Nie było mnie parę dni, bo czasu brak i musiałam się przestawić z nocnego
latania po forum na spanie. Teraz muszę normalnie chodzić spać, bo rano
chłopcy do szkoły. O tym właśnie chciałam napisac.
Pierwszy dzień przypadł nam w środę---2 godziny zajęć(bez apelu). Było w
miarę, Kuba zadowolony, a Kacper stwierdził, że aż tak fajnie nie było. Drugi
dzień Kacper w ryk...nie mogłam z klasy wyjść--pani musiała się nim zająć.
Przy nim byłam twarda, ale jak wyszłam to się rozkleiłam. Nie byłam sama. Pod
wejściem dla maluchów widać było parę babek z mikrymi oczami

Na trzeci dzień opracowaliśmy strategię---Kacper dostał do szkoły swego
malutkiego,ulubionego kurczaczka(przypięliśmy go jak breloczek do spodni,żeby
się nie zgubił!). Mały go miał do pocieszenia w trudnych chwilach. No i rano
odprowadzał go tatuś, żeby zminimalizować płacz.
I zadziałało! Nie płakał!!! Jak po niego przyszłam, to stwierdzil,że było
super!!! Mam nadzieję, że dalej będzie w tym stylu

))
Czy któraś z Was przechodzi debiut pociechy w przedszkolu, żłobku, bądż szkole??
Jak Wam idzie?
Pozdrawiam
Aśka