Dodaj do ulubionych

Dziekując old-owi -DOROSŁOŚĆ???

03.08.04, 17:09
Gdy wkraczało się w dorosłość –
można było usłyszeć kazania :co i jak lub po co.
----------------------------------------
Może było i takie :
-----------------------------------------
Wujku ja jestem po prostu
albo leniwa
albo ograniczona umysłowo.
Koleżanka, której matka jest pielęgniarką ” idzie” na medycynę ,
Druga, której ojciec jest technikiem na budowie ” idzie” na architekturę.
Kolega "po ojcu " na prawo .

A ja ? A ja?
A ja? zapiszczałam

Wujek odwrócił się w moją stronę
ściągnął okulary
spod których wyjrzały
białe gałki oczne
i wskazując na nie powiedział :

To jest dorosłość – spójrz ,
patrzysz i nic nie widzisz
bo nie można określić
jaka ona będzie ta TWOJA DOROSŁOŚĆ.

Każdą rzecz, którą planujemy
robimy z jakiejś przyczyny
bo albo chcemy więcej lub ładniej
albo wygodniej
albo dla pieniędzy, dla smaku, dla sławy .
Efekt nas satysfakcjonuje
lub innych wynosi w opary zazdrości .

Zrób dziecko
coś bez potrzeby profitów
i dla innych .
Ale pamiętaj !!!bez przekonania że coś ci za to życie
odda w dwójnasób .
---------------------------------------------------
Czy spotkaliście inne przestrogi zwane życiowymi???

Sarna po maturze
Obserwuj wątek
    • oldpiernik Re: Dziekując old-owi -DOROSŁOŚĆ??? 04.08.04, 09:43
      :)
      "ile głów, tyle zdań"
      ilu wujków-tyle kazań ;)

      dla mnie dorosłość jest...
      nie wiem...
      poczuciem utraconego towarzyszącym stale
      tęsknotą nieutuloną
      ciągłym brakiem
      stanem wyzwalającym wrażliwość na odczuwających
      tęsknotę, żal....
      nie wiem


      OLDZAMYŚLONY
    • urszulka_ma spotkania... 04.08.04, 10:50
      sarna_z_lasu napisała:
      > Czy spotkaliście inne przestrogi zwane życiowymi???


      "Zawsze, bowiem można spotkać coraz to nowych przyjaciół i wcale nie trzeba z
      nimi stale przebywać.
      Kiedy widzimy ciągle tych samych ludzi - tak jak w seminarium stają się oni w
      końcu częścią naszego życia.
      A skoro są już częścią naszego życia, to chcą je zmieniać. Jeśli nie stajemy
      się tacy jak tego oczekiwali są niezadowoleni.
      Ponieważ ludziom wydaje się, że dokładnie wiedzą jak powinno wyglądać nasze
      życie.
      Natomiast nikt nie wie, w jaki sposób powinien przeżyć własne."

      P.Goelho.."Alchemik"
    • urszulka_ma DOROSŁOŚĆ??? 04.08.04, 10:57
      moja dorosłość..
      to droga..ciągłego wybierania....


      Droga codzienna...

      Wiele ścieżek przedeptanych...
      ...tych znajomych...i nieznanych...
      A na ścieżkach spotkania...
      ...znaki zapytania...
      ...myśli zagubione...
      ...słowa porzucone...
      ...same..kłopoty...
      ...i...radości..
      ...chwile......piękne...
      ...i.....miłości...
      ...smutki...
      ...i........odejścia...
      ...powroty...
      ...przystanki...
      ...z kamieniami...
      ...polne...
      ...leśne...
      ...dzikie...
      ...z poboczem...
      ...z chodnikami...
      ...cywilizowane...


      a my na tych ścieżkach....sami.......
      ciągniemy ..po nich...wózek....życiem zwany
      ...i.......stale wybieramy w jaki kierunek...
      <.............zmierzamy................>
      • sarna_z_lasu Re: DOROSŁOŚĆ??? 05.08.04, 09:54
        Pytajniki znaków wyboru
        pokręciły swój półwąż na mojej drodze

        Jak przydepnąć ich głowy
        by nie wiły się dalej?





        • oldpiernik Re: DOROSŁOŚĆ??? 05.08.04, 10:20
          Wolałabyś nie mieć wyboru?
          Jednak zgoda na konieczność to też rodzaj wyboru.
          Eeech, trudny wybór ... :)
          Mówić czy milczeć?

          OLDPRZEDWYBOREM
        • urszulka_ma Re: DOROSŁOŚĆ??? 05.08.04, 12:46
          sarna_z_lasu napisała:

          > Jak przydepnąć ich głowy
          > by nie wiły się dalej?
          >


          tak..to jest trudne pytanie..
          każdy się na swojej drodze o takie pytanie potyka..
          i zastanawia
          czym się kierować.. wędrując przez życie..


          opowiem Tobie starą bajkę o szulce..
          gdzieś już ją tu napisałam


          zasnęłam zmęczona...
          śniłam..sen który często do mnie wraca..

          O pogoni za myślami..
          które gdzieś uleciały..i nie dawały spokoju szulce spokojnie spać...
          Szulka chciała złapać te wszystkie myśli, które uleciały..
          i wszystko przemyśleć.
          I nie wiedziała...od czego zacząć.
          Powstały pytania:
          Co przemyśleć najpierw?
          W jakiej kolejności to uczynić?
          Czy może nie wszystko przemyśleć, ale tylko sprawy duże no i może średnie?
          No dobrze - pomyślała szulka.....
          ale jak nie przemyślę spraw drobnych i takich tycich tycich...
          .. to czy dobrze zrobię?
          Jak nie przemyślę tego piachu
          na ścieżce, tych liści na gałęziach, co pochylają się nad ścieżką,
          tej trawy, co na poboczach ścieżki rośnie..

          czy wtedy przemyślę drogę, którą kroczę?
          czy będę wiedziała, jaka jest ta droga?

          No tak tu ścieżka idzie prosto tu zakręca lekko,
          tam trochę bardziej a już zupełnie daleko to się wije jak wąż
          i ginie...
          Ale czy jak przemyślę jej kształt, formę i rozmiar to czy będę wiedziała,
          jaka ona jest?
          Czy jest dobra..?
          No wiesz - powiedziała szulka do myśli swojej - no wiem, że nie przemyślę
          wtedy mojej ścieżki tylko jej zarysy, ale tych ziarenek piasku, tej trawy,
          tych liści jest tak dużo... że chyba zanim skończę przemyśliwać liście na
          jednej gałęzi to pozostałe już opadną...
          ..i co wtedy?
          A na dodatek to każdy liść trochę inaczej szumi, a jak spadnie deszcz to
          ziarenka piasku się pozbijają w bryły.. a bryły w ziarenka się rozpadną.
          I co wtedy... przecież to już będzie nie ta ścieżka... Którą miałam
          przemyśleć...
          Wtedy za kępy krzewów wyszedł koń. Poskubał trawę, rozkopał piach, i złamał
          gałązkę.
          - No sama zobacz - powiedziała szulka do myśli swej - jak ja mam to wszystko
          przemyśleć?
          No jak!!! Koń zwierze, co ma uszy powiedział na to usłyszał
          " A ja tam o niczym nie myślę, wiesz szulko..ja wszystko czuję...i jakoś wiem
          jaką trawę skubnąć jak po ścieżce iść.. jak wchodzić w krzaki..
          ...trzeba zdać się na czucie!!!"..
          Na to odezwała się muszka, która lekką stopą wylądowała podstępnie do ucha
          szulki
          - Ja się z tym nie zgadzam - ostatnio 200 moich koleżanek na czucie
          się zdało i żal mówić....Tak pięknie wyglądał, tak niewinnie.. taki smakowity
          był... To była tragedia to był pomór - źle wyczuły ten Muchomor...200
          biedaczek... leży teraz... pod kapeluszem...i.... Tutaj muszka szczęścia nie
          miała... Nie wiedziała że za słaby jej głos, że w podnieceniu swoim za bardzo
          się kręcić zaczęła.. za bardzo wiercić i szukać słów które by szulkę ze
          swoich myśli wytrąciły i w poczucie winy wpędziły że uczuciami myśli..
          ..i szulka całkiem niechcący... całkiem niewinnie... chcąc tylko podrapać
          swędzący punkcik który w uchu jej przeszkadzał... przeniosła muszkę na tamten
          świat do jej 200 koleżanek....

          Co ja to miałam..
          a tak... wiesz - powiedziała szulka do swojej myśli - to
          jest dobra myśl..
          ..Co by nie mówić..to zawsze się w tych przemyśleniowych rachowaniach pomylę,
          czegoś nie uwzględnię, czegoś nie docenię, czegoś nie zauważę

          Zdam się na czucie...poczuję wszystko swoim czuciem...
          Na czucie się zdam, nie będę wyrachowana...i nie będę już nic wyliczać..
          Droga.. którą wybiorę będzie dobrą drogą..
          bo wybiorę ją..JA sama dla siebie
          Tak...
          Szulka usiadła pod drzewem, wsłuchała się w lekki wietrzyk, co zza ułamanej
          gałązki przyleciał, popatrzyła na krzak leszczyny
          ..Dziwne pomyślała...dziwne...naprawdę dziwne...Było ciepło.. Słońce nie
          nachalnie omiatało szulkę przebijając się przez listki...
          Obudziłam się...
          hmm..pomyślałam..
          .. o czym to ja miałam pomyśleć..?


          • sarna_z_lasu Re: DOROSŁOŚĆ??? 05.08.04, 16:53
            pięknie UM.))
            • urszulka_ma Re: DOROSŁOŚĆ??? 05.08.04, 22:03
              ..czy mam to iść przemyśleć..?:)))
    • liczydelko DOROSŁOŚĆ??? 06.08.04, 10:13
      sarna_z_lasu napisała:

      > Czy spotkaliście inne przestrogi zwane życiowymi???
      >


      liczydełko liczy tylko na siebie

      > Sarna po maturze

      liczydełko stare jak świat:)
    • liczydelko czy to.. 06.08.04, 10:23
      sarna_z_lasu napisała:

      > Gdy wkraczało się w dorosłość –
      > można było usłyszeć kazania :co i jak lub po co.
      > ----------------------------------------
      > Sarna po maturze

      ..wspomnienia sarny?:)
      • oldpiernik Re: czy to.. 06.08.04, 10:41
        a może uniwersalniejsze wspomnienia :)


        OLDSKLEROTYK
        • urszulka_ma wspomnienia Anny Marii... 31.08.04, 21:20

          Julia Anna miała sześcioro dzieci..
          1 września..dotarła do niej wiadomość..że idą.. że palą ..że niszczą...
          Sąsiedzi pakowali swoje dobytki i uciekali w popłochu...
          Mąż Julii..Stasiu gdzieś przepadł całkiem..był maszynistą.. Pojechał i nie
          wracał.. Julia nie wiedziała.. co ma robić..
          Miała duży wiklinowy wózek..w który posadziła najmłodsze dzieci..trzyletniego
          Janka i czteroletnią..Anię..
          Najstarszym..
          .. synowi Tadeuszowi..naszykowała drugi wózek..z pierzyną i zapasami jedzenia..
          miał go pchać z pomocą Janinki...
          ..Tereni i Uli w tornistry zapakowała ubrania...
          Ruszyli..
          Włączyli się w cały długi sznur uciekających ludzi..zostawiając swoje domy..
          szli nie wiedząc dokąd.. i dlaczego.. i czy to coś da...
          Naloty bombowe nasilały się..Chowali się wtedy w polach...
          ..Janek i Ania płakali..nie wiedzieli co się dzieje..dlaczego.. mają leżeć na
          ziemi.. i dlaczego w tym tłumie ludzi zginęła im gdzieś ręka matki...
          .. dlaczego tak strasznie latają nad ich głowami samoloty.. i obcy ludzie
          płaczą.. krzyczą.. i ten przeraźliwy hałas wybuchających bomb....dlaczego?
          Julia długo szukała zanim ..znalazła swoje dzieci.. przywarły tak mocno do
          ziemi.. ze strachu ..że nie widziała ich w tych rosnących na polu kartoflach...
          Przeszli piechotą prawie..200 kilometrów....kiedy ktoś..dał sygnał do odwrotu..
          że.. już i tak wszędzie są Niemcy.. nie ma gdzie uciekać... trzeba wracać...do
          domów.. ale czy one stoją jeszcze..?
          Wracali..zmęczeni..głodni...drogami mijały ich kolumny niemieckich żołnierzy..
          jeden z nich rzucił Julii stary czarny wysuszony chleb... rzucił go tak mocno..
          wybił jej ząb.. ale.. nic to.. dzieci miały trochę chleba...a to było dla Anny
          wtedy najważniejsze..
          Wrócili...Dom stał.. Nic się nie stało.. cieszyli się ..
          Po kilku miesiącach wrócił.. Julii ..Staś..
          Dostał wezwanie od Niemców.. do przymusowej pracy jako maszynista
          Dom Julii i Stasia.. stał. przy torach.. Staś często tam przejeżdżał.. swoją
          lokomotywą.. Mieli z Julią swój umówiony sygnał.. kiedy mijał dom.. zrzucał
          zawsze kilka bryłek węgla.. po które Julia nocą chodziła i zbierała.. miała
          opał.. mieli ciepło...zimą..
          ..Janinę i Tadka też zabrali okupanci do przymusowej pracy...i wieści o nich
          przepadły..
          Latem, Terenia i Ula.. chodziły podkradać kukurydzę.. na pobliskie pole
          Niemca.. Julia mieliła w młynku od kawy.. tą kukurydzę..na mąkę..i piekła
          dzieciom placki kukurydziane.. Miała od drewnianej rączki młynka.. rany na
          dłoniach.. ale.. "nic to".. mawiała...i cieszyła się kiedy ..dzieci ze smakiem
          objadały się tymi plackami .. żyli jakoś....

          Czasami dochodziły wiadomości..
          .. Janinka ma się dobrze...nie mają się martwić..
          ...Tadek...był w różnych miejscach...ale jest cały..żyje!

          Czas szybko mijał...wojna dobiegała swojego kresu...
          Dostali rozkaz..od Niemców.. opuszczenia domu..
          Tędy będzie się przesuwał front..przed domem zostaną ustawione czołgi..
          wynocha..!
          Stasiu został.. powiedział, że będzie pilnował domu...
          Pożegnali się.. i Julia z dziećmi ukryła się.. u rodziny..
          ...czekali.. czekali...cisza...przeraźliwa cisza ...
          tylko w dali gdzieś.. dochodziły wystrzały...bezradność..niepewność..
          Przyszedł.. Staś....radosny ..powiedział:
          "Dom stoi!" ..możemy wracać .. już po wszystkim..
          Radość.. już koniec..żyją.. są razem.. dom przetrwał..

          Czekali na wiadomości...od Janinki i Tadka...
          ..od Janinki cisza.. przepadła gdzieś całkiem...
          ..Tadka zagonili Niemcy do kopania okopów przed Wrocławiem..będą się bronić..
          cały czas trwają naloty..Tadek dostał odłamkiem..zabrali go do szpitala..
          ..dochodzą wieści:
          .."żyję.. wyjdę z tego.. nie martwcie się!"..
          I znowu czekanie na wiadomości.
          Dużo później...
          ...w czasie walk...bomba trafiła w szpital ..dużo rannych leżących nie zdążyli
          wynieść.. spali się...spalone ciała trudno było rozpoznać..
          Tadka poznali koledzy.. po jego śmiesznym palcu.. u nogi....
          przywieźli Julii i Stasiowi pamiątki..zostało po nim kilka zdjęć..
          ..leży pochowany w zbiorowym grobie..
          Anna mało pamięta Tadka.. był dużo starszy od niej..kiedy Niemcy zabrali go do
          pracy..
          Przed klubem sportowym położono kamień...na kamieniu tablica z nazwiskami
          sportowców, którzy zginęli w czasie wojny...tak.. jest na tej tablicy..imię
          Tadeusza.. był podobno przed wojną wspaniałym pływakiem...zdobywał nagrody dla
          miejscowego klubu...

          Dużo później..
          .. wróciła wychudzona Janinka.. w pierwszej chwili jej nie poznali...ale
          wróciła...żyła!....powoli wracała do zdrowia..został jej tylko nawyk..
          zbierania najmniejszych okruszków chleba ze stołu i.. chowania na później

          Wojna się skończyła...Anna miała 9 lat...
          Dom Julii i Stasia przetrwał.. Stoi do dziś...w nim ja się urodziłam..
          Julia Anna..moja babcia...umarła, kiedy miałam cztery latka.. mało ją
          pamiętam.. jakaś tylko mgła..
          Anna Maria już też nie żyje..

          Anna czasem wspominała.. placki z kukurydzy.. i ten strach kiedy się zgubili z
          Jankiem ..leżąc w kartoflach..
          ..słuchałam te wspomnienia.. jak bajkę... nie mogąc sobie wyobrazić.. co czuła
          Anna ..czteroletnie dziecko leżące twarzą w ziemi...chowające się przed
          lecącymi bombami...

          ..czy ja potrafię przekazać.. to co opowiadała mi Ona....a jak to opowiedzą..
          następne pokolenia.. a co potem...następne?
          Czy przeczytają tylko w książkach..suchą nic nie mówiącą notatkę..
          1 września 1939 rok - rocznica wybuchu wojny

          Z każdym dniem uodparniamy się na napływające wiadomości..że gdzieś giną
          niewinni ludzie... od bomb innych ludzi..
          ...i wojen nie ma końca
          • urszulka_ma ..ile razy jeszcze.... 04.09.04, 09:51
            dzieci???.. będą ponosić cenę politycznych rozgrywek
            • oldpiernik Re: ..ile razy jeszcze.... 04.09.04, 10:11
              od czasów oblężenia Głogowa niewiele się zmieniło
              i chyba nie zmieni się nigdy

              OLDBEZNADZIEJNY
              • urszulka_ma Re: ..ile razy jeszcze.... 04.09.04, 11:10
                ..staniemy bezsilni wobec takich wydarzeń?:(

                urszulka też czasem traci nadzieje w człowieczeństwo ludzi
                • landryn_mniejszy Re: ..ile razy jeszcze.... 04.09.04, 23:52
                  ..wydarzenia. Fakty. Wiadomości..
                  • oldpiernik jakie nie... 06.09.04, 15:34
                    zmieniłoby cokolwiek?

                    i wciąż ten prasowy bełkot, codziennie, co godzinę, co stronę...

                    a życie toczy się bez zatrzymania

                    OLDZGRYZ
                    • urszulka_ma kalendarz marzeń 06.09.04, 21:54

                      ..tak to już historia..
                      nie można cofnąć czasu..
                      nie można już nic zrobić..
                      a życie toczy się dalej..
                      kiedyś..
                      ktoś..
                      może będzie pamiętał i wspomni o rocznicy ataku na szkołę

                      ..marzenia mam nierealne..
                      tak jak autor tego wiersza.. o takim kalendarzu..

                      "ze wszystkich
                      szczęśliwych dni
                      kalendarz ułożę
                      cały rok
                      z pięknych wspomnień
                      w każdym kiosku
                      na półce położę
                      w księgarni
                      w kuchni kartek
                      zrywać będzie szkoda
                      bo dzień był piękny
                      cudna była pogoda
                      nikt nie umarł
                      nikt się nie postarzał
                      przepis doskonały
                      był dziś z kalendarza
                      imieniny ciągle
                      wypadają w soboty
                      wakacje częściej
                      nie płacze nikt
                      z tęsknoty
                      słonce tak późno
                      codziennie zachodzi
                      roku dnia ostatniego
                      będziemy głośno świętować
                      jutro
                      kalendarz się nie skończy
                      rano jak zwykle nie będzie
                      boleć głowa"



    • liczydelko DOROSŁOŚĆ??? 11.09.04, 15:12
      które wspomnienia są uniwersalniejsze?
      które należy pamiętać?
      które są nieważne?
      które łatwo zapominamy?
      które nie chcemy pamiętać?
      które często wspominamy?
    • kocibrzuch Re: Dziekując old-owi -DOROSŁOŚĆ??? 11.09.04, 17:16
      Dorosłość sporo plusów ma i przewag.
      Kilku rzeczy zdecydowanie jednak żal. Stałego grona wypróbowanych przyjaciół, przynajmniej co wtorek lub środę.
      No i zielone było kiedyś bardziej zielone, słońce bardziej pomarańczowe, zapachy jakoś silniej się odbierało, tyle nowości wokół, co dzień. Teraz to wszystko już było, został kierat praca-dom ;)
      • sirilla Re: Dziekując old-owi -DOROSŁOŚĆ??? 12.09.04, 18:09
        Czy naprawdę uważacie, że tylko dzieciństwo może być szczęsliwe.
        Czy dorosłość nie ma żadnych zalet?

        Cóż, jestem dorosła, często jestem zmuszana do wybierania mniejszego zła,
        widzę "jak kręci się świat", ale jestem też szczęśliwa. Nie odbieram dorosłości
        jako kieratu tylko jako piękne, świadome spełnianie siebie.
        • urszulka_ma DOROSŁOŚĆ... 12.09.04, 18:58

          taka piosenka ..

          "Kiedy opada mgła
          Poszukaj w sobie jasnych barw
          Rodzi się nowy dzień
          Niewinny tak jak dziecka sen
          Życie upokarza cię jak hazard swoją grą...
          Uczysz się każdego dnia
          Przyswajać zło
          Spróbuj zatrzymać czas
          Przypomnieć sobie jeszcze raz...
          ...........
          Miłość upokarza cię jak hazard swoja grą..
          Uczysz się każdego dnia rozumieć ją..."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka