Dodaj do ulubionych

Kłamstwa neonazisty Ballesta

31.08.03, 18:41
Re: 63 lata temu- Saybusch action (przyp.)
Autor: ballest@NOSPAM.gazeta.pl
Data: 31-08-2003 08:35 + dodaj do ulubionych wątków

+ odpowiedz na list

+ odpowiedz cytując


-----------------------------------------------------------------------------
---
"Rund 400.000 Deutsche (einige Quellen sprechen sogar von rund
einer Million)
mußten in den Jahren 1919 bis 1921 ihre an Polen gelangte
Heimat verlassen,
weit mehr als die Hälfte der Deutschen, nämlich etwa 1,5
Millionen bis 1939. In
Bromberg sank z.B. der Anteil der deutschen Bevölkerung von
77,4 % im Jahre
1910 auf 27,3 % im Jahre 1926, in Thorn von 66 % auf 12,5 %,
in Graudenz von
84,8 % auf 20,7 %, in ganz Westpreußen von 42,7 % auf 18,7 %.
Viele Deutsche
wurden in den ersten Nachkriegsjahren ermordet oder kamen in
die von Polen
errichteten Konzentrationslager, den ersten in Mitteleuropa.
Besonders häufig
kam es zu Enteignungen deutschen Grund- und Hausbesitzes, zur
Überführung
deutscher Krankenhäuser, Altenheime und Güter in polnische
Hand. Insgesamt
wurden etwa 7,5 Mrd. qm Land enteignet, das waren fast 3.000
qm je Kopf der
deutschen Bevölkerung in Polen (zum Vergleich: die
Bodenfläche, die heute in
der Bundesrepublik jedem Deutschen als durchschnittlicher
Lebensraum zur
Verfügung steht, ist nicht viel größer). Die deutschen
Gewerbetreibenden wurden
systematisch boykottiert. Die Nichtanerkennung deutscher
Meisterprüfungen durch
die Polen entzog den deutschen Handwerksmeistern ihre
Existenzgrundlage. Auch
die freien Berufe, vor allem die Ärzte und Anwälte, wurden in
ihrer
wirtschaftlichen Existenz aufs schärfste bedroht. Die
Arbeitslosigkeit unter
deutschen Arbeitern stieg auf 60- 80%, die Arbeitslosigkeit
unter deutschen
Jugendlichen lag noch höher. Deutsche Jugend- und
Kulturverbände wurden
verboten, deutsche Schulen behindert, deutsche Namen
polonisiert, die deutsche
Presse und die evangelische Kirche verfolgt. Immer wieder kam
es zu
willkürlichen Haussuchungen und Verhaftungen, zu
Mißhandlungen, Terrorakten,
Brandstiftungen und sogar Morden. Rund 15.000
Minderheitsbeschwerden sollen bis
1939 vergeblich beim Völkerbund in Genf wegen der
Verfolgungen eingereicht
worden sein. Am heftigsten wurden die Verfolgungen im Sommer
1939. Die Polen
begannen schon Monate vor Kriegsbeginn mit einer
systematischen Steigerung
ihrer Verfolgungsmaßnahmen. Die letzten, den Deutschen noch
verbliebenen Heime,
Vereine und Kulturstätten, die letzten Apotheken,
Genossenschaften und
Molkereien wurden geschlossen. Die evangelische Kirche wurde
immer stärker in
die Verfolgung einbezogen. Immer häufiger kam es zu
Zerstörungen und
Brandschatzungen, zu Morden und Mißhandlungen. Daneben
wuchsen
Arbeitslosigkeit, Behinderungen der Gewerbe und Geschäfte,
Enteignungen,
Verhaftungen und Verschleppungen ins Unerträgliche. Bis zum
1. September, dem
Tag des Kriegsbeginns, verließen daher fast 70.000 Deutsche,
die bisher
standhaft geblieben waren, das Land. So wie zuvor schon etwa
l ,4 Millionen.
Nach Beginn des Krieges waren dann zahlreiche polnische
Mordkommandos und
aufgehetzter Pöbel mit der systematischen Ermordung der noch
gebliebenen
Deutschen beschäftigt. Sie gingen häufig nach Listen vor, die
bereits im
Frühjahr erstellt worden waren. Außerdem wurden Zehntausende
auf sogenannte
Todesmärsche geschickt, viele Tausende wurden in KZs
verbracht, wo sie
teilweise umkamen. Viele der Volksdeutschen Soldaten in der
polnischen Armee
wurden gleich nach Kriegsbeginn einfach erschossen. Insgesamt
starben in den
ersten Kriegstagen vermutlich 40-60.000 Deutsche. Wären die
deutschen Armeen
nicht so rasch vorgerückt, hätte es noch viel mehr
Ermordungen gegeben. Darüber
hinaus verübten die Polen in den letzten Monaten vor Beginn
des Krieges
ungezählte Grenzverletzungen. Militärs und Banden machten
gewalttätige
Streifzüge über die Grenzen, sie beschossen Zollgebäude,
Wohnhäuser,
Grenzposten, Förster und Bauern auf den Feldern, sie legten
in Häuser Bomben
mit Zeitzündern, sie brannten Gehöfte nieder, verschleppten
Grenzbewohner und
ermordeten diese oft gleich hinter der Grenze, wo sie dann
meist auch
verscharrt, aber nach Beginn des Krieges teilweise entdeckt
wurden. Den Krieg
mit Deutschland hatte ein großer Teil der polnischen
Führungsschicht zusammen
mit dem katholischen Klerus gewollt, jahrelang vorbereitet
und bewußt
provoziert, und zwar in Absprache mit England, das damals
angeblich etwa 1.500
Agenten und Provokateure in Polen eingesetzt hatte, sowie mit
Frankreich und
dem deutschen Widerstand, der den Polen einen Sturz Hitlers
nach Beginn des
Krieges ankündigte."

Quelle: Dr. Georg Jaeckel - Der Überfall auf den Gleiwitzer
Sender - 1995"
Obserwuj wątek
    • silesius Zwanie prawdy klamstwem nie czyni jej nieprawda 31.08.03, 19:09
      • Gość: feniks warunek IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 31.08.03, 20:00
        - pod warunkiem,że ta "zwana prawda" jest nią rzeczywiście ;-)
        • ballest A to Jastrzebski powiedzial, otez jest nazi, co? 31.08.03, 20:14
          Bydgoszcz 1939. Krwawa Niedziela. Rozmowa z prof. Włodzimierzem Jastrzębski

          "Co na to władze?

          Regularnego wojska prawie nie ma - jest tylko batalion wartowniczy majora
          Sławińskiego pilnujący magazynów, które miały zaopatrywać front. Działa sztab
          15. Dywizji Piechoty z gen. Zdzisławem Przyjałkowskim.

          Policja nie działa. Razem z szefem policji Antonim Andrzejem Kowalskim z
          Bydgoszczy wyjechała większość funkcjonariuszy. W stronę granicy z Rumunią udał
          się prezydent Leon Barciszewski. Faktyczną władzę stanowi teraz komendant
          wojskowy Wojciech Albrycht. Ten, zamiast opanować panikę, zaczyna wysyłać
          swoich podwładnych - rezerwistów i weteranów, może już z właśnie powołanej
          Straży Obywatelskiej - do walki.

          Efekt jest taki, że polskie patrole wyciągają z mieszkań Niemców lub zatrzymują
          na ulicach osoby pochodzenia niemieckiego i na miejscu ich rozstrzeliwują.

          Polscy świadkowie mówią, że antyniemiecką akcję poprzedziły strzały z domostw
          należących do Niemców. Dywersanci mieli strzelać nawet z karabinów maszynowych.

          I nikogo nie trafili? I poddali się bez walki swoim katom? A poza tym skąd
          znalazłyby się te karabiny w rękach bydgoskich Niemców?

          Przy wzmożonej kontroli roztoczonej nad nimi w ciągu ostatnich miesięcy przez
          policję i polskich sąsiadów zgromadzenie broni byłoby praktycznie niemożliwe.
          Sam major Jan Sławiński podawał w wątpliwość posiadanie przez mniejszość
          niemiecką broni maszynowej. Jako wojskowy zdaje sobie sprawę z tego, że użycie
          jej w warunkach wąskiej zabudowy miasta spowodowałoby z miejsca straszliwą
          masakrę, tymczasem ofiar dywersji po stronie polskiej brak.

          A polskie relacje, o których panowie mówią? No cóż, czytając je, ma się
          wrażenie, jakby były pisane pod dyktando dawnej tzw. polskiej racji stanu.
          Możecie sobie przecież wyobrazić, jak te relacje tworzono - w powojennej
          atmosferze. Poza tym są i relacje niemieckie - około tysiąca szczegółowych
          opisów masakry.

          Opisów także tworzonych w powojennej atmosferze, powstałych na podstawie zeznań
          wypędzonych, rozgoryczonych przegraną wojną.

          To prawda. One - a jestem być może jedynym polskim historykiem, który je
          czytał - wyglądają mniej więcej tak: byliśmy mieszkańcami Bydgoszczy, dobrze
          nam się żyło wśród Polaków, dopiero tuż przed wojną zaczęły się pretensje i
          wzajemne animozje. 3 września w mieście zjawiły się grupy, bandy, hordy - tak
          to relacjonujący określają - złożone z umundurowanych polskich żołnierzy i
          polskich bydgoszczan.

          No i potem czytam: taka banda wywlokła dziadka, ojca, brata przed dom i
          rozstrzelała, strzelali nieznajomi żołnierze, nasi sąsiedzi pokazywali, kto tu
          jest Niemcem.

          Jak rozstrzygnąć, które relacje są prawdziwe?

          Dam panom przykład. Po wojnie Marta Lewandowska opowiedziała historię swojego
          męża, Jana, właściciela warsztatu ślusarskiego w Śródmieściu. Ów Jan przyłączył
          się do likwidowania rzekomej dywersji. Według relacji żony dzięki niemu został
          zlikwidowany dywersant Max Korth, który zza śmietnika przy ul. Kordeckiego
          strzelał do polskich żołnierzy. Tymczasem żona Kortha, Charlotta, opowiedziała,
          jak to mąż na jej oczach został wyciągnięty z piwnicy i rozstrzelany na
          podwórzu - przy śmietniku. I która relacja opowiada prawdę?

          Gdy odłożymy na bok sprzeczne relacje - pozostają fakty. Byli tu uzbrojeni i
          gotowi do walki Polacy i byli nieuzbrojeni Niemcy. Zginęli Niemcy. A do tego -
          co powinno być dla nas szczególnie wstydliwe - ich likwidacji towarzyszyły
          najzwyczajniejsze rabunki. Przez całe niedzielne popołudnie te "mieszane
          patrole" złożone z maruderów i bydgoszczan chodzą po niemieckich domach.
          Rewidują mieszkania i zabierają, co im się podoba. Niemieccy historycy mówią o
          kradzieżach. Oficjalnie Polacy szukają broni, ale nawet major Sławiński
          przyznaje we wspomnieniach, że nie znaleziono ani jednej sztuki. Gdzie podziała
          się ta broń dywersantów?

          Szef propagandy Sztabu Generalnego WP płk Roman Umiastowski od 1 września cały
          czas nadawał przez radio z Warszawy: "Rodacy, uważajcie na dywersantów,
          niemiecką V kolumnę na naszych tyłach". I tych dywersantów dostarczano w
          Bydgoszczy na kopy. Niemieccy mieszkańcy miasta zapełnili koszarowe piwnice,
          policyjne cele i prowizoryczne areszty. Ale nie znaleziono nawet jednego
          pistoletu.

          www1.gazeta.pl/bydgoszcz/1093892,35608,1617463.html?as=1&ias=5
          • aldon Re: A to Jastrzebski powiedzial, otez jest nazi, 31.08.03, 20:22
            Poczytaj sobie kolego jak pana Jastrzębskiego w sposób kulturalny gnoją
            panowie Lewandowski i Moczulski. Po prostu punktuja biedaka punkt po punkcie i
            wykazują, ze facet zwyczjnie kłamie. Myślę, że pan Jastrzębski dostał
            zamówienie na napisanie tego tekstu z Niemiec a konkretnie z ziomkostw i myśle
            tez, że nieźle na tym pisaniu ewidentnych kłamstw zarobił.

            www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34471,1625992.html
            • ballest Re: A to Jastrzebski powiedzial, otez jest nazi, 31.08.03, 20:29
              Ja tam nie bylem, wiec to nie sa moje spostrzezenia, ale faktem jest, ze jak
              niemieccy dywersanci nawet z karabinow maszynowych do Polakow strzelali, to
              musialy by byc ofiara wsrod Polakow, a tych nie bylo.

              ------
              "Wszystkich wyciągniętych z domu Niemców więc nie mordowano, część była po
              prostu zatrzymywana pod zarzutem szpiegostwa.

              Naturalnie. Gdyby zabijano każdego, kto mówi po niemiecku, liczba ofiar byłaby
              wyższa. Mordowali głównie maruderzy. Dzień czy dwa dni wcześniej uciekali przed
              niemieckimi czołgami, a teraz mogli wziąć odwet na nieuzbrojonych cywilach,
              którzy - przynajmniej w ich mniemaniu - z radością na te czołgi czekali. Jednak
              inne patrole po prostu odprowadzały zatrzymanych przedstawicieli mniejszości
              niemieckiej do siedziby komendy miasta, do sztabu 15. Dywizji lub do pustych
              koszar 62. Pułku Piechoty. Zebrało się ich około 800 osób.

              Opuszczający Bydgoszcz w nocy z 3 na 4 września generał Zdzisław Przyjałkowski
              nakazał zatrzymanych wypuścić do domów lub uwolnić. I tak się stało."

              • ballest Re: A to Jastrzebski powiedzial, otez jest nazi, 31.08.03, 20:32
                "Czy zdarzały się jakieś przypadki polskiej solidarności z prześladowanymi
                sąsiadami?

                Zdarzały się. Kpt. Andrzej Kulwieć, wykładowca historii w bydgoskiej Szkole
                Podchorążych i zarazem działacz niepodległościowy, wyciągnął z szeregu
                aresztowanych Niemców dziennikarza organu prasowego mniejszości
                niemieckiej "Deutsche Rundschau" redaktora Mariana Hepkego. Być może uratował
                mu życie. Ten w podzięce roztoczył nad Polakiem parasol ochronny w latach
                okupacji.

                Inny przykład: patrol usiłujący aresztować schowanego w piwnicy swego domu 80-
                letniego Hermanna Dietza, lekarza, który przed wojną leczył wielu Polaków,
                spotkał się z oporem polskiego woźnicy doktora. Ten stwierdził: "Zostawcie
                starego człowieka. On tak wiele dla Polaków zrobił!". Musiało to wywrzeć
                wrażenie na przybyszach, bo odstąpili od swych zamiarów.

                Oczywiście, bywało i odwrotnie - wstawiający się za postawionymi na
                rozstrzelanie Niemcami Polak, mistrz malarski Brunon Pulkowski, został przez
                żołnierzy-maruderów dołączony do szeregu zakładników i rozstrzelany.

                Strzały słychać było do późnego wieczora...

                Noc była już spokojna - to przyznają i polscy, i niemieccy historycy. Jedni i
                drudzy zgadzają się też, że 4 września nie było żadnej niemieckiej dywersji.

                3 wieczorem major Juliusz Kroenitz ze sztabu Armii "Pomorze" zameldował
                osobiście gen. Władysławo-wi Bortnowskiemu, że sytuacja jest opanowana. I oto
                nazajutrz, w poniedziałek, dochodzi do krwawej pacyfikacji jednej z dzielnic
                Bydgoszczy.

                Akcja przeprowadzana 4 września na Szwederowie przez członków Straży
                Obywatelskiej nosiła wszelkie cechy odwetu. Zginęło około stu niemieckich
                mieszkańców, w większości wyciągniętych z domów, spalono zbór ewangelicki przy
                ul. Leszczyńskiego.

                Niektórzy niemieccy badacze twierdzą, że w kościele byli ludzie. Podobne rzeczy
                działy się na Czyżkówku. Tamtejsi Niemcy uciekli do lasu przed tą - jak to
                ujmują niemieccy historycy - orgią mordu (Mordorgie). "
              • aldon Re: A to Jastrzebski powiedzial, otez jest nazi, 31.08.03, 20:34
                ballest napisał:

                > Ja tam nie bylem, wiec to nie sa moje spostrzezenia, ale faktem jest, ze jak
                > niemieccy dywersanci nawet z karabinow maszynowych do Polakow strzelali, to
                > musialy by byc ofiara wsrod Polakow, a tych nie bylo.
                > A kto powiedział, że nie było? Oczywiście, że były. W Bydgoszczy doszło do
                regularnych walk pomiedzy niemieckimi dywersantami a wojskiem polskim. Zabici
                byli po obu stronach. Były też ofiary wśród niemieckiej ludności cywilnej ale
                przebiegało to wszytko całkiem inaczej niz pisze Jastrzębski. Odsyłam jeszcze
                raz do Lewandowskiego i Moczulskiego. Rozprawiają sie oni z tekstem
                Jastrzębskiego punkt po punkcie.
                > ------
                > "Wszystkich wyciągniętych z domu Niemców więc nie mordowano, część była po
                > prostu zatrzymywana pod zarzutem szpiegostwa.
                >
                > Naturalnie. Gdyby zabijano każdego, kto mówi po niemiecku, liczba ofiar
                byłaby
                > wyższa. Mordowali głównie maruderzy. Dzień czy dwa dni wcześniej uciekali
                przed
                >
                > niemieckimi czołgami, a teraz mogli wziąć odwet na nieuzbrojonych cywilach,
                > którzy - przynajmniej w ich mniemaniu - z radością na te czołgi czekali.
                Jednak
                >
                > inne patrole po prostu odprowadzały zatrzymanych przedstawicieli mniejszości
                > niemieckiej do siedziby komendy miasta, do sztabu 15. Dywizji lub do pustych
                > koszar 62. Pułku Piechoty. Zebrało się ich około 800 osób.
                >
                > Opuszczający Bydgoszcz w nocy z 3 na 4 września generał Zdzisław
                Przyjałkowski
                > nakazał zatrzymanych wypuścić do domów lub uwolnić. I tak się stało."
                >
                >
                • ballest Re: A to Jastrzebski powiedzial, otez jest nazi, 31.08.03, 20:39
                  Aldon, ja pisze o krwawej niedzieli 03.09.1939 roku a po polskiej stronie nie
                  bylo zadnych ofiar!
                  Prosze, trzymaj sie tematu!
                  Czy zawsze ten co prawde napisze jest nazi, albo prawdy nikt uslyszec nie chce !
                  "Niemcy nie odpłacali się pięknym za nadobne?

                  Nie bardzo mieli jak. Nie organizowali demonstracji, bo gdyby pokazali się w
                  zwartej grupie na ulicy, to pewnie Polacy by ich pobili. Odgryzali się więc w
                  pyskówkach. Od maja 1939 roku polskie gazety pełne były doniesień o skazywaniu
                  przez bydgoski sąd okręgowy przedstawicieli mniejszości niemieckiej, którzy
                  dopuścili się słownej obrazy prezydenta RP, państwa i narodu polskiego. Za tzw.
                  szeptankę ferowano wysokie wyroki - nawet do trzech lat więzienia za pogróżki w
                  stylu "Hitler zrobi tu porządek". Znana była sprawa niemieckiego kamienicznika
                  z ul. Kościuszki, który zwrócił uwagę swojemu rodakowi, wspomnianemu już
                  lekarzowi Dietzowi, że leczy Polaków. "Oni wszyscy powinni wyzdychać" - miał
                  powiedzieć, za co sąd skazał go na trzy lata więzienia.

                  Inna sprawa, że donos złożył lokator, który nie płacił mu czynszu, ale polski
                  sędzia uznał, że jest on wiarygodnym świadkiem.

                  W prasie z 1939 roku, z której wziąłem relacje o tym wydarzeniu, pojawiły się
                  też niepoparte żadnymi konkretami oskarżenia polskich Niemców o szpiegostwo na
                  rzecz Rzeszy: ktoś widział np. ukrytą na strychu niemieckiego domu radiostację.
                  Brak jednak jakichkolwiek informacji o niemieckim uzbrajaniu się, o wykryciu
                  jakiejkolwiek broni. To ważne, bo teoria o niemieckiej dywersji zakłada
                  przecież, że bydgoscy Niemcy byli uzbrojeni. "

                  To jest dobre:
                  "Inna sprawa, że donos złożył lokator, który nie płacił mu czynszu, ale polski
                  sędzia uznał, że jest on wiarygodnym świadkiem"

                  Skad to Slonzoki znaja?


                  • aldon Re: A to Jastrzebski powiedzial, otez jest nazi, 31.08.03, 20:43
                    ballest napisał:

                    > Aldon, ja pisze o krwawej niedzieli 03.09.1939 roku a po polskiej stronie
                    nie
                    > bylo zadnych ofiar!
                    > Prosze, trzymaj sie tematu!
                    > Czy zawsze ten co prawde napisze jest nazi, albo prawdy nikt uslyszec nie
                    chce
                    > !
                    > "Niemcy nie odpłacali się pięknym za nadobne?
                    >
                    > Nie bardzo mieli jak. Nie organizowali demonstracji, bo gdyby pokazali się w
                    > zwartej grupie na ulicy, to pewnie Polacy by ich pobili. Odgryzali się więc
                    w
                    > pyskówkach. Od maja 1939 roku polskie gazety pełne były doniesień o
                    skazywaniu
                    > przez bydgoski sąd okręgowy przedstawicieli mniejszości niemieckiej, którzy
                    > dopuścili się słownej obrazy prezydenta RP, państwa i narodu polskiego. Za
                    tzw.
                    >
                    > szeptankę ferowano wysokie wyroki - nawet do trzech lat więzienia za
                    pogróżki w
                    >
                    > stylu "Hitler zrobi tu porządek". Znana była sprawa niemieckiego
                    kamienicznika
                    > z ul. Kościuszki, który zwrócił uwagę swojemu rodakowi, wspomnianemu już
                    > lekarzowi Dietzowi, że leczy Polaków. "Oni wszyscy powinni wyzdychać" - miał
                    > powiedzieć, za co sąd skazał go na trzy lata więzienia.
                    >
                    > Inna sprawa, że donos złożył lokator, który nie płacił mu czynszu, ale
                    polski
                    > sędzia uznał, że jest on wiarygodnym świadkiem.
                    >
                    > W prasie z 1939 roku, z której wziąłem relacje o tym wydarzeniu, pojawiły
                    się
                    > też niepoparte żadnymi konkretami oskarżenia polskich Niemców o szpiegostwo
                    na
                    > rzecz Rzeszy: ktoś widział np. ukrytą na strychu niemieckiego domu
                    radiostację.
                    >
                    > Brak jednak jakichkolwiek informacji o niemieckim uzbrajaniu się, o wykryciu
                    > jakiejkolwiek broni. To ważne, bo teoria o niemieckiej dywersji zakłada
                    > przecież, że bydgoscy Niemcy byli uzbrojeni. "
                    >
                    > To jest dobre:
                    > "Inna sprawa, że donos złożył lokator, który nie płacił mu czynszu, ale
                    polski
                    > sędzia uznał, że jest on wiarygodnym świadkiem"
                    >
                    > Skad to Slonzoki znaja?
                    > Ballest apeluje raz jeszcze poczytaj sobie repliki Lewandowskiego i
                    Moczulskiego dlatego, że Jastrzębski zwyczajnie kłamie. chyba, ze nie masz na
                    to czasu to ja zacytuje co ciekawsze ich wypowiedzi gdzie po prostu
                    kompromitują Jastrzębskiego.
                    >
                    >
                    >
                    • ballest Re: A to Jastrzebski powiedzial, otez jest nazi, 31.08.03, 20:47
                      Najlepiej nazwac kogos klamca, znamy z Jedwabnego !
                      "Może informacje o zbrojących się Niemcach nie przeciekały do prasy? Może
                      policja - na przykład w efekcie umowy z kontrwywiadem - nie informowała o
                      wyłapywaniu dywersantów?

                      Wykluczone. Sprawdziłem archiwa policji. Nic tam nie ma. Co więcej, kontrwywiad
                      też niczego takiego nie zanotował w całym woj. pomorskim. A działała tu prężna
                      ekspozytura tzw. Dwójki pod kierownictwem majora Jana Henryka Żychonia. On miał
                      duże osiągnięcia w wyłapywaniu szpiegów. Do tego stacjonowały pułki piechoty,
                      ułani, artyleria, przy każdym pułku była komórka kontrwywiadu. I żadnych
                      informacji o broni w rękach Niemców."

                      pyrsk
                      ballest
                      • aldon Re: A to Jastrzebski powiedzial, otez jest nazi, 31.08.03, 20:52
                        ballest napisał:

                        > Najlepiej nazwac kogos klamca, znamy z Jedwabnego !
                        > "Może informacje o zbrojących się Niemcach nie przeciekały do prasy? Może
                        > policja - na przykład w efekcie umowy z kontrwywiadem - nie informowała o
                        > wyłapywaniu dywersantów?
                        >
                        > Wykluczone. Sprawdziłem archiwa policji. Nic tam nie ma. Co więcej,
                        kontrwywiad
                        >
                        > też niczego takiego nie zanotował w całym woj. pomorskim. A działała tu
                        prężna
                        > ekspozytura tzw. Dwójki pod kierownictwem majora Jana Henryka Żychonia. On
                        miał
                        >
                        > duże osiągnięcia w wyłapywaniu szpiegów. Do tego stacjonowały pułki
                        piechoty,
                        > ułani, artyleria, przy każdym pułku była komórka kontrwywiadu. I żadnych
                        > informacji o broni w rękach Niemców."
                        >
                        > pyrsk
                        > ballest
                        > Widze Ballest, że nie chciało ci sie przeczytać tekstów Lewandowskiego i
                        Moczulskiego a więc zacytuję ich fragmenty. Na początek Lewandowski.

                        Fałszywe wrażenia budzi lektura opisu nastrojów i stosunków między
                        mniejszością niemiecką a polską większością. Profesora oparł ją na lekturze
                        gazet z 1939 roku. A trzeba odnieść się co najmniej do dwóch elementów.
                        Po pierwsze do zeznań (m.in. urzędników starostwa i policjantów) nt.
                        zakazywania w 1939 roku przez władze warszawskie reakcji na niemieckie
                        działania, aby nie zadrażniać stosunków.
                        Po drugie - do dostępnych przed 1939 rokiem relacji o potwierdzonych
                        działaniach mobilizacyjnych działaczy niemieckich (pierwsze z brzegu
                        przykładu: 7 lipca 1937 - skazanie bydgoskich działaczy Deutsche Vereinigung
                        za organizację pod Tucholą obozu wojskowego dla młodzieży z nielegalnie
                        posiadaną bronią; 19 marca 1939 - aresztowanie pod Osową Górą grupy 28
                        miejscowych Niemców gotowych do nielegalnego przekroczenia granicy z Rzeszą
                        itp.) Wydaje się jasne, że jeśli w kwietniu 1939 dopięto na ostatni guzik
                        plany uderzenia na Polskę ("Fall Weiss"), to wpisano w ich ramy użycie już
                        wyszkolonych dywersantów, a nie tych, których dopiero planowano werbować.
                        Blado wypadł w wywiadzie dowód na bierność Niemców w postaci
                        stwierdzenia: "działała tu prężna ekspozytura tzw. Dwójki pod kierownictwem
                        majora Jana Żychonia, który miał duże osiągnięcia w wyłapywaniu szpiegów".
                        Blado - albowiem Żychoń, jako oficer pionu wywiadowczego zajmował się
                        wysyłaniem naszych szpiegów do Rzeszy, zaś łapaniem agentów napływających
                        zajmować się miała ekspozytura kontrwywiadu pod kierunkiem kpt. Bema.

                        Przeciez Jastrzębski się kompromituje. Biedaczek nawet nie rozróżnia wywiadu
                        od kontrwywiadu i nie wie, że zwalczaniem dywersji zajmował i na całym świecie
                        zajmuje sie kontrwywiad.
                      • ballest Re: A to Jastrzebski powiedzial, otez jest nazi, 31.08.03, 20:52
                        "Uzbrojonych sabotażystów może nie było, ale przyjeżdżali entuzjastycznie
                        przyjmowani agitatorzy z III Rzeszy. Bydgoscy Niemcy w większości popierali
                        Hitlera, a ich polscy sąsiedzi o tym doskonale wiedzieli.

                        To prawda. Organizacje volksdeutschów, czyli Niemców mieszkających poza Rzeszą,
                        były finansowane przez państwo niemieckie. Od 1936 roku kontrolę nad
                        Volksdeutsche Mittelstelle, czyli centralą pomagającą niemieckim organizacjom
                        na obczyźnie, przejęła NSDAP. Z oczywistym skutkiem - Mittelstelle stała się
                        rozsadnikiem idei faszystowskich. Agitatorzy trafiali także do Bydgoszczy,
                        przemawiali na zebraniach itd.

                        Nie mam złudzeń - bydgoscy Niemcy w większości popierali Hitlera, a ich polscy
                        sąsiedzi o tym doskonale wiedzieli. Czym innym są jednak antypolskie nastroje,
                        a czym innym strzelanie do współmieszkańców. Te karabiny maszynowe u
                        dywersantów czy niemieccy spadachroniarze zrzucani z samolotów do
                        podbydgoskiego Myślęcinka - to wszystko pojawia się dopiero w powojennych
                        polskich relacjach.

                        Pan powiedział o 358 niemieckich cywilach zabitych w Bydgoszczy. Goebbels mówił
                        o 58 tysiącach. To jaki jest właściwie bilans Krwawej Niedzieli?

                        Nazistowską propagandę odrzućmy od razu. Goebbels, a właściwie osobiście
                        Hitler, po prostu kazał dodać zero do liczby 5,8 tys. zabitych, którą otrzymał
                        w pierwszym raporcie. Ta dotyczyła jednak wszystkich zabitych volksdeutschów,
                        którzy zginęli na ziemiach polskich.

                        Poważne i rzetelne badania dotyczące Bydgoszczy i okolic przeprowadził
                        współczesny niemiecki historyk i były bydgoszczanin Hugo Rasmus. On podaje
                        dokładną liczbę zabitych. Według niego na początku września 1939 roku w
                        Bydgoszczy zginęło 358 osób cywilnych narodowości niemieckiej. Do tego dodaje
                        jeszcze 65 ofiar tzw. marszu na Łowicz. Chodzi o bydgoszczan niemieckiego
                        pochodzenia, którzy zostali internowani i wysłani z miasta pod wojskową eskortą
                        w stronę Warszawy. W okolicach Łowicza uwolnił ich Wehrmacht, ale zanim to
                        nastąpiło, co trzeci z maszerujących zginął. Wedle polskich źródeł - stracili
                        życie wskutek nalotów Luftwaffe. Według niemieckich historyków internowani byli
                        po prostu mordowani przez konwojentów. Ten marsz to druga - obok bydgoskiej
                        Krwawej Niedzieli - największa kontrowersja z punktu widzenia wspólnych ustaleń
                        historyków Polski i Niemiec.

                        Wracając do Bydgoszczy - jeden z moich magistrantów sprawdził wszystkie te 358
                        nazwisk z przedwojennymi kartotekami i listami z ksiąg adresowych i
                        telefonicznych. Ustalił, że nie są wzięte z powietrza. Ci ludzie naprawdę żyli
                        w Bydgoszczy, a potem - w czasie okupacji - już ich nie było. To nie jest
                        propaganda niemieckich rewanżystów, tylko straszna prawda: wśród tych 358
                        zabitych jest 39 kobiet i 55 osób w podeszłym wieku. Zagładzie uległy całe
                        rodziny z małymi dziećmi, np. sześcioosobowa rodzina Boldinów, pięcioosobowa
                        Kohnów, czteroosobowa Radlerów. We własnym domu w dzielnicy Okole Polacy
                        zastrzelili 62-letniego fotografa Franza Baschego, jego żonę Helenę, siostrę
                        Elizabeth Mau i jej męża Ottona Maua."
                        • ballest Reakcje 31.08.03, 21:20
                          Reakcje sa rozne , tu jedna z pierwszych, musze przznac bardzo wywazona:

                          "Publikacja w "Dużym Formacie" (z 13 sierpnia 2003) wywiadu z prof.
                          Włodzimierzem Jastrzębskim nt. wydarzeń z 3 i 4 września 1939 roku odbiła się
                          szerokim echem. Zgodnie z prośbą "Gazety" napływają do nas kolejne opinie w tej
                          kontrowersyjnej sprawie. Oto pierwsze z głosów, jakie publikujemy

                          Mariusz Zawodniak, rzecznik prasowy Akademii Bydgoskiej

                          Publikację prof. Jastrzębskiego traktujemy jako kolejny głos w burzliwej
                          dyskusji. To przede wszystkim wypowiedź uznanego bydgoskiego historyka.
                          Profesor na łamach "Gazety" prezentuje efekty swojej wieloletniej pracy
                          naukowej. Trudno nam odnosić się do spraw, nad którymi nieustannie trwają
                          badania. Nie można ich z góry krytykować. Rektorowi oczywiście znana jest cała
                          sprawa, jej kontrowersyjny charakter także. Trudno jednak, aby dla dobra
                          uniwersyteckiego public relations zabronić naszym pracowników podejmowania
                          tematów niewygodnych. Prawda musi pozostać najważniejsza. Rektor mógłby
                          interweniować, gdyby podczas pracy profesora zostały naruszone elementarne
                          zasady rzetelności. Tutaj takich naruszeń nie było."
                        • Gość: aqua Re: A to Jastrzebski powiedzial, otez jest nazi, IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.03, 11:12
                          ballest napisał:

                          > "Uzbrojonych sabotażystów może nie było, ale przyjeżdżali entuzjastycznie
                          > przyjmowani agitatorzy z III Rzeszy. Bydgoscy Niemcy w większości popierali
                          > Hitlera, a ich polscy sąsiedzi o tym doskonale wiedzieli.
                          >
                          > To prawda. Organizacje volksdeutschów, czyli Niemców mieszkających poza
                          Rzeszą,
                          >
                          > były finansowane przez państwo niemieckie. Od 1936 roku kontrolę nad
                          > Volksdeutsche Mittelstelle, czyli centralą pomagającą niemieckim organizacjom
                          > na obczyźnie, przejęła NSDAP. Z oczywistym skutkiem - Mittelstelle stała się
                          > rozsadnikiem idei faszystowskich. Agitatorzy trafiali także do Bydgoszczy,
                          > przemawiali na zebraniach itd.
                          >
                          > Nie mam złudzeń - bydgoscy Niemcy w większości popierali Hitlera, a ich
                          polscy
                          > sąsiedzi o tym doskonale wiedzieli. Czym innym są jednak antypolskie
                          nastroje,
                          > a czym innym strzelanie do współmieszkańców. Te karabiny maszynowe u
                          > dywersantów czy niemieccy spadachroniarze zrzucani z samolotów do
                          > podbydgoskiego Myślęcinka - to wszystko pojawia się dopiero w powojennych
                          > polskich relacjach.

                          Chciałem ci ballest zwrócić uwagę, że po wkroczeniu Wermachtu do Bydgoszczy, w
                          przeciągu kilku miesięcy, Niemcy zamordowali ok. 20tysięcy Polaków, miszkańców
                          Bygoszczy. Myślę, że wśród tych 20 tysięcy, byli również ci co mogli zdać
                          wierną relację z tego co się stało tej niedzieli. Dlatego relacje Polaków
                          spisywane po wojnie mogą być niekompletne.
                          Ciekawi mnie również, kto wskazywał tych Polaków do egzekucji, czy to nie byli
                          sąsiedzi Niemncy. Jak prowadzono selekcję, jak urządzono sądy. Czy można
                          wierzyć w relacje niemieckie, spisywane we wrześniu 39. Chyba sam nie wierzysz
                          w sprawiedliwość sądów niemieckich w 39.
                          • Gość: Penn State Re: A to Jastrzebski powiedzial, otez jest nazi, IP: *.wb.ptd.net 09.09.03, 15:35
                            Nawet nie raczyl "Mr.Balas" odpowiedziec, jemu podobni maja bardzo selektywna
                            pamiec o przedmiocie rozwazan ( opieranie sie tylko na zrodlach niemieckich, a
                            jesli juz cytuja polskie zrodla, to tylko jesli jest zgodne ze zrodlami
                            niemieckimi ). Dokladnie tak samo lub podobnie zaczynalo sie kilka lat przed
                            wojna, najpierw spokojne dyskusje, a jak sie skonczylo, nie trzeba nikomu
                            rozsadnemu i uczciwemu tlumaczyc, no moze "Mr. Balasowi", dla ktorego
                            jedynymi "prawdziwymi" zrodlami o tamtych czasach sa archiwa niemieckie.
    • Gość: ballest Re: Kłamstwa neonazisty Ballesta IP: *.dip.t-dialin.net 31.08.03, 20:51
      Diebstahl einer Münzsammlung bei einem Einbruch in ein Einfamilienhaus in
      Jena im Zeitraum 16. – 18.07.2003.

      - Diebstahl eines Motorrades „Senna Ducati 916/III“, amtliches Kennzeichen: RG-
      D50, am 16.07.2003 in Großenhain.

      - Einbruchdiebstahl in die Universitätsklinik Rostock am 12.06.2003

      - Diebstahl des Gittervisiers von einer Ritterrüstung aus dem Waffenmuseum
      Heidecksburg im Zeitraum Dezember 2002 bis 06.07.2003
    • aldon Re: Kłamstwa neonazisty Ballesta 31.08.03, 20:56
      Natomiast to co napisał dr. Georg Jaeckel to sa wszystko bzdury wyssane z
      palca. Mógłbym je wypunktować punkt po punkcie ale akurat w tej chwili nie mam
      czasu. Powiem ci tylko, ze praktycznie ani jedno zdanie nie jest tam
      prawdziwe. Typowa bezwartościowa nazistowska propaganda.
      • ballest Re: Kłamstwa neonazisty Ballesta 31.08.03, 21:09
        Dobrze , ze to Niemiec nie napisal, jak juz pisalem, miesiacami zaprzeczano
        Jedwabne, dlaczego, bo to Niemcy zrobili, Bravo, Niemcy jak wiesz sie zaraz do
        tego przyznali, tylko ofiary spokoju nie daly i powiedzialy to nie Niemcy, my
        musimy wiedziec , kto!
        Wierzmi, Polska ma jeden wielki problem, przyznanie sie do winny, obojetnie com
        sie stanie Polak sie nie przyzna.
        Pamietasz odszkodowania z funduszu dla robotnikow przymusowych !!!
        POLACY na wlasne zadanie zazadali w zlotowkach a jak Euro w gore poszedl i na
        tym stracili, to szukali winy u Niemcow !
        Wierzmi, Polacy a przyznanie sie do czegos , N I G D Y !
        To ich robi takich sympatycznach w Europie i na Swiecie !
        "A polskie ofiary?

        Były pojedyncze, przypadkowe postrzelenia cywilów. Są doniesienia potwierdzone
        po wojnie w "Księdze pochowanych żołnierzy września 1939" o zabiciu w
        Bydgoszczy i okolicy - 20 na pewno i 11 prawdopodobnie - polskich żołnierzy.

        Możliwe też, że oni zmarli w tutejszych szpitalach z ran odniesionych na
        froncie albo też znaleźli się w gronie obrońców miasta i zginęli w walkach z
        wkraczającym Wehr-machtem 5 września.

        Ale możliwe są i inne sytuacje. W powojennych zeznaniach polskich świadków
        pojawiają się - moim zdaniem niepoważne - sugestie o występowaniu niemieckich
        dywersantów przebranych w mundury polskiego wojska.

        Sytuacja była tu jak na Dzikim Zachodzie - wszyscy do wszystkich strzelali:
        polscy uzbrojeni cywile do nadchodzącego polskiego wojska, biorąc je za
        Wehrmacht lub za dywersantów przebranych w polskie mundury, dalej polscy
        żołnierze-maruderzy do uzbrojonych cywilów, uważając ich za niemieckich
        dywersantów, wreszcie polskie patrole złożone z żołnierzy i cywilów do
        bezbronnej ludności niemieckiej.

        Dopiero 5 września, gdy pojawiła się niemiecka armia, stało się jasne, gdzie
        jest wróg.

        No właśnie - po poniedziałku 4 września nadchodzi wtorek, kiedy to ci sami
        ludzie, o których mówimy: członkowie Straży Obywatelskiej, młodzi z PW,
        kolejarze, bohatersko bronią Bydgoszczy przed regularnymi oddziałami
        Wehrmachtu. Część z nich została za to rozstrzelana...

        To prawda - częściowo ci sami ludzie, którzy dokonali masakry sąsiadów, stawili
        bohaterski opór wkraczającym Niemcom.

        Do starć doszło m.in. w rejonie Szwederowa, także wzdłuż ulic Gdańskiej i
        Mostowej. Nawet po apelu Zarządu Straży Obywatelskiej nie wszyscy złożyli broń.
        Jeszcze przez kilka dni w kilku różnych miejscach w Bydgoszczy strzelano z
        ukrycia w kierunku niemieckich żołnierzy.

        Kres tym wypadkom położyły dopiero publiczne egzekucje zakładników polskich 9 i
        10 września.

        Podobny opór stawiali żołnierzom niemieccy cywilni obrońcy Inowrocławia,
        Mogilna i Strzelna.

        Tym większa była zemsta. Przez Pomorze i Kujawy przetoczyła się masowa akcja
        eksterminacji ludności polskiej, która pochłonęła dużo więcej ofiar niż Krwawa
        Niedziela.

        Pretekstu dostarczyła jednak Brom-berger Blutsonntag, dla Niemców symbol
        męczeństwa.

        Tylko jesienią 1939 roku rozstrzelano w odwecie około półtora tysiąca Polaków z
        Bydgoszczy.

        Trudno się dziwić, że polski rząd na uchodźstwie wobec niemieckich oskarżeń nie
        mógł i nie chciał pozostać bierny.

        Tak, właśnie w Londynie pojawiła się teza o niemieckiej dywersji. Po wojnie
        wątek ten "twórczo rozwinęła" propaganda i historiografia peerelowska.

        Niemcy z RFN odpowiadali swoimi publikacjami.

        Zrezygnowali oczywiście z wysokiej liczby ofiar propagandy hitlerowskiej - z
        tych 58 tysięcy zrobiło się na powrót 5 tysięcy, ale historia męczeństwa
        bydgoskich Niemców była i jest wśród naszych sąsiadów bardzo żywa. Pora już
        przerwać ten dialog głuchego ze ślepym.

        Dowodów na niemiecką dywersję nie ma, tak jak nie ma także powodów, aby
        twierdzić, że Polacy z rozmysłem i premedytacją zmasakrowali bydgoskich
        Niemców. Trzeba zrozumieć desperację i pogodzić się z teorią pod tytułem:
        wybuch niekontrolowanych działań. Wiele miast polskich, np. Łódź, Gdańsk,
        Wrocław, Poznań czy Warszawa, już rozliczyło się ze swojej polsko-niemieckiej
        przeszłości. Czas także i na Bydgoszcz. "

        • ballest Reakcje ! 31.08.03, 21:24
          Sa rozne, tu bardzo wywazona, ktora mnie zaskoczyla:

          "Publikacja w "Dużym Formacie" (z 13 sierpnia 2003) wywiadu z prof.
          Włodzimierzem Jastrzębskim nt. wydarzeń z 3 i 4 września 1939 roku odbiła się
          szerokim echem. Zgodnie z prośbą "Gazety" napływają do nas kolejne opinie w tej
          kontrowersyjnej sprawie. Oto pierwsze z głosów, jakie publikujemy

          Mariusz Zawodniak, rzecznik prasowy Akademii Bydgoskiej

          Publikację prof. Jastrzębskiego traktujemy jako kolejny głos w burzliwej
          dyskusji. To przede wszystkim wypowiedź uznanego bydgoskiego historyka.
          Profesor na łamach "Gazety" prezentuje efekty swojej wieloletniej pracy
          naukowej. Trudno nam odnosić się do spraw, nad którymi nieustannie trwają
          badania. Nie można ich z góry krytykować. Rektorowi oczywiście znana jest cała
          sprawa, jej kontrowersyjny charakter także. Trudno jednak, aby dla dobra
          uniwersyteckiego public relations zabronić naszym pracowników podejmowania
          tematów niewygodnych. Prawda musi pozostać najważniejsza. Rektor mógłby
          interweniować, gdyby podczas pracy profesora zostały naruszone elementarne
          zasady rzetelności. Tutaj takich naruszeń nie było."
          • Gość: aqua Re: Reakcje ! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.03, 13:55
            Nareście w prasie Polskiej znalazłeś wyważoną opinię Ballest. Jak widzę znasz
            doskonale historię "krwawej niedzieli", również ze źródeł niemieckich. Mam
            propozycję abyś opisał, jak po wejściu hitlerowców do Bydgoszczy wyglądała
            sytuacja polskiej ludności. Czy to prawda, że niezawisłe sądy niemieckie
            obarczyły winą za tą "niedzielę" i straciły 20 tysięcy Polaków. Jak
            demokratyczne Niemcy ukarały winnych tej zbrodni. Dopiero jak na te pytania
            odpowiesz, możesz się zająć winą Polaków.
            • ballest Re: Reakcje ! 01.09.03, 21:45
              To wszystko prawda, co napisalas i do tej prawdy sie NIEMCY przyznaly, my sie
              pytamy, czy prawda jest co napisal Jastrzebski , bo badal to zdarzenie ze
              swoja "EKIPA" ponad 5 lat!!!
              Niemcy sie przyznaly, przyznaja sie takze POLACY ?
              • Gość: aqua Re: Reakcje ! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.09.03, 11:33
                ballest napisał:

                > To wszystko prawda, co napisalas i do tej prawdy sie NIEMCY przyznaly, my sie
                > pytamy, czy prawda jest co napisal Jastrzebski , bo badal to zdarzenie ze
                > swoja "EKIPA" ponad 5 lat!!!
                > Niemcy sie przyznaly, przyznaja sie takze POLACY ?

                Musisz nam napisać jak się niemcy przyznały i czy ukarały winnych. Bo jak się
                orientuje wszystko odbyło się "legalnie", znane są nazwiska sędziów, sprawców,
                morderców.

                Jak się orientuję to niemcy weszli do Polski, nie odwrotnie. A może myślisz, że
                niemcy weszli do Polski bo oni zarobili "krwawą niedzielę". Po co tu wchodzili,
                po co tu wchodziłeś ballest. Ile jest warte życie Polaka dla ciebie, czy życie
                jednego niemca warte jest 66 Polaków.
    • aldon Re: Kłamstwa neonazisty Ballesta 02.09.03, 18:52

      Gazeta.pl > Bydgoszcz > Aktualności Wtorek, 2 września 2003




      Günter Schubert: w Bydgoszczy doszło do niemieckiej dywersji



      ZOBACZ TAKŻE


      • Kim jest dr Günter Schubert (02-09-03, 17:40)
      • Kim jest prof. Włodzimierz Jastrzębski (02-09-03, 17:42)







      Bogusław Kunach 02-09-2003, ostatnia aktualizacja 02-09-2003 17:40

      Mam inne zdanie niż prof. Jastrzębski. Według mnie 3 i 4 września 1939 r. w
      Bydgoszczy doszło do niemieckiej dywersji - mówił we wtorek Günter Schubert na
      promocji polskiego wydania swojej książki

      Takiego tłoku w sali sesyjnej ratusza chyba nie było jeszcze nigdy. Na
      promocji książki niemieckiego dziennikarza Güntera Schuberta "Bydgoska Krwawa
      Niedziela. Śmierć legendy" zajęte były wszystkie miejsca, w przejściach stał
      tłum gości, nawet galeria była wypełniona po brzegi. - Zainteresowanie jakim
      się tu spotkałem, to mój życiowy sukces - cieszył się były wieloletni
      korespondent z Warszawy ogólnoniemieckiej telewizji publicznej ZDF.

      Rzeczywiście sprzedawana od poniedziałku książka rozchodziła się jak świeże
      bułki. Na korytarzu w kilka chwil sprzedano pierwszych kilkadziesiąt
      egzemplarzy. - Wiedza o Krwawej Niedzieli nie jest jeszcze rozdziałem
      zamkniętym, ale książka pana Schuberta przybliża nas do wyjaśniania
      kontrowersji, które wciąż się pojawiają - mówił prezydent Konstanty Dombrowicz.

      Prezydent miał na myśli głośny wywiad, jaki "Gazecie Wyborczej" udzielił
      niedawno prof. Włodzimierz Jastrzębski. Szef Instytutu Historii Akademii
      Bydgoskiej jest jedynym polskim naukowcem, który oficjalnie zanegował
      zorganizowanie 3 i 4 września 1939 r. zbrojnej dywersji niemieckiej w mieście.
      Natomiast Schubert jest pierwszym badaczem niemieckim, który uznał, że
      dywersja miała miejsce.

      - Dla mnie jako bydgoszczanina i historyka bliższa jest wersja przedstawiona
      przez pana Schuberta - ogłosił w trakcie dyskusji prof. Adam Marcinkowski,
      rektor AB. - Cieszę się, że namówiłem autora do spotkania z historykami i
      studentami z naszej uczelni.

      Kiedy mogłoby dojść do bezpośredniego spotkania prof. Jastrzębskiego z
      Schubertem? - Wiem, że pan Schubert zdobył kolejne dowody na zorganizowanie
      dywersji w Bydgoszczy i chce je przedstawić w drugim wydaniu swojej książki -
      kontynuował prof. Marcinkowski. - Jej ukończenie mogłoby być dobrym pretekstem
      do takiego sympozjum. Mam nadzieję, że dojdzie do tego w najbliższym roku
      akademickim.

      - Tak jak i w przypadku pierwszego wydania książki, miasto pomoże w druku jej
      uzupełnionej wersji - od razu zadeklarował Dombrowicz.

      Nazwisko prof. Jastrzębskiego przewijało się w prawie każdej wypowiedzi w
      trakcie dyskusji. Bydgoski naukowiec był atakowany za swoje poglądy, tak że w
      końcu w jego obronie stanął sam Schubert. - Każdy historyk ma prawo do
      własnych wniosków i nie można mu zabraniać głoszenia swoich poglądów -
      uspokajał Niemiec.

      - Nie jestem zwolennikiem tezy prof. Jastrzębskiego - włączył się prof. Marian
      Wojciechowski z Uniwersytetu Warszawskiego. - Ale zmroziły mnie głosy
      bydgoszczan z zamieszczone w lokalnej prasie, które domagały się postawienia
      go przed sądem (w tym momencie na sali rozległa się burza oklasków), albo
      zakazania mu udzielania wywiadów (kolejne oklaski). To głosy uczniów ze szkoły
      Hitlera i Stalina. Wybór nauczyciela pozostawiam tym, którzy przed chwilą bili
      brawo.



      Jastrzębski to typowy przykład PRL-owskiego propagandzisty piszącego na
      zlecenie najpierw partii teraz ziomkostw. Schubert jest natomiast człowiekiem
      godnym zaufania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka