Dodaj do ulubionych

Zabawne historie w pracy

10.12.03, 17:51
Na dobry początek:
Moja koleżanka dziś robiła pewien dokument, wzórując się na formularzu innej
organizacji. Zamieniając, oczywiście, wszystkie dane tej organizacji na
nasze. Ale przez ogromny pośpiech przeoczyła całkiem, że zamiast
słów "Dyrektor Instytutu" zostawiła słowa " G ł ó w n y l e k a r z ".
Potem komentowała to w taki sposób: "Był Instytut, a stał się szpital
wariatów!"
Obserwuj wątek
    • l2m Re: Zabawne historie w pracy 11.12.03, 17:30
      Najwyraźniej w Wszej pracy wszystko jest bardzo poważnie ;-)
      U nas - wcale nie.

      Dziś na korytarzu spotykam pewną osobę, i ona mi wielkim głosem obwieszcza:
      - Chciałam wziąć krzesła, ale klucze gdzieś sobie poszły!!!

      Oważ osoba, do mnie:
      - O, dobrze, że pani jest, bo potrzebuję pani brutalnej męskiej siły!

      Pewnego razu dwu pracowników postanowiło sobie nadużyć alkoholu w miejscu
      pracy. Celem zrealizowania zamiaru zostali po godzinach i spożyli pewną ilość
      rozcieńczonego spirytusu. Po nastąpieniu efektów zdecydowali się na spacer po
      korytarzu.
      Dziwnym trafem w tym dniu po godzinach został też nasz dyrektor, i akurat w
      chwili, kiedy ci sobie spacerowali w najlepsze, też wyszedł na korytarz. Kiedy
      amatorzy spirytusu go zauważyli, spróbowali na gwałt się schować. Do wyboru
      mieli dwie możliwości: wrócić do laboratorium, z którego wyszli, lub schować
      się do takiej, powiedzmy, szafki ściennej, kryjącej w swym wnętrzu rozmaite
      komunikacje, czyli przewody i rury. Ponieważ do drzwi mieli raczej daleko, a
      nogi już niezbyt dobrze ich słuchali - postanowili wejść do tej szafki.
      Miejsca wewnątrz owej szafki nie było za dużo, ale jeden z nich, szczupliurtki
      i o bardzo małym wzroście, jednak się jakimś dziwem tam zmieścił, natychmiast
      drugi... Jest to potężne chłopisko o baaardzo dużym brzuchu, nie zmieściłby nie
      tylko między tymi rurami i kablami, ale i w o wiele większym schowku. Ale
      jednak spróbował. Bez widocznych jednak efektów. Wystawał stąd, jak zeppelin z
      wiejskiej obory, drzwiczek zaś nie mógł nie tylko zamknąć, ale nawet przychylić.
      Skończyło się jednak happy endem. Dyrektor nasz, oprócz naprawdę bardzo wielu
      innych zalet, ma bardzo mocne poczucie humoru, widok zaś wpychającego się do
      szafki brzuchacza był naprawdę bardzo zabawny. Więc skończyło się na upomnieniu.
    • piecyk.gazowy Re: Zabawne historie w pracy 11.12.03, 18:25
      Jak mnie wywalili z roboty, to była zabawna sytuacja. W ostatni dzień pracy
      poszedłem sobie o czasie do domu. Siedzę sobie, a tu dzwonią, żeby przyjść i
      coś tam pomóc. I poszedłem i pracowałem po godzinach. W ostatni dzień! :-)))
    • the_dzidka Re: Zabawne historie w pracy 11.12.03, 21:14
      U mnie w "pracach" nigdy nie było poważnie :)

      Praca jeden: robotnik zleciał z rusztowania i złamał nogę (tak, bardzo
      śmieszne :-/) Dlaczego? Bo Portugalczyk potrzebował szybko długiej rury. No to
      wyciągnął z rusztowania...

      Praca dwa: Ania leci do drzwi i krzyczy do mnie: jakby dzwoniła Maria, to
      powiedz, że już do niej idę!
      Za dwie minuty telefon: - Dzień dobry, czy zastałam Anię? - Głos jakby znajomy,
      więc walę bez zastanowienia: - Nie ma jej, ale prosiła przekazać, że już do
      pani idzie!!
      Chwila ciszy i: - No, to będzie długo szła, bo ja dzwonię z Warszawy....

      Praca trzy: Telefon: - Dzień dobry, mówi Maria Kowalska...
      Ja: - Widzę.
      (miało być: witam)

      Praca cztery (to też wcale nie zabawne): telefon do koleżanki: Tu DOCENT
      Iksiński z Akademii....... !! Pani doktor, nie dostaliśmy tych obiecanych
      materiałów na konferencję, więc niech KURWA ruszy pani doktor swoją DUPĘ i coś
      z tym zrobi!!

      Praca pięć: numer moim zdaniem najlepszy, choć najprawdopodobniej pisałam już o
      tym na tym forum. Mój mail do pakistańskiego producenta piłek sportowych.
      Zgodnie z wszystkimi zasadami polsko-pakistańskiego biznesowego savoir-
      vivre'u: "Dear XX, how are you? I hope everything is going well with you AND
      YOUR BALLS". (Na szczęście nie wysłałam!!)
      • myszka_211 Re: Zabawne historie w pracy 17.12.03, 14:52
        Poniewaz pracuje w telemarketingu mam wiele do czynienia z klientami (na
        szczescie tylko przez telefon).Pamietam jak zaczynalam i wstydzialm sie
        rozmawiac z powaznymi ludzmi o niezbyt powaznych sprawach.
        Bylam do tego stopnia czasem zestresowana ze na koniec rozmowy zamiast rzucic
        formulke"dziekuje za rozmowe, do uslyszenia", to kilka razy zdarzylo mi sie
        powiedziec np. do prezesa duzej firmy, badz jakiejs pani " no to pa pa"....
        zawsze po tym walilam glowa w biurko, a koledzy krecili z p[olitowaniem glowami.
        Nie wiem co ci biedni ludzie sobie o mnie pomysleli ale wstydu najadlam sie
        strasznie.
        • wote Re: Zabawne historie w pracy 17.12.03, 15:53
          To byłaś TY!!!
          HeHHEHHEheheheh
          • wote Re: Zabawne historie w pracy 17.12.03, 15:58
            Sprostuję.
            moja szefowa do dziś mówi do nas ...no to pa od czasu rozmowy z pewnym
            telemarketerem..
            • myszka_211 Re: Zabawne historie w pracy 17.12.03, 16:01
              No to pieknie...nie tylko mi sie to zdarza...hahaha Jak jestes z Łodzi to
              wszystko byloby jasne ale mam raczej damski niz meski glos
              No to pa pa

              wote napisał:



              > Sprostuję.
              > moja szefowa do dziś mówi do nas ...no to pa od czasu rozmowy z pewnym
              > telemarketerem..
          • Gość: Gia Re: Zabawne historie w pracy IP: *.63-130-66.mc.videotron.ca 18.12.03, 06:35
            A mnie sie cos takiego przytrafilo w pracy .
            Wchodze na zaplecze sklepu i widze siedzi ktos przy biurku tylem do mnie i cos
            pisze na pierwszy rzut oka moj kuzyn ktory tez tam pracowal, no wiec co robie
            zucam mu sie na szyje z tekstem "czesc misiu" prawie pocalowalam go w policzek !
            On sie obraca mowi spokojnie czesc. Patrze cholera a ja go pierwszy raz na oczy
            widze, myslalam ze sie pod ziemie zapadne ze wstydu.Teraz nikogo juz nie
            zachodze z tylu.
        • westpoint Re: Zabawne historie w pracy 17.12.03, 16:26
          No to pa pa!!!

          ROTFL

          Przepraszam myszko, że się śmieję ale to jest strasznie śmieszne hahaha
          • myszka_211 Re: Zabawne historie w pracy 18.12.03, 09:19
            luz, ja tez sie ciagle z tego smieje jak wspominam.Teraz sie pilnuje strasznie
            i wywazam slowa, grzecznie sie żegnam, włażę w tylek i grzecznie życze miłego
            dnia.Jezu, po tamtych telefonach myslelem ze juz nigdy sluchawki nie
            podniose.Nie wiem ale bylam taka rozkojarzona, chyba myslalam ze gadam z
            kumplem czy kolezanka.Dobrze ze nie mowilam "no to narazie"...

            Wiec pa pa
    • Gość: lubelak Re: Zabawne historie w pracy IP: 195.116.220.* 12.12.03, 10:29
      przychodzi do mnie osoba a ja sie jej pytam kim Pani jest? a ona powaznym
      glosem jak to nie wie pan?? ja jestem wojtem gminy XXXXX!!! a ja do niej bardzo
      mi przykro :))) lol a pozniej dopowiedizalem ze bardoz mi przykro ze nie mam
      Pani odpowiednich pracownikow i tylko Pani musiala przyjsc ale jazda byla
      dostalem zjebki i nagane od szeryfa pzdr
    • amidala Re: Zabawne historie w pracy 12.12.03, 10:45
      Pracuję w firmie, która posiada również studio dźwiękowe w osobnym budynku.
      Kierownik studia od lat walczy z gołębiami, które upodobały sobie szyld
      świetlny nad głównym wejściem - w lecie zakładają tam gniazda, w zimie tylko
      nocują. No ale, sr..ją na potęgę. Niedawno wpadł na genialny pomysł i wepchnął
      w szparę między szyldem a dachem kupę styropianu, który został z jakiejś tam
      paczki. Strasznie się namęczył, o mało nie skręcił karku i był z siebie bardzo
      dumny. Wczoraj przychodzę do studia tuż koło dziewiątej - nikogo nie ma, tylko
      wszystko: schody, chodnik, drzwi, pokryte jest tak jakby śniegiem. Na to
      pojawia się kierownik studia i dostaje czegoś w rodzaju pląsawicy: tupie,
      warczy, bulgocze i strasznie klnie. Okazuje się, że durnym ptakom spodobał się
      nowy materiał i jak siedziały, tak siedzą, ale musiały nieco go wydłubać, żeby
      się zmieścić - skutkami dłubania była pokryta równo cała okolica. Jureczek
      postanowił wypieprzyć cały styropian, bo nie będzie codziennie zamiatał.
      Wyciągnął olbrzymią drabinę i nauczony poprzednim doświadczeniem, kazał mi ją
      trzymać na dole. Dysproporcja wagi była, przynajmniej dla mnie, nieco
      niepokojąca, na szczęście zjawili się dwaj koledzy. Przekazałam trzymanie
      większemu z nich.Reakcja była natychmiastowa: "Dlaczego ja mam Jureczka
      trzymać? Ja go nie chcę na głowie!" Pytanie było oczywiste - "A na czym wolisz?"
      Zamknęło mu to usta. No i trzy osoby z zadartymi głowami patrzyły, jak Jureczek
      szarpie styropianowe buły, strasznie kląc, ale na szczęście było gorzej
      słychać. Nie przewidzieliśmy jednego: ptaki siedząc w styropianie ozdobiły go
      piórami, śmieciami i cholera wie czym jeszcze. Jak tylko Jureczek szarpnął,
      posypało się to nam na głowy, zmieszane z białymi kulkami jak confetti.
      Jureczek został upomniany w niewybrednych słowach, żeby z mniejszym rozmachem
      szarpał, bo puścimy drabinę, ale i tak pół dnia poświęciliśmy na wyskubywanie
      śmieci i styropianu z włosów, czapek, szalików i kurtek. Ubaw po pachy...
    • l2m Re: Zabawne historie w pracy 17.12.03, 14:42
      Dość dawna historia, ale akurat dzisiaj mi się przypomniała.
      Działo się to w końcu lat 80, kiedy AIDS był jeszcze taką egzotyczną
      ciekawostką, więc pracowaliśmy z krwią bez tych wszelkich rękawiczek i innych
      takich. ;-) Jednemu koledze przyszła świeża dostawa krwi, i on sobie w tej krwi
      babrał się, jak już mówiłam, nie zawracając sobie głowy włożeniem rękawiczek.
      Po jakimś czasie telefon do laboratorium, od tych z transfuzjologii, którzy nam
      tę krew dali:
      - Przepraszamy, ale ta ostatnia dostawa miała RW ++++!
      (Jak kto może nie wie - RW ++++ oznacza zarażenie syfilisem)

      Ależ kolega był uszczęśliwiony!
    • default Re: Zabawne historie w pracy 18.12.03, 12:28
      Pracowałam w banku, przy ladzie, obsługiwałam rachunki firm. Jeden klient
      zawsze chciał na kopii przelewu (potwierdzeniu) nie tylko stempel dzienny, ale
      i pieczątkę firmową. Na ogół pamiętałam o tym, ale raz uświadomiłam sobie, że
      nie dałam tej pieczątki, kiedy facet już schował papiery do teczki. Wygłosiłam
      taki tekst: "Niech pan jeszcze wyjmie, nie dałam tego co Pan zawsze chce".
      Facet jakby się zakrztusił, a do mnie dotarło, jak dwuznacznie się odezwałam.
      Całe szczęście, że był to klient zaprzyjaźniony i w sumie tylko się
      obśmialiśmy.
      Podobna historia (w sensie dwuznaczności wypowiedzi) przydarzyła się mojej
      koleżance. Zadzwonił klient z pytaniem czy jego księgowy już był w banku.
      Koleżanka poszła sprawdzić w zeszycie, w którym kwitowano podpisem odbiór
      wyciągów, czy księgowy się tam tego dnia podpisał. Po czym radośnie
      poinformowała klienta "Tak, był, poznałam go po ptaszku!"
    • Gość: Pieleszka Re: Zabawne historie w pracy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.12.03, 09:29
      Zdarzyło się to gdy pracowałam jako baby-sitter dwóch chłopczyków bliźników 2
      latków. Wychodziłam z nimi na spacery, a oni jeden wew te, a drugi wte wte...
      (Kazdy w inną stronę). Więc najczęściej w ogóle nie wypuszczałam ich z wózka!
      Ale to były mimo wszystko grzeczne dzieci, (wiem to po latach, mając własnego
      chłopczyka!) które umiały do pół godziny siedzieć w piaskownicy. Więc wsadziłam
      ich w ten piach i siedzę na brzegu piaskownicy, a upał niemiłosierny. A tu
      przyszła para - młodzi rodzice ze śliczną córeczką, którą też dali w ów piach.
      A mała zawyła: pić! Więc tatuś wyszarpnął z wózeczka pyszny soczek w butelce ze
      smoczkiem. Mała pije, głośno łyka, a moi chłopczykowie otoczyli ją ciasno i
      przełykają symbolicznie wraz z nią. No to rodzicom zrobiuło się żal chłopców i
      matka poczęśtowała ich herbatniczkiem. A ja (prawna opiekunka) odzywam się na
      to: Ha, ciasteczka - to my też mamy!
    • Gość: M4b Re: Zabawne historie w pracy IP: 217.8.168.* 23.12.03, 10:35
      Ja pracuję w firmie gdzie szefami sa koreańczycy.
      Niestety ich angielszczyzna jest co najwyżej mierna, a polszczyzna zerowa.
      Któregoś pięknego dnai wpadła do naszego działu szefowa działu marketingu z
      rozpaczą w głosie i obłedem w oczach krzycząć : ratuuunku ... Jesteście dzialem
      komputerowym to mi pomóżcie ...
      Cóż to sie takiego stało - otóż przyjęto nowego człowieka "do marketingu" i
      zaczęła się cała procedura zakupu komputera i oprogramowania.
      I nasz szef administracyjno - finansowy (koreańczyk oczywiście)zakwestionował
      jeden wydatek - Photo Shopa. Nie mógł się z Kasią dogadać co takiego ona będzie
      w tym sklepie sprzedawać bo sprzętu foto to my nie mamy :) Mordowała się biedna
      kilkadziesiąt minut i przyszła do nas po pomoc ...
      My popłakaliśmy się ze śmiechu ale udało nam się wytłumaczyć "obcemu" co i jak.
      Ale za kikanaćie minut przyuszedł nasz szef informatyków z pytaniem czy jemu
      też pomożemy bo on potrzebuje na kilku komputerach zaktualizować Office'a, a to
      grozi wynajęciem nowego biura ...
    • l2m Re: Zabawne historie w pracy 26.01.04, 18:08
      Parę dni temu. Mierzymy we dwie z inną kobietą guzy u myszy - ona trzyma mysz,
      a ja mierzę, no i mówię na przemian do niej i do myszy. Wszystko toczy się
      normalnym trybem. W pewnej chwili parskam: "gdzie z tym łokciem!" Było to,
      oczywiście, do kolejnej myszy, która mi akurat przednią łapę pchała gdzie nie
      trzeba. Połapałam się, że zabrzmiało to dwuznacznie, dopiero kiedy ta koleżanka
      w popłochu cofnęła _swój_ łokieć...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka