Dodaj do ulubionych

WIELKI KAROL

17.03.07, 17:04
Jutro Karol miałby urodziny.
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: WIELKI KAROL 17.03.07, 19:41
      Małłek - 18 marca 1898 roku w Brodowie.

      Tak jutro Król Mazur miałby urodziny smile
      • rita100 Re: WIELKI KAROL 17.03.07, 19:47
        A ktoś Ty je , że tak pamietałeś ? Dziekujem - nie zaboczym łu nim w dziań Jygo
        łurodzin. Bardzo cenię Karola Małłka.
        • kostek674 WIELKI KAROL 18.03.07, 09:55
          Wychowałem się w Brodowie. Ja również bardzo go cenię.
          • rita100 Re: WIELKI KAROL 18.03.07, 09:59
            Witak Kostek - dziś wieczorkiem pośpiewam dla niego - coś z folkloru.
            • kostek674 WIELKI KAROL 18.03.07, 15:55
              W lutym, przypadkowo wszedłem na to forum i zobaczyłem zdjęcia Gajowego z
              Brodowa. No i stało się. Wróciły wspomnienia sprzed lat. Mieszkałem w Brodowie i
              w Działdowie będąc dzieckiem. Znam tam każdy kamień i każdy krzak. Teraz poluje
              na allegro i czytam wszystko co napisano o tych terenach. Nie byłem tam 20 lat,
              ale napewno pojadę w tym roku.
              • rita100 Re: WIELKI KAROL 18.03.07, 19:25
                Dołącz do nas, jak tylko rozumiesz naszą godke. Duzo mówimy o Działdowie i
                Brodowie skąd pochodzi król Mazur. Zaro bandziem przybańczać sobie tygo pełnego
                zycia Karola Małłka. Dzisioj sia łurodził i dzianki Tobzie bandziem śwantować.
                • rita100 Re: Zagrajże mi szota, szota, 18.03.07, 19:54
                  Zagrajże mi szota, szota,
                  to otrząsnę nogi z blota,
                  by się panna nie brzydziła
                  ze mną wokół potańczyła.

                  Raz w lewo, raz w prawo,
                  potem pokręć się żwawo,
                  raz w lewo , raz w prawo
                  potem pokręć się żwawo.
                  • rita100 Re: Jodbym kluski, nie mom mąki, 18.03.07, 20:01
                    Kosejder


                    Jodbym kluski, nie mom mąki,
                    obłapsiołbym, nie mom żonki.
                    To wej mosz, to wej mosz,
                    czymuś pryndzyj nie przyloz!
                    • rita100 Re: Mniała baba pofajdoka 18.03.07, 20:03
                      Pofajdok

                      Mniała baba pofajdoka raz, dwa, trzy,
                      wsadziuła go na prosioka raz , dwa, trzy,
                      Prosiok leci jak wścieklony,
                      bo ma ogon zakręcony, raz dwa , trzy

                      • rita100 Re: Idźta, baby do domu, 18.03.07, 20:08

                        Idźta, baby do domu,
                        sobie ja gram, nie komu,
                        bo tu nie trza po babach,
                        nie siadajta na ławach.
                        • rita100 Re:Idzie baba drogą i tupie 18.03.07, 20:09

                          Na Warmii śpiewano:

                          Miała baba łysa krowa,
                          Wygnała jo do wongroda,
                          To wej mosz, to wej mosz,
                          Czemu prędzej nie przyliz.
                          Idzie Maciek sobie drogą.
                          A Maćkowa tup, tup nogą:
                          Maćku stój, Maćku stój,
                          Niech obaczę loncek twój.

                          Na Mazurach śpiewano:

                          Miała baba łysa krowa,
                          Wygnała ją do wongroda;
                          A ty Jaśku, paś że mi ją,
                          Dam ci jajko na ziliją.
                          • rita100 Re:Jek pán jedzie po bruku 18.03.07, 20:12
                            Jek pán jedzie po bruku
                            W łodrapanam kożuchu,
                            Sługa za niam, jek za panam:
                            Tak sugá, tak sugá, tak sugá.
                            • rita100 Re: Opowieści znad 18.03.07, 20:21
                              "Do ogólnopolskiego repertuaru baśni i opowieści ludowych zalecanych do
                              opowiadania dzieciom i czytanych przez dzieci Karola Małłka Opowieści znad
                              mazurskiego Gangesu. Ten ostatni przeznaczony jest raczej dla starszej młodzieży
                              i dorosłych, gdyż opracowane literacko, napisane jędrnym językiem i z dużą dozą
                              humoru teksty nie mają ani fantastycznych bohaterów, ani żadnych innych cech
                              baśni magicznej, która najbardziej pociąga młodsze dzieci. Są to gawędy i
                              podania, odwołujące się do zdarzeń z codziennego życia, typowych sytuacji
                              społecznych i wydarzeń historycznych ważnych dla polskiej świadomości narodowej
                              Mazurów, a więc np. do bitwy pod Grunwaldem (Na polach poddziałdowskich), czy
                              kampanii napoleońskiej (Napoleońskie meldunki)."

                              www.wbp.olsztyn.pl/bwm/3-4_04-ie/lit1.htm
                              • rita100 Re: Yberlejna , Yberlejna 18.03.07, 20:22
                                Yberlejna , Yberlejna
                                drewka ciół
                                drewka ciół
                                co godzina, co godzina
                                w portki trznół
                                • rita100 Re: Kielisecek w ręku 18.03.07, 20:23
                                  Kielisecek w ręku
                                  kadziołecka w pęku,
                                  mysy sie w nich koco,
                                  Mazurceki skaco.
                                  Mysy sie w nich koco,
                                  Mazurceki skaco. Tra - la - la! smile
                                  • rita100 Re: Szewcy tańcowali, 18.03.07, 20:24
                                    Szewcy tańcowali,
                                    jek mularze przyśli,
                                    szewcy uciekali,
                                    jek mularze przyśli,
                                    szewcy uciekali!

                                    Mularze tańcujo,
                                    buty im sie prujo,
                                    szewcy pod ławami
                                    buty reperujo.
                                    • rita100 Re:Gdziedzes ty Jasku pojazdes 18.03.07, 20:29
                                      Gdziedzes ty Jasku pojazdes
                                      Zelono droszki bjeiz zjies
                                      Zelono droszki üpojade,
                                      Do moi namili narade.
                                      • rita100 Re: Oj, kieby ja była, 18.03.07, 20:30
                                        Oj, kieby ja była,
                                        Mało jaskólecko,
                                        Poleciałabym ja
                                        Do Westfalii mnasta.
                                        I łuszadabym se
                                        Na westfalskim moszcze,
                                        Przyglondałabym sze
                                        Ty westaflski szlachcze.
                                        • rita100 Re: Powiadajo ludzie 18.03.07, 20:31
                                          Powiadajo ludzie
                                          iże jo nidz ni mą,
                                          jo mą komiczka,
                                          kiyją go podpieróm.

                                          Zajści powiadali,
                                          iże jou ubogi,
                                          mą somsiek paproci,
                                          a uostów dwa brogi.
                                          • rita100 Re: Tam za Zisło, w łokolicy 18.03.07, 20:32
                                            Tam za Zisło, w łokolicy
                                            Psiankno dolina,
                                            Tam siedziała i płakała
                                            Polsko grafina.

                                            W cianiu drzewa zielonego
                                            Łodpoczywała,
                                            Psiośnka smutno i żałobno
                                            Sobzie spsiewała:

                                            Łojciec wzianty jest na Sybir
                                            Cara ruskiego,
                                            Bracia w wojnie zaginęli
                                            Za wolność drogo.

                                            A ja bziedna sama jedna
                                            W mam lichem stanie,
                                            Gdzież to znajde dla mnie mniejsce
                                            I me schrónianie ?
                                            • rita100 Re: dzięki skrawkowi Mazur wokół Działdowa 18.03.07, 20:39
                                              - Śpiew pani Diny Małłkowej sprawił ożywienie na sali. Ci, którzy siedzieli
                                              bliżej niej, zachęcali, by jeszcze coś zaśpiewała. Ona nie dała się prosić i
                                              zanuciła pieśni, których się nauczyła w Mazurskim Uniwersytecie Ludowym, gdzie
                                              dyrektorem był jej przyszły teść, Karol Małłek:
                                              "Na weselum byłam,
                                              Światam se użyła,
                                              Bucikim poderła,
                                              Jużcim nie umerła!"
                                              - A potem pieśń weselną, śpiewaną podczas tańca młodej z wykupem:
                                              "A kiedym ja była u mojej mateczki,
                                              Kraśniały mi licecki jak dwa jabłusecki.
                                              A teraz-em zbladła jek bziała lilijo,
                                              Dla ciebie, Janecku, dla ciebie, bestyjo."
                                              - Wreszcie dotarła do pieśni "Wśród modrych fal", którą Karol Małłek nazywał
                                              hymnem mazurskim. I Dina Małłek śpiewała dalej:
                                              "Ojczyzna to nasza, te wody i las.
                                              Niech żyją Mazury ten kraj pełen kras."

                                              Hieronim Skurpskipowiedział: - Chciałbym przypomnieć, że w tym naszym tomie, w
                                              tym albumie, który zredagował Erwin, jest dużo Działdowszczyzny. Warto na to
                                              zwrócić uwagę. I tutaj, skoro Małłkowa zaczęła śpiewać, to chciałbym
                                              przypomnieć, że tylko dzięki temu małemu skrawkowi Mazur wokół Działdowa
                                              zostały zachowane autentyczne mazurskie rzeczy. Myśmy je jeszcze znali, albo
                                              dowiadywaliśmy się o nich od naszych grósków. Ta wiedza została zapisana. Kto
                                              ciekawy, może wrócić do książek, albo obejrzeć obrazy, jak choćby ten, któremu
                                              dałem tytuł "Jutrznia".
                                              www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/biuletyn/MTE_2005_04_25.htm
                                              • rita100 Re: Hymn mazurski 18.03.07, 20:43
                                                Wśród modrych fal
                                                łódka rybaka pomyka się w dal
                                                i pruje wody czystą toń
                                                mazurska krzepka dłoń.
                                                Gdy jednak burzy rozhuczy się grzmot
                                                przyspiesza łódka, szybuje jak grot
                                                przez rozszalałych fali splot.
                                                Ojczyzna to nasza, te wody i las
                                                Niech żyją Mazury, ten kraj pełen kras!

                                                Napisany przez Fryderyk Karol August Dewischeit (1805 - 1884)

                                                “Całym swym, sercem duszą dziecinną
                                                Kocham tę piękną ziemię rodzinną”
                                                • rita100 Re: Hymn mazurski Karola 18.03.07, 20:45
                                                  tralala33

                                                  Pieśń mazurska - w tłumaczeniu (?) Karola Małłka.

                                                  Wśród modrych fal
                                                  Bata rybacka w jieziora mknie dal
                                                  I pruje wody czystą toń,
                                                  Mazurska krzepka męska dłoń.
                                                  gdy jednak burzy rozhuczy się grzmot.
                                                  Swój lot
                                                  przyśpiesza bata, szybując jak grot,
                                                  Przez rozszalałych fali splot.
                                                  Ojczyzna to nasza, te wody, ten las,
                                                  Niech żyją Mazury, ten kraj pełen kras!
                                                  Zaszumiał bór ...
                                                  Wznoszą ptaszyny poranny swój chór;
                                                  Mysliwy się skrada przez łąki i gaj,
                                                  Bo nasze Mazury dla strzelca to raj.
                                                  A gdy ku niebu podnieszesz swój wzrok
                                                  Co krok
                                                  Obłoków się kształy zmieniają raz wraz,
                                                  Ojczyzna to nasza, te wody i las.
                                                  Niech żyją Mazury, ten kraj pełen kras!
                                                  Przez wody i ląd,
                                                  Wiatrów szeroki i rzeżwy dmie prąd.
                                                  Tu w tej drogiej ojczyźnie na zawsze chcę być,
                                                  Tu chcę umierać i tutaj chcę żyć,
                                                  Tu chcę umierać i tutaj chcę żyć,
                                                  Tu kędy żyje dzielny nas lud
                                                  Wśród cnót
                                                  I słońce oświeca nasz zbożny trud:
                                                  Ojczyzna to nasza, te wody i las,
                                                  Niech żyją Mazury, ten kraj pełen kras.


                                                  Karol Małek opublikował ten tekst w 'Gazecie Mazurskiej' w nr 24 z 1923 roku.
                                                  Pieśń Małłka stała się hymnem mazurskim, jej melodię bowiem znano na Mazurach
                                                  od lat.
                                                  • rita100 Re:mazurska piosenka o Bartosu 18.03.07, 20:46
                                                    mazurska piosenka o Bartosu - co to nawet jak
                                                    go wszy gryzły werwy nie tracił:

                                                    Chodził Bartos po swecie,
                                                    Nosił zupon na grzbziecie,
                                                    A to z wełny scerej,
                                                    I guziki ctery.
                                                    Jam Bartos, jam Mazor.
                                                    Mam ja pasek rzomiany
                                                    Z mosiędznemi prząckami,
                                                    A to się tak pscyło
                                                    Jakby złoto było.
                                                    Jam Bartos, jam Mazor.
                                                    Mam ja boty za złoty,
                                                    Nie mam z niemi roboty;
                                                    Jak ja z rana wstanę,
                                                    Na ławce ustanę,
                                                    Skocę w nie, skocę w nie.
                                                    Do botów smarowania,
                                                    Do botów juchtowania
                                                    Smoły za dwa grosa,
                                                    To dosc dla Bartosza.
                                                    Jam Bartos, jam Mazor.
                                                    Mam ja tako oponco,
                                                    Co mi krawcy je konco;
                                                    Jak ja się w nio oblekę,
                                                    To się zaraz powlokę
                                                    W zaloty, w zaloty.
                                                    A u zyda Lajzera,
                                                    Brzmiała tamój kapela,
                                                    Jak się Bartos zeniuł,
                                                    I zywot swój zmieniuł
                                                    Co zywo, co zywo.
                                                    Dałem dukat na psiwo,
                                                    Psiją je tam co zywo,
                                                    Teraz nie mam i grosa,
                                                    Wsy kąsjo Bartosa.
                                                    Jam Bartos, jam Mazor.

                                                  • rita100 Re: Sprawa mazurska i Karol 18.03.07, 21:42
                                                    Mam powody do przypuszczeń, że tak jak o Mazurach, również o Karolu Małłku
                                                    pamięć współczesnych nie udźwignie więcej nad potoczne wyobrażenia o barwnej
                                                    postaci. Upływ czasu już dawno przysłonił cieniem niepamięci te sprawy, którymi
                                                    Karol Małłek żył. Mazurski świat, który go uformował i którego proces rozbijania
                                                    pragnął powstrzymać, podejmując różnorakie działania na miarę swoich możliwości,
                                                    był nazbyt kłopotliwy i odrębny, aby mógł uchronić własne istnienie. Ten świat
                                                    odszedł w przeszłość. Odchodził już za życia Małłka. Nic dziwnego zatem, że to,
                                                    co w regionie zniknęło z oczu, nie obciąża nazbyt pamięci współczesnych mieszkańców.

                                                    Karol Małłek urodził się 18 marca 1898 roku w Brodowie. Należał do pokolenia,
                                                    które w dorosłe życie wchodziło podczas burzliwych lat I wojny światowej.
                                                    Walczył za cesarza, a po jego upadku, otarł się o zrewoltowane środowiska.
                                                    Potem, gdy w 1920 rodzinna Działdowszczyzna bez plebiscytu znalazła się w
                                                    obrębie Polski Niepodległej, widział, jak dookolny świat zafalował; zaczęły się
                                                    migracje, a jako że Mazurzy nie mieli inteligencji zakorzenionej w kulturze
                                                    polskiej, posady w powiecie obejmowali ludzie z innych regionów.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Sprawa mazurska i Karol 18.03.07, 21:43
                                                    Ze względu na to, a także swego protestanckiego wyznania, w tej nowej
                                                    rzeczywistości Mazurzy nie mogli liczyć na większe poczucie bezpieczeństwa. Jak
                                                    za rządów pruskich, również teraz przypadła im rola ludu minorum gentium.
                                                    Podejmowane przeciwdziałania, szczególnie przez ewangelików z Warszawy i
                                                    Cieszyna, nie mogły przynieść z dnia na dzień pożądanych rezultatów. Świadomość
                                                    tego, by zmienić położenie, było wyzwaniem, szczególnie dla młodych. Między
                                                    innymi ono skłoniło Małłka, syna mazurskiego gospodarza, do podjęcia nauki w
                                                    Toruniu. Tam zdał egzamin nauczycielski, by niebawem wrócić w domowe strony, i w
                                                    szkołach działdowskiego powiatu, włączonego wówczas do województwa pomorskiego,
                                                    przepracować do 1939 roku bodaj 18 lat. Kiedy wybuchła druga wojna światowa, od
                                                    1935 roku był prezesem Związku Mazurów i jako autor licznych publikacji,
                                                    odsłaniających polskie oblicze Mazur i mazurskiej kultury, był postacią na tyle
                                                    na tym obszarze znaną, że podobnie jak inni - młodsi, ale z tej samej formacji
                                                    mazurskiej, którą ukształtował przedwojenny ośrodek w Działdowie - musiał po
                                                    cichu opuścić rodzinne strony i ukrywać się.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Sprawa mazurska i Karol 18.03.07, 21:44
                                                    Podczas okupacji, w warunkach uproszczonego porządku aksjologicznego, wybór
                                                    między dobrem a złem, wybór metod działania i przetrwania, nie nastręczał wahań
                                                    ni rozterek. Karol Małłek mieszkał w podwarszawskich okolicach. Nawiązane
                                                    kontakty i współpraca z Radą Główną Opiekuńczą, z Tajną Organizacją
                                                    Nauczycielską, z różnymi odłamami ruchu ludowego - to jeszcze nie stanowiło
                                                    elementów sporu między działaczami mazurskimi, którzy od 1943 roku spotykali się
                                                    w ramach założonego wówczas tajnego Instytutu Mazurskiego. Dopiero latem 1944
                                                    roku, gdy Armia Czerwona w zwycięskim pochodzie na zachód zbliżała się w stronę
                                                    Bugu, nastał czas ożywienia politycznego, niepewnych realnego bytu kalkulacji i
                                                    marzycielskiego snucia planów, jak poszczególne organizacje polityczne zapatrują
                                                    się na sprawę mazurską i jaki chcą ustanowić tam porządek.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Sprawa mazurska i Karol 18.03.07, 21:47
                                                    Dyskusje z przedstawicielami różnych opcji politycznych jeżyły nieraz włosy na
                                                    głowie. Los ludności z istniejących jeszcze Prus Wschodnich wyłaniał się z tych
                                                    programów jako godny pożałowania. Polityczna obliczalność, a może jedynie
                                                    pragmatyzm, kazała wówczas Karolowi Małłkowi skierować spojrzenie na tych,
                                                    którzy przynajmniej snuć wizje umieli piękniej, a w programach demonstrowali
                                                    uwrażliwienie na sprawy społeczne. Tak oto Karol Małłek i jego Związek Mazurów,
                                                    bazujący na tradycjach mazurskiego ruchu ludowego, w swej istocie
                                                    konserwatywnego i odległego od ideologii ruchu robotniczego, wyruszył z pisanym
                                                    na wyrost memoriałem do Lublina, do PKWN.

                                                    Nie wszystkim było tam po drodze. Nieco wcześniej, ale także i później, Jan
                                                    Szczech, absolwent teologii ewangelickiej, ponawiał wśród kolegów swoje uwagi,
                                                    aby obstawać przy autonomii i ewangelickim województwie mazurskim. Dowodził, że
                                                    inaczej Mazurzy zginą. Trudna "lekcja działdowska" w okresie międzywojennym, gdy
                                                    Mazurzy borykali się z różnymi przeciwnościami, była wciąż jeszcze świeżym
                                                    wydarzeniem. Zaprawiony w działalności organizacyjnej Fryderyk Leyk, działacz
                                                    ludowy o orientacji prolondyńskiej, który w 1919 roku organizował Mazurski
                                                    Związek Ludowy, również wykazywał daleko idący sceptycyzm. Tym bardziej był on
                                                    zasadny, że gdy napomknął o odtworzeniu Mazurskiego Związku Ludowego, pomysł ten
                                                    potraktowano w Lublinie jako wewnętrzne skłócenie, wprowadzające chaos i
                                                    separatyzm. Małłek jednak uważał, że wobec rozwoju sytuacji, nie ma dla Mazurów
                                                    jakiejkolwiek alternatywy. Albo będą obecni, albo rozstrzygnięcia zapadną bez
                                                    ich udziału.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Sprawa mazurska i Karol 18.03.07, 21:48
                                                    Los ziemi pruskiej był w zasadzie przez wielkie mocarstwa przesądzony. Jeżeli
                                                    nie całość, to pokaźna część Prus Wschodnich miała być w przyszłości włączona do
                                                    Polski. Kwestie, jakie pozostawały do rozstrzygnięcia, dotyczyły losu
                                                    mieszkającej tam ludności. Czy w strukturach tworzonej władzy polskiej znajdą
                                                    się działacze, którzy mają jako takie pojęcie o ukształtowanej przez wieki
                                                    mazurskiej odrębności? Czy podczas wkroczenia Armii Czerwonej do Prus
                                                    Wschodnich, a więc do najbardziej na wschód wysuniętego obszaru III Rzeszy,
                                                    wywołane przez hitlerowskie zbrodnie na terenach okupowanych pokłady nienawiści,
                                                    coraz dobitniej podsycane przez sowiecką propagandę wojenną, nie obrócą się swym
                                                    ostrzem przeciwko bezbronnej ludności cywilnej?

                                                    To był argument za tym, by nie uchylać się od odpowiedzialności., by swą
                                                    obecnością chronić ludność mazurską przed niewyobrażalną tragedią. Ale już w
                                                    lutym, po przejściu frontu, niektórzy z członków Związku Mazurów mieli okazję
                                                    przekonać się, jak nieszczęśnie przedstawiała się sytuacja ludnościowa w
                                                    Działdowie i okolicach, a więc w ich stronach rodzinnych. Śmierć i poniewierka
                                                    najbliższych, wywózki do obozów pracy, gwałty i grabieże - to była ta nowa
                                                    rzeczywistość.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Sprawa mazurska i Karol 18.03.07, 21:50
                                                    W marcu 1945 roku niewielka liczebnie grupa ze Związku Mazurów znalazła się w
                                                    tworzonych w Okręgu Mazurskim strukturach ludowej władzy. Nikt jakoś nie zwrócił
                                                    dotychczas uwagi, że Karol Małłek, od 1935 roku prezes Związku Mazurów, wcale
                                                    nie dostał wówczas zanadto eksponowanego stanowiska. Zamiast skierowania do
                                                    Olsztyna, trafił na powrót do Działdowa. Tam pełnił stanowisko starosty. Jednak
                                                    życie w rodzinnym powiecie, włączonym teraz do województwa warszawskiego, nie
                                                    tylko dla mazurskich rodzin, ale i dla mazurskich działaczy, postrzeganych
                                                    nieufnie i z dystansem - nie było nazbyt bezpieczne. Aby się uwiarygodnić wśród
                                                    ziomków, trzeba było reagować na krzywdy. A przecież, czy takie lub inne
                                                    działanie było krzywdą lub bezprawiem, o tym decydowały ogniwa NKWD. Toteż jak
                                                    młodszy brat Edward w Nidzicy, również Karol Małłek zostawił urząd starościński
                                                    i wyjechał stąd do Olsztyna. Tam krzątał się wokół Instytutu Mazurskiego, w
                                                    którym gromadziła księgozbiór, odznaczająca się nadzwyczajną energią, Emilia
                                                    Sukertowa-Biedrawina.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Przez mazurskość do polskości. 18.03.07, 21:54
                                                    Spoglądając na życie Karola Małłka, wiele osób jest skłonnych przyjąć, że
                                                    największa jego aktywność przypadła na lata powojenne. Jako że to czas bliższy,
                                                    siłą rzeczy, najwięcej ten okres zostawił śladów działalności. Rzadko się
                                                    wszelako pamięta, że Małłek, podobnie jak inni działacze mazurscy, raz był na
                                                    wozie, raz pod wozem. Pod wozem - częściej. Zwłaszcza lata, które eufemistycznie
                                                    nazywa się okresami błędów i wypaczeń, wyrzucały go na margines życia.
                                                    Częstokroć bez jakichkolwiek środków, by zapewnić byt rodzinie. Toteż gdyby
                                                    zliczyć powojenny okres, kiedy Małłek miał na Mazurach pracę, to raptem by się
                                                    okazało, że tych lat, kiedy otrzymywał pensję, nie było nawet ośmiu. O ponad
                                                    połowę mniej niż przed wojną!

                                                    Wszelkie przewagi zawodowe, związane z pracą nauczycielską, jakimi mógł się
                                                    poszczycić, to zorganizowanie i kierowanie Mazurskim Uniwersytetem Ludowym w
                                                    Rudziskach Pasymskich. O tej placówce za bardzo się już nie pamięta. Nie wiadomo
                                                    też, jak wspominają ją po latach jej słuchacze i jaką miarą mierzą w pamięci
                                                    czasy swej okaleczonej młodości. A ponadto - gdzie ich dziś szukać? Kiedy w 1945
                                                    roku Małłek przystępował po raz pierwszy do realizacji tego przedsięwzięcia, to
                                                    ratował młodzież mazurską przed wywózkami na Syberię i przed kolejnymi gwałtami.
                                                    Chronił przed głodem i dawał złudne poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście,
                                                    prowadził tam pracę repolonizacyjną. Tych, których przodkowie przez setki lat
                                                    nie znali innego państwa oprócz Prus, uczył polskości. Okazało się jednak, że i
                                                    w tym nauczaniu był pewnie bardziej regionalny niż internacjonalny. Marzył mu
                                                    się bowiem program, który by w pierwszym rzędzie wyczulał słuchaczy na wartości
                                                    kultury mazurskiej. Jej poznanie miało dawać poczucie pewności i otwierać dalszą
                                                    drogę. Występował zatem z hasłem: Przez mazurskość do polskości. Trudno mi
                                                    oceniać, z jakimi doraźnymi efektami. Dość powiedzieć, że to hasło nie na długo
                                                    miało starczyć. Szybko straciło swoją nośność.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Przez mazurskość do polskości. 18.03.07, 21:57
                                                    Od końca 1948 roku, nad pozorami demokratycznej różnorodności, tu i ówdzie w
                                                    śladowych formach wcześniej dostrzegalnej, zapanował w kraju totalitarny duch
                                                    stalinizmu. Siedząc w Rudziskach Pasymskich, z dala od politycznego ciśnienia,
                                                    Karol Małłek, jakby nigdy nic, nadal wcielał w życie swój program regionalizacji
                                                    nauczania. A że jako nauczyciel miał żyłkę działania społecznego, dążył do
                                                    umocnienia się w mazurskim środowisku, na które pragnął oddziaływać. Dość
                                                    formalnie chyba traktował swą przynależność partyjną. Była niczym polisa
                                                    ubezpieczeniowa, gdyż nie ukrywał swych związków z ewangelicką parafią w
                                                    Pasymiu. Mało tego, po wyborach kościelnych w Diecezji Mazurskiej, został
                                                    wybrany na członka synodu Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Jak na przełom lat
                                                    czterdziestych i pięćdziesiątych, tego było za dużo. W 1950 roku wyrzucono go z
                                                    partii, pozbawiono stanowiska i pracy, a na dodatek rozwiązano Mazurski
                                                    Uniwersytet Ludowy.

                                                    Mogło mu się zdawać, że popełniono okrutną pomyłkę, która prędzej czy później
                                                    zostanie wyjaśniona. Żył przecież w systemie, który na każdym kroku podkreślał,
                                                    że jest ustrojem sprawiedliwości społecznej. Tymczasem żadnego uwolnienia z win
                                                    nie było i aby Karol Małłek mógł zrozumieć własne błędy, aż po rok 1957 nie
                                                    dostał żadnego zatrudnienia. Nie był tu wyjątkiem. Czy takie były powody
                                                    usunięcia Małłka? Możliwe, że przedstawiano inne uzasadnienia. Można też
                                                    domniemywać, że chodziło tu o szerszą akcję pozbywania się ludzi, którzy - jako
                                                    że pracowali już przed wojną - nie dawali rękojmi w budowie lepszego jutra.
                                                    Przecież z innych powodów, pod innymi zarzutami, już wcześniej preparowano
                                                    oskarżenia wobec mazurskich działaczy ludowych ze Szczytna: Gystawa Leydinga,
                                                    Jana Lipperta i innych.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Przez mazurskość do polskości. 18.03.07, 22:00
                                                    Od 1952 roku miejscem dla Karola Małłka i jego rodziny była Krutynia, gdzie nie
                                                    stronił od pracy fizycznej, koniecznej, aby utrzymać rodzinę. Ta miejscowość nad
                                                    piękną rzeką Krutynią, którą później nazwie "mazurskim Gangesem", stanowiła
                                                    dlań, już w spokojniejszych czasach, refugium aż po kres życia. Rodzinne strony,
                                                    okolice Działdowa, dla nikogo z przedwojennych działaczy nie stanowiły
                                                    schronienia. Tymczasem przed okresem październikowej odwilży w 1956 roku ten i
                                                    ów przypominał sobie, że Karol Małłek jeszcze żyje. Niektórzy nawet go
                                                    odwiedzali, badając, jak się czuje odstawiony na boczny tor. W tym czasie
                                                    ożywiła się prasa ogólnopolska, podejmując tematy drażliwe. Przez jej łamy
                                                    przetoczyły się, między innymi, dyskusje o tragedii mazurskiej i mazurskiej
                                                    krzywdzie, która w okresie stalinowskim dotknęła wszystkim przedwojennych
                                                    mazurskich działaczy, nie mówiąc już o mazurskich rodzinach na wsi, które w
                                                    milczeniu borykały się z nędzą i bezprawiem.

                                                    W okresie politycznej odwilży ci, których wcześniej odsunięto, podnieśli nieco
                                                    głowy. W przeciwieństwie jednak do takich osób, jak Fryderyk Leyk, Jerzy Burski
                                                    czy Walter Późny, którzy jesienią 1956 roku na pierwszej i jedynej po dzień
                                                    dzisiejszy Naradzie Inteligencji Miejscowego Pochodzenia, wyrażali dobitnie swój
                                                    stosunek do polityki partii i rządu, Karol Małłek głosu nie zabierał. Dopiero
                                                    później zorganizował spotkanie podobnego typu w Mrągowie. Ludzi miejscowych z
                                                    tego powiatu i ich problemy znał najlepiej. Podpis Małłka widnieje też pod
                                                    obszernym memoriałem z 1956 roku, z którym w grudniu delegacja Mazurów i
                                                    Warmiaków udała się do władz w Warszawie.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: "Opowiadania znad mazurskiego Gangesu" 18.03.07, 22:03
                                                    Gdy zmieniało się oblicze epoki, z lekka już inaczej ufryzowanej, przeżycia z
                                                    ostatnich lat nadwątliły zdrowie Karola Małłka. Jeszcze snuł najrozmaitsze
                                                    projekty, by osadzić się w pracy społecznej. Jednak zaoferowano mu tylko to,
                                                    czym zajmował się wcześniej. Złożyło się bowiem tak, że dawne pomieszczenia
                                                    Mazurskiego Uniwersytetu Ludowego opuścili w Rudziskach funkcjonariusze
                                                    rozwiązanego Urzędu Bezpieczeństwa. Karol Małłek mógł teraz tu wrócić i dalej
                                                    kierować Mazurskim Uniwersytetem Ludowym. Zaczęły się wyjazdy tych, którzy
                                                    opuszczali ojcowiznę. Rok później, gdy ta fala poczęła narastać, pierwszy
                                                    sekretarz wojewódzki dał z trybuny taką wykładnię: "Mazurzy nie sprawdzili się
                                                    jako bracia-Polacy". Za tą konstatacją przyszło niebawem milczenie wokół spraw
                                                    mazurskich. Społeczeństwo powinno się integrować wobec ważniejszych celów. Było
                                                    to zgodne z praktykowaną zasadą, że to, o czym się nie mówi, nie istnieje. W tej
                                                    atmosferze Małłek nie na długo zagospodarzył się w Rudziskach. Pracował tym
                                                    razem krócej niż za pierwszym razem, raptem trzy lata, a w 1960 roku przeszedł
                                                    na rentę.

                                                    Nastał wtedy dla niego okres, gdy począł sumować swoje dokonania, przystępując
                                                    do spisywania wspomnień. W Warszawie ukazał się niebawem zbiór Małłkowych baśni
                                                    "Opowiadania znad mazurskiego Gangesu". Bardzo cieszył się z tej książki -
                                                    pierwszej w miarę oryginalnej i niczym w lustrze prezentującej Małłkowe poczucie
                                                    humoru. Ale poza tym, skoro siadał do spisywania wspomnień, chciał dać wyraz
                                                    swej świadomości, że dane mu było przeżyć tragedię Mazurów, grupy etnicznej
                                                    ukształtowanej przez wieki i tracącej wciąż poczucie wspólnoty. Widział z
                                                    bliska, jak ona ulega całkowitemu rozproszeniu. Nad spisanymi przezeń
                                                    wspomnieniami, jeżeli odrzuci się kostium i styl epoki, dostrzec można wyraźnie,
                                                    jak między zapisanymi stronicami przemyka ten cień.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Poznałem osobiście Karola Małłka 18.03.07, 22:07
                                                    Poznałem osobiście Karola Małłka, gdy był już na rencie. Miałem wtedy
                                                    dwadzieścia lat i byłem studentem. Wszystko, co istotne, już się dokonało.
                                                    Mazurski świat, któremu na miarę swoich talentów i marzeń on poświęcił życie, z
                                                    wolna i w milczeniu się wywracał. Ten świat żywił się jeszcze legendą, jakie to
                                                    boje toczono przeciw mazurskiej krzywdzie. Tej dawnej, przedwojennej, ponieważ o
                                                    tym, jakie obecnie jest położenie tego ludu, przez olsztyńskie media nie
                                                    przemknęło się żadne słowo. Brak wrażliwości moralnej miał swe usprawiedliwienie
                                                    w powiedzeniu, że nie czas na rozdrapywanie ran. Tak oto z przeszłości, skazanej
                                                    na milczenie, pozostała tylko mazurska legenda - wyrastająca z tej gleby, lecz
                                                    już tracąca grunt pod nogami, oderwana od macierzystego podłoża. Przy jej
                                                    podtrzymywaniu, aby choć dla niektórych pozostała żywa, Małłek sam uczynił też
                                                    sporo. Siłą rzeczy, miała ona amorficzny kształt, ale wydawała się interesująca,
                                                    zwłaszcza dla ludzi z zewnątrz, którzy przynajmniej letnie sezony spędzali na
                                                    Mazurach, albo poznawali tę krainę przez opowieści Małłka, jak choćby pisarz
                                                    Igor Newerly, jak krąg autorów i aktorów związanych z warszawskim Studenckim
                                                    Teatrem Satyryków, czyli STS-em. Gdyby Małłek nie napisał wspomnień, które
                                                    ukazały sie w "Czytelniku" w czterech tomach, gdyby wcześniej nie opublikował
                                                    regionalnych widowisk, gdyby podejmując działania w różnych czasach nie spieszył
                                                    się z pisaniem - to kto wie, jak bardzo by się wtopił w mazurską legendę. Czyżby
                                                    nie było ładniej wspominać postać, której dowolny obraz sami możemy kształtować?
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: na tę "kopę lat" 18.03.07, 22:10
                                                    O Karolu Małłku słyszałem dużo wcześniej, jeszcze w latach chłopięcych, kiedy
                                                    uczęszczałem do szkoły powszechnej w okolicach Olsztynka. Już wtedy znałem
                                                    niektóre z opracowanych przezeń widowisk. Jednak nasza znajomość zaczęła się na
                                                    dobre, gdy sam zacząłem pisać i publikować w prasie swoje pierwsze utwory.
                                                    Studiując polonistykę w Toruniu, dość często miałem tam okazję, aby się z
                                                    Karolem Małłkiem spotykać. On bowiem, zajęty wtedy spisywaniem wspomnień, na
                                                    zimowe dni zostawiał dom w Krutyni i od jesieni po wiosnę przenosił się do
                                                    Torunia, przemieszkując u syna Janusza, wówczas młodego historyka na dorobku,
                                                    dziś cenionego profesora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.

                                                    Tamte moje kontakty, rozpoczęte w Toruniu, stały się częstsze, kiedy po
                                                    zakończeniu studiów przeniosłem się z żoną do Olsztyna. Spotykaliśmy się też w
                                                    innych miejscach. W marcu 1968 roku, gdy w Bydgoszczy spędziłem z nim parę
                                                    godzin, opowiadał mi o tym, że na swe okrągłe urodziny - na tę "kopę lat", która
                                                    mu spada na kark 18 marca - powinien być w Krutyni, gdyż swój przyjazd
                                                    zapowiedzieli zaprzyjaźnieni ludzie z STS-u. Na głos zastanawiał się jednak, czy
                                                    po tej antyinteligenckiej i antysyjonistycznej hecy, jaką urządzili
                                                    "partyzanci"w Warszawie, ci młodzi ludzie (wśród których byli i Andrzej Jarecki,
                                                    i Agnieszka Osiecka, i Andrzej Drawicz) będą mieli głowę na to, by zjawić się w
                                                    Krutyni. Przy następnym spotkaniu nie pytałem o to, jak udało się przyjęcie. Był
                                                    to już czas, gdy syjonistów tropiono też na Mazurach i Warmii. Znajomy Małłka,
                                                    działacz rady powiatowej w Mrągowie, właśnie został uznany za syjonistę. To nic,
                                                    że pochodził z rodziny starowierców, czyli - jak to dawniej mówiono - filiponów.
                                                    Ważne, że wytropiono go jako obcego. Opowiadając mi o tym zdarzeniu, Małłek
                                                    zauważył, że w tej sytuacji tylko patrzeć, jak władze dobiorą się do tyłka
                                                    Mazurom, którym z racji obcości też można przypisać syjonizm.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: W sierpniu 1969 18.03.07, 22:14
                                                    Na ogół Karola Małłka nie można było przyjmować inaczej, jak z dobrodziejstwem
                                                    inwentarza. A to znaczyło, że poszczególnie wydarzenia, które czynił przedmiotem
                                                    swych gawędziarskich popisów, lubił koloryzować tak, aby te jasne kolory, które
                                                    obficie im przydawał, oświetlały w całej krasie także jego postać. Trzeba było
                                                    mieć rozeznanie, co jest autentycznym wyznaniem, a co odgrywaną na pokaz rolą,
                                                    zwłaszcza w sytuacjach, gdy pragnął na siebie zwrócić uwagę.

                                                    Podczas przyjazdów Małłka do Olsztyna, spotykaliśmy się niejednokrotnie,
                                                    prowadząc rozmowy przy piwie. Wraz z żoną odwiedzałem też Małłków w Krutyni. W
                                                    pierwszych latach mojej pracy dziennikarskiej w Olsztynie, gdy byłem reporterem
                                                    terenowym w "Głosie Olsztyńskim", poznałem też ich starszego syna, Leopolda
                                                    Małłka, nauczyciela w Starych Kiełbonkach, który przyjechał kiedyś do mnie z
                                                    maszynopisem swych opowiadań. Dotąd wśród moich papierzysk spoczywa gdzieś ten
                                                    maszynopis. Podobnie jest też z teczką Karola Małłka, zatytułowaną "Zgadywanki
                                                    mazurskie", a także z kopią jego, dość rozrzutnie i pośpiesznie pisanej w latach
                                                    pięćdziesiątych, opowieści o krainie mazurskiej, której dzieje i piękno poznają
                                                    dwaj warszawscy harcerze, Andrzej i Jarek (prawdopodobnie Andrzej Jarecki i
                                                    Jarosław Abramow-Newerly posłużyli autorowi za wzór), a gdzie - jakże by
                                                    inaczej! - postać Karola Małłka jako znawcy i gawędziarza, i oczywiście jako
                                                    króla Mazurów, została należycie uwzględniona. Osobiste przeżycie ze spotkania z
                                                    Karolem Małłkiem ma też moja żona Swietłana, od ukończenia studiów
                                                    polonistycznych pracująca przez lata w Wydawnictwie "Pojezierze". Była bodaj
                                                    ostatnią osobą z zewnątrz, która z Małłkiem za życia rozmawiała. W sierpniu 1969
                                                    roku wypoczywała na urlopie w Pieckach. Któregoś popołudnia w jeden z ostatnich
                                                    słonecznych dni udała się do Krutyni i spędziła parę godzin w towarzystwie
                                                    Karola Małłka i jego żony Wilhelminy. Następnego dnia dotarła do niej wiadomość,
                                                    że Karol Małłek, niewiele godzin temu taki żywotny, zmarł nie obudziwszy się z
                                                    nocnego snu.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Jako gawędziarz 18.03.07, 22:16
                                                    Jako gawędziarz, mający przy tym poczucie aktorstwa, był Karol Małłek uroczym
                                                    człowiekiem. Nieraz jednak przejawiał ciekawość aż do wścibstwa. Innym razem
                                                    natomiast, gdy wspominał o swoich spotkaniach, zdawało mu się, że ma wielkie
                                                    wpływy. Imponowały mu tzw. znajomości, odwiedziny lub spotkania z ludźmi władzy,
                                                    których chciał usposobić życzliwie wobec Mazurów i nieraz, na krótką chwilę
                                                    złudzeń, zdawało mu się, że swego celu dopiął. Potrafił się wzruszać i
                                                    "jadozić". I gdyby poprzestać na tym zewnętrznym oglądzie jego sylwetki, można
                                                    by powiedzieć, iż był człowiekiem szczęśliwym. Dla mnie jednak, jak przypominam
                                                    sobie, zastanawiające było to, że w jego wspomnieniach i refleksjach, które snuł
                                                    przede mną, rzadko kiedy pojawiały się nazwiska innych działaczy mazurskich.
                                                    Częściej rozprawiał o tych, których potrafił zainteresować Mazurami. Ponadto, w
                                                    odróżnieniu od innych działaczy mazurskich, bardzo solennych i nadzwyczaj
                                                    poważnych, on chętnie w toku rozmowy posługiwał się humorem i gwarą mazurską. A
                                                    przy tym, oprócz dosadnych - jędrnych, jak mówił - określeń, używał wielkich
                                                    słów: król Mazurów, lud mazurski, duch mazurski. Trochę to mnie, obdarzonego
                                                    sporą dozą sceptycyzmu, śmieszyło, lecz przecież, skoro na Mazury patrzyłem jak
                                                    na zapadający się świat, interesujące wydawało mi się to, iż spotkałem
                                                    człowieka, który z takim zapałem o nim rozprawia.
                                                  • rita100 Re: to co mazurskie, trzeba pielęgnować 18.03.07, 22:19
                                                    Karol Małłek uważał za naturalne, że to co mazurskie, trzeba pielęgnować. Mało
                                                    tego, niekiedy odnosiłem wrażenie, jakoby uznał, że wszystko co mazurskie znaczy
                                                    tyle, co jego własne. Jakże mogło być inaczej, skoro wyrastało z ducha
                                                    mazurskiego. Znaczyło to raczej potrzebę upowszechniania, aniżeli dbałość o
                                                    wierność szczegółom. Nie był przecież badaczem, ani typem mola książkowego.
                                                    Dlatego może mniej ważne było, skąd poszczególne treści regionalne zbierał i jak
                                                    je wykorzystywał, istotniejsze natomiast, by były one obecne, zgoła pod ręką, by
                                                    w każdej chwili można po nie sięgnąć. Znał wiele pieśni mazurskich i przysłów.
                                                    Jak mi się to teraz wydaje, była to próba ożywienia tego, co zmierzało już ku
                                                    milczeniu lub milczało, zgubione w dawnych latach czy wiekach. Niestety, nie
                                                    znalazł się nikt z badaczy piśmiennictwa i kultury mazurskiej, by z większą
                                                    dociekliwością spojrzeć na źródła, z jakich czerpał Małłek jako autor
                                                    opracowanych widowisk.

                                                    Nie chciał pomijać tradycji mazurskich, nieobecnych już w latach dwudziestych
                                                    zarówno w Prusach Wschodnich, jak i na mazurskiej - wchodzącej w obręb
                                                    Rzeczypospolitej - Działdowszczyźnie, ale o których jeszcze słuch nie zaginął.
                                                    Tak zebrał i opracował w latach trzydziestych widowiska: "Jutrznia mazurska na
                                                    Gody", "Plon czyli dożynki na Mazurach" i "Wesele mazurskie". Razem z Arno
                                                    Kantem opracował też wówczas "Regionalny śpiewnik mazurski". Proszę zwrócić
                                                    uwagę - w każdym tytule potykamy się o mazurskość!
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: to co mazurskie, trzeba pielęgnować 18.03.07, 22:21
                                                    To, co mazurskie, miało być znakiem rozpoznawczym. Tuż po drugiej wojnie
                                                    światowej widowiska te wydano drukiem w Olsztynie. Niektóre ze wstępem Emilii
                                                    Sukertowej-Biedrawiny. Spośród nich tylko "Jutrznia na Gody", parokrotnie, w
                                                    różnych parafiach ewangelickiego kościoła, była na Mazurach wystawiana. Po raz
                                                    ostatni widowiska opracowane przez Karola Małłka przypomniano drukiem w
                                                    Olsztynie po jego śmierci, publikując je wszystkie razem w tomie - Karol Małłek
                                                    "Jutrznia mazurska na Gody"[1980]. Tom ten zawiera przedmowę, zwracającą uwagę
                                                    na wspólnotę ludowych obyczajów w różnych polskich regionach i wędrówkę motywów
                                                    w przekazach ustnych. Przedmowa ta, oddająca hołd Małłkowi, jest jednak
                                                    pośrednio dowodem, że w badaniach nad piśmiennictwem mazurskim nie było po
                                                    wojnie większej dociekliwości ani bardziej analitycznego i krytycznego oglądu
                                                    mazurskiego folkloru. A przecież ten krąg zainteresowań Małłka, który przejawił
                                                    się w opracowywaniu widowisk, stanowi doskonały przykład na to, w jaki sposób
                                                    starał się pobudzić zmierzchającą tradycję i z jakich wzorów przy tym korzystał.

                                                    Bez wątpienia Karol Małłek jawi się tym, którzy go znali, jako wytrwały
                                                    popularyzator kultury mazurskiej, ale pojmowanej w sposób swoisty. Z różnych
                                                    względów dość swobodnie operował źródłami przekazu. Trudno tu mieć do niego o
                                                    cokolwiek pretensje. To była ta przedwojenna szkoła działdowska, by Mazurów
                                                    "dowartościować", a ich dzieje - nie stroniąc od przesady - grubym ściegiem
                                                    pozszywać, zostawiając na boku wszelkie historyczne uwikłania i warstwy kultury,
                                                    byle tylko ukazać polskość. Małłek w dziedzinie folklorystyki był ochoczym
                                                    amatorem, a więc nade wszystko miłośnikiem. Powołując się na przekaz ustny, w
                                                    nim upatrywał źródeł tradycji. Czy tak było w istocie, jak napisał we wstępie do
                                                    wydanej przed wojną "Jutrzni mazurskiej na Gody"? Tam podkreślał bowiem, że
                                                    widowisko to utrwalił i opracował "dzięki tylko dobrej pamięci naszych, w
                                                    sędziwym wieku, ojców i matek".
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: to co mazurskie, trzeba pielęgnować 18.03.07, 22:25
                                                    Był czas, gdy wszystko, co wiązało się z pruskością, miało złe konotacje.
                                                    Dlatego też Małłek - w ślad za Emilią Sukertową-Biedrawiną, która wprowadziła
                                                    łagodniej brzmiący termin "kancjonał mazurski" - również "Nowo wydany Kancyjonał
                                                    Pruski" nazywa "kancjonałem mazurskim". Przez wprowadzenie tej zmiany nie
                                                    nastąpiła jednak zmiana treści.. Dlatego i tam, gdzie Małłek tego nie zaznaczył,
                                                    pobrzmiewają pieśni ze starego kancjonału. Cóż więc mamy w "Jutrzni"? Na
                                                    przykład, gdy "z dala słychać głos śpieszącego się Pielgrzyma", to jego śpiew
                                                    zawiera pieśń nr 687 z kancjonału [strofa pierwsza i czwarta]. Gdy Chór śpiewa
                                                    "Posłuchajcie z weselem" - to jest to pieśń nr 47 [strofa pierwsza, druga i
                                                    piąta]. Natomiast "Czwarta oracja" u Małłka - to kancjonałowa pieśń nr 791, ale
                                                    w wersji skróconej, z jedną zmianą. Otóż gdy w "Nowo wydanym Kancyonale Pruskim"
                                                    jest: "Wysławiajcie imię Pańskie dziś narody pogańskie", to u Małłka mamy
                                                    "narody chrześcijańskie". Po trzynastej oracji w "Jutrzni", Małłek daje pieśń
                                                    czterech chórków, które śpiewają "Narodziuł się nam Zbaziciel"- jest to pieśń nr
                                                    39 z kancjonału, tyle tylko, że w zapisie gwarowym. "Czternasta oracja" zaś, to
                                                    z lekką zmianą w trzeciej strofie, cała pieśń nr 49 z kancjonału. "Osiemnasta
                                                    oracja" to pieśń nr 195. A jako że jest to pieśń o Duchu Świętym, w pierwszej
                                                    strofie zamiast słów "Duch Święty" Małłek umieścił słowo "Dzieciątko". Zapewne
                                                    tych pożyczek było więcej. One wszystkie przedłużały żywot pieśni z "Kancjonału
                                                    Pruskiego".

                                                    Nie podaję tych przykładów, aby pomniejszać dorobek Karola Małłka. On był
                                                    popularyzatorem, który przez opracowywanie widowisk chciał podtrzymać żywot
                                                    gubiących się tradycji. Ale cóż powiedzieć o badaczach piśmiennictwa
                                                    mazurskiego? Że okazali nieczułość na pieśni kancjonałowe? Być może, że do
                                                    kancjonału nawet nie zajrzeli. Wszystko wskazuje bowiem na to, że nie dotarli do
                                                    źródeł, z których Małłek czerpał i wykorzystywał przy opracowywaniu widowisk.
                                                    Dobrze by było porównać je choćby z tym, co opublikował W. Roschkowski przed stu
                                                    laty w pracy "Na Gody. Jutrznia", albo z rozrzuconymi w kalendarzach fragmentami
                                                    innych, równie ciekawych zapisów, jak choćby nauczyciela Karahla z Turowa? Bez
                                                    tej ciekawości, która dla badaczy dziejów i kultury jest przygodą, zasypane i
                                                    zapomniane zostają mazurskie źródła. Nic dziwnego zatem, że w uogólnieniach,
                                                    zamiast dotrzeć do wcześniejszych stuleci, poprzestaje się na tradycji ustnej i
                                                    na XIX wieku.

                                                    Jak widać po tym - spiritus flat, ubi vult. Podobnie ma się rzecz z innymi
                                                    widowiskami. W "Plonie czyli Dożynkach na Mazurach" znalazł się nawet, na co
                                                    nikt dotychczas nie zwrócił uwagi, wiersz Michała Kajki jako utwór anonimowy!
                                                    Świadczy to o tym, że konstatacje autora opracowań przyjmowano na wiarę, bez
                                                    próby sprawdzenia, skąd Karol Małłek czerpał ducha mazurskiego. Co prawda, jeśli
                                                    chodzi o "Wesele mazurskie", to na niektóre jego elementy, jak choćby włączenie
                                                    nowych pieśni, z ludową proweniencją niewiele mających wspólnego, zwracano
                                                    uwagę. Ale przygodą może tu być podjęcie innych tropów. Jednym z nich byłoby
                                                    choćby rymowane zaproszenie, zwane też "Przeproszką na wesele", które zanotował
                                                    Jan Karol Sembrzycki w swoim szkicu opublikowanym na łamach czasopisma
                                                    ludoznawczego "Wisła". Ono przecież bez większych zmian znalazło się także w
                                                    widowisku opracowanym przez Małłka.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: "Bez ostatniego rozdziału" 18.03.07, 22:32
                                                    4.


                                                    Na przedwojennej Działdowszczyźnie, w czasie gdy działał Związek Mazurów, było
                                                    także wojsko polskie. Od wiosny 1939 roku, a więc na parę miesięcy przed
                                                    wybuchem II wojny światowej, pełnił w okolicach Działdowa swoją służbę Władysław
                                                    Anders, skierowany tu z Wileńszczyzny. Jak wskazują na to jego wspomnienia,
                                                    zawarte w książce "Bez ostatniego rozdziału", bardzo wymowny charakter ma
                                                    stosowny fragment rozmowy, jaką podczas wojny prowadził Władysław Anders w
                                                    Moskwie. Ze wiążę ją z Karolem Małłkiem i wspomnieniami o nim, to zapewne czysta
                                                    spekulacja myślowa z mojej strony. Po prostu, jak uważam, łatwiej będzie
                                                    spojrzeć na los mazurski w okresie powojennym, gdy zestawiając ze sobą fakty, z
                                                    pozoru odległe, uświadomimy sobie, że wówczas, w toku wojny, nikt nie
                                                    kwestionował obecności Mazurów w Prusach Wschodnich.

                                                    Był 18 marca 1942 roku. W tym dniu Karol Małłek miał urodziny i kończył 44 lata.
                                                    Tego samego dnia o piątej po południu odbyło się w Moskwie ważne spotkanie. Oto
                                                    Władysław Anders w towarzystwie szefa sztabu, pułkownika Okulickiego, w
                                                    obecności Mołotowa i sekretarza, odbył rozmowę ze Stalinem.

                                                    Rozmowa dotyczyła organizacji wojska polskiego na terytorium sowieckiego
                                                    imperium. Ale w książce Andersa "Bez ostatniego rozdziału", gdzie z rozpisaniem
                                                    na głosy zawarte zostały szczegóły z tego spotkania, znalazł też drobny
                                                    fragment, na który, jak dotychczas, nikt nie zwrócił uwagi. Nie dotyczy on
                                                    Małłka. Dotyczy on mianowicie tego, jak trzymają się Mazurzy:
                                                    "Anders: [...] Ja stojąc na granicy Prus Wschodnich wiedziałem dokładnie, co
                                                    jest naprzeciw mnie. [...].
                                                    Stalin: No tak. Dla was wywiad na terenie Niemiec nie powinien być trudny. Jest
                                                    tam przecież wielu Polaków.
                                                    Anders: Słusznie, mnie np. dostarczali wiadomości Mazurzy z Prus Wschodnich.
                                                    Stalin: Mazurzy trzymają się jeszcze? To dobrze.
                                                    Anders: Tak, trzymają się bardzo dobrze i na pewno wytrzymają do końca."
                                                    Po niespełna trzech latach, gdy fronty białoruskie przeszły przez Prusy
                                                    Wschodnie, w życiu ludności rodzimej, która nie opuściła swych domów, rozpoczął
                                                    się nowy okres.
                                                    Był to okres sprawdzania, jaki jest duch mazurski i ile wytrzyma, zanim
                                                    zabraknie mu tchu.


                                                  • rita100 Re: Interudium mazurskie 18.03.07, 22:35
                                                    Co z prac Małłka zostało? Nie jest to pytanie błahe. Może się okazać przecież,
                                                    że tylko barwna postać. Cztery tomu wspomnień, wydane w latach sześćdziesiątych
                                                    w "Czytelniku", jak podejrzewam, nie satysfakcjonują dziś nikogo. Dla tych,
                                                    którzy poszukują prawdy o skomplikowanej przeszłości, zgromadzony tu materiał
                                                    jest nazbyt literacki. Świat postrzegany jest nie tylko subiektywnie, co jest
                                                    przywilejem pamiętnikarza, ale też jakby ze zbyt dużą dowolnością. Jeżeli
                                                    pierwsze tomy wspomnień miały walor poznawczy i na swoją miarę odkrywczy, to dwa
                                                    ostatnie tomy "Z Mazur do podziemia" i "Polskie są Mazury", interesujące przez
                                                    to, że dotyczą potyczek z historią najnowszą, w wielu wypadkach każą zastanowić
                                                    się, co autor pominął, co przerysował, a co ze względów na cenzurę, która była
                                                    częścią składową socjalistycznego ustroju, z napisanego tekstu mu amputowano.

                                                    Dbałość o to, by autor był postacią, która podziwia stworzony przez siebie
                                                    obraz, rodzi niejednokrotnie podejrzenie, że skłonność do fabularyzacji bierze
                                                    górę nad oceną osób i wydarzeń. Że innych książek wówczas nie było, które by
                                                    traktowały w sposób osobisty o Mazurach, każą mimo wszystko docenić trud Karola
                                                    Małłka i wartość jego wspomnień jako ważnego dokumentu. Tak zresztą było, że
                                                    książki te zwróciły na siebie uwagę. Ożywiły na moment pamięć o autorze, który
                                                    tych przejawów zainteresowania już nie doczekał. Oprócz drażniącego dziś
                                                    sztafażu, w który Małłek przyoblekał niektóre zdarzenia, trzeba też powiedzieć,
                                                    że przemycił więcej prawdy o mazurskim losie niż inni, szczególnie o latach
                                                    powojennych.
                                                    cdn
                                                    ps
                                                    też mi się tak wydawalo, ze coś autor przemyca....
                                                  • rita100 Re:postacią skomplikowana 18.03.07, 22:36
                                                    Z perspektywy lat, gdy pośpiesznie ocenia się życie i działania ludzi, którzy w
                                                    powojennych dziesięcioleciach byli aktywni, w geście zniecierpliwienia lub z
                                                    niewiedzy odrzuca się częstokroć to, co wymagałoby analitycznego oglądu, a także
                                                    rozeznania i refleksji nad mechanizmami społecznymi, w których ludziom przyszło
                                                    wtedy działać. Tak więc wspomnienia, nad którymi "pracowała" cenzura, nie oddają
                                                    nawet tego, co Małłek napisał. Przecież oprócz napisanych wspomnień prowadził
                                                    również dziennik. Jego fragmenty publikował Tadeusz Willan w ostatnim okresie
                                                    istnienia "Warmii i Mazur". Małłek był postacią skomplikowaną. Nikt nie napisał
                                                    o nim monografii.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Mazurskość była jego losem 18.03.07, 22:44
                                                    Z książki tej, zawierającej pewne bogactwo materiału nie skrywanego za fikcyjną
                                                    szatą, pragnę przytoczyć fragment, który nie ogranicza się jedynie do postaci
                                                    Karola Małłka, ale który jest jakimś refleksem tego, jakie wrażenia i jakie
                                                    wspomnienia osadzały się w mojej pamięci, kiedy rozglądałem się w szarej
                                                    rzeczywistości stanu wojennego w połowie lat osiemdziesiątych. Narrator "Kroniki
                                                    z Mazur" przedstawia rzeczywistość i przeszłość w trzeciej osobie, a osoby
                                                    związane z Mazurami życiem i działalnością jawią mu się tak:

                                                    Lepiej czy gorzej, ale przed laty zdołał jeszcze poznać tych wszystkich, którzy
                                                    przed wojną i podczas jej trwania zapatrzeni byli w przyszłość i mimo grozy,
                                                    jaka roztaczała się wokół, z radością marzyli o tym, że tam gdzieś przed nimi,
                                                    jeszcze oparami wojny przykryte, odsłoni się mazurskie niebo, spokojne i
                                                    pracowite, jak to nad ojcowizną. Potem życie korygowało ich marzenia. Obdarzało
                                                    tym, co miało pod ręką: funkcją i aresztowaniami, pozbawieniem pracy i medalami,
                                                    krótką chwilą na snucie bohaterskich opowieści i zapomnieniem od etapu do etapu
                                                    politycznej odnowy. Jeżeli jest więc gdzieś mazurskie niebo, to zapewne Fryderyk
                                                    Leyk, syn "kaziciela gromadkowego", będzie tam chciał reaktywować Mazurski
                                                    Związek Ludowy, a Karol Małłek zwoła posiedzenie Związku Mazurów i zacznie
                                                    przypierać pytaniami zebranych, czy jeszcze czują prawdziwego ducha mazurskiego.
                                                    Co na to odpowie mu skrupulatny Gustaw Leyding? Może zapyta, czy nie zapomnieli
                                                    wysłać zaproszenia do Szwajcarii, gdzie zmarł na obczyźnie, w rodzinnej krainie
                                                    poniżany, doktor Adolf Szymański, autor przedwojennej pracy o Mazurach pruskich
                                                    przed zagładą? Zapewne przypomną sobie o Fryderyku Burskim, pierwszym pośle
                                                    mazurskim do KRN, od początku odsuwanym z zajmowanych stanowisk, a potem
                                                    spychanym w takie zapomnienie, że nie wiadomo, kiedy skończyło się jego
                                                    publiczne życie, a kiedy ten ciężar przejęła już cywilna śmierć.

                                                    Kiedy snuł te rozważania, w szumiącym cicho radiu, od rana włączonym, usłyszał
                                                    nagle kolejny odcinek prozy Igora Newerlego. Był to fragment końcowy opowieści o
                                                    Karolu Małłku i jego pogrzebie, zawierający autorskie wyznanie, co nad tą trumną
                                                    trzeba byłoby powiedzieć i dlaczego zamilczeć, i dlaczego zawstydzić się.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Nikt z dziennikarzy po pióro nie chwycił. 18.03.07, 22:57
                                                    Gdy po wyborach z 4 czerwca 1989 roku znalazłem się w senacie, miało się okazać,
                                                    ze już po paru miesiącach przyjdzie mi zabrać głos w sprawie Karola Małłka. Nie
                                                    na forum senatu, ale w licznych, drobnych działaniach, które miały na celu
                                                    obronę jego imienia. Stało się bowiem tak, że rok wcześniej, a więc w poprzednim
                                                    ustroju, z okazji dziewięćdziesiątej rocznicy urodzin Karola Małłka, nadano jego
                                                    imię Szkole Podstawowej w Narzymiu. To miejscowość gminna, położona opodal
                                                    Brodowa, w którym Małłek się urodził. Po roku, gdy rozpoczął się nowy rok
                                                    szkolny, ktoś przypomniał sobie, że tutejsza szkoła nosiła przed wojną imię
                                                    marszałka Józefa Piłsudskiego. Odtąd zarówno szkoła i kuratorium w Ciechanowie,
                                                    jak i ministerstwo edukacji narodowej były zasypywane listami, w których
                                                    samozwańczy rzecznik przedwojennego patrona osądzał od czci i wiary obecnego
                                                    patrona. Jak podczas gry w dwa ognie, dwojakie wysuwał insynuacje i oskarżenia.
                                                    Raz, że obecny patron wprowadził stalinizm, dwa - że był hitlerowskim niedobitkiem.

                                                    Lektura tych wymysłów, okraszona coraz nowymi epitetami, była dla mnie
                                                    porażająca. Ukazywała przy tym, jak jasność spojrzenia mąci nacjonalistyczny
                                                    mrok. A to wszystko toczyło się pod hasłem rozprawy z komuną i błędami
                                                    przeszłości. Tymczasem w samym Narzymiu, jak dowiedziałem się od delegacji
                                                    gminnej, która z prośbą o pomoc odwiedziła mnie w Olsztynie, atmosfera zagęściła
                                                    się tak, iż nauczycielom trudno było prowadzić normalny tok nauki. Zwróciłem się
                                                    w tej sprawie do senator Anny Radziwiłł, która była wówczas także wiceministrem
                                                    edukacji narodowej. Nie musiałem długo wyjaśniać, kim był Karol Małłek - czytała
                                                    moją "Kronikę z Mazur". Zgodziła się z opinią, że ten, kto tak związany był z
                                                    duchem miejsca, zarówno za życia, jak i po śmierci, otaczany bywa przez miejsca
                                                    tego zaduch.

                                                    Rzeczą istotną jednak było to, by przedstawić argumenty i na ich podstawie
                                                    wyjaśnić konflikty i ich na nowo rozpalające się zarzewie. Ci, którzy podsycali
                                                    konflikt, stanowili grupę niewielką, ale nieustępliwą. Próbowałem zainteresować
                                                    tą sprawą senatorów z województwa ciechanowskiego i do każdego z nich, nie
                                                    poprzestając na rozmowach, wystosowałem list, przedstawiając racje, które
                                                    skłaniają do zdecydowanego działania. Przecież konflikt nie dotyczył tego, czy
                                                    Marszałek na szacunek nie zasługuje. Istota problemu tkwiła w odpowiedzi na
                                                    pytanie: Czy chcemy z mazurskiej ziemi usuwać nadal ślady po Mazurach? Na tym
                                                    nie poprzestałem. Poproszony o opinię, wystosowałem też odpowiednie pismo do
                                                    ministerstwa edukacji narodowej. Stamtąd od ówczesnej dyrektor Departamentu MEN,
                                                    Blandyny Kuchczyńskiej, otrzymałem w odpowiedzi zapewnienie, że zgodnie z moim
                                                    stanowiskiem, podzielanym przez ciechanowskie kuratorium oświaty, Karol Małłek
                                                    dalej będzie patronem szkoły w Narzymiu.

                                                    Inicjator tej akcji, reagujący alergicznie na wszystko, co mazurskie, nie
                                                    odłożył pióra. Odbywały się zebrania. To że większość była za tym, by Małłka
                                                    zostawić, nie miało jakby znaczenia. Nikt z dziennikarzy po pióro nie chwycił.
                                                    Nikt nie zaciekawił się, skąd wydobywają się na wierzch takie pokłady
                                                    nienawiści. I choć pamięci Małłka nie wykreślono z Narzymia, nacjonalistyczny
                                                    mrok pozostał.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: był świadkiem tego, co w 1945 roku czynili 18.03.07, 23:01
                                                    Na dobrą sprawę, jak sądzę, wszystko bierze się stąd, że powojenna historia
                                                    Mazur jest nieprzepatrzona. Małłek nie zachował tych reguł, a w swych
                                                    wspomnieniach lekko zahaczył piórem o ten okres. Notując bowiem to, co w 1945
                                                    roku doświadczył po powrocie w rodzinne strony, nie mógł do końca pominąć ludzi,
                                                    którzy wówczas ochoczo angażowali się w akcję oczyszczania działdowskiego
                                                    skrawka Mazur z tych rodzin, których już przed wojną nie darzyli sympatią.
                                                    Małłek był świadkiem tego, co w 1945 roku czynili. Dlatego też ludzie z tego
                                                    kręgu właśnie, wiedzeni dziś nowym patriotycznym duchem, chcą wymazać jego imię,
                                                    tak jak to uczyniono z mieszkańcami Narzymia w 1945 roku, którym z zapałem, we
                                                    współpracy z NKWD, ułatwiano wyjazd z Działdowszczyzny na Syberię, aby móc
                                                    skorzystać ze sprzętu i dobytku, jakie zostały w opustoszałych domach. Pamięć o
                                                    tym - sądząc po tym, co usłyszałem - nie do końca wygasła.

                                                    Postać Karola Małłka i jego usiłowania trzeba widzieć w całej złożoności losów
                                                    mazurskich. Okazjonalne wspomnienia, skoncentrowane na ukazaniu sylwetki, a
                                                    unikające opisu uwarunkowań i czasów, pod których wpływem Karol Małłek działał,
                                                    skazane są na to, że zamiast rzeczywistego dramatu otrzymamy retuszowany portret
                                                    - osoby miłej na wejrzeniu, jak u Dickensa w "Klubie Pickwicka". Aby tak się nie
                                                    stało, że wszystko zmierza do radosnego końca, do wspomnień o Karolu Małłku
                                                    pragnę włączyć jego brata.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Jestem bratem Karola Małłka 18.03.07, 23:04
                                                    �Tylko ze słyszenia i z Pańskiej niewymownie ciekawej książki 'Kronika z Mazur'
                                                    jest mi Pan znajomy. Ale skoro jesteśmy synami Ziemi Mazurskiej - tym samym
                                                    jesteśmy 'swoi', chyba też ofiarami niedoli - tragedii mazurskiej." - Tak
                                                    napisał do mnie w pierwszym liście, wysłanym w listopadzie 1994 roku z Hamburga,
                                                    Edward Małłek. I tak się przedstawił:

                                                    �Jestem bratem Karola Małłka, z którym dzieliłem los w czasie okupacji. Po
                                                    'wyzwoleniu', po zrezygnowaniu ze starostwa w Nidzicy w 1945 roku, los w
                                                    kwietniu 1946 roku zaprowadził mnie w roli pastora do Ełku, gdzie byłem jedynym
                                                    z działaczy mazurskich - oczywiście 'trefny' do tego stopnia, że nawet brat
                                                    Karol i przyjaciele [tu nazwiska] nie wstępowali do mnie, gdy byli uczestnikami
                                                    różnych konferencji i uroczystości 'mazurskich' w Ełku, na które ja nie miałem
                                                    wstępu. W Związku Mazurów przed wojną i w czasie okupacji byłem najbliższą osobą
                                                    mego brata Karola, ale bardzo często o odmiennych poglądach na nasze sprawy".
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: zmarł turysta niemiecki - ale heca 18.03.07, 23:05
                                                    Osiemdziesięcioośmioletni Edward Małłek żył sprawami Mazur. Do swych listów,
                                                    jakie pisał do mnie przez pół oku, dołączał czasem kopie listów, które kierował
                                                    do innych osób, jakieś dokumenty, a także własne maszynopisy, w których ujawniał
                                                    swoje przemyślenia czy marzenia. Tak dowiedziałem się, że gdy zmienił się w
                                                    Polsce ustrój, co roku przyjeżdżał na Mazury. W czerwcu 1995 roku, jak
                                                    uzgodniliśmy to listownie, mieliśmy się spotkać w Olsztynie. Do tego nie doszło.
                                                    W "Gazecie Olsztyńskiej" - na co zwróciła uwagę córka Sukertowej-Biedrawiny,
                                                    Bożena Wilamowska - w kronice wypadków ukazała się notatka tej treści: "W dniu
                                                    24 czerwca 1995 roku na dworcu w Olsztynie zmarł turysta niemiecki". Tym
                                                    "turystą" był Edward Małłek, absolwent polskiego seminarium nauczycielskiego w
                                                    Działdowie, polski oficer biorący udział w wojnie 1939 roku, a podczas okupacji
                                                    - sekretarz tajnego Instytutu Mazurskiego.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: wspomnienia brata 18.03.07, 23:08
                                                    Potem, tuż za przechodzącym frontem, z grupą inteligencji mazurskiej przybył na
                                                    tereny Mazur. Karol Małłek został starostą w Działdowie, Edward natomiast - w
                                                    Nidzicy. Obaj nie wytrzymali długo. Jako starosta w Nidzicy Edward szybko
                                                    przekonał się, że nie podoła obronie miejscowej ludności przed gwałtami,
                                                    grabieżą, wysiedleniami, stosowanymi przez wojsko i NKWD, oraz przed
                                                    szabrownikami. Wtedy zrezygnował, odstał od władzy ludowej i został księdzem
                                                    ewangelickim w Ełku. Tam doświadczył, jak w województwie białostockim i
                                                    administracja, i UB tępią autochtonów. Z czasem w parafii zabrakło wiernych.
                                                    Wtedy zaczął pracować w gminnej spółdzielni. Potem długie lata był bez pracy.
                                                    Rodzinę z czwórką dzieci próbował utrzymywać z prowadzonej pasieki. Na początku
                                                    lat siedemdziesiątych został praktycznie bez środków do życia. W 1970 roku żona
                                                    wyjechała do rodziny w USA. On trzy lata później wyruszył do Kanady. Potem oboje
                                                    zamieszkali w Hamburgu. W jego listach, jak wyczuwałem, stale obecne było
                                                    napięcie, że jako ziomek ziemi mazurskiej, "pozbawiony do niej praw ze strony
                                                    Polski", czuł się w obowiązku wypowiedzenia własnego zdania. Przez pół wieku nie
                                                    dana mu była ta możliwość.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Tęsknota za Mazurami była silniejsza niż rozżal 18.03.07, 23:12
                                                    Tęsknota za Mazurami była silniejsza niż rozżalenie. Ona sprawiła, że po 1989
                                                    roku nie mógł ni roku wytrzymać bez bliskich krajobrazów, wśród których, z
                                                    powodu braku ludzi i zaniedbania, ginęły nawet miejsca wiecznej pamięci. On,
                                                    emerytowany pastor, postanowił uporządkować cmentarzyk w rodzinnym Brodowie. Z
                                                    zaoszczędzonych 10 tysięcy marek postawił ogrodzenie i ufundował tablicę z
                                                    polskim napisem: "Tu leżą pochowani dawni mieszkańcy". Na tablicy
                                                    wyszczególniona jest długa lista nazwisk. Uroczystości na odnowionym cmentarzu w
                                                    Brodowie odbyły się z udziałem działdowskich władz i gości w 1994 roku. Cały
                                                    opis uroczystości, wraz ze zdjęciami, wysłał Edward Małłek do
                                                    "Ostpreussenblatt". Miał nadzieję, że redakcja tę relację opublikuje. W odmownej
                                                    odpowiedzi, wraz z którą powrócił tekst i przesłane zdjęcia, dowiedział się, że
                                                    przez swoje działanie "wprowadza bałagan historyczny". Bo gdyby obok polskiego
                                                    obelisku, postawił tablicę w języku niemieckim, to wówczas taką relację redakcja
                                                    mogłaby ostatecznie opublikować.

                                                    W Brodowie jest także pomnik Karola Małłka, ze stosownym dla poprzedniej epoki
                                                    napisem. Na jego temat i na temat starszego brata Karola podzielił się ze mną w
                                                    ostatnim liście taką refleksją:"Przecież Karol - napisał Edward Małłek - nie
                                                    "walczył o polskość tej ziemi", lecz, ryzykując zdrowiem, walczył o prawo
                                                    Mazurów do swej Ziemi Ojczystej... Serce się kraje, wspominając Karola trud,
                                                    znój i poświęcenie. W imię czego, dla kogo?..."

                                                    Wspominając życie Karola Małłka, czułem się zobowiązany, aby nie pominąć także
                                                    tych pytań.


                                                    ERWIN KRUK

                                                    PS. Ten tekst (tu nieco skrócony) ukazał się w książce zbiorczej pt. "Pierwszy
                                                    między Mazurami. Wspomnienia o Karolu Małłku", wydanej przez Ośrodek Badań
                                                    Naukowych i Towarzystwo Naukowe im. W. Kętrzyńskiego w Olsztynie w 1998 roku.

                                                    www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/biuletyn/KMallek.htm
                                                  • rita100 Re: Wreszcie zrozumiałam 18.03.07, 23:20
                                                    o co toczył się ból.
                                                    Czytałam pomału i zrozumiałam

                                                    "Tęsknota za Mazurami była silniejsza niż rozżalenie. Ona sprawiła, że po 1989
                                                    roku nie mógł ni roku wytrzymać bez bliskich krajobrazów, wśród których, z
                                                    powodu braku ludzi i zaniedbania, ginęły nawet miejsca wiecznej pamięci. On,
                                                    emerytowany pastor, postanowił uporządkować cmentarzyk w rodzinnym Brodowie. Z
                                                    zaoszczędzonych 10 tysięcy marek postawił ogrodzenie i ufundował tablicę z
                                                    polskim napisem: "Tu leżą pochowani dawni mieszkańcy". Na tablicy
                                                    wyszczególniona jest długa lista nazwisk. Uroczystości na odnowionym cmentarzu w
                                                    Brodowie odbyły się z udziałem działdowskich władz i gości w 1994 roku. Cały
                                                    opis uroczystości, wraz ze zdjęciami, wysłał Edward Małłek do
                                                    "Ostpreussenblatt". Miał nadzieję, że redakcja tę relację opublikuje. W odmownej
                                                    odpowiedzi, wraz z którą powrócił tekst i przesłane zdjęcia, dowiedział się, że
                                                    przez swoje działanie "wprowadza bałagan historyczny". Bo gdyby obok polskiego
                                                    obelisku, postawił tablicę w języku niemieckim, to wówczas taką relację redakcja
                                                    mogłaby ostatecznie opublikować."

                                                    ----------------
                                                    Panie Kruk - DZIEKUJE
                                                    Kostek, również dziękuje, za pamięć.
                                                    Dzień dzisiejszy powinien byc Dniem Mazura - szacunku i zrozumienia.
                                                    I w ogóle jestem w szoku i nie wiem co pisać. Trzeba iśc śpać.

                                                    Gajowy, poszukasz wszystkie albumy jakie mamy o Małłku i jego miejsc.
                                                    Dobrze, że Fedar zrobił obrazeczki. Teraz inaczej na to spojrzymy.

                                                    Nie wiem czy Król Mazur cieszyłby się z remontowanego Tanennbergu ?
                                                    A gdzie Mazury ? Czy nie mają pierszeństwa ?
                                                    Nawet nie wiem czy dobrze myśle.
                                                  • rita100 Re: Dobrze, że Karol Małłek żył 18.03.07, 23:22
                                                    > Panie Kruk - DZIEKUJE
                                                    > Kostek, również dziękuje, za pamięć.
                                                    > Dzień dzisiejszy powinien być Dniem Mazura - szacunku i zrozumienia.
                                                  • fedar Re: Dobrze, że Karol Małłek żył 19.03.07, 10:46
                                                    Rito, fejn to wszystko opisałaś. Jak to dobrze, że miałaś taki świetny pomysł z
                                                    przypomnieniem postaci i uczczeniem dnia urodzin Małłka. Jak wiesz, od pewnego
                                                    czasu nie mam dostępu do sieci, więc zaglądam tu tylko wtedy kiedy mam
                                                    możliwość. Ten wątek przeczytałem jednym tchem.
                                                  • gajowy555 Re: Albumy Fedara 19.03.07, 12:22
                                                    To tutaj mamy zdjęcia związane z Karolem Małłkiem (dzięki Fedarowi)

                                                    BRODOWO
                                                  • rita100 Re: Albumy Fedara 19.03.07, 21:31
                                                    Dzianki.
                                                    Jek nigdy Karol Małłek nolazł się na Forum Internetowym i lejduja sia co moglim
                                                    go poznać dokładniej niż zawdy. Tak tero ziemy co ni ło polskośc łaziło, tlo łón
                                                    ratował mazurskość. Zył w ciasch dzie całyj cias musiał walcyć z urzandnikami i
                                                    mentalnością ludzką. Widac , że się załamał, poddał. No ale co mógł zrobzić
                                                    człoziek bez pracy i nie doceniany. Był dla Polski niewygodny, bo walczył o
                                                    Mazury. Tak , i taką prawdę musimy ziydzieć.
                                                    Sami ziamy co głozió muru nie przebzije.
                                                    A cytalista o horrorze walki ło nazwe szkoły Małłkowej - bo ti jygo szkoła.
                                                    No i jek walcyć z ludzmi ? - no fejn co buł Erwin Kruk

                                                    A zycie toczy sia dalej ..... i z Karolem Małłkiem królem Mazur smile

                                                  • rita100 Re: Albumy Fedara 19.03.07, 21:54
                                                    Z drugiej strony mógł sie Karol Małłek załamać, bo zrozumiał, że nie było siły
                                                    zatrzymać ekspansji Mazurów do Niemiec.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka