sterlitz
06.09.08, 17:38
W zeszłym tygodniu zrobiłam sobie maraton "Robin'a z Sherwood" - wszystkie 26
odcinków ;) Przejrzałam wątek o serialach, które znowu byśmy chcieli zobaczyć
i okazuje się, że wszyscy chcą tylko pierwszych dwóch serii tj z Michaelem
Pread'em. I nie wiem o co chodzi.
Powiem szczerze, że wolę syna sławnego Bonda. Trzecia seria wydaje mi się
bardziej przystająca do rzeczywistości, ma mniej naciąganej magii, a Robin
mniej cukierkowy. Wychuchana uroda Pread'a kojarzy mi się teraz z kiczowatą
estetyką lat osiemdziesiątych wymuskanego Georga Michaela czy tego ciemnego z
Modern Talking.
Mam więc prośbę: wytłumaczcie mi na czym polega wyższość czarnego nad białym
Robin Hoodem;)
PS. Czy tylko mnie wkurza bezsensowne zamknięcie trzeciej serii (Marion
zostaje pingwinem, a Robin jakby żegnał się ze swoją "bandą")