soup_nazi
01.03.04, 21:15
Nieodmiennie dostaje czkawki ze smiechu kiedy czytam takie posty jak ten
kolegi "Myslacego o Norwegii". Otoz chodzi o tych mlodych gniewnych z
Bolandii, ktorzy nie wiadomo dlaczego wyobrazaja sobie, ze gdzies na swiecie,
ktos ich potrzebuje, a nawet "chce" (pracodawcy). Chodzi przewaznie o tych z
dyplomami, choc nie tylko. I dlatego, ze ich potrzebuje i chce, a nawet
pozada wrecz, hehehe, sa tam wygladani, oczekiwani, wytesknieni jak przez te
Zosienke, co to otwierala okienko na wschodniom stronem. Czysty, lniany
recznik juz czeka, na nim chleb, sol, no i oczywiscie "kuntrakt" z duza
ilosciom zerow i najlepiej dozywotni, na lukratywne prace, gdzie roczna
pensja wyraza sie kfotom 6-cyfrowom (i kto powiedzial, ze ma sie zaczynac
koniecznie od jedynki) i nie w szfedzkich koronach, ale w funtach, euro, lub
w najgorszym wypadku w USD. Aha, w tych pracach naprawde to sie wcale nie
pracuje tylko smrodzi w wygodny skorzany fotel. Skad sie biora takie
wyobrazenia? Po pirso, bo my mamy dyploma, a polskie dyploma jak wiadomo
wszedy sie liczom i to bardzo. Najbardziej na Bialorusi, z tym, ze nie na
pewno. Raczej z pewnom tendencjom na nie, hehehe. Teraz marzyciele dzielom
sie na 2 czesci: zdesperowanych, a golych jak brzuch bezrobotnych
absolwentow. Tych mozna nawet troche rozumiec - przeciw nadziei wierzom,
hehehe. W koncu trzeba miec drimy, nie? Z tego powodu pan Janek na mikserze
spi, jak rowniez z tego, ze kiedys w koncu trzeba spac, hehehe. Potrzebujom
genialnych programistow, innych informatykow niepewnej konduity, takichze
pielegniarek, lekarzy, etc., etc. Druga grupa to ci co
lizneli "menedzierskiej wadzy" w obcych firmach w Polsce i teraz im sie
zdaje, ze swiat nalezy do nich i gdzie nie racza pojechac tam bedzie
oczekiwac ich powitanie opisane powyzej. Hehehe, kmiotku jeden z drugim!
Nikogo nie potrzeba! Masy absolwentow tamtejszych szlifuja bruki badz siedza
jako szeregowi "white collars" pracujac uczciwie i cierpliwie na swoja
szanse, ktora moze zreszta nigdy nie nadejsc. Przyjezdni musza wladac
miejscowym jezykiem, skonczyc miejscowa uczelnie i biegac 10 razy szybciej
niz tubylcy, zeby uzyskac "czysta" biurowa prace szeregowego "white collar" z
przyzwoitym dochodem kilkudziesieciu tysiecy rocznie. Moze po latach, jak
uzbieraja sobie odpowiednie portfolio, to moze bedzie troche wiecej, ale...
Natomiast polskie "mlode (choc, nieco wyliniale juz) wilki" przyjadom, wezmom
i zrobiom, i bedom mialy, hehehe. Zaraz teraz juz, hehehe.
Kochani, napijcie sie zimnej wody, pozniej nia oblejcie a pozniej idzcie sie
wysikac bo wam uszy stoja od glupawych wyobrazen o pracy na Zachodzie, hehehe.
Oczywiscie, zdarzaja sie z roznych wzgledow wyjatki, ale to sa tylko,
wlasnie, wyjatki potwierdzajace regule.
Moja zyczliwa rada: jedzcie tam gdzie planujecie jechac, zalozcie sobie, ze
bedzie kijowo, zapewnijcie sobie najpierw podstawy egzystencji jakakolwiek
praca, a jak juz dojdziecie do siebie to rozejrzyjcie sie wokol i troche w
gore czy sie da cos zwojowac - praca, nauka i wysilkiem, a nie liczeniem na
swoj smieszny dyplom i szczesliwy traf, chociaz to tez jest czasem potrzebne.
Co sobie wyszarpiecie to wasze. I to tyle jesli chodzi o "pozadanie"
polskich "specjalistow" przez zgnily Zachod.
A moze ja sie myle? Moze teraz to inaczej wyglada niz kilkanascie lat temu.