Dodaj do ulubionych

plusy i minusy mieszkania pod miastem

31.07.08, 07:11
Jak juz pisalam wczesniej planujemy wyprowadzkę jakies 12 km pod miasto.
Najpierw bardzo mi sie to spodobało ale im dluzej o tym mysle tym wiecej mam
watpliwosci.... Mam auto do swojej dyspozycji ale nie mam jeszcze prawa jazdy
(jestem na kursie , ale kto wie kiedy zdam ;-) ), dzieci trzeba bedzie
dowozic do szkoły, nie beda miały kolegów "pod bokiem", z kim bedą się bawiły
popołudniami? I jeszcze szereg innych rzeczy. Macie jakieś doświadczenia?
Jakie jest wasze zdanie. Ja mam burze mysli i coraz wiecej wątpliwości.
Obserwuj wątek
    • narttu Re: plusy i minusy mieszkania pod miastem 31.07.08, 07:17
      jak dla mnie zaden z twoich argumentow nie jest przerazajacy. 1. nie
      masz prawka ale jak bedziesz miec i bedziesz auta uzywac to sie
      nauczysz szybciej wiec podwozenie dzieci do skzly to tez nie problem
      2. jak sasiedzi nie maja dzieci to zawsze mozna zapraszac kolegow ze
      szkoly czy przedszkola na popoludnie
      • leluchow1 Re: plusy i minusy mieszkania pod miastem 31.07.08, 08:49
        Jak tak czytam co napisałaś to wszystko wydaje mi się proste i jasne, ale kiedy
        zaczynam sama kombinować.... Cały czas też myśle co zrobie z maluchem w
        pierwszej klasie po lekcjach kiedy ja bede w szkole. Nie wiem jak wyglada teraz
        świetlica ale za moich czasów nie zachęcała....
        Kurcze a z drugiej strony komfort ucieczki z blokowiska kusi.
        Problemowa jestem ,co? ;-)
        • leluchow1 Re: plusy i minusy mieszkania pod miastem 31.07.08, 08:50
          Jak ja będę w pracy oczywiście a nie w szkole.
          • dorka3078 Re: plusy i minusy mieszkania pod miastem 31.07.08, 09:08
            ja mieszkam pod miastem parę miesięcy ale budowalismy sie przez parę
            lat więc wszystko mamy już opanowane,a więc szkoła jest blisko
            zawożą i przywożą Klaudię jak my jej nie zawieziemy,świetlica jest
            do 16.30 więc normalnie ,dzieci mamy tu więcej niż jak mieszkalismy
            w Szczecinie bo jakoś sami starzy mieszkali,dwa samochody to wiadomo
            muszą być wiec żadne odległości nie są straszne,ja jestem zadowolona
            a i starszą Klaudię nie boję się puścić samą do koleżanek w mieście
            sama nigdzie nie poszła
    • malenkie7 Re: plusy i minusy mieszkania pod miastem 31.07.08, 09:21
      Napisze na podstawie dwojego doswiadczenia, czyli mieszkanie w
      podwarszawskiej miejscowosci:
      Plusy:
      - swoboda, jestescie otoczeni ogrodzeniem dającym prywatność, macie
      duzo przestrzeni tylko dla siebie
      - jesli macie psa, nie ma problemów z wyporowadzaniem na kazde siku
      - jeśli pasjonujecie sie zielenią, to mozecie sobie zafundowac ładną
      zielona architekturę
      - latem mozna opalać sie swobodnie, łazic sobie swobodnie tylko w
      kostiumie
      - dziecko ma duzo przestrzeni do biegania, zabawy
      - dom to duzo przetrzeni do zagospodarowania (mozna miec spizarnie,
      garderobe, pomieszczenie gospodarcze, pracownie, siłownie i co tam
      jeszcze sobie człowiek wymysli)


      Minusy:
      - korki, długa droga do pracy (koszmar jak dla mnie, gdy pracowałam
      to w jedną strone jechałam minimum godzine, a gdy cos wydarzyło sie
      na drodze lub pogoda sie załamała - nawet do dwóch, a mieszkamy 24
      km od pl. Bankowego)
      - z reguły miejsca podmiejskie są srednio skomunikowane z miastem
      (tu gdzie mieszkam sa tylko prywatne autobusy, a raczej gratobusy,
      jezdzace bez rozkladu jazdy, bez zasad, ale to dluga historia na
      oddzielny wykład)
      - daleko do sklepów, urzedów, szkoły, przedszkola, żłobka (żlobka
      nie ma wcale tu gdzie mieszkamy), kina, teatru.
      - tu gdzie mieszkam burmistrz nie wydaje zgody na powstanie marketu
      o duzej powierzchni (zeby chronic małych sprzedawców), w efekcie nie
      ma sklepu gdzie moge pojsc z wózkiem, bo sklepiki sa ciasne, bez
      podjazdów)
      - sąsiedzi (mozna trafic na fajnych, a mozna trafic na
      beznadziejnych lub po prostu nijakich, tak samo zapracowanych jak
      Wy, spedzających w domu jedynie wieczory i noce, odsypiających w
      weekendy zmeczenie tygodniem...)
      - koszenie trawy co tydzien w sezonie - z czasem spedzanie połowy
      soboty na tej czynnosci zaczyna byc frustrujące, a czasem trzeba to
      zrobic po pracy w tygodniu, bo np w sobote padało...
      - kazdy dom, kazda działka na której dom stoi wymagają ciąglej
      pracy - chyba ze ma sie ogrodnika, sprzataczke etc lub po prostu
      lubi sie tą robotę...
      - w naszym przypadku sa ciągłe przerwy w dostawie energii
      elektrycznej, po prostu elektrowni nie chce sie modernizowac sieci,
      bo tu tylko ludzie mieszkają, a nie jakieś wielkie podmioty, firmy
      - gdy dzieci podrosną, to wszedzie trzeba je zawozic - na basen, na
      kółko teatralne, na angielski, karate - w małych miejscowościach nie
      ma tak rozwiniętej edukacji na wielu poziomach.
      - mi przeszkadza patrzenie na psy uwiązanie na metrowych łancuchach
      przy budzie przy innych domach
      - Paweł potwornie meczy sie wiosną, bo wokół pełno traw, zieleni i
      alergia na maksa
      - narazie Piotrus jest malutki, ale jak podrosnie, to wiem, ze tu
      gdzie mieszkamy, nie miałby sie z kim bawic, w naszej miejscowosci
      nie ma zadnego placu zabaw, nie ma parku, nie ma dokąd pojsc na
      spacer, chyba ze spacerowanie polnymi, dziurawymi, czesto
      błotnistymi drogami komuś sprawia frajde
      - zimą trzeba odgarniac snieg wzdłuz swojej posesji, i oczywiscie
      nie jest to problem dla kogos, kto to lubi lub posiada np taki mały
      traktorek do odsniezania

      Ja nie jestem zwolenniczką mieszkania pod miastem czy na wsi. Choć
      sama pochodze ze wsi. I wiem, ile trudności się z tym wiąze.
      Pamietam, jak przez 4 lata liceum musialam dojezdzac do pobliskiego
      Ciechanowa PKSem. Na wsi jest cudownie wiosną, latem, ale jesienią i
      zimą juz nie. Chocby dlatego, ze gdy wracasz z pracy do domu, jest
      juz ciemno. Ja sie męcze. Ale w perspektywie mamy zmianę, tylko
      narazie zalatwiamy formalnosci, wiec jeszcze cicho sza!

      Dobrze miec fajne mieszkanko w miescie i jakąś działeczke z
      letniskowym domkiem na wsi. Ale wiadomo przeciez, ze nie kazdego na
      to stać.

      Są plusy i minusy. Dla mnie jest wiecej minusów mieszkania pod
      miastem.
      Powodzenia!
      • ridibunda Re: plusy i minusy mieszkania pod miastem 31.07.08, 10:28
        Podpisuję się pod wypowiedzią poprzedniczki.
        Ja mieszkam 20 km od dużego miasta i 5 km od mniejszego, mamy jeden samochód,
        tuż obok przystanek pkp, pks, a ja od końca czerwca, już ponad miesiąc, nigdzie
        sama nie byłam... Nie mam jak sie wybrać z dwójką dzieci, poza tym jeszcze inne
        sprawy się na to nakładają.
        Ja mieszkałam wcześniej w małym miasteczku, ale wszystko miałam "pod nosem".
        Teraz gdy jest mi potrzebny żel na ząbki z apteki muszę czekać aż przyjedzie mąż
        z pracy i albo po niego pojedzie, albo kupi po drodze. Sklep spożywczy w pobliżu
        jeden, wyjście do niego urasta do rangi wydarzenia dnia.
        Poprzednio mieszkałam w niewielkim bloku, teraz w domu. Gdyby ktoś zaproponował
        mi wymianę tego domu na mieszkanie w blokach w mieście, nie wahałabym się ani
        sekundy. Oczywiście na tak.
        Tak jak napisała Malenkie: wokół domu jest cały czas coś do zrobienia, a to
        koszenie, a to jakieś rury się poprzesuwały, a to ogrodzenie trzeba poprawić,
        bez przerwy. Czasem naprawdę człowiek ma ochotę usiąść spokojnie i poczytać
        książkę, a tu się nie da.
        U mnie jest o tyle gorzej ,że to dom teściów, niby przepisany na mojego męża,
        ale teściowie dalej tu mieszkają i wiadomo że w rzeczywistości to ich dom. Kury
        mi łażą po podwórku, bo niby są ogrodzone ale bramki bez przerwy ktoś nie
        domknie, auto topi się w błocie wiosną, ale kostki nie ma po co kłaść, płot się
        rozpada i nie wolno go ruszyć, a najfajniejszą część podwórka zajmują ogórki i
        marchewka. Te akurat rzeczy przy mieszkaniu w swoim własnym domu nie będą Ci
        przeszkadzać.
        I dwie rzeczy dla mnie kluczowe: po pierwsze, ciepłą wodę mają tu tylko w
        wypadku gdy pali sie pod kuchnia (bo używają tu jeszcze takiej węglowo-drzewnej)
        lub w centralnym, więc wieczór trzeba zawsze rozpalić. Jest to ogromnie
        uciążliwe. Wczoraj kąpałam Emilkę w letniej pod prysznicem bo padła wcześniej
        niż zwykle, a woda nie była nagrzana. Dziś tylko sprawdzam, czy ma już katar,
        czy jeszcze nie. To też jest do przeskoczenia przy własnym domu, my teraz
        zagospodarowywujemy strych na poddasze mieszkalne i na pewno zrobię tam
        ogrzewanie elektryczne wody.
        I druga rzecz, którą warto sprawdzić: u nas nie ma kanalizacji. Pierwszy raz
        mieszkam w domu, gdzie tego nie ma, i naprawdę, z tym szambem można oszaleć.
        Wieczne opróżnianie i problemy, i ta rzecz nie zależy już od Ciebie, tylko od
        uzbrojenia terenu. Warto sie o to dowiedzieć.
        Teraz dla dzieci pewnie dobrze, bo mogą wyjść na podwórko i pobiegać nawet w
        upały, ale mimo wszystko, dla starszych dzieci takie miejsce zamieszkania
        stanowi pewne ograniczenie. Nie wszędzie da się iść i nie wszystko zrobić, gdy
        w grę wchodzi dodatkowo dojazd. Dla starszych dzieci mieszkanie w mieście jest
        znacznie korzystniejsze jeśli chodzi o możliwości rozwoju, np. języki, basen,
        czy inne zajęcia dodatkowe. Nie zawsze jest możliwość, by dziecko na wszystko
        dowieźć.
        Mój post może nie jest obiektywny, na pewno wpływ na mój odbiór tego wszystkiego
        ma mieszkanie wspólnie z teściami, którzy może nie są najgorsi, lecz mają pewne
        nawyki i zwyczaje dla mnie niezrozumiałe, a to ja sie muszę im podporządkować,
        bo oni są u siebie, a ja tu jestem obca.
        Ale generalnie: ja bym się na wieś czy pod miasto dobrowolnie, całkowicie bez
        przymusu nie przeniosła.
        Pozdrawiam i życzę rozważnego i przemyślanego wyboru.
        • malenkie7 Re: plusy i minusy mieszkania pod miastem 31.07.08, 10:50
          dokładnie, uzbrojenie terenu to wazna sprawa - my akurat mamy
          miejską kanalizacje, ale od jakichs dwoch lat dopiero, wczesniej
          bylo wzywanie po wywóz szamba co najmniej raz w mcu.

          nie napisałam o kosztach - mieszkając w domu mozna sobie "regulowac"
          te miesieczne opłaty, w mieszkaniu jest czynsz, narzucony od góry,
          opłata której nie zmniejszysz. nasz obecny domek jest bardzo
          ekonomiczny, pomimo ze wszystko w nim jest na prąd. ale jak wyłącza
          prąd - no to zonk, nawet nie mam jak wody zagotować. dobrze, ze
          przynajmniej cisnienie wody nie siada.

          no i ja mam wlasny samochód, ale jezdzenie nim po kazda pierdułe, z
          małym dzieckiem jest meczące.
          • leluchow1 Re: plusy i minusy mieszkania pod miastem 31.07.08, 11:06
            Wiecie no ja codziennie bede w miescie. I dom bedzie nowy wiec mam nadzieje ze
            nie bedzie ciagle cos sie pierdzilic ale fakt zawsze roboty jest wiecej. No i my
            chyba sobie machniemy oczyszczalnie bio.
            • qwoka Re: plusy i minusy mieszkania pod miastem 31.07.08, 14:23
              ja uwazam że i plusów i minusów jest sporo:) Ja mieszkałam z rodzicami 4 lata w nowym domu (rok budowy 2002) pod miastem-12km od ścisłego centrum. Niby blisko, działka przy głównej drodze, przystanek pod nosem, ale jednak bez samochodu traci sie mnóstwo czasu na dojazdy. Jezdzenie PKS-em nawet jak to jest tylko kilka km jest męczarnią, jesli do domu dojezdza komunikacja miejska jest dużo lepiej.
              Co do przydomowej oszyszczelni..- właśnie taką mają moi rodzice i fakt nie jest kłopotliwa. Tylko u nas ze wzgledu na niski pozom wód gruntowych woda przepływa przez rury w takim usypanym kopcu, wiec Jak nie ma prądu, a zdarza się to bardzo często, nie działa pompa która musi pompowac scieki i wtedy robi sie problem bo zbiornik sie przepełnia.
              No i fakt w domu jest zawsze duzo roboty, bo nawet jak jest nowo zbudowany, to i tak ciagle coś trzeba przy nim robic. Juz nie wspomnę o ogrodzie. Nie chodzi mi o jekies tam grzadki typu marchewka, ziemniaki, ale o trawe, drzewa, kwiatki. Moi rodziece mają np zdecydowanie za dużą działkę (5100 m2) i poprostu mozna wymieknąc jak trzeba to skosić(cały dzień 2 osoby ledwo dają rade). Jesienia trzeba grabic liscie, zimą odsniezac...wiec tej roboty jest mnóstwo.
              Generalnie mysle, ze mieszkanie poza miastem jest dla okreslonej grupy osób. Jeśli ktos lubi (głównie chodzi o mężczyznę) po całym dniu pracy wyjsc przed dom i dla relaksu pokosić trawkę czy odsniezyc podjazd, to mieszkanie w domu poza miastem jest dla takich ludzi stworzone.
              Np. mój M po pracy musi sobie polezeć, potem poszperac w necie i w ogóle jakiekolwiek prace domowo-ogrodowe go zdcydowanie nie ciągną:) Wiec dla nas raczej lepsze jest mieszkanie w bloku, bo ja tez ostatnio jestem mało pracowita i zorganizowana :D

              Ale to czego teraz najbardziej brakuje mi mieszkając w bloku to to że pójscie z dzieckiem na spacer to wielka wyprawa, żę nie moge sobie pod blokiem rozłożyc koca i posiedziec, nie mam gdzie postawic baseniku, żeby sie mała popluskała, nie mam gdzie zaprosić znajmych i zrobic grila itd..
          • ridibunda Malenkie 31.07.08, 15:19
            Piszesz, ze Twój dom jest "cały na prąd" - tzn. masz kuchenkę, ogrzewanie,
            ciepłą wodę - wszystko elektryczne, i mimo to ekonomiczne? Pytam, bo ja na górze
            też mam zamiar mieć kuchenkę i ogrzewanie elektryczne, ale wszyscy mnie straszą,
            że rachunki będą zabójcze. Jak to w rzeczywistości wygląda?
            • malenkie7 Re: Malenkie 01.08.08, 09:42
              ridibunda napisała:

              > Piszesz, ze Twój dom jest "cały na prąd" - tzn. masz kuchenkę,
              ogrzewanie,
              > ciepłą wodę - wszystko elektryczne, i mimo to ekonomiczne?

              Tak, płyta i piekarnik na prad, w łazience przepływowy podgrzewacz
              wody, pod zwlewem w kuchni mała terma, ukryta w dolnej szace, no i
              ogrzewanie tez na prąd - system centralnego, ale napedzane takim
              piecem elektrycznym (piec wielkości wiekszej walizki, zawieszony
              jest w malej łazience). Domek jest bardzo dobrze izolowany, okna sa
              na poludnie i zachod, do tego okna megaszczelne. Miesieczne opłaty
              wynoszą ok. 700 zł (czyli oplaty za prąd+woda i kanalizacja), przy
              czym jest to tryb mało oszczedny (uwielbiam siedziec w wannie i lac
              na siebie wodę...). Przy ogrzewaniu na prąd trzeba miec na uwadze,
              ze latem rachunki za prad beda mniejsze, a zimą wieksze, my sobie to
              jakoś rozkladamy na rok, a raz jak zapomnielismy,to nam elektrownia
              rozłozyla duzy rachunek na raty.
              Wzdłuz naszej ulicy biegnie gazociąg, ale te 8 lat temu zawór byl
              jakos daleko, i dociagniecie instalacji do domu bylo drogie, i
              dobrze sie stalo, bo sasiedzi obok placa wieksze rachunki za
              ogrzewanie gazem, niz my pradem. Acha, podstawowe info - nasz domek
              ma 82m2 powierzchni...
              • ridibunda Re: Malenkie 01.08.08, 09:55
                Ja na górze też nie będę miała większej powierzchni, więc to będzie podobne,
                najbardziej bałam sie tej kuchenki, ale z tego co piszesz to rzeczywiście nie ma
                tragedii, łączne opłaty za wszystko u nas są bardzo podobne (prąd, woda, gaz z
                butli, szambo, poza tym zakup węgla i drzewa). U nas też nie ma gazu, bo też nie
                zrobili przyłącza, pomimo że gaz we si jest, a teraz to się już nikomu nie chce
                ze względu na ceny. Teściowie mają butlę, ale mi szkoda miejsca w kuchni a poza
                tym gaz z butli jest drogi i nie starcza na długo. Z ogrzewaniem mieszkania to
                się jeszcze zastanowimy, ale na kuchenkę elektryczną to sie zdecyduje prawie na
                pewno.
                A ciepłą wodę to chyba odmałpuję do Ciebie:) - w łazience przepływowy ogrzewacz,
                w kuchni terma, ja bez cieplej wody nie umiem funkcjonować, a jak mówię, teściom
                to nie przeszkadza. Oni przyzwyczajeni, a mnie szlag trafia, jak myję głowę w
                zimnej wodzie...
                Dzięki za odpowiedź.
    • a.l.a.s.k.a77 Re: plusy i minusy mieszkania pod miastem 31.07.08, 15:40
      Duzy minus:brak placu zabaw na który mogłabym zabrać dziecko i przy
      okazji nawiazać kontakty z innymi mamami z okolicy. Wszędzie daleko,
      do lekarza, do większych sklepów, na basen itp.
      A do plusów nalezy zdecydowanie spokój.
      Ja od dziecka mieszkałam w mieście a na wieś przeprowadziłam się
      jakieś 4 lata temu....często barkujemi tam znajomych do których
      mozna wyskoczyć lub porozmawiać choćby przed blokiem. Mieszkam teraz
      100 km od moich rodzinnych stron. Ale do wszystkiego można się
      przyzwyczaić a koszenie trawy uwielbiam:)))
      • meniaaa Re: plusy i minusy mieszkania pod miastem 31.07.08, 16:00
        ja chetnie przylacze sie do tego postu ale po stronie pytajacej.Wlasnie
        wykanczamy domek 12 km od Krakowa. Sama sie zastanawiam jak to bedzie i czy bede
        w stanie sie przyzwyczaic???
        • narttu a tak w ogole .. 31.07.08, 19:14
          to powiem w ramach dobijania ze ja mieszkam KILOMETR i POL od rynku
          trzeciego co do wielkosci miasta w Finalndii a mieszkam w domu z
          ogrodkiem przy niezaasfaltowanej drodze a po wszystkich ogrodkach
          laza sobie samopas jak nie koty to dzikie zajace albo bazanty. I
          ptakow mnostwo..
          To tak zeby was skrecilo :))
    • beetaa Re: plusy i minusy mieszkania pod miastem 31.07.08, 19:56
      Ja z Wa-wy wyprowadzilam sie na glucha prowincje, dodatkowo jeszcze
      ponad 1000 km od domu. Najpierw mieszkalam w malym 6-tys.
      mieszkancow miasteczku, a od dwoch lat na wsi -1500-1600 i w tej wsi
      postanowilismy zapuscic korzenie. Tutaj gdzie mieszkam wszedzie jest
      daleko, wiec przez ponad trzy lata zdarzylam juz sie przyzwyczaic do
      tej niedogodnosci, w tych okolicach bez samochodu jest sie zgubionym
      i dotyczy to nie tylko malych miasteczek ale i wsi. Przy
      przeprowadzce na wies najwazniejsze bylo dla mnie, zeby wies lezala
      przy linii kolejowej i tak jest. Pociagiem dotre wszedzie, w 6-minut
      jestem u lekarza, w 16 w 100-tysiecznym miescie. Od kiedy Mlody
      skonczyl 4 tygodnie wypuszczamy sie w samotne wyprawy wlasnie
      pociagiem i w ten sposob jestesmy niezalezni od samochodu, ktorym
      jezdzi tata do pracy. Poza tym patrzac w przyszlosc na naszej wsi
      jest fajne przedszkole z grupa ekologiczna, ktora ma 3 razy w
      tygodniu zajecia w lesie, niezla szkola podstawowa, a do szkoly
      sredniej Mlody dojedzie bez problemu pociagiem albo autobusem,
      zreszta mieszkajac tu gdzie mieszkamy moze wybierac wsrod kilkunastu
      szkol srednich, wszedzie dotrze w ciagu max. 20 minut, we wsi jest
      piekarnia i rzeznik, a do najblizszych supermarketow mamy okolo 4-6
      km. Poza tym jest zielono, spokojnie i calkiem przyjemnie, teraz
      poznym latem i na jesieni organizowane sa festyny, proby wina, wiec
      mozna sie rozerwac i poznac sasiadow. Nad rzeka buduja wlasnie nowe
      miejsce do grillowania, u podnoza winnic jest fajny plac zabaw,
      jeszcze jeden plac w centrum wsi, ale ten wymaga remontu, mozna
      spacerowac po lesie, nad rzeka, podgladac kormorany, czy jelenie,
      bez konca lazic po winnicach, ale to juz wymaga wielkiego
      samozaparcia, bo spadki sa znaczne i ciezko podjechac z wozkiem.
      Ciagle cos sie dzieje i to jest calkiem fajne.
      Jedno tylko troche denerwuje, ale tego niestety nie da sie
      zmienic...no chyba ze z czasem. Ludzie sa bardzo zamknieci,
      miejscowi sa miejscowymi i trzymaja sie w kupie, a wszyscy, ktorzy
      przeprowadzili sie z zewnatrz sa ciagle obcymi, mimo ze mieszkaja tu
      juz cale lata, wiec "obcy" trzymaja sie z "obcymi", a swoi ze swoimi
      (ale pewnie niedlugo bedzie wiecej tych obcych ;).
      • burdziaa Beetaa 31.07.08, 22:06
        ale się Kochana rozmarzyłam czytając Twoj opis ( Nartuu zresztą
        tez :)
        nie znajdzie sie skrawek dla malarki z Wrocławia? :))))bysmy sie
        razem trzymali- eh juz bym sie przeniosła, chociaz mieszkam całkiem
        fajnie jak na Wrocław- nad sama Odra, zielono,spokojnie, jest gdzie
        spacerowac, a do centrum na pieszo pół godziny( niektórzy ida
        szybciej :)tylko mało juz nam miejsca-ale ja nie mam prawa jazady,
        boje sie jezdzic, wiec dobrze ze na nogach dojde i do lekarza i do
        galerii spotkac sie z lipcówkami :D
        • beetaa Re: Burdziaa 01.08.08, 15:20
          pozostaje tylko powiedziec... to zapraszamy, jak sie ogarniemy
          nieco, to chalupa wystarczajaca na dluzsze odwiedziny, a u nas to
          naprawde raj dla oczu i duszy :))))
          • burdziaa Beetaa 01.08.08, 21:40
            pomarzyć dobra rzecz :) dziękuje!
            ja bym najchetniej sprzedała mieszkanie i wyjechałą gdzies, gdzie
            jest pieknie malowac- chociaz tu tez jest ładnie, ale tak mnie
            ciagnie do zmiany....
      • blanka0 beetaa 01.08.08, 13:07
        ja wlasnie z tych starych mieszkancow co to trzymaja sie w kupie i
        krzywym okiem patrza na "nowych"
        mieszkam na wsi od urodzenia i nie widze ZADNYCH minusow, jedyne co
        to wlasnie ci "nowi"
        nie wiem jak jest w Twojej wsi ale moja lezy pod samym wroclawiem i
        strasznie sie rozbudowywuje
        nie chodzi mi o fakt nowego sąsiedztwa ale, o to jak ci "nowi z
        miasta" podchodza do zycia na wsi
        przeszkadza im to ze kura za wczesnie pieje, krowa muczy za glosno,
        kon narobi na droge
        lataja do soltysa i wojta ze skargami ze za plotem chlop ma obornik
        i im smierdzi
        zapomnieli ze wybrali zycie na wsi wraz z ich plusami i minusami
        hodowalam kiedys konie pod siodlo i wiecznie mialam cyrki z nowymi
        sasiadami
        juz kiedys na tablicy ogloszen soltys z radnymi napisal prosbe aby
        nie pisac mu skarg zwiazanych z "kupami kurzymi"
        no i zeby jeszcze bylo ciekawiej mimo zakazu podlewania trawnikow w
        okresie letnim wszyscy ci nowi co to maja po 2 metry trawnika zawsze
        o 20tej podlewaja trawniki a w kranie woda leci ciureczkiem

        wyobrazam sobie Twoja wies jako taką prawdziwą gdzie chodza kury,
        kaczki, lataja gołebie i nikt im zycia nie uprzykrza
        mimo wszysko nie przeprowadzilabym sie do miasta za zadne skarby
        swiata, a chetnie przenioslabym sie na jakas mazurska wioche-
        smierdzioche :-))
        jestem ciekawa co to za wies o ktorej pisalas
        • beetaa Re: Blanka0 01.08.08, 16:17
          Nasza wies lezy na pograniczu niemiecko-luksembursko-francuskim i
          juz od wielu wielu lat nie przypomina wygladem takiej normalnej wsi,
          a male polskie miasteczko, zreszta wieksze wsie wygladaja tu
          podobnie do naszej- sa poprostu bardzo zurbanizowane. W okolicy jest
          wiele wsi z prawdziwego zdarzenia z krowami, kurami i swojskim
          smrodkiem, ale nasza do takich nie nalezy. Chyba nikt nie trzyma
          tutaj krow, jest kilka gospodarstw na obrzezach, ktore hoduja konie,
          ale to jedyne zwierzeta uzytkowe tutaj, nieliczac psow i kotow ;)
          Za to prawie wszyscy maja winnice, w ktorych dzielnie pracuja
          wspinajac sie po stromych zboczach (ja podziwiam ciagle, bo mi
          wystarczy wspiac sie na gore, a pracowac? ojej, w glowie mi sie
          kreci gdy spojrze na dol).
          A nowi kupuja najczesciej stare domy, ktorych nikt nie chce, albo
          buduja sie na obrzezach placac krocie za kazdy metr plaskiego
          terenu, dzialalnosc rolnicza tubylcow raczej im nie przeszkadza, bo
          malo uciazliwa jest, chociaz wytloki z winogron smierdza lepiej niz
          krowi gnoj ;))), tyle, ze nikt ich we wsi nie skladuje.
          Tylko taka tu mentalnosc ludzi, ktorzy dlugo zyli w zamknieciu, w
          swojej malej dolince, wsrod swojakow, a obcych witali z duzym
          strachem, bo jak to na pograniczu, wielokrotnie zmieniali
          przynaleznosc narodowa i kazdy obcy mogl sie okazac przedstawicielem
          nowego. Zreszta mowia tu swoja gwara frankonsko-mozelska, ktora nie
          do konca rozumiem, a moj malz po 14 latach mieszkania tutaj tez nie
          zawsze pojmuje.
          A w ramach ciekawostki mieszkam sobie we wsi czarownic, gdzie ponad
          80% mieszkancow oskarzonych bylo o stosowanie czarow, a jednak
          swieta inkwizycja nikogo nie spalila :)))
          A z nowosci... mamy winnice prowadzona przez pol-polaka, jak uda wam
          sie kiedys kupic butelke wina z winnicy VanVolxem to polecam, ponoc
          anglicy sie tym winem zachwycaja :)
          • dorka3078 Re: Blanka0 01.08.08, 17:49
            Tak jak piszecie wszystko zależy od osoby ale ja już chyba nie
            przeprowadziłbym się do miasta,tutaj jest mi bardzo dobrze,opłaty za
            dom też są śmieszne w porównaniu z blokiem,u nas np.płacimy tylko za
            prąd i szambo z takich opłat nie zależnych od nas ,ponieważ wodę
            mamy z własnego ujęcia(hydrofor na prąd który pompuje)gazu w całej
            wsi nie ma,a do kuchenki mam taką butlę pod zlewem,która spokojnie
            starcza mi na 2,5 miesiąca(a normalnoe gotuję codziennie),drzewo do
            kominka kupuje się wtedy kiedy jest więcej pieniędzy,podgzewacz wody
            mamy taki na okresloną liczbę litrów bo tzw.terma pożera mnóstwo
            prądu pozatym jak ma się świadomość że woda może się skończyć to
            szybciej człowiek się myje!a przy szambie to o to nam chodziło
            kilometr od nas jest ogromna piekarnia cukiernia i zakład
            produkujący mięsa i wędliny (chyba mówi się na to masarnia czy jak)
            • patrice7 Re: Blanka0 01.08.08, 18:29
              Ja z kolei nie wyobrazam sobie zyc na wsi czy bardzo malym miescie.
              Nie dla mnie po prostu.

              Ja uwielbiam "szum" miasta, hałas, mnostwo atrakcji, duze pole do popisu.

              Jedynym minusem jest to ze czas w miescie ucieka z prędkością światła :(
          • burdziaa Beetaa 01.08.08, 21:44
            ...ale piekny opis- ehhh chyba przyjade kiedys do Was!!!!!
    • agasar79 Re: plusy i minusy mieszkania pod miastem 01.08.08, 12:40
      ja przez 27 lat mieszkałam w bloku (pełno znajomych, dzieciaków,
      plac zabaw, blisko szkoła, sklepy itp.), od 2 lat mieszkam w domku,
      co prawda w Bydgoszczy, ale dzielnicy domków, gdzie nie ma jeszcze
      chodników, dróg, wszedzie piach, a kanalizę bedą dopiero zakładać w
      przyszłym roku :) Na autobus, czy tramwaj jest dosyć daleko, jakieś
      20min pieszo, jedynie blisko dwa sklepy spożywcze - prywatne, i
      sklep gosp. domowego. No i kościół pod nosem, gdzie jest świetne
      przedszkole (ale nie katolickie :) Do szkoły też spory kawałek Ale
      już teraz w życiu bym się nie zamieniła na mieszkanie w bloku, mimo
      że nieraz narzekam że wszędzie mam daleko :)))
      Mam tutaj spokój i ciszę. A sąsiadka która mieszka obok, oraz na
      przeciw mają dzieci starsze tylko o 7-8 miesięcy od Natalki :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka