Dodaj do ulubionych

Na groby...

28.10.05, 10:22
:-)
za godzin parę wyjeżdżam do naszego miasteczka na obchody mojego ulubionego
święta...
nie wiem jak tam z tym u was, ale dla mnie to zawsze było drugie po Wigilii
poważane swięto w kalendarzu polskim, bo lubię:
* te spacerki na cmentarz jesienną porą - mnóstwo szeleszczących liści pod
nogami, kopane odniechcenia kasztany
* spotkania z rodziną - no bo kiedy jak nie na cmentarzu...
* ten powrót do domu - rozgrzewanie zmarzniętych łapek o kubek herbaty z
sokiem malinowym, gorący krupnik...
* te wspominki w tv: kto umarł i kogo poważać/pamiętać mamy...

szkoda tylko, że klimat się tak zmienia - jeszcze parę lat temu 1 listopada
kojarzył mi się między innymi z mrozem & rewią futer na cmentarzu... a teraz -
lichy paltocik wystarczy :-(
pozdrawiam nastrojowo
Kwiecienka ze Zniczami
Obserwuj wątek
    • nienietoperz Re: Na groby... 28.10.05, 10:32
      Jak najbardziej Kwiecienko, jak najbardziej!
      I jeszcze wieczorny spacer na cmentarz z kijkiem w reku, w celu zabaw
      przeroznych z woskiem i swieczkami, zimno, drgajace plomyczki, Babcia
      zatrzymujaca sie przy kolejnych grobach i opowiadajaca historie o tych, ktorzy
      niby odeszli, ale przeciez w tych opowiesciach ciagle zyja, gubia buty, myla
      numery telefonow, zakochuja sie nieszczesliwie...
      Bardzo mi tego brakuje na wyjezdzie. Nienietoperze zawsze staraja sie
      przynajmniej wieczorem 1 XI odnalezc jakis cmentarz okoliczny, powloczyc sie,
      poczytac napisy na nagrobkach, pomyslec o zyciach umknietych i przez brak
      posrednictwa Babci, ktora mogla by je przyblizyc, niepoznanych. Nie mowiac juz
      o wciaz powracajacym pytaniu - czy to juz jest nasze miejsce naprawde? Czy to
      jest miejsce, w ktore przychodzic beda nasze dzieci, wnuki, przyjaciele? Taki
      konkretny ostateczny znak osadzenia sie, przerwania podrozy. Ciagle jeszcze
      niezlokalizowany.
      Niespodziewanie wyszlo dosc sentymentalnie.
    • braineater Re: Na groby... 28.10.05, 10:37
      Też już się nie moge doczekać, bo:
      po pierwsze, zgodnie z tradycją jedyne do roku picie wódki (której przez
      pozostałe 364 dni sie nie tykam, bo nie lubię) i czytanie wierszy z Spoon River
      (jak mnie natchnie to zrobię Wam na forum okazjonalna wyklejankę z tych
      genialnych tekstów - bo to grzech nie znać)
      po drugie - spacer na cmentarze, ale najwcześniej o 23, kiedy przewalą się
      wszystkie tłumy, a nadal palą się wszystkie świece. W mojej okolicy, ma to
      jeszcze dodatkową iluminację, bo parę lat temu, tuż za cmentarzem wybudowano
      potężną ultranowoczesną elektrociepłownię, która oświetlana jest na sposób
      przedziwny i to zestawienie prostoty małego, zapuszczonego cmentarzyka z
      superhiper technologią jest po prostu przecudowne
      i po trzecie - także razdoroczny zestaw muzyczny: Mahler,'Symfonia pieśni
      żałobnych', Gardzienice - Metamorfozy, Diamanda Galas - Plague Mass i Nick
      Cave - The Boatmans Call, a całość zwieńczona Daviesowym 'Windą na szafot'.
      Zdecydowanie moje ulubione święto
      • mamarcela Spoon River 28.10.05, 10:49
        Przepraszam, a ktoś tu nie zna? To ja z tymi kimiś nie gadam. To nie grzech
        nawet, ale ułomność. Czy mogę się zająć rozsyłaniem? I niech nikt się nie
        tłomaczy, że nie lubi z komputera.
        mamarcela wielbicielka cmentarzy szczególnie tego jednego
        • nienietoperz Re: Spoon River 28.10.05, 10:58
          Rozsylaj Mamarcelo mila przynajmniej do mnie (o ile mozna cos rozeslac w jedno
          miejsce).
        • beatanu Re: Spoon River 28.10.05, 11:04
          Jeżeli prześlesz i do mnie, to już będzie coś w rodzaju rozsyłania...
          Z góry dziękuję!
          B
        • aaneta Re: Spoon River 28.10.05, 13:32
          Ja nie znam i również proszę o przesłanie :)
          • mamarcela Re: Spoon River 28.10.05, 13:45
            Póki co mogę rozesłać wersję angielską, tylko ją nieco sformatuję i spakuję (bo
            jakaś taka niedorobiona), a polskiej niestety nie mam chwilowo (myślałam, że
            mam), ale będę miała chcociaż bym musiała po literce przepisywać. Trzeba ten
            kaganek oświaty nieść.
            Pytanie do mózgacza, czy wydanie PIW (żółte) z jakichs zamierzchłych czasów, ze
            wstępem i w wyborze Michała Sprusińskiego, nadal obowiązujące jest. Czy może
            istnieje jakis nowszy Stiller, czy Barańczak, o którym nic nie wiem, chociaż
            powinnam.
            mamarcela siłaczka ze Spoon River
            • braineater Re: Spoon River 28.10.05, 13:55
              PIW jak najbardziej, z tym, że nie natknąłem się na żółte wydanie - posiadam
              (po raz piąty, bo 4 poprzednie podarowałem różnym kobietom), wydanie w czarnej
              twardej oprawie, z czerwonobiałym liternictwem na okładce. Oczywiście w
              tłumaczeniu Sprusińskiego i z jego wstępem. Innych tłumaczeń (oficjalnych:) w
              polskim języku brak.
              Wersję tę mam również zeskanowaną, ale w .jpg-ach, więc swoje waży (niestety
              mój skaner i programy OCR-owe nijak nie radzą sobie z krojem czcionek
              wcześniejszych niż z lat 90':()
              A tak w ogóle propozycja 1szo listopadowa - może wrzucimy na forum po3-4 swoje
              ulubione?

              P:)
            • brunosch to ja tyż 28.10.05, 14:12
              jeśli mogę sie przypochlebić o polskojęzyczną wersję?
            • nienietoperz Re: Spoon River 28.10.05, 14:15
              Szczekamy, Mamarcelo, szczekamy...
              • daria13 Re: Spoon River 28.10.05, 15:35
                A ja szukając info na temat Spoon River natknęłam się na takie rewelacje:
                www.tvp.pl/prasa/omowienia%20dzienne/Tydzien44-2005/Kultura/K051101.txt
                I dzięki temu widzę jak ciekawie układa się program TVP Kultura na 1.11.
                A stosunek do Swięta Zmarłych zmienił mi się z wiekiem i z biegiem wydarzeń.
                Kiedyś ubolewałam nad tym, że nie mam w Warszawie żadnego grobu i chodziłam na
                Powązki dla atmosfery, szukałam najbardziej zaniedbanego grobu, sprzątałam go i
                zapalałam znicz. Od kilku lat mam dwa groby najbliższych mi osób, czyli mamy i
                taty i jest to dla mnie bardzo smutne święto, smutne, bo uważam, że straciłam
                rodziców stanowczo za wcześnie, a i wnuki w ogóle nie zdążyły nie tylko
                nacieszyc się dziadkami, ale w przypadku Kuby - poznać ich. Ale jest to zawsze
                okazja do poopowiadania o dziadkach.
                Widok cmentarza po zmroku 1 listopada jest zaiste nieprawdopodobnie piękny. I
                nawet te tłumy mi nie przeszkadzają, tym bardziej, że mamę pochowałam na małym
                cmentarzu w Powsinie i tam jest naprawdę kameralnie.
                Pozdrawiam.
                • mamarcela Re: Spoon River 28.10.05, 17:37
                  Zakonczyam rozsyłanie spoon river do wszystkich zainteresowanych. Z rozpędu
                  wysłałam również Staule i Noidzie. Sorki jeśli nie chciały. Jeśliby ktos
                  jeszcze miał ochotę - pisać.
                  mamarcela z kagankiem
                  • gatta13 Re: Spoon River 31.10.05, 19:43
                    Do mię też bardzo proszę.
    • beatanu Re: Na groby... 28.10.05, 11:02
      A ja mam bardzo ambiwaletny stosunek do tego święta... Tak jak ambiwaletne są
      wspomnienia z dzieciństwa. Nie pamiętam zadumy, nie pamiętam jakie uczucia
      wzbudzały we mnie setki mijanych grobów. Czysta abstrakcja. Grób dziadka (ojca
      mamy), o którym nawet ona miała mgliste wyobrażenie, bo zmarł gdy była małą
      dziewczynką. Tłumy ludzi, naprawdę bałam się, że jak wypuszczę rękę z
      trzymającej mnie dłoni mamy/taty, to już będzie po mnie... Ale miło wspominam
      zapach, światło, rude kity wiewiórek, zapalanie świeczek na grobie Nieznanego
      Zołnierza, albo na jakimś zupełnie zapuszczonym grobie...

      Teraz grobów jest trochę więcej, chociaż porozrzucanych po Polsce i gdybym
      nawet bywała 1 listopada w kraju, to i tak nie miałabym możliwości odwiedzić
      wszystkich... Zapalam symboliczną świeczkę i myślę o "moich" zmarłych wchodząc
      do różnych świątyń, i niekoniecznie w Polsce i niekoniecznie w listopadzie...

      Podoba mi się praktykowana w Szwecji coraz częściej idea pochówku w tzw.
      minneslund (dosłownie: gaj pamięci) To takie osobne miejsce, trochę na uboczu,
      ale w pobliżu cmentarza, zadrzewione, z ławeczką, z miejscem na kwiaty, znicze
      i świece. Z symbolami religijnymi, albo bez. Bez tablic z nazwiskiem i datami.
      Prochy zmarłych (większość Szwedów poddaje się po śmierci kremacji) mieszają
      się z ziemią i z innami prochami... Od kilku lat chodzę do takiego gaiku i
      przynoszę świeże kwiaty zmarłej kilka lat temu ważnej dla mnie kobiety. Bo ona
      kochała kwiaty...

      Beata też w melancholijnym nastroju
      • beatanu Re: Na groby... 28.10.05, 11:06
        oczywiście AMBIWALENTNY a nie inny..
        B
      • aaneta Re: Na groby... 28.10.05, 14:10
        A ja mam wręcz negatywny stosunek zarówno do Dnia Zmarłych, jak i wszystkich
        świąt, obchodzonych w Polsce. Przyczyn jest kilka, najważniejsza to taka, że
        tylko nieliczni naprawdę przeżywają to i inne święta głęboko i z refleksją, dla
        większości to obowiązkowy rytuał, na dodatek wykorzystywany do różnych
        paskudnych celów.
        Bardzo podoba mi się szwedzki zwyczaj, opisany przez Beatę. Nie wybieram się
        jeszcze na tamten świat, ale kiedyś to przecież nastąpi i zastanawiam się, jak
        to zorganizować, żeby nie spocząć na klasycznym polskim cmentarzu, bo tego bym
        chyba nie przeżyła ;) Problem polega na tym, że o ile kremacja jest w Polsce
        możliwa, to podobno nie wolno np. rozsypać prochów w dowolnym miejscu. Wiecie
        coś może na ten temat?
        • brunosch rozsypywanie prochów 28.10.05, 15:41
          jest zabronione przez Sanepid. Co moim zdaniem jest bzdurą, bo wysoka
          temperatura zabija wszelkie mikroby i czego się bać?
    • dr.krisk Moje ulubione swieto... 28.10.05, 19:59
      Tez lubie to swieto, choc z racji slabych kontaktow rodzinnych nie mam do niego
      konotacji zwiazanych z wzajemnymi odwiedzinami, itp. Ot, pojde na cmentarz
      odwiedzic groby moich znajomych, kolegow - coraz wiecej ich jest. Poodba mi sie
      w tym swiecie fakt, ze jeszcze go nie udalo sie calkowicie przerobic na wersje
      supermarketowo-medialna. I zawsze bede wolal lune swiatel nad cmentarzem niz
      rozwrzeszczane party z okazji Halloween.
      Tak przy okazji - 31 pazdziernika (Halloween) zamierzam wybyc z domu na dluzej,
      bo nie zniose tlumu bachorow domagajacych sie slodyczy. Cukierki szkodza!!!
      Pojade sobie w takie ustronne miejsce nad Zatoka Meksykanska, bede pozeral
      zaoszczedzone cukierki i rozmyslal.
      • brunosch no cóż 31.10.05, 19:55
        > Podoba mi sie w tym swiecie fakt, ze jeszcze go nie udalo sie calkowicie
        przerobic na wersje supermarketowo-medialna.

        Ale niestety blisko, coraz bliżej. W sprzedaży pojawiły się plasticzane znicze
        blisko metrowej wysokości. Niektóre z nich mają kształt kapliczki, wieżyczki,
        niektóre wprost nawiązują do symboliki fallicznej. Tylko patrzeć jak pojawi się
        Myszka Miki, bo anioły z ogniem w brzuchu już są. Do tego można kupić gustowny
        wianuszek z nieśmiertelników w kształcie serca.
        • dr.krisk No tak.... pieknie..... 31.10.05, 20:05
          Ciekawe dlaczego tak jest? Dlaczego brzydsze wypiera ladniejsze, zas glupsze -
          madrzejsze?
          Tak sobie czasem mysle i nie wiem, dlatego wiec pytam, moze wy macie jakis
          pomysl?
          • braineater Re: No tak.... pieknie..... 31.10.05, 20:21
            bo nie każdego w dzieciństwie męczono poezją funeralną, nie każdemu pokazywano
            pana Waldorfa, jak o zmarłych mówi, nie każdemu opowiadano o zmarłych
            rodzinnych, nie każdemu pokazywano ciekawe zakątki rodzimych cmentarzy,
            natomiast każdy prawie miał kalendarz z kwiatów bukietem, na którym uczył się
            jak bukiet i wiązanka wyglądać winny i każdy miał lalę plasticzane robiące za
            obiekty testów anatomicznych, a w okresie Bożego Narodzenia awansujące na
            szopkowe aniołki- stąd się to bierze dottore. Tak mi sie przynajmniej dziś
            pomyślało, gdym w markecie przemknął obok półmetrowych aniołow z paskudnie
            odlanego plastiku, ktore trzymały w dłoniach latarenki nagrobne i udawały, że
            są mosiężne. Gdyby nie kosztowały 45 zeta, to już zasilały by moją kolekcję
            dewocjonaliów -a tak musze czekać na poświęcie.
            A poza tym, taka hipoteza trochę w ciemno, polska sztuka funeralna z reguły
            dośc kiczowatą bywała - vide chociazby klasyka pod tytułem portrety trumienne,
            naszych dziadów sarmatów, czy obyczaj z międzywojnia, na wtapianiu w nagrobek
            zdjęcia w sepi, zrobionego osobie nieżywej.

            Pozdrowienia
            • brunosch Re: No tak.... pieknie..... 31.10.05, 20:49
              upadek chyba zaczął się w chwili, gdy wychowanie plastyczne i muzyczne spadły z
              listy przedmiotów w szkole. Tzn były, ale jako zajęcia fakultatywne. Znajdżcie
              mi dziecko, co sobie dołoży kolejne zajęcia w szkole.
              Jakie te lekcje były, takie były, ale dobry nauczyciel potrafił zainteresować
              sztuką.
              A potem pooooszło. Muzyka poważna stała się postrachem dla "normalnych", to samo
              stało się z malarstwem. Piękne stało się wszystko to co krzykliwe, a że
              paskudztwo jest łatwiejsze, no to nas zalało. Spójrz na sklepy z zabawkami - te
              kliniczne wodogłowia, basedowy na jakie cierpią lalki i zielone pieski w
              różowych czapeczkach. Tak zaczyna się uczenie czym jest "ładność". Popatrz na
              audycje telewizyjne i ich, za przeproszeniem "estetykę". Kicz - a właściwie
              brzydota jest wszechobecna. Nic dziwnego, że z braku wyboru bierze się to co
              jest. Więc towar ma popyt. A skoro ma popyt, więc musi być i podaż. Tłucze się
              więc kiczory aż miło.
              Poza tym, dochodzi nasze rodzime dążenie do imponowania. Kowalski nie postawi
              świeczki wysokiej na 20 cm, skoro Nowak stawia taką na 40 cm. A skoro Nowak
              może, to przebijamy - trzy bez atu - półmetrowego fallusa. A na fallusa kontra -
              Anioł na półmetra. No i rekontra...
              Passsss.
              ***
              Brain, kup teraz tego anioła, bo przed Bożym Narodzeniem cena poszybuje wyżej,
              bo z Anioła Funeralnego stanie się Aniołem Dobrej Nowiny i brać będą za niego
              około stówy.
              :(
            • ash3 Re: No tak.... pieknie..... 31.10.05, 21:13
              A propos międzywojnia, a w każdym razie dość odległej juz przeszłości: mama
              opowiadała mi o zwyczaju układania na grobach imion zmarłych z owoców
              śnieguliczek (pewno nie wiecie, co to jest, mimo że krzewy b.popularne w
              miastach). Te owocki sa odporne na zimno i tak przyjemnie trzaskają gdy się je
              sciśnie palcami. To taki przekaz etnograficzny z jej dzieciństwa;-)
            • agni_me Re: No tak.... pieknie..... 02.11.05, 01:30
              E tam, bogów mam za świadków, że rodzina nie przykładała się do funeralnego
              stylu. Najstarsze, a przecie już bardzo wiekowe kaplice proste są do bólu i
              pewnam, że Le Corbusier kwiczałby z zachwytu, potem było jeszcze lepiej.
              Jedynym przykładem zdjęcia w sepi była całkiem upadła ciotka, jakaś daleka
              krewna babci, która wyszła za młynarza Szybilskiego. Ten jej zafundował pomnik
              bogaty, krzyż odpowiednio pokręcony i zdjęcie, nikt tego nie mówił głośno, ale
              wstydzono się jakoś tej grobowej fortuny i z pewnym zakłopotaniem opowiadano o
              ciotce. Dużo większą estymą cieszyła się Jagnieszka, która była kobietą upadłą,
              ale szczęśliwie nie poetką. W ogóle odwiedzenie wszystkich bliskich (setny
              stopień pokrewieństwa) grobów zajęłoby jeśli nie rok cały, to przynajmniej
              miesiąc. Umiem więc obowiązki dzielić, zaczynam przy pierwszych jesiennych
              liśćiach.

              Najprościej iść na Powązki, to zresztą najprzyjemniejsza część wizyt, potem
              Brudno, wujek Józef, nie "zmieścił się" w aleji zasłużonych Powązek, następnie
              dziadek zamordowany przez rosjan, szczęśliwie zostawiono Babci trupa wiosną 44
              roku, to i wiadomo, kogo się odwiedza, zresztą zaraz obok okazała kaplica
              cmentarna kuzynów i znacznie mniej okazały grób rodziców kardynała Wyszyńskiego.

              Na samym końcu matecznik Mamy, malenki cmentarzyk, ukochane ciotki ułożone w
              powojniu obok głównych grobów, ludzie co wciąż się kłaniają, i drzew morze.
              Pasjami uwielbiam tam być w ciszy, dlatego pijadę tam dziś, zaraz prawie, a wy
              możecie pozazdrościć :)
    • gatta13 Re: Na groby... 31.10.05, 19:52
      Grobów coraz więcej, coraz więcej cmentarzy do odwiedzenia, a w wielkim mieście 1 listopada i dni okołopierwszolistopadowe to jeden koszmar: autobusy, do których na kilka przystanków przed cmentarzem ciężko już się wepchnąć, kieszonkowcy, kłócący się ludzie, dymiące się koła, na cmentarzu ścisk...

      Spokojniejsze nieco i piękne są wieczory. Ale z racji ilości odwiedzanych grobów i opisanych wyżej warunków wieczorem padam na łóżko i nawet książki mi się nie chce wziąć do ręki.

      O wiele przyjemniej i normalniej jest w Brzezinach. I jakoś tak tęsknie i nostalgicznie: grób babci, której nie znałam, dom, w którym mieszkał jako dziecko mój tata; tam jakoś inaczej płynie czas...
    • brunosch asymilacja (?) 31.10.05, 21:27
      od wielu lat odwiedzam cmentarz żydowski i choć w judaizmie pamięć o zmarłych
      czci się inaczej i w innym czasie (miesiąć Elul i Jom Kippur) to widać, że
      pierwszego listopada przychodzą krewni, albo ci, którym "po drodze", przynoszą
      kwiaty i świece. Zapala się też światła na grobach symbolicznych i zbiorowych.
      Moim zdaniem, takie przenikanie się kultur i obyczajów jest zjawiskiem
      pożądanym, choć nie do końca zgodnym z doktryną.
      • braineater Re: asymilacja (?) 31.10.05, 22:04
        kurcze - a u mnie zydowskie mogiły, wraz z mogiłami niemieckich okupantów, od
        lat nie zadbane i pozbawione jakiejkolwiek opieki, jak zresztą cały 'kwartał
        samobójców' o którym nikt nie pamięta, mimo, że np, cmentarzyk zołniezy Armii
        Czerwonej, wraz z rewelacyjnym cokołem (strasznie często na wagary podń
        chodziłem), wzieli pod opiekę harcerze...

        Pozdrowienia
        • brunosch Panie B. 31.10.05, 22:24
          a gdzie Pan mieszkasz?
          gwoli swawoli. W Śliwinie (Bory Tucholskie) jest cmentarz choleryków. Prosty
          krzyż i nic więcej - żadnej tablicy, śladów pamięci. Dopiero tambylcy
          zdradzili, co to się kryje za wątłym płotkiem. Takich cmentarzy - Niemców,
          Rosjan, ofiar I wojny jest nieprzebrane mnóstwo. I każdy z nich zarasta
          zielskiem i niepamięcią.
          • braineater Re: Panie B. 31.10.05, 22:28
            Ja akuratnie na granicy miedzy Chorzowem a Katowicami co pewne problemy
            administracyjne sprawia, bo zalezy, co chcę załatwić musze biegac po urzędach
            jednego albo drugiego miasta:), a cmentarzyk rodzinny mam w Starym Chorzowie,
            tuż pod Elektrownią i Azotami i tamże takie właśnie cuda się znajdują.
            P:)
    • noida Re: Na groby... 01.11.05, 22:53
      A ja tam zasadniczo nie lubię Świąt, ale zostawiam elaborat na ten temat na
      przed Bożym Narodzeniem ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka