silesius
02.10.03, 22:42
Endekomuna to zbitka terminologiczna łatwa do rozszyfrowania: połączenie
haseł ideologicznych endeckich z komunistycznymi. Mikstura ta, zadawałoby
się, nie do pomyślenia, stała się rzeczywistością od zarania Polski Ludowej.
Już sławetny Manifest PKWN z lipca 1944 roku pokazał, jak program
nacjonalistycznej skrajnej prawicy polskiej można zużytkować w interesie
przeciągnięcia społeczeństwa polskiego na stronę niepopularnej komunistycznej
władzy. Hasła nacjonalistyczne miały być ową marchewką, ułatwiającą
pogodzenie się Polaków z nową władzą, jaka wraz z Armią Czerwoną przybyła i
zainstalowała się w Lublinie, a później w Warszawie.
Szaniec był podziemnym pismem Obozu Narodowo-Radykalnego, a zatem skrajnego
nacjonalistycznego skrzydła, od 1934 roku wyłonionego z endecji, czyli
Stronnictwa Narodowego. Pismo to w numerze 49 z 1940 roku sformułowało
polskie cele wojenne następująco:
Polska musi odzyskać (...) na zachodzie co najmniej linię dolnej Odry (ujście
obustronne) i cały Śląsk po Nissę Łużycką.
Państwu polskiemu przysługiwać będzie prawo wysiedlenia do Niemiec całej
ludności niemieckiej, niezależnie od ewentualnej opcji tejże ludności według
swobodnego uznania właściwych władz polskich.
Komunistom w tym czasie nie przychodziło na myśl wskrzeszenie państwa
polskiego, a co dopiero przesunięcie jego granicy zachodniej na linię Odry i
Nysy Łużyckiej. A jednak w kilka lat później ów postulat ONR-owski
zrealizowali co do joty, podobnie jak wysiedlenie Niemców z terenów
położonych na wschód od tej linii czy w ogóle zmobilizowanie „ducha
narodowego” do akcji przebudowy kraju. Nieprzypadkowo masowa organizacja
ogólnospołeczna - odpowiednik PRON-u z czasów stanu wojennego - nosiła w
epoce Bieruta nazwę identyczną jak w innych krajach organizacje typu
faszystowskiego: Front Narodowy. Popularny wiersz o nim głosił: Front
Narodowy - to socjalizmu śmiałe budowy... Tenże Bierut określał Polskę Ludową
jako narodową w formie, a socjalistyczną w treści; połączenie tych
przymiotników nie wymaga komentarza,
W sedno zatem trafił Czesław Miłosz, pisząc w Traktacie poetyckim:
Niechaj tutaj będzie wreszcie powiedziane:
Jest ONR-u spadkobiercą Partia.
A poza nimi nic nigdy nie było
Prócz buntu godnych pogardy jednostek.
Któż miecz Chrobrego wydobywał z pleśni?
Któż wbijał myślą słupy aż w dno Odry?
I któż namiętność uznał narodową
Za cement wielkich budowli przyszłości?
Tradycyjna polityczna postawa endecji była w swych podstawowych założeniach
zdecydowanie prorosyjska i zdecydowanie antyniemiecka. Rewolucja bolszewicka
program ten zakłóciła: odtąd klientami czerwonej Rosji stali się komuniści.
Jednakże od objęcia władzy nad Polską przechwycili oni antyniemieckie hasła
endecji. Jej zwolennicy w ogromnej części przyjęli to „zaproszenie do tanga”
i współdziałali z władzą ludową w „niemcożerczej” propagandzie, działając w
odpowiednich instytutach, uczelniach, urzędach Polski Ludowej. Co prawda,
trzeba było przy tym przełykać gorzkie pigułki serwowane przez międzynarodowy
obóz komunistyczny, jak na przykład dostrzeganie „dobrych Niemców” akurat w
totalitarnych bandziorach z NRD, strzelających do swych rodaków na Murze
Berlińskim i gotowych zbrojnie rzucić się na polskiego sojusznika czy to w
1956, czy 1980 roku.
Taką była geneza i dalsze dzieje endekomuny. Polska Ludowa przeszła do
historii, system komunistyczny wyparował, ale homo sovieticus polskiego
chowu, w duchu tej endekomuny przez niemal pół wieku indoktrynowany, nadal
duchowo pozostaje agentem interesów Moskwy. Deklaruje się jako prawicowiec i
antykomunista. I szczerze w to wierzy, ale zarazem głosi taki „program dla
Polski”:
1. Niemiec to zawsze nasz wróg, głęboko nam nieprzyjazny,
2. Rosja jest wobec tego naszym naturalnym słowiańskim pobratymcą i
sojusznikiem,
3. Niepodległe Ukraina, Białoruś i Litwa zawsze będą wspólnikami Niemiec, a
zarazem wrogami tak Rosji, jak i Polski; a zatem Rosja i Polska powinny
przeciwstawiać się ich niepodległości i dzielić między sobą ich terytoria,
4. Integracja europejska to przedsięwzięcie nader podejrzane, grożące utratą
narodowej tożsamości i suwerenności Polski,
5. Uczestnictwo w NATO grozi nam tym samym, a zatem trzymajmy się z daleka i
od tej organizacji.
Pieniądze płyną z Moskwy - tak zatytułował swą książkę Jacques Doriot, gdy
rozstał się z ruchem komunistycznym. Ten długoletni działacz Kominternu i
członek Biura Politycznego Komunistycznej Partii Francji wiedział o czym
pisze. Książka jego przełożona na polski w 1937 roku, a wznowiona kilka lat
temu, warta jest przeczytania. Pieniądze płynęły z Moskwy na finansowanie
prosowieckiej agentury. Wcześniej przez dwa wieki płynęły z carskiego Sankt
Petersburga dla rosyjskiej agentury w Polsce. W dawnej Rzeczypospolitej nie
szczędzili tych pieniędzy ambasadorzy rosyjscy - Repnin, Stackelberg i inni.
Z ducha tamtej prorosyjskiej klienteli wyrosła Targowica i różne służalcze
wobec Rosji panslawistyczne i „antygermańskie” siły polityczne doby
porozbiorowej.
Dziś prorosyjska klientela znowu zmienia barwy. Już nie komuniści, a znowu
prawica głosi programy, za które Moskwa chętnie sypnęłaby złotem. Z tym
jednak obecnie w Rosji krucho, ale na jej szczęście nowa prawica głosi miłe
Moskwie programy „ideowo”, nie za pieniądze. Dziedzictwo endekomuny robi
swoje. Dzieje głupoty w Polsce wzbogacają się o kolejny rozdział.
Andrzej Piskozub
Autor jest profesorem zwyczajnym na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie kieruje
Katedrą Nauki o Cywilizacji na Wydziale Nauk Społecznych