asuzi
28.07.09, 12:16
19 lipca były urodziny Zuzi, biegałam cały dzień. Wieczorem Mała się
strasznie wierciła, myślałam że już do szpitala będziemy jechać, że
to skurcze, że już rodzę. 20 lipca popołudniu pojechałam do
szpital, bo mój lekarz miał dyżur i chciałam, żeby mnie zbadał.
Bardzo chciałam zostać i mieć cc. Bałam się ,że lmnie wyśle do domu.
A tu niespodzianka 3cm rozwarcie i lekarz wyczuwa kolanko dziecka.
Upewnił się, że nie chcę rodzić naturalnie i kazał iść na
porodówkę.Bałam się strasznie. Na porodówce. Cewnik, wenflon,
pobrali krew do badania, mnóstwo pytań o przebyte choroby…. Cesarkę
zaplanowano po godz. 19.
Po założeniu cewnika przeszłam na salę operacyjną no i się zaczęło.
Anestezjolog kazała położyć się na boku, podkulić kolana i głowę
no i podali znieczulenie. Nic nie bolało, nagle poczułam ciepło w
nogach. Czułam dotyk ale nic nie bolało. Potem przyszedł mój lekarz
i jeszcze inni do pomocy. Myślałam, że myją mi brzuch, a to cieli,
bo po sekundzie usłyszałam płacz mojej córeczki i sama zaczęłam
beczeć, mnie zszywali a ja płakałam, patrzyła na moją córeczkę, jak
ją odsysają, otulają w rożek. Aż się pani doktor pytała czemu płaczę
. Potem zabrali Małą, a mnie kończyli szyć. Mała urodziła się o
19.50, o 20.20 już było po wszystkim. Jak mnie przewozili na salę
pooperacyjną, mąż podszedł i mnie pocałował, powiedział że wszystko
dobrze z dzidzią, taka byłam szczęśliwa, płakałam jak bóbr….. Teraz
też beczę… Później na salę pooperacyjną przyszedł mój lekarz i
powiedział, że jakbym chciała rodzić naturalnie to mogłoby dojść do
złamania. Więc lepiej, że odbyła się cesarka. Nie mogłam spać, ok.
22. przynieśli Małą do karmienia, ale nie miała ochoty na jedzenie.
Całe ciało mnie swędziało. We wtorek czułam się dobrze, karmiłam,
chodziła, zajmowałam się Małą. W środę pojawił się ból głowy i mnie
zmogło, nie mogłam się podnosić, dostawałam kroplówki na
przepłukanie, i środki przeciwbólowe. Pomagały, ale nie zawsze. W
niedzielę wróciłyśmy do domu. Biorę czasem ketonal, ale już
przechodzi. Za krótko leżałam po cięciu, 10 godzin a powinnam 12,
no ale tak zadecydowała pani anestezjolog.