Dodaj do ulubionych

Proste pytania

12.07.05, 21:56
Science Magazine w 125 rocznice zaprezentowal liste "prostych" pytan na ktore
nie ma odpowiedzi (jeszcze)
Poniewaz tekst jest dostepny za darmo (A special, free news feature in
Science), moze znajda sie zainteresowani?

www.sciencemag.org/sciext/125th/#online
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Proste pytania 12.07.05, 22:05
      Are we Alone - stawiam, że nie ale intuicja chyba sie nie liczy:)
      What can replace cheap oil - setki innych surowców energetycznych, tylko
      musiało by istnieć lobby czyniące taką produkcję opłacalną. Czyli rozwiązanie -
      odizolowac Arabów, otoczyc drutem kolczastym Texas i zmusic ludzi do
      kombinowania:)
      Prawo Malthusa - oczywiście, ze kontrola urodzin powinna być priorytetem, ale
      tu się nie podziele refleksjami, bo mogę dostać po łbie za faszyzm w tej kwestii

      Pozdrowienia:)
      • broch Re: Proste pytania 12.07.05, 22:27
        Moze nie jestesmy Alone, ale moze (smy) piersi (tzn pierwsi).
        Samotnosc moze rowniez wynikac z ograniczenia percepcji: nie widzimy, nie
        potrafimy pojac innego istnienia (troche jak dla kurczaka ludzie nie istnieja).
        W tej sytuacji zawsze bedziemy samotni jak kurczak w towarzystwie setek ludzi.

        Sa juz samochody na wode, ale nie wierze aby lobby o ktorym piszesz udalo sie
        pokonac (latwo)

        kontrola urodzen: jestem za tylko co z tego, jesli "tam" sie mnoza prawie przez
        paczkowanie?
        • noida Re: Proste pytania 12.07.05, 22:53
          Broch. Przez Ciebie czuję się jak kurczak w towarzystwie setek ludzi.
    • nienietoperz Ulubione pytanie. A raczej odpowiedz. 13.07.05, 10:49
      Pytan jest 25. Gdyby tak TWAowiczom bylo dane poznac odpowiedz na jedno z nich
      (tradycyjne basniowe zastrzezenia = nie mozna sie z nikim wiedza podzielic), to
      ktore byscie wybrali?
      Moj glos pada na 5ke - unifikacja praw fizyki.
      Wasz
      nntpz
      • braineater Re: Ulubione pytanie. A raczej odpowiedz. 13.07.05, 11:42
        Ja stawiam na Are We Alone, bo jest to jedyna informacja, która nie może nikomu
        bezpośrednio zaszkodzić. Natomiast wszelakie wiadomości z genetyki, fizyki,
        biologii i innych dziedzin i owszem zwiększają nasza wiedzę, ale tez bywają
        źródłem róznych nieszczęść (nie jest to bynajmniej postulat o zaniechanie
        nauki, bo to głupota by była. tylko stwierdzenie faktu). A wiadomośc, że np
        Arctusa zamieszkują szlachetne, ultravioletove inteligentne plamy pasty do
        zębów, nikomu nie zaszkodzi, bo nie mamy jak tam dotrzeć i długo nie będziemy
        mieli. A przynajmniej każe się nieco bardziej zastanowić nad antropocentryzmem
        i przewartościowac parę systemów filozoficznych

        Pozdrowienia:)
        • nienietoperz Re: Ulubione pytanie. A raczej odpowiedz. 13.07.05, 12:04
          > Ja stawiam na Are We Alone, bo jest to jedyna informacja, która nie może nikomu
          >
          > bezpośrednio zaszkodzić.

          Mysle, ze nie doceniasz pomyslowosci swojego gatunku. Nawet jesli nie bylibysmy
          w stanie tam dotrzec, to i tak zaraz okazalo by sie, ze sasiedzi z przeciwka to
          byc moze Arctusowi agenci, ze wczoraj o zmroku widziano podejrzanych osobnikow z
          pasta do zebow ociekajaca z pyskow, ze Prezydent oglasza stan nadzwyczajny i
          konrole zgromadzen w obliczu wyzszego zagrozenia, i ze obcina sie fundusze na
          kulture, bo nie czas zalowac roz, gdy ultraviolet lezy na Arctusie i grozi.

          A unifikacja - po pierwsze i tak o co chodzi zrozumie gora
          kilkanascie-kilkadziesiat tysiecy ludzi. Po drugie zadnych realnych, a juz tym
          bardziej uzytecznych konsekwencji nie bedzie miala - chodzi wszak wylacznie o
          zbudowanie takiego teoretycznego modelu, ktory bedzie zawieral modele aktualnie
          znane, i nie bedzie natychmiast powodowal, ze jakas jego czesc wyglada w
          oczywisty sposob idiotycznie. Wyzwanie czysto abstrakcyjne, chociaz oczywiscie
          nikt tego formalnie oficjalnie nie przyzna - cos w uzasadnieniach aplikacji o
          granty trzeba pisac.

          • braineater Re: Ulubione pytanie. A raczej odpowiedz. 13.07.05, 12:41
            nienietoperz napisał:


            > Mysle, ze nie doceniasz pomyslowosci swojego gatunku. Nawet jesli nie
            bylibysmy
            > w stanie tam dotrzec, to i tak zaraz okazalo by sie, ze sasiedzi z przeciwka
            to
            > byc moze Arctusowi agenci, ze wczoraj o zmroku widziano podejrzanych
            osobnikow
            > z
            > pasta do zebow ociekajaca z pyskow, ze Prezydent oglasza stan nadzwyczajny i
            > konrole zgromadzen w obliczu wyzszego zagrozenia, i ze obcina sie fundusze na
            > kulture, bo nie czas zalowac roz, gdy ultraviolet lezy na Arctusie i grozi.
            >

            No fakt, zapomniałem o obcych formach zycia p.t.: politycy. Masz racje, lepiej
            żebyśmy nie wiedzieli. Ale skoro założenie było baśniowe, że nikomu o tym nie
            mowimy, to sadze, że akurat w obrebie tego forum dałoby się tą wiadomośc
            utrzymać w sekrecie:) A za to ile satysfakcji - moglibyśmy korespondowac z
            plamami, posyłać im delegacje ziemskiej pasty w celu nawiązania stosunków
            dyplomatycznych, odkryć nowe sposby pielęgnacji zebów, a być może także
            wzbudzic pierwiastek inteligencji w rodzimych produktach Colgate:)



            > A unifikacja - po pierwsze i tak o co chodzi zrozumie gora
            > kilkanascie-kilkadziesiat tysiecy ludzi.

            Ta sama zasada, co w kwantowej tu tez obowiązuje? Bo kiedyś czytałem, że
            wystarczy wsadzic odpowiednio dobranych 40 naukowców w samolot i niech się ów
            samolot rozbije, a nasza wiedza fizyczna cofnie się o jakieś 400 lat.


            Po drugie zadnych realnych, a juz tym
            > bardziej uzytecznych konsekwencji nie bedzie miala - chodzi wszak wylacznie o
            > zbudowanie takiego teoretycznego modelu, ktory bedzie zawieral modele
            aktualnie
            > znane, i nie bedzie natychmiast powodowal, ze jakas jego czesc wyglada w
            > oczywisty sposob idiotycznie.


            Nie podba mi się to:) Fizyka jest dlatego fajna, że co i rusz wyskakują jakieś
            nowe koncepty - a to kwarki, a to struny, a to cieplna smierć, a to skurcze i
            rozkurcze, a to unifikacja czasu z przestrzenią w jeden wymiar - a ty byś
            chciał, że przyjdzie ktoś i powie 'jest tak i tak i tyle. Nie ma juz nic więcej
            do odkrycia'? Małe mamy bezrobocie bez takich teorii?:)

            Pozdrowienia:)
            • nienietoperz Re: Ulubione pytanie. A raczej odpowiedz. 13.07.05, 13:07
              Tak naprawde to gleboko nie wierze (o ile mozna gleboko nie wierzyc) w teorie
              ostateczna, zreszta chyba nadzieje na stworzenie takowej zdechly spektakularnie
              jakies 100-120 lat temu. Tuz po okresie w II polowie XIX wieku, kiedy w zasadzie
              myslano, ze fizyka sie skonczyla. I chyba nawet jesli GUT (great unified theory)
              sie w koncu wykluje, za teorie ostateczna uwazana nie bedzie.

              Przy okazji skojarzyl mi sie nastepujacy fakt : gentlemen zwany David Hilbert
              przedstawil na kongresie matematycznym w Paryzu w 1900 roku liste 23 otwartych
              problemow matematycznych. Nie bez kozery mowi sie, ze w zasadzie cala powazna
              matematyka XX wieczna to rozwiazywanie, czesto z niezlym skutkiem, tychze.
              I w zasadzie tylko jeden sie szybko zdezaktualizowal: numerek 6 na Hilbertowej
              liscie - problem calkowitej aksjomatyzacji fizyki. Nikt o w miare zdrowych
              zmyslach w taka mozliwosc aktualnie nie wierzy, powedrowala do lamusa z napisem
              `oswieceniowe idealy'.

              A dodatkowy moral jest taki, ze nawet jesli jakies pytania typu tych z Science
              szybko okaza sie nietrafione, to i tak pytac warto - pozostale 22 problemy
              Hilberta i szukanie na nie odpowiedzi okazaly sie chyba nawet wazniejsze i
              bardziej zywotne niz przewidywal pytacz.
        • noida Re: Ulubione pytanie. A raczej odpowiedz. 13.07.05, 12:11
          No chyba, że byśmy się dowiedzieli zostając np. zgnieceni przez obrzymią
          myślącą galaretę albo przez megafon na chwilę przed rozwaleniem ziemi w drobne
          cząstki (ostatnio czytałam Autostopem przez Galaktykę, stąd takie myśli). Wtedy
          by nam to raczej zaszkodziło...
          Mnie chyba najbardziej ciekawi How Are Memories Stored and Retrieved? a jeszcze
          bardziej by mnie interesowało pytanie o sny- skąd się biorą i po co? ale
          takiego pytania akurat tu nie ma. Po prostu jestem ciekawa :-)
      • beatanu Re: Ulubione pytanie. A raczej odpowiedz. 13.07.05, 13:35
        nienietoperz napisał:
        > Pytan jest 25. Gdyby tak TWAowiczom bylo dane poznac odpowiedz na jedno z nich
        > (tradycyjne basniowe zastrzezenia = nie mozna sie z nikim wiedza podzielic),to
        > ktore byscie wybrali?
        > Moj glos pada na 5ke - unifikacja praw fizyki.


        Podpisuję się pod głosem Nienietoperza bo:
        1. jeżeli chodzi o fizykę moje dyletanctwo nie ma granic, i nawet gdybym wbrew
        zakazowi chciała się tą wiedzą podzielić z innymi, i tak bym pewnikiem nie dała
        rady :)
        2. Nie potrafiłabym trzymać języka za zębami i MUSIAŁABYM się z tą odpowiedzią
        podzielić. No bo jaką radość miałabym z wiedzy na temat produkcji szczepionki
        przeciwko HIV, gdybym jej nie mogła zastosować? Frustracja totalna! Opcja psa
        ogrodnika - sam nie zje, ale drugiemu nie da - jakoś mi nie leży...
        3.Ogólnie średnio mnie takie pytania i odpowiedzi interesują, zwłaszcza w
        trzydziestopniowym upale ;) Czasami zastanawia mnie np.jak taka maciupka
        pliszka siwa (ta, która tak ładnie przechyla łepek i tak nerwowo potrząsa
        ogonkiem) wie, dokąd na zimę odlecieć, i pod który dach na wiosnę wrócić, albo
        jak regeneruje się rozdziabana na dwie części dżdżownica - ale tak naprawdę nie
        jest mi ta wiedza do szczęścia (ani przeżycia) potrzebna. Pozostawiając
        zainteresowanym (z racji zawodu i/albo pasji) szukanie odpowiedzi na takie
        proste ale jakżez kłopotliwe pytania - zadawalam się przekonaniem, że wiem w
        gruncie rzeczy mało i nie umrę mądrzejsza. Ot, misterium życia...
        B o ciut przymąconym umyśle (niedobór snu + rozgrzane jak piekarnik mieszkanie)
        • braineater odpowiedzialność naukowa 13.07.05, 13:51
          tak przy okazji bo już kiedyś takiego wątka chciałem założyć, ale nie umiałem
          sobie myślów ku temu pozbierać a teraz jest mi prościej, dzieki Beacie:), która
          pisze, że gdyby poznała lekarstwo na HIV to natcyhmiast podzieliłaby się tą
          wiedzą. I stąd gładko przechodze do pytania o odpowiedzialność: a co by było
          gdyby okazało się, że ów lek kosztuje np 50tys $ i trzeba go stosować
          codziennie w trakcie półrocznej kuracji? Czy dałabyś rade to powiedziec kilku
          milionom Afrykanów, którzy utrzymuja się za sumę poniżej dolara dziennie? I że
          nie ma sposobu by owe remedium uczynić tańszym.
          Pytanie to głownie kieruję ku naszym genetykom i komputerowcowi (szt. 1:), bo
          takich możliwych scenariuszy w tych dziedzinach jest wiele, natomiast w
          humanistyce praktycznie nie występują, chcociaz możemy założyć hipotetyczną
          sytuację, że nagle odkrywam, iz na przykład Czesław Miłosz przewodził czarnym
          mszom, składał ofiary z dziewic i dzieci oraz uczestniczył w rytualnych
          mordach. I co wtedy - powinienem publikować taki tekst, z tymi właśnie
          informacjami? Przeciez jest to w sumie jakiś kawąłek wiedzy, byc może miało to
          wpływ na jego twórczośc i być może należąłoby zmienić standard odczytywania
          jego spuścizny? Tylko wtedy pozostaje pytanie, czy mam prawo krzywdzić
          człowieka o którym pisze, skoro on już nie może się nijak bronić. Więc dylemat
          brzmi - czy jesli coś jest ważne, ciekawe lub może pomóc wielu ludziom, ale
          jednocześnmnie może też wiele innych osób skrzywdzić, to czy nalezy się taką
          wiedzą dzielić? Ze swojej strony, przynajmniej jeśli chodzi o wymyślone powyżej
          scenariusze, raczej chyba odpuściłbym sobie infromowanie świata o tych
          odkryciach.

          Pozdrowienia:)
          • beatanu Re: odpowiedzialność naukowa 13.07.05, 14:48
            braineater napisał:

            > tak przy okazji bo już kiedyś takiego wątka chciałem założyć, ale nie umiałem
            > sobie myślów ku temu pozbierać a teraz jest mi prościej, dzieki Beacie:),
            która
            >
            > pisze, że gdyby poznała lekarstwo na HIV to natcyhmiast podzieliłaby się tą
            > wiedzą.

            To zabawne, że mimo stanu zamulenia umysłowego pomogłam Ci pozbierać myśli:)
            A teraz poważnie - nawet wiedząc, że szczepionka/efektywna kuracja jest
            niesamowicie droga, nawet wtedy podzieliłabym się swoją wiedzą z innymi. I nie
            tylko dlatego, że wychodzę z założenia, że lepiej uratować kilku niż nikogo.
            Przecież już od dawna żyjemy w takiej bipolarnej rzeczywistości! I nie musimy
            się udawać do ekstremalnie biednej Afryki czy Azji, bo już na Ukrainie, że nie
            wspomnę o Białorusi standardy leczenia odbiegają ciut od tych
            zachodnioeuropejsko-amerykańskich... Nowe leki były i pewnie już zawsze
            pozostaną niesamowicie drogie (chociaż często żżymam się czytając wyjaśnienia
            firm farmaceutycznych o niebotycznych kosztach pięćdziesięciu ośmiu i jeszcze
            paru faz badań preklinicznych i innych różnych maści. Ja należę do tej naiwnej
            grupy społeczeństwa, która uważa, że firmy farmaceutyczne mają inny rodzaj
            odpowiedzialności i nie muszą gonić za MAKSYMALNYMI zyskami. Zarabianie
            pieniędzy na chorobie=nieszczęściu innych jest w ogóle moralnie podejrzane, no
            ale niestety widać nieuniknione...) Wiele drogich leków po wygaśnięciu licencji
            tanieje, ponieważ pojawiają się ich kopie, tzw. leki generyczne. Nie wszystkie
            oczywiście, ale szansa, że nawet najdroższa szczepionka w masowej produkcji (i
            przy politycznych naciskach - patrz zum Beispiel
            www.mp.pl/kurier/index.phpaid=16407&l=510&_tc=22A2AED4EBE94448A0A88687762
            8E151 - będzie dostępna już nie tylko dla bogatych mieszkańców bogatych krajów.
            wiem, że to bardzo optymistyczna wersja, ale taki (może dla wielu naiwny)
            optymizm pomaga mi przedrzeć się przez absurdy świata naszego. Ale tak na co
            dzień to w dalszym ciągu wk... mnie fakt, że tak cholernie trudno wysupłać
            bogatym mieszkańcom bogatych krajów 2-4 dolary, bo tyle kosztuje jednorazowa
            dawka antywirusowej ochrony dla dziecka rodzonego przez afrykańską kobietę
            zarażoną HIV. Czasami warto też zacząć od kampanii na rzecz niedrogiej przecież
            prezerwatywy... O jezu, kończę, bo zaraz mnie posądzicie o demagogię i inne
            brzydkie rzeczy.
            Nie-odpuszczająca sobie (razem czy osobno?) informowania świata o odkryciach
            pożytecznych acz niedostępnych dla ogółu, ciągle B :)

            P.S. Przepraszam za wulgaryzmy, ale używam takich, kiedy mnie coś bardzo.....
            no właśnie!

            • broch Re: odpowiedzialność naukowa 13.07.05, 15:04
              Skłodowska rozdała za darmo swoje odkrycia, nie oznacza to że były za darmo.
              Wręcz przeciwnie, paru chłoptasiów nieźle się obłowiło. Dzisiaj rozdawanie, jest
              bardziej niebezpieczne niż sto lat temu. Kontrola jest ważniejsza niż freebie.
              Jeśli naprawdę chcesz pomóc.
          • broch odpowiedzialność naukowa i teoria pola 13.07.05, 15:00
            drogi braineaterze: największą odpowiedzialność za nieszczęścia ludzkości
            ponoszą nie naukowcy ale ... humaniści. Głównie filozofowie, ale również
            pisarze, muzycy i filmowcy. Naukowcy służą jedynie za wyrobników dostarczjących
            narzędzi. :)

            Na Twoje pytanie o krzywdzie: Pfitzer jest sądzony przez Ugandę (i jeszcze jeden
            kraj) za testowanie bez zgody pacjętów nowych leków. Oprócz podwyższonej
            śmiertelności nie było żadnych korzyści.

            Jak długo, dzieło ma wartość wyższą, nie ma znaczenia co robi autor. Mam
            zapomnieć Celine'a, Borgesa, paru filozofów tylko dlatego że w życiu prywatnym
            mieli inne (kontrowersyjne) poglądy?

            Nie ma dzieła które krzywdzi. Są źli ludzie którzy obracają myśl w broń.


            Nienietoperzu,
            Unifikacją zajmował się Einstein przez większą część życia. Bezowocnie.

            "A unifikacja - po pierwsze i tak o co chodzi zrozumie gora
            kilkanascie-kilkadziesiat tysiecy ludzi."

            Bardzo optymistyczne. Nie sądzę aby było ich więcej niż palców jednej ręki. Ale
            ja również jestem optymistą.
          • nienietoperz Re: odpowiedzialność naukowa 13.07.05, 15:27
            Nie wymieniles braineatrze jeszcze innego klasycznego dylematu genetycznego, a
            mianowicie co zrobic z (bardzo malo prawdopodobnym) potencjalnym odkryciem
            obiektywnych roznic intelektualnych miedzy rasami ludzkimi? Albo nie daj Boze
            plciami (chociaz tu chyba istnienie roznic jakosciowych po trochu jest
            akceptowane)?

            Ad. Broch:
            faktycznie tysiace czy dziesiatki tysiecy ludzi to duuuza przesada, moze
            podswiadomie chcialem uniknac podejrzen o wredny elitaryzm :-)
            W kwestii sprecyzowania: dzielny Albert E. nie do konca zajmowal sie szukaniem
            tego, co aktualnie pod nazwa GUT sie rozumie (unifikacja zaklada inkorporacje,
            a zatem akceptacje unifikowanych czesci). Chetniej juz chyba dopisalby sie
            do pytania nr 21.

            A co do ujawniania krwawej przeszlosci Czeslawa M., jak rozumiem braineaterowi
            nie tyle chodzilo o to, ze przestalaby mu sie osobiscie natychmiast podobac
            Miloszowa tworczosc. Raczej o konsekwencje co do obecnosci i odbioru tej
            tworczosci w sferze publicznej, glownie typu szkoly podstawowe i srednie. Moge
            sie mylic, w razie czego prosze o sprostowanie.
            • broch Re: odpowiedzialność naukowa 13.07.05, 16:59
              "A co do ujawniania krwawej przeszlosci Czeslawa M., jak rozumiem braineaterowi
              nie tyle chodzilo o to, ze przestalaby mu sie osobiscie natychmiast podobac
              Miloszowa tworczosc. Raczej o konsekwencje co do obecnosci i odbioru tej
              tworczosci w sferze publicznej, glownie typu szkoly podstawowe i srednie. Moge
              sie mylic, w razie czego prosze o sprostowanie."

              Wlasnie o to mi idzie, poglady Celine'a nie powinny wplywac na popularyzacje
              Jego dziel.

              Jesli idzie o Einsteina:
              whatis.techtarget.com/definition/0,,sid9_gci554508,00.html
              • nienietoperz Re: odpowiedzialność naukowa 13.07.05, 17:11
                Ad.Broch
                Zgadzam sie jak najbardziej, ze poglady X. nie powinny wplywac na popularyzacje
                Jego dziel. Niestety nie oznacza to, ze tak jest.

                W sprawie Einsteina, bez specjalnych nadziei przekonania Cie (byloby to
                osiagniecie godne co najmniej wzmianki w CV :-), chcialbym zaznaczyc, ze pod
                pojeciem GUT zazwyczaj rozumie sie nie tyle teoria laczaca elektromagnetyzm z
                grawitacja (A.E.'s unified theory), co teorie laczaca kwantowa teorie pola
                (model standardowy) z OTW. GUT 'ma byc' teorie uwzgledniajaca probabilistyczny
                charakter rzeczywistosci, ktory dla Alberta do konca zycia byl nieakceptowalny.
                Czy GUT bedzie i jaka bedzie to inna sprawa.

                Z pozdrowieniami,
                nntpz
                • broch Re: odpowiedzialność naukowa 13.07.05, 17:22
                  mnie jest przekonac latwo jesli masz argumenty: przekonales mnie (nie sadze aby
                  bylo to godne wzmianki w CV:)).
                  Widzisz, ja wierze w eksperyment (w naukach przyrodniczych/eksperymentalnych
                  mozna jasno stwierdzic co jest udowodnione, co nie a co prawdopodobne), nauki
                  humanistyczne to czysta spekulacja (tzn kazdy ma racje :))

                  Nie jestem fizykiem (ani matematykiem), uwazam jednak ze ludzkosc nie ma
                  wystarczjacego potencjalu intelektualnego aby osiagnac taki cel, choc pewnie
                  uczniowie szkol srednich i podstawowych cieszyliby sie ze musza sie uczyc tylko
                  jednego prawa :)))
                  • beatanu o wierze w eksperyment 13.07.05, 17:56
                    broch napisał:
                    >(w naukach przyrodniczych/eksperymentalnych
                    > mozna jasno stwierdzic co jest udowodnione, co nie a co prawdopodobne), nauki
                    > humanistyczne to czysta spekulacja (tzn kazdy ma racje :))

                    W zasadzie tak, ale nie do końca... Właśnie przed jakąś godziną przeczytałam
                    notatkę o opublikowanych w British Medical Journal wynikach badań dotyczących
                    wpływu (tudzież braku takiegoż) zajadania się tabletkami z wapnem i wit.D na
                    frekwencję złamań kości udowej u starszych kobiet. I co? I wynika jasno, że
                    panie łamią sobie te nieszczęsne kości niezależnie od diety, różnic brak. A
                    jeszcze do tej pory, byłam przekonana (i przecież nie ja jedna), że właśnie
                    dieta bogata w wapno i witaminę D to najważniejszy składnik profilaktyki takich
                    przykrych złamań. I przecież i wtedy (czyli dawniej) i teraz przeprowadzano
                    podobne badania i... nie, nie twierdzę, że każdy ma rację, ale również w
                    naukach przyrodniczych - a już na pewno pogranicznych (bo medycyna to nie tylko
                    szkiełko i oko) wyniki badań naukowych bywają niejednoznaczne, ba - przeczą
                    sobie okrutnie i nawet jeżeli jak piszesz - łatwo można stwierdzić, co jest
                    udowodnione, co nie, a co prawdopodobne - to jak radzić sobie z fantem, kiedy i
                    jedna teza i jej zaprzeczenie można udowodnić i opublikować w uznanych
                    naukowych periodykach? Sama podchodzę do wyników badań naukowych z pewną dozą
                    sceptycyzmu, zwłaszcza po zaliczeniu podyplomowych studiów, w skład których
                    wchodziła technika prowadzenia badań naukowych...
                    Pozdrawiam :)
                    • dr.krisk ja tez. 13.07.05, 18:36
                      beatanu napisała:

                      > Sama podchodzę do wyników badań naukowych z pewną dozą
                      > sceptycyzmu,
                      U mnie, po wielu latach zajmowania sie nibynauka (bo technika wedlug mnie nie
                      jest nauka, tylko jej zastosowanie do budowy rozmaitych zabawek), pozostal we
                      mnie tylko sceptycyzm. Nawet proste badania zachowania sie konstrukcji pod
                      obciazeniem (pomiary deformacji, przyspieszen i predkosci) okazuja sie zawodne:
                      wiele teorii wysnutych zostalo na podstawie zle skalibrowanych badan
                      doswiadczalnych (a niby skad mamy wiedziec, czy to co rejestrujemy jest
                      prawidlowym odczytem, czy tez zwyklym szumem...).
                      Nauka potrafi znakomicie wyjasnic przyczyny swych niepowodzen. Przyczyne
                      najdoglebniej wyjasnil A. Milne opisujac daremne wysilki Prosiaczka (czy to
                      Tygrysek byl?) probujacego wskoczyc na samego siebie...
                      • broch Re: ja tez. 13.07.05, 19:19
                        obawiam się że mówimy o różnych sprawach. Nauki humanistyczne maja wyłącznie
                        charakter spekulacji, Mylisz niewiedzę (mam nadzieję że tak zostanie tzn że
                        zawsze czegoś nie będziemy wiedzieć) z czystą spekulacją.

                        Konstrukcja się uwali, ponieważ czegoś z dziedziny fizyki nie wiemy.

                        Podaj jeden przykład z dziedziny nauk humanistycznych który jest wartością
                        bezwzględną.
                        Nauki humanistyczne reprezentują wyłącznie obraz stanu psychiki społeczeństwa:
                        strachy, kompleksy, przekonania, psychozy. Nic więcej. Książka która ma
                        niezwykłą wartość dla Ciebie, może być nic nie warta dla kogoś innego. Można
                        wierzyć w rasizm i mozna go zwalczać. Można uważać ludożerstwo za straszną
                        praktyke lub pochwalać je. Humanizm nie niesie nic, czego nie mozna byloby
                        podważyć. I nie wynika to z braku wiedzy, wynika to wyłącznie z płynności
                        ludzkich przekonań które zmieniają się żyją w opozycji, są z założenia niestałe.

                        Praw przyrody, fizyki zmienić się nie da, innymi słowy ich podważanie jest
                        stratą czasu. Możesz podważać ludzkie doświadczenie, ale właśnie dzięki temu
                        ciągłemu podważaniu nauka się rozwija. Ludzie nie zmieniają praw, ludzie je
                        poznają, a prawa są niezmienne.

                        Przykład z wapnem. Nie do końca prawda. Dieta bogata w wapno jest słuszna, tyle
                        że na wydajność diety wpływa parę innych czynników:
                        - biologiczna aktywność preparatu
                        - u kobiet niski poziom estrogenów (po menopauzie)
                        - brak cwiczeń fizycznych (kobiety uprawiające sport bardzo dobrze wchłaniają
                        wapno i nie mają problemów z osteoporozą) obniża zdolność wchłaniania wapna,
                        oraz obniża poziom transporterów (troche jak budowanie domu z cegieł bez
                        cementu, a potem ktoś się dziwi, że dom się zawalił. Na tej podstawie twierdząc
                        że cegły do budowy domu są niepotrzebne).

                        Twoja interpretacja doświadczeń, jest niekompletna. Nie przepadam za "publiczną"
                        interpretacją badań naukowych :)
                        • dr.krisk Wiem. 13.07.05, 19:26
                          broch napisał:

                          >> Twoja interpretacja doświadczeń, jest niekompletna. Nie przepadam
                          za "publiczną
                          > "
                          > interpretacją badań naukowych :)
                          Wiem. Moze tylko usprawiedliwia mnie fakt, ze nie uwazam sie za naukowca tylko
                          za rzemieslnika naukowego. A co do "publicznej interpretacji badan naukowych" -
                          to jednak uwazam taka interpretacje za calkowicie uprawniona.
                          W ogole z wielkie zadaje sobie coraz prostsze i glupsze pytania.
                          KrisK
                        • beatanu Re: ja tez. 13.07.05, 19:49
                          broch napisał:

                          > obawiam się że mówimy o różnych sprawach. Nauki humanistyczne maja wyłącznie
                          > charakter spekulacji, Mylisz niewiedzę (mam nadzieję że tak zostanie tzn że
                          > zawsze czegoś nie będziemy wiedzieć) z czystą spekulacją.

                          Nie do końca wiem, czy zwracasz się do mnie, czy do DrKriska -
                          bo ja o naukach humanistycznych nic nie pisałam! I zgadzam sią z Tobą jak
                          najbardziej, jeżeli chodzi o ich spekulatywny charakter.
                          Wspomniałam tylko o naukach pogranicza - za jaką osobiście uważam medycynę.
                          I ponieważ o wapnie zaczęłam, to o wapnie skończę - tutaj też nie kłóciłabym
                          się z Tobą, masz rację, że tych czynników potęgujących, czy obniżających
                          wartość diety bogatej w wapno jest sporo. Nie wiem czy dobrze rozumiem
                          termin "publiczna" interpretacja badań naukowych. Chodzi Ci o popularnonaukowe
                          warianty, dostępne dla ogółu w czasopismach bardziej popularnych niż naukowych?
                          Jeżeli tak - znów zgoda, to w pewnym sensie zawężanie i spłycanie problemów.
                          Ale gdyby takich opracowań nie było, to większość ludzkości nie miałaby szans
                          na przyswojenie sobie czegokolwiek z najnowszych badań (no bo co tak naprawdę
                          pamiętamy z lekcji biologii w liceum po dwudziestu iluś tam latach? Abstrahuję
                          od rozwoju nauki)

                          Inny przykład - bliższy mojej codzienności - ponad dziesięć lat temu pozytywne
                          wyniki badań (amerykańskich o ile dobrze pamiętam) sprowadziły do Szwecji próby
                          leczenia raka piersi (u kobiet po nawrocie choroby) przy pomocy autoprzeszczepu
                          komórek macierzystych. Po latach okazało się, że wszystko to tylko pic na wodę -
                          efekty leczenia opłakane, potęgujące tylko niepotrzebne cierpienie setek
                          (tysięcy?) kobiet, o kosztach finansowych nie wspomnę, bo jakoś nie na
                          miejscu... No i nie wiem jak się do tego mają prawa fizyki i przyrody, ale
                          różne ośrodki naukowe doszły do bardzo różnych wniosków - a chodziło o życie
                          ludzkie. I trudno mi nie podchodzić sceptycznie to wyników badań...
                          pozdrawiam sceptycznie ale ciepło :)
                          • broch Re: ja tez. 13.07.05, 20:17
                            publiczna interpretacja = niekompetentni dziennikarze

                            filtry UV, leki antynowotworowe, diety, cholesterol itp = pieniadze (i to sie
                            liczy, ale nie ma wiele wspolnego z nauka, za wyjatkiem faktu ze nauka pieniedzy
                            potrzebuje:))
                            • beatanu Re: ja tez. 13.07.05, 20:38
                              Dzięki za wyjaśnienie :)
                              I od razu anegdota - żeby nie było, że przykrótkie posty pisujemy.
                              Wiosną -88 miałam okazję pojeździć po Szwecji (na koszt podatnika, a fe!), jako
                              przedstawicielka Polskiego Klubu Ekologicznego opowiadałam i młodzieży szkolnej
                              i członkom Partii Zielonych i innym zainteresowanym o zanieczyszczeniu
                              środowiska w Krakowie. Obrazki pokazywałam też. Chodziło o rozpropagowanie
                              akcji zbiórki funduszy na zmianę systemu ogrzewczego w krakowskim śródmieściu.
                              Miałam nawet konferencję prasową w Sztokholmie (Boże, jaka byłam tym całym
                              zamieszaniem przerażona!) i po tej konferencji ze zgrozą przeczytałam w Dagens
                              Nyheter (największym opiniotwórczym dzienniku), że sałata uprawiana w Nowej
                              Hucie ma ileż tam razy więcej SIARKI !!! Wspaniały przykład nierzetelności
                              dziennikarskiej, pomieszanie pojęć i poplątanie ogólne. Dzisiaj bym takiego
                              bubka zbeształa okrutnie, wtedy nie miałam tyle śmiałości i w dodatku w dość
                              zaawansowanej ciąży nie chciałam się za bardzo stresować.
                              Koniec opowieści, biegnę do pracy
                              B:)
                            • stella25b Naukowe ujawnienia 13.07.05, 20:56
                              Sensacja goni sensacje zwlaszcza jesli chodzi o odkrycia naukowe. Dziennikarz
                              tez czlowiek tez chce zarobic wiec chce byc pierwszy aby oznajmic swiatu o...
                              Tylko czasami zbyt szybko odkrycie zostaje udostepnione dla mas. Wlasnie jesli
                              chodzi o Sklodowska, to przypomniala mi sie opowiesc, jak to po odkryciu radu
                              byl on dostepny do kupienia w kazdej drogerii czy aptece i ludziska namietnie
                              go kupowali i smarowali sobie usta, policzki i inne dostepne czesci ciala w
                              celach kosmetyczno-upiekszajacych.
                              • broch Re: Naukowe ujawnienia 13.07.05, 21:00
                                "...w celach kosmetyczno-upiekszajacych. "
                                i jak to sie mowi mieli "radiant skin" :)
                                • stella25b Re: Naukowe ujawnienia 13.07.05, 21:05
                                  broch napisał:

                                  > "...w celach kosmetyczno-upiekszajacych. "
                                  > i jak to sie mowi mieli "radiant skin" :)

                                  dokladnie. Ladnie blyszczalo wiec i ladnie sie prezentowalo.;) A tak powaznie
                                  to czesto smarowano wlasnie usta radem malym dzieciom i niemowlakom.
                        • nienietoperz Nauki i 'nauki' 14.07.05, 10:33
                          I znow przyjdzie zgodzic sie i nie zgodzic. W sprawach `nauk' humanistycznych
                          Broch ma calkowita racje, przy czym zawsze mialem wrazenie, ze o ile np. w
                          literaturoznawstwie czy filozofii pewien stopien subiektywizmu w badaniach jest
                          ogolnie znany i akceptowany, to juz ekonomisci czy psychologowie uwazaja, ze
                          zajmuja sie odkrywaniem glebokiej prawdy o rzeczywistosci. I wcale im nie
                          przeszkadza, ze rozne odkrywane prawdy moga byc ewidentnie ze soba sprzeczne.
                          Swoja droga, ekonomistom zdarza sie wpisywanie do listy publikacji naukowych
                          artykulow z gazet lokalnych, typu Dziennik Lodzki:-), co troche mowi o
                          profesjonalizmie.

                          Nie zgadzam sie z Brochem w kwestii nauk przyrodniczych, pozwalajac sobie cytowac:
                          > Praw przyrody, fizyki zmienić się nie da, innymi słowy ich podważanie jest
                          > stratą czasu. Możesz podważać ludzkie doświadczenie, ale właśnie dzięki temu
                          > ciągłemu podważaniu nauka się rozwija. Ludzie nie zmieniają praw, ludzie je
                          > poznają, a prawa są niezmienne.

                          Prawa sa moze i niezmienne, ale zadna z 'aktualnie obowiazujacych' teorii
                          fizycznych swojej niepodwazalnosci i niezmiennosci nie postuluje. To tylko w
                          szkole (i cale szczescie) uczy sie, ze tak jest i juz. Tak naprawde sa to tylko
                          mniej lub bardziej udane, mniej lub bardziej przyblizone modele rzeczywistosci.
                          I nikt nie mowi, ze zalozenia mechaniki klasycznej sa falszywe - po prostu model
                          dziala w jakiejs sytuacji, w jakims przyblizeniu, w innym wymaga korekty, i tyle.

                          A jedyna nauka, w ktorej wynik uzyskany dzis bedzie tak samo 100% prawdziwy
                          (albo 100% falszywy) jak za kilkanascie tysiecy lat, albo wsrod violetowych plam
                          na Arctusie jest: .... Sami wiecie :-)

                          Jesli chodzi o dyskusje wczesniejsza, im jestem starszy, tym bardziej
                          towarazysza mi dosc paranoiczne objawy przy chodzeniu do lekarza: jakakolwiek
                          zapisana kuracja (moze z wyjatkiem Vitaminy C) od razu powoduje skojarzenie: no
                          tak, ta firma najpierw wydala najwiecej na promocje swoich lekow, w tym w
                          'powaznych' czasopismach naukowych, ma najprzystojniejszego/najatrakcyjniejsza
                          repa/repke w okolicy, etc.. Witamine C przyjmuje ze spokojem, i tak wiem, ze nie
                          pomaga, ale mam tez irracjonalna wiare, ze nie szkodzi. Tez tak macie?

                          Uff, dopasowalem sie chyba od rana do naglowka PPP.
                          Pozdrowienia,
                          nntpz
                          • braineater Re: Nauki i 'nauki' 14.07.05, 10:46
                            huhumanistyka:) Powiem tak, i bronił się będę okopany po same uszy, jesli by
                            kto chciał mnie atakować - wspomniane przez Toperza literaturoznawstwo, które,
                            powiedzmy, z mniejszym lub większym zaangażowaniem uprawiam (ostatnio very
                            niskim, w rzeczy samej) to nie jest nauka - to jest to samo co ma KrisK, czyli
                            po prostu zbiór narzędzi pomocnych przy czytaniu tekstu, z których można
                            korzystać jesli chcemy dowieśc sobie, że tekst który czytamy nie jest wcale o
                            tym o czym czytamy, ale wręcz odwrotnie, jest czymś zupełnie innym. Zawsze
                            traktowałem to bardziej jako grę zabawę intelektualną według pewnych dośc jasno
                            okreslonych reguł i nijak nie widzę sposobu, by akurat ta dziedzina 'nauki'
                            miała interesowac kogoś poza grupką ludzi bez pomysłu na zycie (tzn takich jak
                            ja). Oczywiście, można do tego podchodzić ambicjonalnie, można tworzyc
                            osząłamiające analizy poetyki w oparciu o teorię podmiotowości i rozważać
                            zasadnośc zasady projekcji i identyfikacji w utworze poetyckim, tylko trzeba do
                            tego wszystkiego podchodzić ze zdroworozsądkowym dystansem i założeniem, ze
                            cąła ta praca nie ma służyc czemuś konkretnemu, li tylko może byc sposbem na
                            popisanie się swoją sprawnościa intelektualną. Być może to skandal jest ale
                            jakoś nie potrafię tej swojej dziedziny działań traktowac poważnie:)

                            Pozdrowienia:)

                            Toperz, słonko - czy ty też mieszasz w Mevelandii?:)
                            • nienietoperz Ad mevelandia 14.07.05, 11:09
                              Musze z zalem przyznac, ze nie mieszam - Wasze tempo kreacyjne mnie przerasta,
                              na jednym okrazeniu wyprzedzacie mnie o dwie dlugosci klawiatury i jeszcze ogon
                              myszy.

                              A jesli chodzi o uzyte przez Ciebie okreslenie 'slonko', obawiam sie, ze teraz
                              mnie moze damska czesc adoracyjna pozrec z zazdrosci. W zwiazku z tym uciekam
                              sprzed obliczacza i pojawie sie za czas jakis.

                              Wasz
                              nntpz
                              • daria13 Re: odkrycia naukowe w dziedzinie medycyny, ble:P 14.07.05, 13:57
                                Brak jednoznaczności w dziedzinie medycyny jest mi o tyle bliski, że pracuję w
                                wydawnictwie medycznym i mam z tym problemem często do czynienia, a co za tym
                                idzie mam też wyrobioną opinię na temat firm farmaceutycznych, tudzież polskich
                                lekarzy (a co do lekarzy, to nie tylko z racji pracy). To temat rzeka, może
                                nawet na osobny wątek. Powiem tylko, jaki młyn w mózgu miałam, kiedy po
                                rozpoczęciu pracy w tymże wydawnictwie, a wydajemy literaturę fachową i
                                specjalistyczną wyłącznie dla lekarzy (nie jest to Żyjmy dłużej;) próbowalam
                                czytać artykuły, zwłaszcza z dziedziny pediatrii. Moje strasze dziecko cierpi
                                od wielu lat na okołopepkowe napadowe bóle brzucha, których przyczyn może być
                                tysiąc i choć pasują wszystkie, to żadna tak do końca. Koszmar.
                                Najwięcej dylematów i problemów miałam jednak, kiedy wyniki spirometrii u
                                Julki, która jest alergikiem, okazały się na tyle zatrważające, że należało się
                                poważnie zastanowić nad usunięciem ukochanego członka naszej rodziny, czyli
                                naszego cudownego kota Faceta. I tu zaczał się młyn; czy dziecko wychowujące
                                się z kotem nabywa odporności, czy wręcz przeciwnie alergia się nasila.
                                Doniesienia ze świata medycyny w tej kwestii są tak niejednoznaczne, że w
                                jednym poważnym artykule na ten temat autorzy po kilka razy zaprzeczają swoim
                                tezom. Z jedne strony tak, ale z trugiej inaczej, po prostu bagno. NIestety
                                ponieważ ryzyko było za duże, bo dopóki problemem był tylko katar, to pół
                                biedy, ale astma to nie przelewki, choć przez chwile zastanawiałam się, czy
                                może nie oddać Julki do jakiegoś domu dziecka;)musieliśmy podjąć jedną z
                                najcięższych decyzji w naszym zyciu i oddać Faceta. Wszyscy chyba kochacie
                                zwierzaki, więc domyślacie się, jakie morze łez wylaliśmy. A ja do tej pory nie
                                wiem, czy była to jedynie słuszna decyzja i czy za parę lat nie okaże się, ze
                                kota mogliśmy w zasadzie zostawić.
                                Historii o scisłej współpracy lekarzy z repami firm farmaceutycznych wolę Wam
                                zaoszczędzić. A o błędnych decyzjach lekarzy w moim i moich bliskich życiu
                                mogłabym Wam opowiadać godzinami. To jest istny horror. Czasami jak mam z nimi
                                do czynienia, to myślę o nich, ze to banda kretynów, choć oczywiście zdarzają
                                się wyjątki, ale to jest naprawdę rzadkość. Mam wreszcie na przykład w
                                Warszawie zaufanego alergologa, którego wielbię i niemal kocham (bo jest nie
                                dość, że dobry, to jeszcze niewyobrażalnie uroczy i miły, mimo, że profesor;),
                                gdybyście kiedyś odpukać potrzebowali, to się polecam.
                                Znów trochę nie na temat, ale to już chyba u nas norma:)
                                • broch Re: odkrycia naukowe w dziedzinie medycyny, ble:P 14.07.05, 20:53
                                  daria, poniewaz odczyn alergiczny w wypadku Twojej corki jest wynikiem
                                  rozregolowanej odpowiedzi immunologicznej przymanie kota w celu uodpornienia,
                                  nie ma sensu i jest szkodliwe. W badaniach o ktorych piszesz chodzi o atenuacje
                                  odpowiedzi immunologicznej, najlepszym przykladem sa szczepionki. Ich
                                  skutecznosc jest rozna ze wzgledu na indywidualna przyswajalnosc antygenu oraz
                                  (co istotne) na jego procesowanie. Problemem jest rowniez indywidualna sklonnosc
                                  do odpowiedzi humoralnej lub komorkowej. W efekcie, kazda szczepionke nalezaloby
                                  uzyskiwac na ponstawie bardzo indywidualnego procesu. Atenuacja o jakiej mowie
                                  nie ma nic wspolnego z trzymaniek kota w domu. Mam nadzieje ze tego typu terapii
                                  nie polecil zaden lekarz?
                                  Kot powinien z domu wywedrowac.
                                  • aaneta Re: odkrycia naukowe w dziedzinie medycyny, ble:P 14.07.05, 22:25
                                    Już wywędrował i cała rodzina go opłakała.
                          • broch Re: Nauki i 'nauki' 14.07.05, 13:42
                            Widocznie nie doczytałeś do końca, nie sugeruję że wiedza człowieka jest
                            "ostateczna". Napisałem że wiedza się zmienia, choć prawa są niezmienne (tyle że
                            (nie do końca) poznane). Z czym więc polemizujesz? Tzn cała polemika jest długa,
                            tyle że z czym?
                            • nienietoperz Re: Nauki i 'nauki' 14.07.05, 14:17
                              Brochu drogi,
                              doczytalem. Polemika (choc wolalbym chyba sformulowanie konwersacja) byla ze
                              stawianiem w calkowitej opozycji spekulacji humanistycznych z metodami nauk
                              przyrodniczych. Te drugie, przynajmniej w czesci teoretycznej, tez maja
                              charakter spekulacyjny.

                              Tak czy inaczej, pozostaje jeszcze kwestia istnienia niezmiennych praw natury.
                              Jest to zalozenie wiekszosci, o ile nie wszystkich modeli nauk przyrodniczych;
                              niemniej jednak pozostaje wylacznie zalozeniem a posteriori. Co nie znaczy, ze
                              nie jest mi bliskie.

                              Pozdrowienia,
                              milosnik (mimo wszystko) nauk scislych, przyrodniczych nie wylaczajac,
                              nntpz
                              • broch Re: Nauki i 'nauki' 14.07.05, 14:47
                                właściwie wszystko jest względne. Ponieważ jestem zwolennikiem solipsyzmu. Więc
                                może dyskutuję z samym sobą? Wydaje się że koniecznie chcesz udowodnić względność :)
                                Ja tego nie dyskutuję. Napisałem że nawsza wiedza się zmienia. Nie mniej opinie
                                w naukach humanistycznych maja charakter wyłącznie subiektywny, opinie w naukach
                                eksperymentalnych opieraja sie na eksperymencie. Tzn zgodnie z dzisiejszym
                                stanem wiedzy prawa fizyki maja określoną forme. Nie mniej (co jest truizmem)
                                nauki eksperymentalne polegaja na ciągłym zadawaniu pytań podważaniu stanu
                                aktualnej wiedzy. Jest to jednak coś innego niż wyrażenie opinii. Nawet to
                                podważanie wynika ze zrozumienia niekonsekwencji, nieścisłości itp.

                                W dalszym ciągu nie rozumiem źródła Twoich uwag. Muwisz o rzeczach absolutnie
                                oczywistych, które w dalszym ciągu nie zmieniają faktu ze nauki eksperymentalne
                                są w kompletnej opozycji do nauk humanistycznych. W naukach humanistycznych
                                isotna jest opinia i jej uzasadnienie. W naukach przyrodniczych nie opierasz się
                                na opinii, bo mówiąc szczerze, jeśli nie masz przesłanek To opinie jest niewiele
                                warta. W każdym razie prowadzi do katastrofy. Przez dwa lata prowadziłem
                                dyskusję naukową na ten temat, twierdząc że "gut feeling" to za mało. Mimo to
                                materiał został opublikowany, pochwalony itp. To mnie nieco wkurzyło, ponieważ
                                nie przepadam za pustymi deklaracjami, jeśli można zaprojektować doświadczenia
                                które potwierdzą lub obalą założenie. Zajęło mi to tydzień czasu. Teraz facet
                                bedzię musiał wycofać się z opinii. Jak to zrobi to jego sprawa. Gdyby były to
                                nauki humanistyczne, to rozeszlibyśmy się zachowując swoje opinie i mrucząc
                                inwektywy popd adresem opornego adwersarza :)

                                W naukach eksperymentalnych wcześniej czy później uzyskasz odpowiedź
                                potwierdzoną doświadczeniem, nawet jeśli właśnie udowoniłeś że nasze prawa
                                fizyki mają zastosowanie wyłącznie na ziemi ponieważ czas jest skończonym
                                fenomenem występującym z rzadka we wszechświecie.
                                W naukach humanistycznych nic nie musisz udowodnić, co jest w opozycji do nauk
                                przyrodniczych.

                                Wygład to mniejwięcej tak że ja mówię iż dwa plus dwa jest cztery, a Ty mówisz
                                że niekoniecznie. Tyle iż jest to truizm o którym każdy wie. Który nie ma
                                znaczenia w określonej sytuacji. Ponieważ nie o nieskończoności była mowa :)
                                • nienietoperz Re: Nauki i 'nauki' 14.07.05, 16:05
                                  Mysle, ze cale nieporozumienie bierze sie po czesci byc moze z mojej
                                  nieumiejetnosci doprecyzowania swoich uwag, a po czesci z roznic miedzy
                                  eksperymentem i teoria. Wbrew pozorom widze powazne roznice miedzy naukami
                                  eksperymentalnymi i naukami humanistycznymi. Jedna rzecza jest jednak wynik
                                  eksperymentu, a inna wyciaganie wnioskow, budowanie modeli, itd.. Jak sam
                                  wspomniales, i pewnie masz w tej sprawie wiecej doswiadczen, duza czesc
                                  spolecznosci naukowo-przyrodniczej niestety do 'gut feeling' sie probuje
                                  odnosic; szczegolnie jest to irytujace w przypadku fizykow quasi-teoretycznych,
                                  usilujacych dodatkowo uzasadniac swoje pomysly przy pomocy watpliwej jakosci
                                  rozwazan matematycznych. Stad moje przywiazanie do odrozniania rzeczy
                                  udowodnionych od rzeczy prawdopodobnych, ogolnie przyjetych za prawdziwe,
                                  sprawdzonych w eksperymencie, etc..

                                  > Wygład to mniejwięcej tak że ja mówię iż dwa plus dwa jest cztery, a Ty mówisz
                                  > że niekoniecznie. Tyle iż jest to truizm o którym każdy wie. Który nie ma
                                  > znaczenia w określonej sytuacji. Ponieważ nie o nieskończoności była mowa :)

                                  Byc moze znow zasypiesz mnie oskarzeniami o truizmy, ale wydaje mi sie, ze
                                  roznice najlatwiej tlumaczyc elementarnie. I tak: jesli uzgodnimy co to jest
                                  dwa, co to jest plus i co to jest 4, zdanie 2+2=4 jest prawdziwe albo nie. I nie
                                  ma tu mowy o zadnej wzglednosci czy kwestii punktu widzenia.

                                  Z pozdrowieniami,
                                  nntpz
                                  • broch Re: Nauki i 'nauki' 14.07.05, 16:21
                                    o ile sie nie myle dla fizyka 2 + 2 nie rowna sie cztery, moze byc co najwyzej
                                    nieskonczenie bliskie :)

                                    w naukach humanistycznych teorie nie musza byc ani udowodnione ani
                                    prawdopodobne. Nie musza nawet byc przyjete za prawdziwe.
                                    Dla mnie nauki humanistyczne sa w opozycji do nauk przyrodniczych rowniez w
                                    doborze narzedzi. Co wiecej zaleta jest fakt ze tak naprawde nie ma ograniczen
                                    (zwiazanych z aktualnym stanem wiedzy). Jest to wolnosc ktora mi sie podoba... i
                                    od ktorej lubie wracac do eksperymentu (bazujacego na jakze wzglednej wiedzy)

                                    Dzisiaj koncze eksperyment w krotym rozwiazanie jest prawdopodobne, ale czy
                                    faktycznie uzyskam wynik ktory mam nadzieje jest prawdziwy (przy wszystkich
                                    relatywizmach i watpliwosciach:)). Jeszcze nie wiem. Prawdopodobienstwo jest
                                    jednak wysokie.

                                    Jeszcze ~10 lat temu NIH promowal granty tzw "wysokiego ryzyka". Dzisiaj takie
                                    projekty maja b. trudne zycie, poniewaz zbyt czesto spekulacja podwazajac znana
                                    wiedze nie prowadzila do zadnych, konkretnych wnioskow, publikacji,
                                    rewolucyjnych zmian.
                                    Nawet najbardziej rewolucyjna mysl opiera sie o dotychczasowe osiagniecia,
                                    potwierdzajac je, przeczac im lub pokazujac nowe rownolegle mozliwosci.
                                    Wczesniej czy pozniej musi byc sprawdzalna eksperymentalnie. Nauki humanistyczne
                                    nie musza zdawac takiego testu poniewaz jest on niemozliwy do przeprowadzenia.
                                    • stella25b Re: Nauki i 'nauki' 14.07.05, 20:25
                                      Nauki humanistyczn
                                      > e
                                      > nie musza zdawac takiego testu poniewaz jest on niemozliwy do przeprowadzenia.

                                      Tylko cyklicznie sie powtarza- historia. Piszesz test, a kazda kolejna wojna to
                                      czym jest? nie testem?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka