carol-jordan
23.08.15, 11:31
O związkach (nowych) po 40.
Znaczy się moja prawda........ ;)
Otóż, po długich przemyśleniach doszłam do wniosku, że znaleźć kogoś sensownego graniczy niemal z cudem. Co to znaczy sensowny? Dla każdego coś innego. Dla mnie ktoś, kto zechce się otworzyć na budowanie nowej relacji, opartej na wyłączności i uczciwości. Nie oszukujmy się, ogromne znaczenie ma, aby ów pan był ogarnięty życiowo, nie mylić ze złotymi górami... Moje obserwacje są takie, że ci sensowni są albo zajęci, albo wycofani, albo nie mają już ochoty, bo ileż razy człowiek może się parzyć. Toż to blizny same już bolą.... Po pewnej abstynencji wróciłam na pewien portal randkowy i co? Ano ci sami panowie właściwie z tymi samymi wydumanymi wymaganiami. Mam tam kumpla, z którym sobie wymieniamy spostrzeżenia i on ma podobne zdanie, że panowie na takich portalach kłamią na potęgę... często w kwestii stanu cywilnego, a najczęściej w kwestii tego, czego oczekują. Pisząc o miłości czy przyjaźni mają na myśli po prostu zwykłe niezobowiązujące bzyk bzyk, nawet nie romans, bo ten może skomplikować życie.
Pytam się ja:
w jaki sposób w tym gąszczu fałszu i obłudy znaleźć tego jednego, który rzeczywiście chce spróbować?
Moja odpowiedź na dziś:
To niemożliwe.
Jeśli komuś się udało:
szczere gratulacje....
Pozostaje nam real. Ale cóż, jeśli człowiek ma znajomych sparowanych i ciągle tych samych? Co jeśli nie lubi łazić po barach itp.? Co jeśli nie jest osobą obdarzoną błyskotliwym poczuciem humoru i wielką charyzmą?
Odpowiedź na dziś:
liczyć na łut szczęścia, że potkniesz się akurat w zasięgu jego ramion.... i że nie będzie akurat niósł w obydwu rękach siatek... Możliwe? Tak. W filmach.
Diagnoza dla mnie:
samotność.
Trzeba się wziąć za jej oswajanie, ot co....
Ponieważ długo mnie tu nie było, to pozwoliłam sobie smarnąć co nieco. Takie moje przemyślenia z odosobnienia. Pesymistyczne? Nie, po prostu przestałam się mamić złudzeniami.... bo ileż można...