Dodaj do ulubionych

przekaz kolezance

28.02.06, 19:26
jesli mnie nie wylaczy ze swoich rozmow ograniczajac je wylacznie do Ciebie
(skoro musi) to ostrzegam- naprawde nie bede reczyl za siebie!

Jeszcze nic zlego nie zrobilem, ale jak sie wku..e to naprawde bedzie
ch.hujowo na forum. Badz wiec tak mily i trzymaj nas od siebie z daleka, ja
tez postaram sie byc cicho, ale nie zrezygnuje z wolnosci slowa.

Najlepiej by bylo, zebys rowniez darowal sobie rozmowy z nia na moj temat,
inaczej czegos nie-do-widze i jej sie oberwie za Ciebie, aprzeciez nie
chcesz, zeby jej urwalo reke lub noge, nieprwdaz?

Klaniam sie

M.S.

M.S.
Obserwuj wątek
    • mathias_sammer Re: przekaz kolezance 28.02.06, 19:29
      Ps bo juz o debilizmie i zacofaniu po moich wyjansieniach nie wspomne.

      Wszystko napisalem i wyjasnilem i jeszcze raz powtarzam- strzez mnie przed
      pustota mysli,. bo ku.rwa nie zdzierze.

      Pa!
    • ala-a Re: przekaz kolezance 28.02.06, 19:29
      Matijasku;)uwazaj na ten ...co...cholesterol:)
    • kowianeczka Re: przekaz kolezance 01.03.06, 12:36
      Jak bedzie pokatnie rozmawiac lub zacierac slady swoich przewinien, przedawniac
      je , zmniejszac range i tradycyjnie uciekac przed odpowiedzialnoscia za wlasne
      slowa to prosze- tylko jej wirtualnie nie zabij. Pan Bog dal wszystkim prawo do
      zycia i odbierac Tobie tego prawa nie wolno:) Pan Bog kazal rozmawiac,
      rozmawiac az do skutku:))))

      kowianeczka
      • pipilutek Re: przekaz kolezance 01.03.06, 14:35
        kowianeczko,

        widze, ze nie rozumiesz pewnych reakcji, dlatego pozwole sobie je przyblizyc.
        znamy sie z m.s wiele lat, podkresle wirtualnie, ale kto wie, moze za 10lat
        spotkamy sie w realu, ale nie o spotkaniu w tym watku mowa. przed laty m.s.,
        ktory uwazal mnie "za zwariowanego dzieciaka przynoszacego mu znow radosc i
        ponowna (wazne!) chec zycia" musial dokonac pewnych wyborow, ktore de facto nie
        byly konieczne ze wzgledu na bieg zdarzen. niemniej, celem lepszej wlasnej
        prezentacji spalil mnie publicznie na stosie, by zdobyc serce pewnej damy. stos
        przezylem, natomiast poparzenia byly powazne i trzeba bylo czasu, by owe rany
        zagoic. mowiac o ranach mowie wylacznie o metodzie dyskwalifikacji mojej osoby
        z towarzystwa. dlaczego przezylem? kilkakrotnie poddawalem sie i rezygnowalem z
        udzialu na forum, ale wracalem dlatego, ze nie moglem pozostawic wlasnego
        kawalka zycia w takim stanie. czas mijal, zaczynalismy ze soba rozmawiac,
        pomalu, pomalutku zaczelismy na nowo mowic o wlasnych wartosciach, zaczelismy
        sie wzajemnie sluchac, a gdy dochodzilo do nieporozumien staralismy sie
        wyjasnic swoje racje i stanowiska niekoneicznie znajdujac consensus. z czasem
        m.s. zrozumial, ze obszedl sie ze mna bardzo zle i nieuczciwie. przeprosil.
        przyjalem przeprosiny, ale nie widzialem czy rozumie zanczenie tego slowa,
        chcialem,by wiedzial za co przeprasza, chcialem podzielic sie z nim moja
        czastka swiadomosci. mysle, ze nie pominalem niczego wazkiego w naszym starciu
        na prawde. bylo zagrabienie moich zapiskow, bylo zrobienie ze mnie imbecyla
        intelektualnego, bylo wykreowanie osoby pozbawionej woli i uwiazanej
        emocjonalnie(uzalezniony chlopiec niby pedal poszukujacy guru)itd. itp.
        pamietam, gdy nadszedl dzien, bodajze w 2002 roku, gdy odkrylem najtrudniejsze
        informacje z roku 2001. bylo mi ciezko, ale o dziwo zobaczylem, ze jemu tez.
        pierwszy raz zobaczylem wstyd. nie spalismy wtedy tamtej nocy myslac ze
        smutkiem o tamtych wydarzeniach. wtedy tez skrelsilem go z listy osob, ktore
        znalem i znac chcialem. jednak on przez caly czas, a potem po tym pamietnym
        wydarzeniu chcial ze mna rozmawiac, chcial mi udowodnic, ze sie zmienil, ze
        moze sie zmienic..kazdy na prawdo do bledu, ale musi blad naprawic, musi chciec-
        mowil. i chcial rzeczywiscie. wiele miesiecy musialo plynac, bym doszedl do
        wniosku, ze m.s rzeczywiscie jest innym czlowiekiem, niz tym, ktorego
        niefortunnie zapamietalem. oczywiscie, ze wciaz tluczemy sie wirtualnymi
        poduszkami i sprawiamy sobie lomot- musi byc:) inaczej pisanie na forum nie
        mialoby sensu, ale nakreslilismy granice i staramy sie ich przestrzegac. ile to
        razy biegalas z interwencja, ze mnie obrazil, a to ja sam chcac mu dopiec i
        uczynic go burakiem:) dawalem do pieca, by pozniej ze smakiem i glosnym
        mlaskaniem z zadowolenia ogladac jego konsternacje:). ale wroce teraz do
        meritum. gdy podsumuje caly ten okres to widze jego zmiane na lepsze i to nie
        zmiane chwilowa lecz dlugotrwala, dlatego jego przeprosiny przed laty nabraly z
        czasem mocy instancji najwyzszej. ja i m.s wykonalismy bilans znajomosci
        wzgledem siebie i moj bilans wyrownal sie, choc nie chcialybm uzyc blednego
        sformulowania "wyszedl na zero". nie ma wartosci po stronie "winny", nie ma tez
        wartosci "ma", w tzw. miedzyczasie wykonano jednak bardzo duzo operacji, ktore
        tworza dzisiejszy bilans a raczej jego przebieg.

        mowie o tym po to, bys wiedziala, ze my z m.s bardzo duzo sobie wyjasnilismy,
        nauczylismy sie siebie w sensie wirtualnym (jesli myle sie, mozesz mnie, m.s.,
        w kazdej chwili i w kazdym zdaniu wyzej i nizej poprawic), a najwazniejszym
        jest, ze obydwoje wypracowalismy dystans do netu, choc on mniejszy niz ja, ale
        mimo wszystko dystans.

        byc moze tobie, kowianeczko, tez przydalaby sie oczyszczajaca rozmowa, ktora
        pozwoli zbilansowac czas poswiecony mathiasowi w necie? uwiez mi, ze dokonanie
        bilansu i co najwazniejsze zamkniecie go "na amen" potrafi zmienic optyke o 180
        stopni.

        zapytasz dlaczego mathias jest taki wkurzony na "kolezanke", byc moze cie nie
        zainteresuje, ale m.sa owszem, dlatego opisze moja wersje.
        otoz, przed laty bylem uczestnikiem pewnej rozmowy na forum, w ktorej jakas
        dziewczyna rozpaczala z powodu poronienia. "kolezanka" powiedziala wtedy "nie
        wierz jej, klamie" i wysmiala ja i jej bol po stracie dziecka. bardzo przejalem
        sie losem tej dziewczyny i gdyby taka rozmowa miala miejsce w realu
        uderzylbym "kolezanke" piescia w twarz, choc kobiet nie bije, bo kobiety
        kocham. przez bodajze 1,5 roku "kolezanka" systematycznie nazywala kolejna
        dziewczyne dz***ka, k**wa nie majac najmniejszych wyrzutow sumienia, nie majac
        nawet ochoty, by sprawdzic, czy slowa znajduja pokrycie w rzeczywistosci. do
        czasu, gdy powiedzialem "dosc" i walnalem piescia w stol, a bylo to z chwila,
        gyd koleznka zapraszala nieobecna i nie pisujaca w necie dziewczyna "na
        zewnatrz" celem pobicia jej sk***rwionej osoby. dzis a moze w ciagu ostatnich
        miesiecy "kolezanka" twierdzi, ze jej zachowanie bylo spowodowane trescia
        wpisow jakie jej podstawiono pod nos, dzis "kolezanka" wciaz nie ma wzgledem
        siebie wyrzutow sumienia, nie czuje _zobowiazania_ zwgledem wlasnych wartosci
        lecz wyraza zdziwienie nie dla wlasnego, nieetycznego_zachowania, lecz faktu,
        ze bylo wiecej swiadkow i po prostu wydalo sie. zauwaz, ze nawet nie smiem
        pisac o jakimkolwiek obowiazku przeprosin zwgledem obrazanej osoby, lecz
        wylacznie zgldem tego, w co niby wierzy i co szanuje, wzgldem wlasnych
        wartosci. teraz tez widze m.s., ktory bardziej lub mniej zlosliwie tlumaczy owa
        dulszczyne. zapytalbym po co, ale rozumiem, ze cos chce wyjasniac
        z "kolezanka", wiec niech wyjasnia , jesli musi, choc ja nie robilbym tego. nie
        widze powodu przynosis prawde komus, kto nie chce jej poznac, aa jesli
        chcialbym sam moze dolozyc staran, by tej prawdy poszukac tym samym pokazujac
        minimalne zaangazowanie i wiare..znow we wlasne a nie cudze wartosci. ale ja
        zapytalbym w przeciwienstwie do tlumaczen m.s. o cos innego. jezeli ktos
        twierdzi, ze ma takie wartosci (tu nastepuje dluga lista przymiotow i zasad),
        to jak mozliwym jest, ze one pod wplywem netu, powtarzam netu, zostaja
        zastepione lajdackim zachowaniem? albo ma sie wartosci, ktore sa stale i
        doklada sie staran, by je przestrzegac albo jest sie kanalia i nie widzi sie
        zlego, wlasnego zachowania?

        mam nadzieje, ze zrozumiesz o czym pisze i zrozumiesz tez pewne reakcje : _bo
        nic na swiecie nie dzieje sie bez przyczyny_. kazda akcja zaimplikowala reakcje.
        pozdrawiam,
        pipilutek
        • mathias_sammer Re: przekaz kolezance 01.03.06, 15:08
          Eeee..yyyyy... "dzieciak" stary, lysy , smierdzacy dziad jak ja i tyle:)..:)

          M.S.
          • mathias_sammer pipilutek 01.03.06, 15:53
            Po chwilowym namysle, zrobieniu herbatki, dokonczenia sweterka dla wnuczki oraz
            rozpoczeciu maila, ktory mnie chwilowo znudzil, ale musze napisac, odezwe sie
            do ciebie w te slowy, a raczej zapytam:

            1. czy zalezy Ci na tym, ze nasz wspolny bilans jest Ok?

            2. czy ta wiadomosc ma dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie (pozytywne, negatywne)?

            3. czy chcesz, zeby kowianeczka przeczytala ten wpis tylko dlatego, zeby
            wyszlo, ze jednak jestes fajny i Cie lubia:)

            4. czy chcesz, zeby kowianeczka brala udzial wrozmowie, bo w mysl zasady "nic o
            nas bez nas"

            Ktory punkt jest DLA CIEBIE najwazniejszy?:)

            M.S.
            • mathias_sammer juz wiem ktory punkt 01.03.06, 16:11
              wybierasz:))))))))))))) Przeciez to proste:)))))))))))))))

              Pkt numer 3:))))))))))))))))))))

              M.S.
              • mathias_sammer Re: juz wiem ktory punkt 01.03.06, 16:30
                A nie mowilem, ze sie skitrasz za punktem trzecim:DDDDDDDDDD

                M.S.
                • przeciwiza Re: juz wiem ktory punkt 01.03.06, 21:57
                  Re: Zielona 18:00 sroda
                  Autor: pipilutek
                  Data: 05.07.05, 12:37

                  chcialem cie ucalowac'dlaczego nie bylas'szkoda.
                  • kowianeczka Re: juz wiem ktory punkt 02.03.06, 08:52
                    Nie bardzo rozumiem kto kogo tu caluje i z jakiego forum:)

                    kowianeczka
                • kowianeczka Re: juz wiem ktory punkt 02.03.06, 08:51
                  Panowie Dziadkowie M.S i..kardiolog?,

                  przeczytalam wpis i ciesze sie, ze doszliscie do porozumienia odrzucajac dawne
                  niesnaski. Zycze milego dalszego forumowania. Rozejrze sie szybko, zarazilam
                  sie od M.S. pedem do sportu i tez postanowilam dzis poplywac i to nie w
                  wannie!:)

                  Buzka!

                  kowianeczka
                  • mathias_sammer Re: juz wiem ktory punkt 02.03.06, 11:00
                    Szczerze zasmuca mnie kardiolog. Mam wrazenie, ze facet pogodzil sie juz z
                    faktem, ze nic dobrego go w zyciu spotkac nie moze, ze nic go juz wlasciwie
                    spotkac nie moze, a przeciez nie porusza sie na wozku inwalidzkim. Znam kilku
                    ludzi, ktorzy oddaliby wszystko, by moc podniesc sie z fotela na kolkach i
                    zrobic choc kilka krokow.

                    Jego wybor, co do "kolezanki" nie ma o czym mowic i nie bedzie o czym mowic.
                    Jesli pipilutek bedzie we mnie wtykal temat tej osoby, to nie bede pisal. Ja
                    dokonalem wyboru, facet tez tym samym dokonuje.

                    M.S.

                    M.S.
                    • przeciwiza Re: juz wiem ktory punkt 02.03.06, 14:45
                      nie szkodzi'pelno osob rozumie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka