dociek
09.11.05, 22:01
kogoś na funkcję osoby towarzyszącej i odstresowującej. Zalecono mi dla
zachowania tego mizernego, chwiejnego stanu zdrowia zastosowanie maksimum
spokoju i dystansu do życia. Jak jestem sam, parszywe myśli wpędzają moje
nerwy i tym samym serce w przeraźliwy stan adrenalinowego rozdygotania. Co w
dalszym efekcie prowadzi do fatalnych efektów zdrowotnych. Jak jestem w
otoczeniu standardowym - rodzinnym, czy służbowym mam już z góry
zagwarantowane rozdygotanie, anormalne reakcje i wstęp do akcji reanimacyjnej
(na zasadzie reakcji nadwrażliwości). Tak też, doszedłem do wniosku, że osoba
towarzyszaca mi (dla odstresowania) winna być spoza pracy, spoza domu, płci
odmiennej dla wzajemnej atrakcyjności, wyglądu względnego (nieszpetna), z
poczuciem humoru, wieku młodszego na ewentualny wypadek konieczności
dowleczenia mnie do pogotowia, lub konieczności dostarczenia kilku piw.
Dewotka i oszołomka religijna wykluczona! Jak również, wstydliwa "cnotka" i
abstynentka. Najważniejsze, dziewczę to nie powinno mieć własnych szczególnie
poważnych problemów, bo ja swoich mam od cholery! Wiem, że takiej nie znajdę.