto was dopuścił do szkoły średniej,
      ludzie ? Żeby podstaw nauk humanistyczno - ścisłych nie rozumieć ( a to właśnie
      się przerabia w liceum ) ??
      • nessie-jp Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 04.09.08, 20:11
        A co ma bycie w szkole do rozumienia? O naiwny Pawle, czyżbyś wierzył, że na
        maturze i egzaminach się sprawdza, czy ktoś coś rozumie? Nie, nie i po stokroć
        nie! Nikogo to nie obchodzi! Uczeń ma 3 lata liceum na opanowanie jednej
        umiejętności
    • prawdziwy.optymista Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 04.09.08, 14:49
      kicior99 - nie od dziś wiadomo, że nasz system edukacji jest bardzo teoretyczny.
      Gdyby pokazano Ci jak się wykorzystuje w praktyce kondensatory to byłoby inaczej.
      A tak nie pozostaje Ci nic innego jak tylko kuć. Zresztą zmień podejście. To
      naprawdę nie jest takie trudne.

      ----------------------------
      Czytam i popieram: kierowcatira.blox.pl
      • kicior99 Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 04.09.08, 15:21
        Tyle że ja lutować za bardzo nie potrafię - i w szkole tego mnie też nie uczyli :)
        A tak na poważnie - jako tlumaczowi przydaje mi się wiedza z bardzo nieraz
        odległych od filologii dziedzin i Bogu i szkole dziękuję, że mnie tego nauczyli.
        Jak widać - każdy ma jakieś słabości i kiedyś trafi na coś, co jest dla niego
        czarną magią. Chyba nie ma nikogo, kto by kiedyś czegoś tam nie zrozumiał, a
        oprócz typowej pamięciówki (wiersze, daty, wzory) wszystko teoretycznie można
        pojąć...
    • stinefraexeter Troche to smutne 04.09.08, 14:57
      Podpisuje sie wlasciwie pod wszystkimi wypowiedziami w tym watku (zwlaszcza
      dotyczacymi przedmiotow scislych, uczenia sie na pamiec, itd.) i naszly mnie
      smutne mysli.

      Wydaje mi sie, ze ten watek powinni poczytac specjalisci od systemu edukacji lub
      ukladania programow szkolnych. Te mole, budowa tkanek, delty, wektory i
      cotangensy...przypominaja mi sie najgorsze chwile z czasow szkolnych! ale to
      wcale nie jest tak, ze nie interesuje mnie otaczajacy nas swiat: jak jest
      zbudowany, jego historia, itd... od jakiegos czasu fascynuje mnie genetyka.
      jestem tez pod wielkim wrazeniem astrofizyki, roznych teorii dotyczacych czasu,
      chaosu, itd. (wybaczcie bledy terminologiczne, jestem zwyklym laikiem). wciaz
      nie do pojecia jest dla mnie sama istota komputera, nanotechnologii, zreszta
      przyklady mozna mnozyc w nieskonczonosc (nieskonczonosc - tez frapujaca sprawa
      ;)). tylko, co z tego, skoro niewiele z tego swiata rozumiem? co z tego, skoro
      moje zainteresowania sa czysto popularnonaukowe? oczywiscie, ktos moglby
      powiedziec, ze nie mozna byc specjalista w kazdej z tych licznych przeciez
      dziedzin. Racja. ale ja mam klopoty z praktycznym zastosowaniem matematyki,
      chociazby z przeliczaniem walut, by zobaczyc ktory kurs najbardziej sie oplaca..

      i w tym miejscu chce wrocic do szkoly i problemu podnoszonego juz przez
      przedmowcow. lekcje fizyki, chemii, biologii, matematyki nauczyly mnie tylko
      jednego: PRZETRWANIA. nikt nigdy nie wytlumaczyl mi po co w ogole istnieja
      funkcje i trygonometria? drzew w lasach tez nie potrafie rozroznic. cale te lata
      ksztaltowania umyslu i zdobywania wiedzy nie nauczyly mnie niczego przydatnego w
      tym swiecie. wykazywalam sie zdolnosciami jezykowymi, nauka angielskiego i
      innych jezykow nie stanowila wiec dla mnie problemu, ale cala reszta... i wiecie
      co, zaluje teraz tamtych lat. zaluje tych godzin spedzonych na wkuwaniu budowy
      pantofelka i cyklu rozmnazania mchu (warto znac ogolna zasade, ale nie nazwy
      poszczegolnych faz i czesci narzadow rozrodczych!). zaluje tego, ze wszystkie te
      lata nauki nie nauczyly mnie rozumiec podstawowych zasad funkcjonowania swiata.
      dlaczego? ano dlatego, ze nauka opierala sie na wkuwaniu na pamiec dat, nazwisk,
      nazw, ciagow wzorow, ktore absolutnie nic mi nie mowily, rozwiazan zadan z
      pedzacymi pociagami i wektorami. Ani razu nie uslyszalam, czym w zasadzie sa te
      tangensy i cotangensy, ale tak naprawde, nie na jakims oderwanym od
      rzeczywistosci wykresie na tablicy.

      a potem zalamujemy rece,ze tak malo jest u nas inzynierow i naukowcow, ze dzieci
      wypadaja zatrwazajaco zle na wszelkiego rodzaju testach, ze nie potrafimy
      zrozumiec instrukcji, ani rozwiazac konkretnego problemu. ja w szkole nauczylam
      sie tylko tego, JAK SIE UCZYC. to tez wazna umiejetnosc, ale chyba nie o to w
      tym wszystkim chodzi.
      • Gość: eh.... Re: Troche to smutne IP: *.cable.smsnet.pl 04.09.08, 15:26
        Z tego podsumowującego elaboratu wynika, że amerykański system uczenia
        wszystkiego i niczego zarazem, mieszania dziedzin, faktów i nazwisk z różnych
        epok na jednych zajęciach (nie ma to jak polska oświata, rozdział nauk,
        chronologia, systemy, itd) jest bardziej praktyczne niż pier-dolamento o żabie
        na biologii, którą nie każdy w polskiej budzie kroił na części pierwsze:)
      • misiania Re: Troche to smutne 04.09.08, 15:41
        coś w tym jest... ponieważ można się nauczyć wszystkiego, więc się
        prawd o cotangensie swego czasu nauczyłam. ale do czego on jest
        potrzebny, ten cotangens, oprócz rozwiązywania zadań z
        trygonometrii - tego żaden z nauczycieli jakoś nie mówił. a przecież
        jeśli ktoś stworzył pojęcie cotangensa, to nie po to, żeby się
        dzieci w szkole nie nudziły. tzn. wiem, że chodzi o opisanie
        przestrzeni, ale ta trygonometria szkolna była chyba mocno oderwana
        od praktycznego jej zastosowania.
    • senta.fa Co ja tu robię. 04.09.08, 15:24
      Co ja tu robię. Tego za cholerę nie mogłem pojąć.
      • Gość: kokoszka no wlasnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.08, 15:58
        NIE CIERPIALAM nauki wierszy na pamiec i analizy poezji z cyklu "co
        poeta ma na mysli?". Biologia "dno dna" - na co mi wiedza o euglenie
        zielonej? I tak jest, ze wiemy o euglenie, ale juz niekoniecznie o
        fazach cyklu miesiaczkowego, co wydaje mi sie w zyciu znacznie
        przydatniejsze :))...Takze samo za bezsens uwazam wkuwanie dat na
        pamiec (historia) - czy tu chodzi o doskonalenie pamieci, kojarzenie
        faktow, ale co mnie obchodzi ze w 1066 byla bitwa pod Hastings?.Mnie
        Polke. Czy w Wielkiej Brytanii uczniowie wiedza ze w 1410 "u nas"
        byla bitwa pod Grunwaldem?
        Lubilam przedmioty scisle - pewnie to kwestia dobrych nauczycieli,
        ktorych mialam. Fizyka, chemia i matma to zycie codzienne.
        Dlaczego na matematyce nie ma zadan "zyciowych" np. ile wynosi rata
        za np. komputer przy cenie towaru...i odsetkach...Splaty towaru w 24
        miesiecznych ratach. Nie kazdy przeciez skonczyl liceum
        ekonomiczne :) a znam takich ludzi, ktorzy sobie nie potrafia
        poradzic z takicm "zadaniem".
        Wbrew pozorom chemia operujemy codziennie np. czytajac
        i "realizujac" receptury, sporzadzajac roztwory lekow. Tylko zadania
        brzmia "groznie".
        Zgadzam sie z tym, ze forum powinny przeczytac osoby ukladajace
        programy nauczania.
        • ziemia.ognista Re: no wlasnie 04.09.08, 16:10
          Gość portalu: kokoszka napisał(a):
          >Biologia "dno dna" - na co mi wiedza o euglenie
          > zielonej? I tak jest, ze wiemy o euglenie, ale juz niekoniecznie o
          > fazach cyklu miesiaczkowego, co wydaje mi sie w zyciu znacznie
          > przydatniejsze :))..

          Ale cykl jest omawiany dość dokładnie. Fazy, wydzielane hormony, dni płodne, niepłodne. Poza tym cała antykoncepcja, więc nie wszystkie rzeczy są nieprzydatne ;)
          • Gość: kokoszka Re: no wlasnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.08, 20:17
            Gość portalu: kokoszka napisał(a):
            >Biologia "dno dna" - na co mi wiedza o euglenie
            > zielonej? I tak jest, ze wiemy o euglenie, ale juz niekoniecznie o
            > fazach cyklu miesiaczkowego, co wydaje mi sie w zyciu znacznie
            > przydatniejsze :))..

            > Ale cykl jest omawiany dość dokładnie. Fazy, wydzielane hormony,
            dni płodne, niepłodne. Poza tym cała antykoncepcja, więc nie
            wszystkie rzeczy są nieprzydatne ;)


            To macie szczescie - u mnie temat cyklu mies. bylo tabu, Pani od
            biologii czerwienila sie tlumaczac rozmanazanie. stara juz jestem ot
            co..
            • ziemia.ognista Re: no wlasnie 04.09.08, 23:16
              Gość portalu: kokoszka napisał(a):
              > To macie szczescie - u mnie temat cyklu mies. bylo tabu, Pani od
              > biologii czerwienila sie tlumaczac rozmanazanie. stara juz jestem ot
              > co..
              Przypomniałaś mi - tak miałam w podstawówce na przyrodzie ;)) Lekcja o rozmnażaniu. Pani tłumaczy, że zapłodnienie polega na połączeniu plemnika i komórki jajowej. A że byliśmy dociekliwi, bardzo chcieliśmy usłyszeć od niej, jak do tego dochodzi, kiedy one się łączą (wiadomo, że każdy wiedział, ale głupawka w 4 klasie przy tych tematach to chyba normalka). Pani na owe pytania zareagowała pląsem na twarzy i do tematu nie wróciła.

              Natomiast na biologii w lo wszystko omawiane było wg podręcznika, nie można sobie po prostu tego pominąć. Tym bardziej, że musieliśmy znać ten cykl na maturę (3/4 klasy pisało biologię).
    • Gość: Kodem_PL ja mialem zupelnie inne problemy... IP: 195.69.227.* 04.09.08, 15:55
      Oceny miewalem raz lepsze, raz gorsze - kompletnie mnie to nie robilo.
      Generalnie Podstawowka i Gimnazjum byly raczej proste i oceny mialem bardzo
      dobre. W LO troche sie zmienilo, ciekawsze rzeczy byly do roboty i dostateczny
      doskonale oddawal moj wklad;-) Napisalem mature (nowa, pierwszy rocznik) z WOSu,
      Fizy, Matmy (wszystko roz.). Na studiach najwieksze problemy mialem z matma i
      stata, bo nie chcialo mi sie liczyc tych dennych zadan (zwlaszcza ze staty,
      matme lubilem nawet). Z lenistwa i ciekaowsci wyjechalem i studiuje za granica
      bez wiekszych problemow... Oceny nadal mnie kompletnie nie interesuja, nie wiem
      dlaczego. Jakos mi na nich nie zalezy...

      Do czego zmierzam? Nie rozumiem tych waszych problemow... Mole, wiersze,
      limesy... to wszystko byla kwestia kilku lekcji i paru stron. Moze
      podchodziliscie do tych spraw z nastawieniem 'ale to trudne, nie umiem i sie nie
      naucze'?
      • Gość: Kodem_PL Re: ja mialem zupelnie inne problemy... IP: 195.69.227.* 04.09.08, 16:02
        jeszcze jedno:

        Po LO stwierdzilem, ze gdybym mogl jeszcze raz... to chodzilbym na lekcje duzo
        rzadziej (wagary), za to wiecej uczylbym sie. Spora czesc lekcji to byla
        olbrzymia strata czasu. Na studiach pod tym wzgledem duzo lepiej (ale tych
        zagranicznych).
    • Gość: smutna Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: *.ghnet.pl 04.09.08, 16:11
      1.Równanie lustra srebrowego
      2.Zderzenia ciał sprężystych
      3.Obliczanie stężenia molowego i rozpuszczalności (bo babkę z chemii bardziej
      absorbowała jej rodzina i małe dzieci niż równania).
    • Gość: wuj wyszło z worka szydło IP: 83.5.146.* 04.09.08, 17:16
      Od jakiegoś czasu zastanawiał mnie fakt dlaczego 95% wątków z forum które idą na
      główną pochodzi albo bezpośrednio z forum Kobieta albo dotyczy jakichś
      idiotyzmów o kobietach lub dla kobiet. Dziś mamy odpowiedź - tytuł wątku "Tego
      nigdy w szkole nie rozumiałem...", na stronie głównej "Tego nigdy w szkole nie
      rozumiałAM".
      Teraz już wiem.
      • Gość: Rude Re: wyszło z worka szydło IP: *.wroclaw.mm.pl 04.09.08, 18:13
        heh aż mi się przypomniała makabra fizyki w 1 klasie LO - ruchy i miliard dziwnych teorii na ten temat. Geografię lubiłam, ale zadania oblicz kąt padania promieni słonecznych na statku który przekroczył linię zmiany daty blablabal...dobijały. Biologię - lubiłam i rozumiałam. Chemia - wielka niewiadoma ;p Matma - potraktowałam wybiórczo, przykładowo pochodne i trygonometria - jak z płatka, było to dla mnie przejrzyste i proste, zwłaszcza zadania z parametrem zamiast liczb, ponadto logika cieszyła się moją sympatią i zrozumieniem. Natomiast logarytmy to nawet dziś na to wspomnienie się coś robi...BOSZ. :P
        Polski był nudny i denerwujące te szablonowe interpretacje, nie potrafiłam znaleźć trzeciego dna w kierunku wskazanym przez psorkę...Historia to jedna wielka pomyłka - co mnie to obchodzi co się kiedyś tam działo i w tak szczegółowym wymiarze :>
        Niemiecki - koszmar z letkoratów, die, der , das itp zatruwały mi życie.
        Natomiast angielski i francuski jakoś sam się przyswoił i pewnie dlatego ze mnie teraz filolożka ;)
        • Gość: hanka Re: wyszło z worka szydło IP: *.net.autocom.pl 04.09.08, 18:29
          jedno mnie uderzyło: dużo osób pisze że gramatyka niemiecka jest nie do pojęcia
          ... ja sama wielu rzeczy nie rozumialam głównie chemii i fizyki, ale gramatyka
          niemeicka? To jest naprawde bardzo logiczny język!
          • Gość: gosc Re: wyszło z worka szydło IP: *.toya.net.pl 04.09.08, 21:35
            A ja ni cholery nie mogłam pojąć gramatyki łacińskiej (nie wiedzieć czemu
            słówka, przysłowia etc. spoko), tylko gramatyka ....
            Rosyjski jak z płatka, angielski też, ale gramatyka łacińska - nie do opanowania
    • Gość: goscgosc Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: *.aster.pl 04.09.08, 17:56
      tego ze cos jest nieskonczone, ze wszechswiat sie rozszerza, ze cos
      tam rosnie i rosnie i nie ma konca.. ze nie ma przyslowiowej sciany,
      chociaz kiedy wyobrazam sobie ewentualna sciane wcale nie jest mi
      lepiej bo od razu mysle ze cos za sciana... brr. aha i czarna
      dziura. no po prostu wlos sie jezy..
    • Gość: eas_y Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.08, 20:02
      Jedna rzecz korej nie rozumiałam w szkole.
      Otóż: W podstawówce na WOS-ie zapytałam nauczycielkę co to takiego
      jest ten pluralizm???
      Pani kazała mi usiąść, dostałam opie.dol i pałę.

      Niekompetencja w najczystszej postaci.
      Wtedy tego nie mogłam zrozumiec
      Teraz już rozumiem :)
    • truscaveczka Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 04.09.08, 21:15
      Chemia: mole, równania chemiczne.
      WF: sposoby oceniania.
      Fizyka: adiabaty i takie tam przemiany cieplne.
      Matematyka: rachunek prawdopodobieństwa, działania na wektorach.
      WOS: wsio jak leci - kwestia fatalnych nauczycieli lub śmiertelnie nudnego
      programu. Mój mąż WOS uwielbiał.
      Jestem polonistką po mat-fizie i mam maturę z matmy :) Uwieeeeeeeeelbiam matmę :)
    • Gość: Kazik Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: *.net-serwis.pl 04.09.08, 22:27
      1. Mejoza, mitoza, pompa sodowo-potasowa, haploidalność,
      diploidalność - po co takie głupoty na matfizie?? Budowa różnych
      układów u pantofelków, glist i innych paskudztw. Okryto-,
      nagozalążkowe??? A ja dalej nie odróżnię klonu od jesionu...

      2. Wojna 30-letnia i 100-letnia, bodajże

      3. Polska międzywojenna, ten nieustający bałagan ze zmianą rządzących

      4. Konieczności czytania wielu opasłych lektur na język polski ostro
      egzekwowaną przez nawiedzoną polonistkę - tak można gnębić
      humanistów, a nie matfiz...

      5. Pisanie gam muzycznych
      • Gość: arc Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: *.mip.pl 04.09.08, 23:43
        po przeczytaniu powyższych komentarzy poczułem ukłucie zazdrości. w jakiś dziwny
        sposób, węgorzowo wywijałem się od wiedzy szkolnej i unikałem jakichkolwiek z
        nią kontaktów.
        -fizyka - "Einstein'em to ty nie będziesz" mówiła corocznie pani wpisując mi 3
        -chemia - chadzając korytarzem pani szczypała mnie w tyłek, a na własne pytanie
        "gdzie masz zeszyt?" odpowiadała sama "Pies ci zjadł"
        -historia - śliczna pani będąca jednocześnie wychowawcą, innymi słowy historia
        zamieniała się w godzinę wychowawczą
        -język niemiecki - "uczycie się dla siebie" mówiła pani, a my w zamian za to, z
        wdzięcznością śpiewaliśmy jej "o tannenbaum"
        -na wf nie chodziłem, bo najpierw grałem w kosza w reprezentacji, a później
        byłem sędzią stolikowym w owych rozgrywkach
        -matmy bałem się ostro. wpadałem tylko na koniec półrocza zaliczając klasówkę
        dzięki kolegom. jakimś cudem system ten zafunkcjonował za każdym razem.

        Chodziłem tylko na język polski. zjawiałem się w szkole, by z panią, rewelacyjną
        panią zresztą, porozważać o "Marii" Malczewskiego i "Wacławie" Słowackiego.

        Wystarczyło, by zostać dziennikarzem :) pozdrawiam wszystkich wagarowiczów!
        • Gość: molik Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: 213.199.253.* 05.09.08, 03:28
          nienawidzilam historii,daty i daty...fiza trudny przedmiot prad zmienny,to
          najgorsze,reszta ok.No i jestem lekarzem.
    • intern-autka Informatyka...BLE! 04.09.08, 23:48
      Bedac w podstawowce skutecznie mi obrzydzono ten przedmiot.Do dzis
      nie rozumiem dlaczego zamiast nas uczyc Worda,Exela,Power Pointa i
      innych przydatnych programow,zmuszano nas do nauki
      Dosa,programowania typu Pascal i rzeczy,ktorych nie jestem sobie w
      stanie przypomniec.I co?Do dzis nie widzialam tych rzeczy na oczy
      (tych tzn.ktorych musialam sie uczyc),wiec po co mi to bylo?Dodam,ze
      byly to czasy,gdy nikt jeszcze nie snil o internecie,a posiadanie
      komputera w domu graniczylo z cudem.
      • Gość: zenotka Re: Informatyka...BLE! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.08, 00:32

        ho hoznie duzoo postow ,nie przebrnelam przez wszystkie.Uczylam sie
        dosc dobrze ale wzynam szczerze ,że czasem brakuje mi wlasnie
        podstawowej wiedzy z fizyki -niesamowicie ciekawa nauka ale mialam
        chyba pecha do nauczycielek bo ni w zab jej nie rozumialam ;
        )-moim zdaniem powinno sie robic wiecej doswiadczen na
        lekcjach .Chemia-akurat lubilam ale znowu...moja wiedza moglaby byc
        wieksza... m,biologia-brrrrrrrrrrr ,moj koszmar ,zwlaszcza botanika
        albo uczenie sie o kolejnych ukladach slimakow czy innych
        paskudztw.Za to genetyka bardzo mi sie pdobala i zaluje ,ze mialam
        tak malo lekcji z jej zakresu.Dzieki temu ,ze mam ogrod potrafie
        odroznic w miare gatunki roslin i tutaj po raz kolejny...-naley
        klasc nacisk na praktyke ,o ile wiecej czlowiek nauczylby sie na
        wycieczce w lesie niz siedzac w szkolnej ławie.Matematyka hmm na
        studiach nadrobilam braki ale i tak nigdy do konca nie
        pojelam..rachunku prawdopodobienstwa ,niestety w matematyce braki
        wychodza i nie da sie ich juz pozniej zbytnio nadrobic.Natomiast
        jesli chodzi o historie ..najwiekszym koszmarem byl dla mnie okres
        tych wszystkich wojen w XVII i w XVI w.oraz dwudziestolecie
        miedzywojenne ,oraz roznice miedzy konstytuacjami..
      • Gość: studentka informat Re: Informatyka...BLE! IP: 213.134.181.* 21.09.08, 19:39
        bo od programowania w dużej mierze informatyka się dopiero zaczyna kochaniutka, obsługa programów to nie jest informatyka to tylko obsługa programów
    • Gość: bianna Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: 82.160.250.* 05.09.08, 08:22
      ... Maski włóż, maski zdejm!
      A ty Xsińska, czemu żeś się taka czerwona zrobiła?
      No bo mi si tutaj taka rurka zatkała.....

      Po kiego grzyba mi to było potrzebne?
      • birnbaum1 pozdrowienia dla Ściuba 05.09.08, 09:00
        Lekcja fizyki w maturalnej klasie,
        z długopisem w ręku nasza wychowawczyni,
        pod tablicą kochany Ściub.
        Pytanie: "światło rozchodzi się w powietrzu
        z prędkością 300 000 000 m/s, dźwięk 340 m/s. Milion razy wolniej.
        Dlaczego w telewizorze słyszysz obraz i głos jednocześnie?"

        Ściub intensywnie myśli, jego wzrok omiata pracownię fizyki
        z prędkością światła.
        Wreszcie uśmiech na twarzy: "bo głos puszczają wcześniej!"
      • Gość: Asia Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.08, 09:23
        Ja za cholerę nie mogłam nigdy pojąć gramatyki angielskiej. Znałam teorię, ale
        jakimś cudem w praktyce zawsze okazywało się, że jest wprost odwrotnie niż
        myślałam, że jest.
        Drugą moją zmorą była chemia. Jedyne, co pojęłam, to metody otrzymywania soli i
        dzięki temu przeszłam do następnej klasy ;)
        Nie rozumiałam też, dlaczego interpretując wiersz nie mogłam mieć innego zdania
        niż pani profesor (dobrze było, jeżeli zgadzało się z brykami, z których sama
        korzystała).
    • horatio_valor Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 05.09.08, 11:45
      Mam taką refleksję, że jednej rzeczy żałuję po 12-letniej nauce w
      szkole. Zawsze miałem głupie ambicje, żeby mieć dobre oceny.
      Wierzyłem w bajki nauczycieli, że oceny to coś, po czym nas świat
      będzie w przyszłości oceniać. Miałem ambicje mieć średnią powyżej
      4,5, co się raczej udawało. Teraz widzę, że było to zupełnie
      niepotrzebne.

      Ocenianie po stopniach na świadectwie? Oczywiście lipa. W liceum
      liczył się egzamin wstępny, nie świadectwo. Na studiach liczył się
      egzamin, nie matura i oceny na niej. Oczywiście nigdy potem nikt w
      te świadectwa nie zajrzał ani nie zapytał.

      Gdybym mógł przez to wszystko przejść jeszcze raz, uczyłbym się
      wybranych przedmiotów - co warto pogłębiać i poszerzać, a z czego
      najzupełniej wystarczy słaba trójka. W życiu ważne jest, by być
      nadprzeciętnie dobrym z okeślonej dziedziny, a nie, by średnio się
      znać na wszystkim.

      Tę refleksję dedykuję młodszym czytelnikom forum i rodzicom.
      • Gość: 3,14-Roman Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.08, 01:59
        Podpisuję się wszystkimi czterema kończynami pod Twoim postem.

        Tak się składa, że chodziłem do jednej klasy z moim kuzynem.
        Rodzice nasi traktowali nasze oceny jako przejaw prywatnej wojny,
        niby byliśmy w b. dobrych stosunkach, ale zawsze kiedy wracałem ze
        szkoły np. z "szóstką minus" padało pytanie: "A co dostał X?"
        (na szczęście i mnie, i kuzynowi uczyło się łatwo*. Ale "orientacja
        na wyniki" drastycznie zmniejszyła przyjemność z nauki)

        *pomijając np. robienie na drutach. Nie byłbym w stanie zrobić
        szalika, nie wyrządzając sobie przy tym krzywdy :D

        Nigdy w życiu nie miałem na świadectwie niższej oceny niż piątka.
        Dostawałem dyplomy w stylu: "Dla ucznia z najwyższą średnią w całej
        szkole", listy pochwalne. X. podobnie- leżą u niego na strychu,
        gdzieś między ozdobami choinkowymi, a starymi ubraniami. Ja
        schowałem je do teczki, która leży w szafie, skazana na wieczne
        zapomnienie, obok starych zabawek i plastikowych ptaków w drewnianej
        klatce.** I teraz, kiedy przestaliśmy rywalizować ze sobą,
        zaczęliśmy się lubić. Pozdrawiam kuzyna, jeśli to czyta :D

        **takie cuś ze straganu, kiedy poruszy się klatką, ptaki śpiewają
        (fałszując), a ich oczy świecą się na czerwono. Głupie, ale nawet to
        jest bardziej przydatne niż dyplomy.
    • brat187 Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 05.09.08, 13:33

      Nigdy nie potraiłem zbadać przebiegu fukcji.
      • mandryk Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 05.09.08, 13:40
        Kiedy zajrzałem do podręcznika biologii syna w gimnazjum,
        wyczytałem, że królik to drapieżnik. Słoń też. Bo królik zabija
        marchewkę - napisał autor. Powinien dostać Nobla. Tacy jak on
        potrafią udowodnić, że ryby cierpią na grzybicę stóp. Nic dziwnego,
        że potem w szkole uczniowie nic nie rozumieją.
        • horatio_valor Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 05.09.08, 14:40
          > Kiedy zajrzałem do podręcznika biologii syna w gimnazjum,
          > wyczytałem, że królik to drapieżnik.

          Wszystko się zgadza. Nie oglądałeś "Monty Python i Św. Graal"? Masz
          tam dowód na krwiożerczość królików.
    • lenka_style Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 05.09.08, 19:24
      funkcji i innych rzeczy abstrakcyjnych z matmy!
      (rachunek prawdopodobienstwa jako jedna z nielicznych rzeczy, obok
      arytmetyki, jest dla mnie dosc prosta w matmie)
      z biologii proste jest wszystko i nie wiem, jak dla kogos moga byc
      trudne prawa Mendla - to sobie latwo mozna przeciez wyobrazic i
      krzyzowac np. swoich sasiadow, znajomych itd. :-)
      z chemii trudne jest wszystko absolutnie, nienawidze tego przedmiotu
      odkad go ujrzalam majac chyba 13 lat! Nic absolutnie nic z niego nie
      rozumiem
      zycie jest jak serial - moj maz jest "prawie - chemikiem" (i prawie
      nie robi tu wielkiej roznicy :-)
      • sara_87 Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 05.09.08, 20:36
        z geografii obliczanie zadań typu" "w miejscowości x jet godzina y, oblicz,
        która jest godzina w miejscowości z" - w podstawówce miałam z tym naprawdę spore
        problemy, ale zdawałam maturę z geografii (z własnego wyboru :))
    • mika_p Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 05.09.08, 21:37
      Nie rozumiałam wzorow na prawdopodobieństwo. Wszystkie zadania rozwiązywałam za
      pomocą drzewka :)

      A rozumienie prawa Mendla oszczędziło mi szoku, kiedy okazalo cię, że mam Rh- po
      dwojgu Rh+ rodzicach.
    • intern-autka Technika 06.09.08, 10:14
      Znow podstawowka-pani kaze przyniesc na lekcje druty,bo bedziemy
      robic szalik.Zaczyna sie lekcja,nauczycielka mowi:"Wyciagamy druty i
      robimy"Nic nie pokazala,caly czas siedziala pijac kawke i
      przegladajac dziennik.Dziewczyny,ktorym w domu mama/babcia pokazala
      jak sie poslugiwac drutami,cos tam probowaly,te ktorym nie mial kto
      pokazac ze lzami w oczach sie meczyly i dostawaly jedynke.Nie
      rozumiem podejscia nauczycielki-nikt uczonym z nieba nie spadl,skad
      mialysmy wiedziec jak robic na tych drutach?Ja w ogole mialam
      przeboje z edukacja,wiec jak mi sie cos przypomni to dodam wiecej
      takich kwiatkow.
      • Gość: Żaba Re: Technika IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.09.08, 10:41
        Ja jestem nauczycielką i marzy mi się żebym mogla prowadzić lekcje jak
        chcę,przerabiać jakiś temat ile chcę. Łączyć przedmioty i mieszać...ech...to by
        były lekcje!!!Ciekawe, kolorowe. A tak- mam tylko wąskie pole manewru bo buraki
        w MEN wymyślają podstawy programowe.
        Ja tam zawsze nie kumałam matmy i niemieckiego.Tylko geometria była logiczna i
        prosta. Za to funkcje? Limesy? Po grzyba to komu?
        • Gość: Jasminum Re: Technika IP: *.fbx.proxad.net 06.09.08, 11:45
          Generalnie przedmioty scisłe - głownie fizyka, chociaż duzo
          zależało od nauczycieli, bo chemie w szkole podst. uwielbialam i
          nie wydawała mi sie skomplikowana. Ale tez mielismy swietną
          nauczycielkę.
          Zadania z geografii z równoleżnikami i południkami - KOSZMAR! Nikt
          w klasie tego za bardzo nie kumał.
          Ale chyba mam jakiś pokręcony umysł :-), bo z kolei często
          wspominany tutaj język niemiecki nigdy nie sprawiał mi
          najmniejszych kłopotówi uważam go za najłatwiejszy i
          najlogiczniejszy ze wszystkich, których sie w zyiu uczyłam (a było
          tego trochę :-)).
          • Gość: ma Re: Technika IP: 82.210.179.* 06.09.08, 17:34
            zdecydowanie-kombinatoryka oraz rachunek prawdopodobieństwa!
            do tej pory nie kumam, a mam sporo latek..
            • lenka_style nauczyciele, uczcie tak, zebysmy rozumieli! 06.09.08, 22:03
              a ja, mimo ze wiem, ze to forum humorum, dodam cos serio, bo watek
              sie zrobil strasznie serio. Smiem twierdzic, ze 90% tego, czy
              rozumiemy czy nie, to jest praca nauczyciela - i sama jestem
              nauczycielka, wiec moge uderzyc sie w piersi, jesli ktos przeze mnie
              nie rozumie czasow angielskich :-).
              W podstawowce mialam srogiego matematyka, ale tak umial wytlumaczyc,
              ze czulam sie genialna z tego przedmiotu, pisalam olimpiady z
              jakimis tam sukcesami, czyli to nie bylo tylko moje subiektywne
              odczucie, ze ten przedmiot jest spoko, chcialam isc do klasy
              matematycznej... do tej pory matme bardzo, bardzo lubie. I co? w
              liceum dostalam w pierszej klasie na pierwszy semestr trzy mniej.
              Potem bylo podobnie. Na swiadectwie maturalnym mam troje, matmy juz
              wtedy nie cierpialam. Jak to jest u licha mozliwe?! Pewnie, moze ja
              sie malo uczylam, ale moze to z nauczycielem bylo cos w liceum nie
              tak!!
              To samo z fizyka - to jest arcyciekawy przedmiot. TE wszystkie
              czarne dziury, kwanty - teraz, jak maz mi to tlumaczy, to jest dla
              mnie super i naprawde mnie to interesuje. Dlaczego nikt nie
              wytlumaczyl mi tego w szkole??? Ja chcialam to wiedziec!
    • Gość: była uczennica Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: 88.72.6.* 07.09.08, 09:54
      normalnie żal, że ktoś się przyznaje do ograniczonego umysłu i jeszcze bywa z
      tego dumny, jak co niektórzy, co nie jarzą trygonometrii, nie rozumieją, że
      wkuwanie dat na historii to minimalne wymagania dla debili, którzy nie potrafią
      pojąć związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy wydarzeniami. Myślałam, jak tu
      weszłam ze strony głównej forum, że poczytam coś ciekawego, ale nie to tu są
      próby polepszenia poczucia własnej wartości przez wyliczanie, czego to się nie
      było w stanie pojąć. A już zarzuty, że człowiek czegoś się tam w szkole nie
      uczył, a mógłby, są śmieszne. Szkoła nauczyła pisać, czytać i liczyć, resztę
      wiedzy DOWOLNEJ, w tym seksualnej, można zdobyć w bibliotece, wystarczy ruszyć
      d. i umieć czytać.
      • julie1789 Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 07.09.08, 14:19
        *Mole na chemii uwielbiałam i rozumiałam (jak i całą chemie i
        zadania na niej)
        *Genetykę na biologii uwielbiałam (jak i fizjologię, anatomię
        człowieka i biochemię). Za to uczenie się o rozmnażaniu paprotek,
        płci szyszek na sośnie oraz budowie robali to paskudztwo.
        *Trygonometrię, funkcje liniowe, kwadratowe, wielomiany,
        kombinatorykę, ciągi i w ogóle większość działów na matematyce
        rozumiałam i lubiłam. Głównie to zasługa fajnych nauczycielek,
        zwłaszcza megawymagającej pani z I klasy LO. Za to stereometria w LO
        przerosła moje zdolności - ni huhu nie mogłam sobie wyobrazić, jak
        przechodzą te przekątne, cięciwy itd. w bryłach. Za to cholera mnie
        brała, gdy miałam funkcje wymierne. Mnożenie 10 nawiasów przez
        kolejne 10 nawiasów i dzielenie ich przez kolejne 10 nawiasów
        przerastało moją cierpliwość i zdolność koncentracji.
        *Fizyka - tu już ciężko. O ile dynamikę jakoś tam rozumiałam, a
        rozpady alfa, beta, promieniotwórczość nawet lubiłam. to cała reszta
        była to masakra.
        Działania silnika, prądu, pól magnetycznych i reszty nie mogłam
        pojąć mimo najszczerszych chęci :)
        *Polski - bez problemów, ale twórczości Norwida nie
        rozumiałam. "Bema pamięci żałobny rapsod".... <brrr>
      • kicior99 Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... 07.09.08, 17:18
        > normalnie żal, że ktoś się przyznaje do ograniczonego umysłu i jeszcze bywa z
        > tego dumny, jak co niektórzy, co nie jarzą trygonometrii, nie rozumieją, że
        > wkuwanie dat na historii to minimalne wymagania dla debili, którzy nie potrafią
        > pojąć związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy wydarzeniami. Myślałam, jak tu
        > weszłam ze strony głównej forum, że poczytam coś ciekawego, ale nie to tu są
        > próby polepszenia poczucia własnej wartości przez wyliczanie, czego to się nie
        > było w stanie pojąć. A już zarzuty, że człowiek czegoś się tam w szkole nie
        > uczył, a mógłby, są śmieszne. Szkoła nauczyła pisać, czytać i liczyć, resztę
        > wiedzy DOWOLNEJ, w tym seksualnej, można zdobyć w bibliotece, wystarczy ruszyć
        > d. i umieć czytać.

        Nobla już masz, luminarzu nauki? Czy ig-nobla?
    • Gość: mhmh Re: Tego nigdy w szkole nie rozumiałem... IP: 83.3.83.* 07.09.08, 17:14
      1. Nie rozumiałam i do tej pory nie rozumiem wszystkiego z
      cyklu: "co autor miał na myśli". Miałam zawsze dość zwłaszcza
      literatury romantycznej, a mickiewicza gdyby żył, to sama
      wlasnoręcznie bym udusiła.
      2. Nie rozumiałam historii, a raczej powodu dla którego muszę się
      uczyć mnóstwa różnych dat, które nie będą mi do niczego nigdy
      potrzebne i które zaraz zapomnę.
      3. Nie rozumiałam potrzeby wprowadzania do programu szkolnego
      przedmiotów takich jak plastyka, muzyka i technika.
      4. Z biologii lubiłam genetykę, wszystko co dotyczy człowieka,
      cytologię, histologię. Nie znosiłam botaniki i zoologii
      (płucotchawki, szczękoczułki i nogogłaszczki oraz modyfikacje
      organów homologicznych u roślin - ulubiony temat pani z biologii).
      4. Przedmioty ścisłe lubiłam, nawet bardzo lubiłam. Jedne rzeczy
      lubiłam bardziej, inne mniej, ale jakoś zawsze do mnie trafiały.

      Pozdrawiam
      mmhmh
    • wielki_czarownik Nie rozumiałem czemu uczę się głupot 07.09.08, 17:45
      To mnie zawsze zastanawiało. Czemu uczę się rzeczy absolutnie zbędnych. Np. ile kręgów ma pies, ale nikt mnie nie uczył jak o psa dbać. Uczyłem się o fałdowaniach kaledońskich, ale korzystania z mapy i kompasu musiał mnie nauczyć ojciec. Uczyłem się jakichś Dziadów część 3, ale nikt mnie nie nauczył napisać podania do urzędu. Na matematyce uczyłem się ile to tangens z czegoś, ale nikt mnie nie nauczył jak interpretować dane na wykresach.
      Ogólnie czas spedzony w szkole uważam za czas zmarnowany.
      • nessie-jp Re: Nie rozumiałem czemu uczę się głupot 07.09.08, 18:19
        Ojejku, przypomniałeś mi fałdowania!

        Nigdy, przenigdy nie umiałam geografii, z własnej chyba winy
        • julie1789 Re: Nie rozumiałem czemu uczę się głupot 08.09.08, 19:49
          Ooooo, geografia mi się przypomniała! Nigdy nie umiałam tego
          polubić, zrozumieć ani nawet porządnie się nauczyć! Próbowałam sobie
          wyobrazic fałdowania kaledońskie, powstawanie węgla i ruchy
          tektoniczne, ale nic z tego. A zadania z wysokosci Słońca - ja nie
          wiem, jak to przeszłam, skoro nigdy nie udało mi się rozwikłać, co
          to w ogóle jest. Tego, jak się to oblicza, musiałam się nauczyć na
          pamięć, kojarząc wartość z jesieni z datą urodzin kolegi, a wzór z
          inicjałami koleżanki. Nie rozumiałam, nie rozumiałam, nie
          rozumiałam. Wkułam bezmyślnie na pamięć, jakoś tam zaliczyłam i
          natychmiast zapomniałam. Stron świata (W/E) nie odróżniam do tej
          pory, by je skojarzyć, musze sobie tłumaczyć, ze na Zachód się
          jeżdziło do pracy, a Bliski Wschód to Azja. Rozróżniania, gdzie leży
          Gujana a gdzie Dominikana nie pojęłam i pwenie nie pojmę.
          Niestety, odporna jestem na geografię wyjątkowo :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka