emanuelle1
24.11.05, 09:03
Wieczór, jestem zabiegana między komputerem, telefonem, wiadomościami,
telefonem i mokrą głową
...{MAMO? - spoglądam w dół
mój synek ciągnie mnie za spodnie od dresu
...{DAJ MI PROSZĘ : CHLEB, MASŁO I DŻEM}
- jesteś głodny? - pytam
- TAK, CHCĘ KOLACJĘ - mówi to spokojnie jest opanowany ale w oczkach jest
trochę smutku
- poczekaj za 15 min. będzie kolacja, zjemy razem...
- NIE, WYJMIJ PROSZĘ TE RZECZY < ZROBIĘ SOBIE KOLACJĘ A TY PRACUJ MAMO,NIE
PRZEJMUJ SIĘ PORADZĘ SOBIE.....
Stanęłam jak wryta, prawie zemdlałam. Z jednej strony ucieszyłam się że mam
tak wspaniałego syna, który tak pięknie mówi , takie dorosłe zdania...Z
drugiej strony coś we mnie pękło...
To straszne, jak bardzo..jak bardzo, jak bardzo mnie to zabolało....
Boże On ma dopiero 5 lat....