Dodaj do ulubionych

młode małżeństwa, bo była dzidzia

25.01.06, 14:26
chciałabym powymieniać swoje myśli, spostrzeżenia z młodymi połówkami (obu
płci) małżeństw zawartych wcześnie (jak na dzisiejsze czasy...) niby to z
miłóści, a niby z okoliczności(dzidzia) i poczucia obowiązku...jak wam się
układa? zdaje to wszystko egzamin?
Obserwuj wątek
    • gusia295 Re: młode małżeństwa, bo była dzidzia 25.01.06, 17:07
      niestety nie...przykro mi o tym pisać ale to prawda, której jestem przykładem
      • olowa Re: młode małżeństwa, bo była dzidzia 26.01.06, 10:52
        tego się obawiałam...nie jestem sama...Taka wielka miłość na początku. Świat
        był nasz, nie był żadnych problemów...a dziś? wojna podjazdowa, pewne rzeczy
        (zwłaszcza kwestie charakteru i różnic płci) są nie do przeskoczenia w naszym
        przypadku.Zrezygnowałam z walki o marzenia, młodzieńcze ideały o małżeństwie
        pełnym partnerstwa...ale co to za życie?
        • agentione Re: młode małżeństwa, bo była dzidzia 26.01.06, 16:03
          ...a ja jestem jak na razie jedynym chyba przypadkiem że związki zawarte z "
          pośpiechu" bo dzizdiuś był w drodze mogą być udane... znałam mojego obecnego
          męża ponad 2 lata, i z tego względu że on jest odemnie o 8 lat starszy , nieraz
          słyszałam od Niego o ślubie. Ale nie było to nic konkretnego tylko takie..
          hmm... badanie gruntu- czyli powoli przymierzał się do zaręczyn. No i wtedy z
          przerażeniem odkryłam że jestem w ciązy. Miałam dopiero 19 lat i wyydawało mi
          się to niestety początkiem końca.Oczywiście kochałam Go i nadal bardzo kocham,
          ale nie tak wyobrażałam sobie moją przyszłośc-chciałam mieć z Nim dziecko ale
          nie teraz. Złożyłam papiery na studia,miałam staż w Sądzie.... Co się pózniej
          okazało mój chłopak nie przejął się tym tak jak ja, ponieważ dla Niego oznaczało
          to że wreszcie będziemy małżeństwem. Odbyły się przyspieszone zaręczyny, piękny
          ślub i od tamtej pory ( a minął rok) jestem szczęśliwa jak nigdy z nikim - On
          jest czułym i kochającym Mężem,troskliwym i opiekuńczym Ojcem. Dodam że to
          wyłącznie na Nim spoczywa obowiązek utrzymania Naszej Rodziny. Nasz Związek i
          tak pewnie skończyłby się ślubem, a że stało się to w nieco innej kolejności
          tylko Nas umocniło w naszym uczuciu. Mój przykład potwierdza to, że nie
          wszystkie związki zawarte z powodu dziecka są nieszcześliwe i kończą się
          rozstaniem, czego serdecznie życzę Waszystkim Parom którym się to zdarzyło.
          Buzka :)
          • olowa Re: młode małżeństwa, bo była dzidzia 27.01.06, 13:35
            no to pięknie...z nami nie było tak różowo...nie jest...Też kocham męża, on
            mnie też - to nie podlega wątpliwości aczkolwiek borykanie się z tymi
            wszystkimi problemami, które dotykają nas każdego dnia...to zabija nawet
            najpiękniejsze uczucie...ale walczymy! a przykłady pozytywne są motywacją!
            dziękuję i pozdrawiam
            • 20052006s Troszkę inaczej, ale na temat 31.01.06, 15:15
              Ja jestem od niedawna mężatką, ale z wyboru, a nie konieczności. Tak się zawsze
              zastanawiam, czy lepiej te dzieciaki wpadające potępiać za ich głupotę i
              beztroskość, czy im współczuć...
              Wkurzam się niemiłosiernie, gdy takie małolaty wiedzą (z przeproszeniem) jak
              ruszać dupą, ale nie wiedzą już kiedy ruszać (dni niepłodne, zabezpieczenia
              itd.) i że z tego mogą być dzieci. Z tego powodu zawsze będę potępiała takie
              zachowania i takich ludzi. Tu duża rola rodziców, zeby rozmawiać z dziećmi
              odpowiednio wcześniej i nie zabraniać im spotkań i seksu, tylko raczej
              uświadamiać jakie mogą być konsekwencje i jak ewentualnie uważać.
              Natomiast uważam, że gdy już to się zdarzy, to nie należy na gwałt organizować
              zaręczyn i ślubu (ja bym wręcz zabroniła swoim dzieciakom), tylko wspierać je,
              okazać dużo miłości umożliwić im wspólne zamieszkanie.. itd. Tak, żeby mogli
              się naprawdę poznać w różnych sytuacjach, a nie tylko łóżkowych, i żeby mieli
              czas na dojrzenie psychiczne, duchowe, socjalne. Trzeba dać im szansę na ich
              własne życie, ale jednocześnie być czujnym i w razie problemów pomóc.
              Sądzę, że gdyby te wszystkie pary przymuszanedo ożenku przez rodziców lub przez
              własne wyrzuty sumienia mogły ze ślubem zaczekać, to by było mniej rozwodów i
              mniej nieszczęśliwych par. Jeśli by im się nie układało, to najwyżej by się
              rozstali, a gdyby stwierdzili, że jednak chcą być ze sobą, ale z miłości i
              dotarli się - dopiero zorganizować ślub.
              Ja byłam ostatnio na takim weselu, właśnie "wpadniętych" osiemnastolatków - na
              każdym kroku było widać ich niedojrzałość, a przecież małżeństwo, to ogromny
              krok w życiu, który powinien być wykonany z rozwagą, pewnością i trzeźwym
              umysłem i spojrzeniem na życie.

              a Wy wszyscy młodzi, którzy sie pobraliście "na siłę", postarajcie się dojrzeć
              szybciej i skoro już jesteście małżeństwem to starać się, aby było ono jak
              najbardziej udane.
              Pozdrowienia
              • olowa Re: Troszkę inaczej, ale na temat 01.02.06, 12:05
                ostro, ale napewno jest w tym sądzie sporo racji...K woli wyjaśnienia:(choć to
                niekonieczne, ale skoro ja wątek rozpoczęłam...)-mnie do małżeństwa nikt nie
                przymuszał, ciąży nie planowaliśmy wprawdzie, ale też nie robiliśmy niczego,
                żeby w nią nie zajść...Cywilny ślub wzięliśmy w szóstym miesiącu ciąży (ku
                cichemu acz wiadomemu wszystkim sprzeciwowi moich rodziców i już nie jako
                dzieciaki bo miałam 22 lata, a mąż 28) a kościelny jak mały miał 14 miesięcy i
                połączyliśmy uroczystość z chrzcinami. A dlaczego średnio zdaje to egzamin? Na
                to muszę sobie sama odpowiedzieć...Jestem w tej grupie, która niby to chciała,
                niby musiała (ale tylko w swoim przekonaniu)...Trzeba walczyć...
                • 20052006s Re: Troszkę inaczej, ale na temat 01.02.06, 13:27
                  Nie mówiłam tego konkretnie do Ciebie, bez obrazy, tylko na zasadzie
                  wypowiedzenia się na temat. Wy nie staraliście się przeciwdziałać ciąży, ale za
                  to mieliście świadomość, że możecie zostać rodzicami. No i nie jesteście
                  małolatami. Raczej mam na myśli takich siedemnasto, osiemnasto lub młodszych,
                  którzy beztrosko sobie wchodzą do łóżka, raczej dla zabawy, z ciekawości, bo
                  wydaje im się to przejawem dorosłości, bo wszyscy znajomi mają to już za
                  sobą... itd., nie licząc się z konsekwencjami.
                  A jeśli mogę spytać - dlaczego Wasi rodzice nie chcieli żebyście brali ślub??
                  • olowa Re: Troszkę inaczej, ale na temat 01.02.06, 14:45
                    taka dość typowa sytuacja: ukochana córeczka, najlepsza w szkole i wszędzie
                    gdzie się da, zaczęłam studia (rodzice marzyli o pani doktor)...Mama ma bardzo
                    złe doświadczenia w swoim życiu - sama bardzo wcześnie wyszła za mąż (z
                    konieczności) i chciała najnormalniej w świecie "uciec" z domu, ja też na
                    studia wyjechałam w znacznej mierze z tego samego powodu (moje "ognisko
                    rodzinne"to utopia)i podejrzewam, że widziała we mnie swoje błędy, bo ona
                    raczej popełniła błąd), a w dodatku mój mąż kompletnie nie przypadł mamie do
                    gustu ("to nie jest mężczyzna dla Ciebie, źle mu z oczu patrzy,itd)ale też
                    wiem, że nie chciała żebym zamieszkała z nimi i z dzieckiem, to byłoby
                    piekło...Impas, a mama tylko pogarszała sytuację.A tata? -on bardziej
                    ambicjonalnie do tego podchodził, że właśnie jego córeczka, w której pokładał
                    taakie nadzieje wywinęła mu taki numer...aczkolwiek jego sprzeciw był minimalny.
                    Prawda jest taka, że ja sama nie bardzo byłam pewna słuszności swojej decyzji,
                    ale staram się nie upatrywać tego w tym, że wzięliśmy śłub niejako pod presją
                    okoliczności (choć to moje odczucie, bo męża ABSOLUTNIE)tylko, że nasze
                    temperamenty są tak bardzo odmienne...Kto to wie...Ja wiem, że nie ma łatwizny
                    i problemy trzeba rozwiązywać, a nie tylko onich bajać...
                    pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka