zielka
18.09.04, 19:08
...to mi tak bez sensu wyszlo, gdy mowilam, ze wobec pewnych osob, wiare sie ta traci.
i cwi mial racje, przypominajac mi o funkcjonowaniu w jezyku slowa "wiara".
wiec chodzilo mi o to, ze faktycznie jestem pozytywista, w sense orzeszkowo-konopnickim, i w tym
kontekscie, wydaje mi sie, ze pewna wiedza jest jedna z niewielu rzeczy, ktore moge dac bliznim.
wiec wiara, co znaczy tyle tu, co nadzieja, moja jest taka, ze ludziom da sie pomoc dajac im wiedze. i
osoba ktora byla w centrum naszej rozmowy przez minute, wiare moja, czyli nadzieje, rozpieprza i
rodza mi sie w glowie same brzydkie wyrazy:-)
tyle tylko z rozwazan epistemologiczno-lingwistycznych.