Dodaj do ulubionych

dlaczego kobiety nie grają

26.03.06, 15:06
jazzu?
Śpiewają, ewentualnie?
Obserwuj wątek
    • marquis Re: dlaczego kobiety nie grają 26.03.06, 16:50
      No rzeczywiście, jeszcze na fortepianie to się zdarza (Diana Krall). Ale trąbka
      czy saksofon.. ;)
      • beatanu Re: dlaczego kobiety nie grają 26.03.06, 19:31
        marquis napisał:

        > No rzeczywiście, jeszcze na fortepianie to się zdarza (Diana Krall). Ale
        trąbka
        > czy saksofon.. ;)

        Córka no.1 grała przez kilka lat na saksofonie
        córka no.2 gra od lat sześciu już chyba na trąbce, udziela się w orkiestrach
        kilku ale nie ma zamiaru stawiać na karierę muzyczną.

        A na pytanie właściwe nie odpowiadam, bo musiałabym powtórzyć, co niżej
        napisała forma, zdanka i parę osób jeszcze. Nihil novi. Miejmy nadzieję, że za
        sto lat będzie to wyglądało ciut inaczej. Chociaż w Polsce to chyba dopiero za
        sto pięćcdziesiąt :(
      • eva.68 A Candy Dulfer? 27.03.06, 10:43
        Nie przeczytałam dokładnie całego wątku więc może to nazwisko już padło. Ale
        rzeczywiście są w mniejszości.
        Było też o panach, którzy nie układają bukietów. Znam, conajmniej jednego a
        jest ich pewnie więcej.
        :)
      • obly Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 11:18
        saksofon - Candy Dulfer - wiem ze to pop ale jazzowy, gra nudno i shcematycznie
        ale .. GRA
    • marquis a kompozytorki? 26.03.06, 16:54
      Tak mi się skojarzyło, że w historii kompozycji (myślę o muzyce poważnej) nie ma
      w ogóle kobiet (przynajmniej w gronie tych wielkich). Kobiety dyrygentki są
      rzadkością (choć np. w POlsce mamy ich kilka, choćby Ewa Michnik czy Agnieszka
      Nagórka). Za to w dziedzinie wykonawczej (pianistki, skrzypaczki, śpiewaczki
      itp.) już jak najbardziej :)
      • kubissimo Re: a kompozytorki? 26.03.06, 17:33
        jest np. Sofia Gubaidulina, chociaz bardziej na zasadzie jednej jaskółki wiony
        nie czyniacej

        mysle, ze to kwestia pozycji kobiety, ktora przez setki lat mogla co najwyzej
        byc matka, zona, kochanka i przede wszystkim muza artysty, ale bron boze byc
        artystką (nota bene wydaje mi sie, ze w polskim do dzis 'artystka' moze byc
        slowem nacechowanym negatywnie)
        udalo mi sie dzis wyrwac na wystawe Pankiewicza i w kalendarium jego zycia
        wspomniano o otwarciu "kursow sztuki dla kobiet przy krakowskiej ASP" na
        poczatku XX wieku. ciekawe kiedy przyjeli pierwsza pelnoprawna studentke?
        od razu mam automatyczną przebitkę na "Równoumagicznienie" Pratchetta, w ktorym
        dziewczynka imieniem Esk chciala sie dostac na Niewidoczny Uniwersytet :)

        w kazdym razie kobiety od kilku dekad maja (teoretyczny) dostep do wszystkich
        dziedzin sztuki na zasadzie podmiotu, a nie przedmiotu. i moze na razie jest
        ich stosunkowo niewiele, to bedzie ich coraz wiecej. tak samo kiedys pisanie
        bylo domena mezczyzn, a dzis na calym swiecie kobiety pisza publikuja.
        oczywiscie z wyjatkiem Francji, o czym juz kiedys mowilismy ;)
        • ash3 Re: a kompozytorki? 28.03.06, 08:47
          kubissimo napisał:

          > jest np. Sofia Gubaidulina, chociaz bardziej na zasadzie jednej jaskółki wiony
          > nie czyniacej
          >
          > bron boze byc
          > artystką (nota bene wydaje mi sie, ze w polskim do dzis 'artystka' moze byc
          > slowem nacechowanym negatywnie)

          Też się nad tym zastanawiałam i nie jestem pewna...

          > udalo mi sie dzis wyrwac na wystawe Pankiewicza

          Prosze uprzejmie o kilka słów - jakie wrażenia? warto?


          i w kalendarium jego zycia
          > wspomniano o otwarciu "kursow sztuki dla kobiet przy krakowskiej ASP" na
          > poczatku XX wieku. ciekawe kiedy przyjeli pierwsza pelnoprawna studentke?


          Maria Poprzecka w Pochwale malarstwa, w eseju Boznańska i inne, który zresztą
          polecam dla szerszego obrazu, pisze że " pomimo wielokrotnych petycji prawo
          studiowania na krakowskiej akademii kobiety uzyskały dopiero w 1920 roku" ale
          "(lepiej było w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych, gdzie kobiety przyjmowano od
          momentu jej powstania, to jest od 1904 roku)". A główną przeszkodą w
          przyjmowaniu kobiet na akademie (bo oczywiście uprawiały z powodzeniem malarstwo
          duzo wcześniej) był... rysunek z modela, a ściślej akt męski.

          > od razu mam automatyczną przebitkę na "Równoumagicznienie" Pratchetta, w ktorym
          >
          > dziewczynka imieniem Esk chciala sie dostac na Niewidoczny Uniwersytet :)
          >
          > w kazdym razie kobiety od kilku dekad maja (teoretyczny) dostep do wszystkich
          > dziedzin sztuki na zasadzie podmiotu, a nie przedmiotu. i moze na razie jest
          > ich stosunkowo niewiele, to bedzie ich coraz wiecej. tak samo kiedys pisanie
          > bylo domena mezczyzn, a dzis na calym swiecie kobiety pisza publikuja.
          > oczywiscie z wyjatkiem Francji, o czym juz kiedys mowilismy ;)

          Szkoda, że przegapiłam tę dsykusję...

          A ja się jeszcze zastanawiałam nad tymi rodzinnymi związkami artystycznymi - bo
          zdaje się, że szczególnie w przypadku uzdolnionych kobeit przed wiekami było
          tak, że ojciec-malarz czy muzyk kształcił uzdolniona córke, i to była taka
          naturlana droga pracy i kariery (kompozytroki barokowe, czy malarki). Ale
          własnie Poprzecka pisze o Sienkiewiczu, który... zabronił swojej uzdolnionej
          córce uprawiania malarstwa (takich przeszkód nie miały opisayane przez nią inne
          panie z nieartystycznych środowisk). Ciekawe, jak to wygląda w innych
          [rzypadkach, jaki wpływ ma to najbliższe otoczenie, środowisko rodzinne na
          łatwość czy trudność uprawiania wybranego zawodu?
    • marquis a malarki? 26.03.06, 16:56
      W historii malarstwa poza Tamarą Lempicką żadna kobieta nie doczekała się
      światowej sławy...
      • chihiro2 Re: a malarki? 26.03.06, 16:57
        Jest jeszcze Frida Kahlo...
      • totalna_apokalipsa Re: a malarki? 26.03.06, 17:12
        Artemisia Gentileschi, Olga Boznańska, Dorothea Tanning, Leonora Carington,
        Susan Valadon, Georgia O'Keffe i sporo innych - to, ze się o nich nei mówi i ,
        ze sie ioch nie zna, nie wzięło się znikąd, dziękuję .
        • marquis Re: a malarki? 26.03.06, 17:23
          Tak, to nie wzięło się znikąd. Świat był przez stulecia zdominowany przez
          mężczyzn. I bynajmniej tego nie pochwalam. Wskazuję tylko na pewne fakty. A
          wymienione przez ciebie artystki nie osiągnęły takiej sławy jak Lempicka, Monet
          czy Goya.
          • totalna_apokalipsa Re: a malarki? 26.03.06, 17:35
            Lempickiej po dzis dzień nie kojarzy pzreciętny Polak, kojarzy za to np.
            Dalego. Zdecydujmy się, czy mówimy o artystach dobrych i oryginalnych, czy
            sławnych i potrafiących się sprzedawać, bo to dwie rózne rzeczy.
            • marquis Re: a malarki? 26.03.06, 17:41
              przeciętny Polak chyba w ogóle poza takimi nazwiskami jak Leonardo da Vinci,
              Michał Anioł, Picasso, Dali i Van Gogh nie kojarzy ;)

              Mówiłem o artystach sławnych (choćby po śmierci), wielkich i uznanych, nie
              pomijanych w żadnej "Historii Sztuki", choćby kieszonkowej. I przy takich
              kryteriach załapała się Lempicka i ewentualnie Frida.

              Poza tym czy mam rozumieć, że "dobrych i oryginalnych" stawiasz jako
              przeciwieństwo "sławnych i potrafiących się sprzedawać"??? Bo na przykład taki
              Dali czy Picasso to akurat w jednej i drugiej grupie są w czołówce.
              • kubissimo Re: a malarki? 26.03.06, 17:50
                wedlug mnie (ale oczywiscie moge sie mylic) Lempicka jest przykladem malarki
                przypomnianej i dobrze wypromowanej pod koniec XX wieku
                to samo z Frida, Artemizją i innymi
                mysle, ze jeszcze trafi sie nam kilka takich odkryc zapomnianych artystek
                • chihiro2 Re: a malarki? 26.03.06, 17:59
                  Lempicka byla doceniana za zycia. Frida natomiast wcale nie tak dawno tworzyla.
                  Wowczas bardziej znany byl chyba jej maz, dopiero potem zaczeto wielbic ja sama.
                  • kubissimo Re: a malarki? 26.03.06, 18:07
                    nie mowie, ze nie byla doceniona, ale pozniej o niej tak jakby troche
                    zapomniano ;)
                    za to Frida byla znana przede wszystkim w Meksyku i troche w Stanach, w Europie
                    znacznie mniej
                    • chihiro2 Re: a malarki? 26.03.06, 18:18
                      Zgadzam sie. Ale nie uwazam, ze musimy mowic o znajomosci jakichs nazwisk
                      patrzac przez pryzmat Europy. Europa nie jest pepkiem swiata.
                      • kubissimo Re: a malarki? 26.03.06, 18:19
                        jest :)
                      • marquis Re: a malarki? 26.03.06, 18:20
                        Jak to nie jest?? :)
                        • chihiro2 Re: a malarki? 26.03.06, 18:21
                          Nie jest :) Dla Amerykanow np. zawsze USA bedzie pepkiem.
                          • kubissimo Re: a malarki? 26.03.06, 18:27
                            a kogo obchodzi zdanie Amerykanow? :)
                • marquis Re: a malarki? 26.03.06, 18:05
                  A niech szukaja i wypromują. Totalna apokalipsa juz zarzuciła kilka mniej lub
                  bardziej znanych nazwisk, teraz tylko silnego lobby nam trzeba i będziemy powoli
                  "nawracać" historię sztuki :)
                  • gorgonzola1 Re: a malarki? 26.03.06, 18:08
                    Marie Laurencin ?!?
                    • marquis Re: a malarki? 26.03.06, 18:10
                      Myślałem też i o Marie, co oniej kiedys Joe Dassin śpiewał. Ale ostatecznie
                      zostawiłem tylko Lempicką :) Ale dobrze, wyszukujmy!
    • formaprzetrwalnikowa Re: dlaczego kobiety nie grają 26.03.06, 17:18
      kobiety w ogole mało się udzielały przez tysiąclecia rozwoju kultury, nauki,
      sztuki.
      feministki tomy opracowan na ten temat pewnie napisały.
      'bo kiedy my szliśmy na wojnę, grać w piłkę czy dyskutować w knajpie z
      kumplami, one siedziały w domu, przędły i myslały' - jak to napisał niejaki
      Arturo perez reverte.
      a z tego myslenia wychodziło, ze i tak nie warto, bo faceci będą chcieli być
      lepsi
      ;)
      • marquis Re: dlaczego kobiety nie grają 26.03.06, 17:24
        No ale skoro faceci szli na wojnę, to one miały czas na tworzenie :)
        • formaprzetrwalnikowa Re: dlaczego kobiety nie grają 26.03.06, 17:33
          toteż tworzyły - zwyczaje, basnie, sposoby na wychowywanie męzczyzn, nowe
          potrawy, wydajniejsze rosliny - praktyczne rzeczy.
          A nawet jesli wymysliły cos Naprawdę Odkrywczego - tak kierowały rozmowa ze
          swoim męzczyzną, ze to potem wychodziło, ze on wymyslił.
          Kobiety są mądrzejsze i niekompetycyjne
          ;)
    • formaprzetrwalnikowa Re: dlaczego kobiety nie grają 26.03.06, 17:53
      ja mysle, ze to częśc szerszego, kulturowego problemu (zagadnienia).
      od kiedy tak naprawdę, miłe panie wolno nam kulturowo robić cos inego poza
      byciem zona i matką, względnie zakonnicą? od keidy wolno nam nosic spodnie,
      studiować, pracować? o nieskromnym trzymaniu saksofonu i dęciu w niego (cóz za
      obrzydliwe skojarzenie, n'est pas? ;-)) - nie wspomnę.
      :)
      • marquis Tymczasem panie literatki 26.03.06, 18:07
        to już się częsciej trafiały. Toż i Safona była, i Madame de Sevigne, i Jane
        Austen, i siostry Bronte. Że o wieku XX nie wspomnę :)
        • formaprzetrwalnikowa Re: Tymczasem panie literatki 26.03.06, 18:12
          a w jakiej proporcji do mężczyzn
          ;)
          • marquis Re: Tymczasem panie literatki 26.03.06, 18:13
            No ale mimo wszystko większej niż w malarstwie czy muzyce powaznej.
            • zdanka1 Re: Tymczasem panie literatki 26.03.06, 18:36
              O ile wiem, to z bardzo prostej przyczyny . Pisanie nie trzeba było się uczyć
              poza domem - słowem , kiedy już znałeś alfabet, szło jak z płatka - wiel e
              kobiet pisało z nudów, a wydawały pod męskim pseudo. (tutaj coś bym dodała, ale
              nie dodam, moze ktos sam wpdanie ...) Natomiast zarówno muzyki, jak i malarstwa
              ZAWSZE tzreba było się nauczyć u kogoś albo skończyc szkołę czegoś , bo bez
              tego sie nie liczyłeś, byłeś dyletantem, nie malarzem w pojęciu ogółu -
              poczatkowo, albo terminując u kogos w cechu - tak przecież było z malarzami
              XV-XVII wieku, a potem musiałeś sie tego uczyć w Akademii , a te jak wiadomo
              były zamknięte dla kobiet. Takich malarzy jak celnik Rousseau czy Nikfor było
              zawsze niewielu, ich koledzy nie traktowali ich za poważnie - a przynajmniej na
              to wychodzi z Cresspella, nie mówiąc juz o tym, ze to przełom i początki XX
              wieku, a wtedy sporo się zmieniło/
              • zdanka1 Re: Tymczasem panie literatki 26.03.06, 18:39
                No inna rzecza jest oczywiście fakt, ze skoro chcesz malować, to nie zrobisz
                tego siedząc na tyłku w salonie z aksamitnymi poduszkami - musisz wynająć sobie
                pracownię i modela, a jak wynajmiesz modela, skoro zaraz ktoś cię oskarzy o
                obrazę moralności...
    • ben-oni Re: dlaczego kobiety nie grają 26.03.06, 18:33
      Bo kobiety mają jazz w sobie. Są jazzem. Wiem, bo często swinguję.
      • chihiro2 Re: dlaczego kobiety nie grają 26.03.06, 18:36
        Nalezysz do klubu swingers?
        • ben-oni Re: dlaczego kobiety nie grają 26.03.06, 18:52
          Jakiego klubu? jestem egoistycznym solistą.
    • eeela Re: dlaczego kobiety nie grają 26.03.06, 19:25
      Maja za male pluca na dmuchanie w instrumenty dete.
      Poza tym kobietom trudniej przy tym seksownie wygladac. Chociaz oczywiscie nie
      jest to niemozliwe.
      • marquis Re: dlaczego kobiety nie grają 26.03.06, 19:29
        Seksownie to wygląda kobieta z wiolonczelą albo kontrabasem ;)
      • beatanu Re: dlaczego kobiety nie grają 26.03.06, 19:36
        eeela napisała:

        > Maja za male pluca na dmuchanie w instrumenty dete.


        eeeeelu, pierdoły opowiadasz;)
        Napisałam wyżej o dmuchających córkach. W orkiestrze córki najlepszą graczką na
        tubie jest szesnastoletnie dziewczę, itd itp.

        No chyba, że żartowałaś:)))
        • quarantina Re: dlaczego kobiety nie grają 27.03.06, 07:26
          Mnie jednak wydaje się, że mimo wszystko kobietom brak jakiejś predyspozycji.
          Jazz, to przede wszystkim improwizacja. Zdyscyplinowana improwizacja.
          Myślę, że gdyby chciały, mogłyby improwizować chociażby na fotepianie, albo na
          gitarze, niekoniecznie od razu na saksofonie czy kontrabasie.
          Myślę, też że, jak zauważył marquiz, kobiety nie komponują na orkiestrę
          symfoniczną.
          Co do malarstwa, zgadzam się, jest wiele interesujących kobiet.
          • beatanu Re: dlaczego kobiety nie grają 27.03.06, 09:22
            quarantina napisała:

            > Mnie jednak wydaje się, że mimo wszystko kobietom brak jakiejś predyspozycji.

            A mnie się wydaje, że nie grają między innymi dlatego, że od setek lat słyszą
            tego typu wypowiedzi :( Naprawdę można się zniechęcić...

            I jak to się dzieje, że w Szwecji dziewczyny i kobiety od jazzu nie stronią?
            Nie znam za bardzo szwedzkiej sceny jazzowej, na dobrą sprawę w ciągu ostatnich
            dziesięciu lat odeszłam od słuchania jazzu, ale akurat wczoraj, nadrabiając
            zaległości w czytaniu działu kultury w DN przeczytałam artykuł o młodych-
            zdolnych-obiecujących w związku z niedawnym Swedish jazz celebration, gdzie
            wypowiadały się m.in. dwie młode kobiety - jedna improwizująca na saksofonie i
            syntezatorze, a druga na pianinie. Inny artykuł w innym numerze był recenzją
            koncertu saksofonistki Sofie Hellborg... Zbieg okoliczności?

            Wiem, to jeszcze o niczym nie świadczy. Faktem jest bowiem, że na
            międzynarodowej scene, wśród "gwiazd", kobiety nie uświadczysz.
            Więc może zamiast powtarzać wątpliwe frazesy o braku predyspozycji trochę słów
            zachęty, dla tych dziewczyn i kobiet, którym płuc stało i które chcą grać i
            grają muzykę, którą kochają?

            Beata z rana wkurzona :(

            • marquis Re: dlaczego kobiety nie grają 27.03.06, 09:44
              Beato, my chyba wszyscy tutaj jak najbardziej kibicujemy młodym i obiecującym
              saksofonistkom i trębaczkom :) A na pewno ja osobiście. W swoich wypowiediach
              bynajmniej nie chciałem zmarginalizować roli kobiet w muzyce czy sztuce:
              chciałem jedynie naświetlić (oczywisty dla wszystkich) fakt, że na tak zwanym
              "topie" kobiety trudno znaleźć (sama zreszta właśnie o tym wspomniałaś w
              kontekście jazzu). I wcale mnie to nie cieszy! Zatem, do boju kobiety! :)

              Marquis, feminista, nawet jeśli się nie wydaje :)
              • chihiro2 Re: dlaczego kobiety nie grają 27.03.06, 11:30
                Marquis, kazdy widzi, ze Ty feminista jestes :)
            • quarantina Re: dlaczego kobiety nie grają 27.03.06, 09:52
              Nie wiem, czy nie bardziej rozpowszechnonym frazesem nie jest pogląd, że
              kobieta może wszystko.

              Mogłabym założyć analogiczny wątek pt. dlaczego mężczyźni nie układają bukietów
              kwiatowych.
              Chodzi mi o statystykę, która o czymś świadczy.
              Poza tym myślę, że gdyby skłonność jazzowania byłaby powszechna wśród kobiet,
              to jakiekolwiek przeciwności losu (w tym głosy wątpiące, takie jak mój)
              działałyby katalizująco.
              • beatanu Re: dlaczego kobiety nie grają 27.03.06, 10:24
                quarantina napisała:

                > Nie wiem, czy nie bardziej rozpowszechnonym frazesem nie jest pogląd, że
                > kobieta może wszystko.

                Ja też nie wiem :) I uwierz, nie chodzi mi o brutalne i zwulgaryzowane "teraz
                qrwa kobiety!". Chodzi o niepozbawianie kobiet możliwości wyboru, odcinanie im
                dostępu do jakichś tam dziedzin życia już na dzień dobry, bo ponoć nie mają
                predyspozycji...

                > Mogłabym założyć analogiczny wątek pt. dlaczego mężczyźni nie układają
                > bukietów kwiatowych.

                Oczywiście. Mogłybyśmy dołożyć też sztukę haftowania, koronczarstwo, tkanie
                gobelinów, robienie na drutach itd itp, tylko tak jakoś dziwnie się składa, że
                ten rodzaj pracy twórczej nigdy nie osiągnął statusu sztuki "wysokiej" jak
                malarstwo czy muzyka jazzowa.

                > Chodzi mi o statystykę, która o czymś świadczy.

                Według mnie statystyka świadczy tylko o tym, że - w naszym przypadku -
                grających jazz kobiet jest o wiele mniej niż mężczyzn. Jakie są tego przyczyny -
                to już spekulacje. dopóki nie mamy wiarygodnych badań naukowych (ja w każdym
                razie takich nie znam) to interpretujemy sobie te dane statystyczne po
                swojemu :)

                > Poza tym myślę, że gdyby skłonność jazzowania byłaby powszechna wśród kobiet,
                > to jakiekolwiek przeciwności losu (w tym głosy wątpiące, takie jak mój)
                > działałyby katalizująco.

                Nie mam pojęcia jak wygląda skłonność do jazzowania u kobiet, i nie za bardzo
                jestem w stanie wyobrazić sobie, że u mężczyzn ta skłonność jest powszechna (?)
                I jestem odmiennego zdania, niż Ty, że przeciwności losu stanowią katalizator.
                Być może dla nielicznych jednostek. Ale większość - w moim przekonaniu-
                zniechęcają. A kobieta, może właśnie jako artystka jazzowa, musi mieć w sobie
                niesamowicie dużo siły, wiary w to, co robi i determinacji niecodziennej. O
                talencie nie wspomnę, bo czasami wydaje mi się, że musi go mieć więcej, żeby
                został w "męskim" świecie doceniony. Jeżeli w ogóle :(

                A "ranne wkurzenie" spowodował nie tylko Twój post Quarantino, ale i padający
                za oknem śnieg, bleeeee...
                • quarantina Re: dlaczego kobiety nie grają 27.03.06, 10:59
                  beatanu napisała:


                  > Ja też nie wiem :) I uwierz, nie chodzi mi o brutalne i zwulgaryzowane "teraz
                  > qrwa kobiety!". Chodzi o niepozbawianie kobiet możliwości wyboru, odcinanie
                  im
                  > dostępu do jakichś tam dziedzin życia już na dzień dobry, bo ponoć nie mają
                  > predyspozycji...
                  ---------------------
                  Przecież brak predyspozycji nie jest ułomnością. mam wrażenie, że tak to Beato
                  odbierasz. Nie widzę problemu w przyznaniu się, że jako kobieta nie mam
                  predyspozycji do czegoś. Jeśli zaś czuję, że mam predyspozycje, to robię to i
                  mam w nosie wszystko, łącznie z męskim i damskim szowinizmem.

                  --------------------------------
                  >
                  > Oczywiście. Mogłybyśmy dołożyć też sztukę haftowania, koronczarstwo, tkanie
                  > gobelinów, robienie na drutach itd itp, tylko tak jakoś dziwnie się składa,
                  że
                  > ten rodzaj pracy twórczej nigdy nie osiągnął statusu sztuki "wysokiej" jak
                  > malarstwo czy muzyka jazzowa.
                  -------------------
                  Mnie nie chodziło o sztukę z wyższej półki. Chodziło mi po prostu o działalność.


                  >
                  > Według mnie statystyka świadczy tylko o tym, że - w naszym przypadku -
                  > grających jazz kobiet jest o wiele mniej niż mężczyzn. Jakie są tego
                  przyczyny
                  > -
                  > to już spekulacje. dopóki nie mamy wiarygodnych badań naukowych (ja w każdym
                  > razie takich nie znam) to interpretujemy sobie te dane statystyczne po
                  > swojemu :)

                  ---------------------
                  Myślę, że badań naukowych da się pogadać na forum:)


                  >
                  > Nie mam pojęcia jak wygląda skłonność do jazzowania u kobiet, i nie za bardzo
                  > jestem w stanie wyobrazić sobie, że u mężczyzn ta skłonność jest powszechna
                  (?)
                  --------------------------
                  Skłonność, w sensie predyspozycji właśnie.
                  Powszechna; faktycznie niezbyt to udolne określenie.
                  ----------------------------
                  > I jestem odmiennego zdania, niż Ty, że przeciwności losu stanowią
                  katalizator.
                  > Być może dla nielicznych jednostek. Ale większość - w moim przekonaniu-
                  > zniechęcają. A kobieta, może właśnie jako artystka jazzowa, musi mieć w sobie
                  > niesamowicie dużo siły, wiary w to, co robi i determinacji niecodziennej. O
                  > talencie nie wspomnę, bo czasami wydaje mi się, że musi go mieć więcej, żeby
                  > został w "męskim" świecie doceniony. Jeżeli w ogóle :(
                  ----------------------

                  Beato, czy przypadkiem nie przesadzasz? Zdolne kobiety zawszą znajdą sposób,
                  żeby zaistnieć w "męskim" świecie, podobnie jak i zdolni mężczyźni.

                  • beatanu Re: dlaczego kobiety nie grają 27.03.06, 11:20
                    quarantina napisała:

                    > Beato, czy przypadkiem nie przesadzasz? Zdolne kobiety zawszą znajdą sposób,
                    > żeby zaistnieć w "męskim" świecie, podobnie jak i zdolni mężczyźni.

                    Być może przesadzam, ale od wielu lat staram się dociec, dlaczego - pomimo
                    mniej więcej równego rozłożenia talentów między obiema płciami - ciągle tak
                    mało kobiet reżyserów i filmowych i teatralnych, muzyków (między innymi
                    jazzowych:) dyrektorek szpitali, profesorów na uczelniach. Oczywiście te
                    najzdolniejsze i najbardziej zdeterminowane sobie poradzą. Ale cała
                    masa "mniej" zdolnych ale w dalszym ciągu bardzo zdolnych i ambitnych kobiet
                    odpada w przedbiegach, rozbija się o mur (nie zawsze do końca widzialny)
                    pt. "paniom dziękujemy". O zarobkach nie wspomnę, bo to nie na temat, choć jak
                    najbardziej na temat...

                    sorry, więcej chwilowo nie piszę, bo muszę popracować (twórczo :)
                    pozdrawiam!
        • eeela Re: dlaczego kobiety nie grają 27.03.06, 22:12
          > No chyba, że żartowałaś:)))

          Co ty. Mowilam smiertelnie powaznie, jak zawsze.
    • marquis ale za to świetnie śpiewają 27.03.06, 08:02
      lepiej niż faceci :)
      • stella25b Re: ale za to świetnie śpiewają 27.03.06, 11:23
        Rzeczywiscie troche to dziwne. Cala muzyka klasyczna tez jest zdominowana przez
        mezczyzn. Odwrotnie niz w sporcie. Chyba nie ma juz "typowej" meskiej dziedziny
        sportowej? No chyba ze sumo.
    • au.lait Re: dlaczego kobiety nie grają 27.03.06, 11:48
      Kwar, o to pytać nie ma co. Słuchać i spijać trzeba, co zsącza się przez
      membranę, kiedy taka Carmen McRae oder insza Ellunia nadaje...
      A facet, bardzo proszę: facet to sobie może zadąć (żeby dmuchnąć nie
      powiedzieć) na trąbce albo brzdąknąć po klawiszach o! I już nie wnikam,
      dlaczego lepiej mu to wychodzi, taki rozkład sił i koniec ;)

      (odżywiżdzie, że upraszczam, oczywiste;)
      • quarantina Re: dlaczego kobiety nie grają 27.03.06, 11:52
        No i git:D
        • au.lait Re: dlaczego kobiety nie grają 27.03.06, 12:01
          Ano ;P
    • braineater trochę obok 27.03.06, 13:58
      ale akurat trafiłem na taki fragmencik u Fabera, jak podejrzewam, cytowany z
      oryginalnych wiktoriańskich źródeł:
      "Żadna kobieta nie może zostać poważną myślicielką, nie wystawiając na szwank
      swej funkcji rodzicielki i matki dzieciom. Tak zwane intelektualistki to zwykle
      młode kaleki albo wprost hermafrodytki, które w innych okolicznościach mogłyby
      zostać zdrowymi żonami.
      Zamknijmy więc uszy na syrenie głosy, oferujące nam liczne intelektualne dzieła
      kobiecego autorstwa za cenę słabowitej, wątłej i chorowitej rasy. Zdrowe,
      sprawne macice będą nam w przyszłości bardziej przydatne niźli kolejne
      przykłady niewieściej pisaniny"

      Abstrahując od autentyczności, czy tez jej braku w powyższym cytacie, zdaje się
      on potwierdzac, to co mówiły dziewczyny. Pani sprowadzona do bycia macicą, ma
      już jakby biologicznie zaprojektowana kreatywnośc, nie musi, a nawet wręcz nie
      powinna realizowac się w tworzeniu czegos innego, niz kolejni ludzie.

      Druga sprawa już bardziej bezpośrenio do pytania, to fakt, że obie płcie ciut
      inaczej słysza i lepiej lub gorzej odbieraja niektóre częstotliwości. Gdzies mi
      sie po pamięci pałęta nawet spory artykuł w temacie, ale nie potrafię go
      odnaleźć, w każdym razie teza była taka, że niestety tak jak faceci sa
      uposledzeni w postrzeganiu barw, tak kobiety nie słysza niektórych tonów i
      czestotliwości. To pewnie tez nie pozstaje bez wpływu na muzyke przez nie
      komponowaną i wykonywaną.

      P:)

      Wolna Kultura
      New world's new words
      • chihiro2 Re: trochę obok 27.03.06, 14:11
        To ciekawy poglad, ze zdrowa macica bardziej sie przyda niz pisanina
        niewiescia. Jest tyle ludzi na swiecie, po co nam kolejni, z ktorych nie
        wiadomoc, co wyrosnie?
      • braineater Re: trochę obok 27.03.06, 14:11
        troche mi się teza sypła:
        www.salon.com/mwt/hot/1998/03/10hot.html
        choc nie wiem czy faceta traktowac poważnie:)

        P:)
        • braineater Re: trochę obok 27.03.06, 14:17
          a tu dla równowagi niezła dyskusja o tym, jak płec determinuje odbiór i w ogóle
          kontakt z muzyką:
          forums.audioholics.com/forums/showthread.php?s=3f36a1e8be49612b10c69160cf1289be&t=2707

          P:)
          • zdanka1 Re: trochę obok 27.03.06, 23:20
            Ehe, co , albo kto to jest Faber, bo ciekawe skąd ten cytat o macicach. Zaraz
            sie pewnie okaze, ze powinnam wiedzieć, kto , albo co to jest , ale nie wiem, a
            zresztą o tej porze to i tak nie kojarzę , gdzie jest wc , a gdzie łazienka;/


            A co do muzyki, to na swoim przykładzie mogę powiedzieć jedno - dla mnie
            najgenialniejszy głos kobiecy to alt i tylko i wyłącznie alt - w ogóle wydaje
            mi się, ze to jest ta częstotliwość drgań, w której najlepiej słyszę. Za
            pieśń altu z III Mahlera oddałabym pół Mozarta, ja chyba głucha jestem , bo
            Mozart wkurza mnie od A do Z w cała swoją finezją , może oprócz początku
            Requiem.
            • braineater Faber 28.03.06, 08:31
              czyli recenzja z 1/3 książki, co jest grzechem, acz wybaczalnym bo dziełko
              warte kilku spojrzeń. Sie to nazywa Szkarłatny Płatek i Biały i jest brawurową
              próbą odnowienia powieści wiktoriańskiej. Rzecz zakrojona na potężna skalę,
              stron ledwie 850, ale czyta sie rewelacyjnie. Facet pisze Dickensem
              przefiltrowanym przez całkiem wspólczesna dośc ostrą feministyczną wrażliwość,
              a przy okazji wrzuca ślicznie stylizowane fragmenty czystego hardkorowego
              porno - coś jak z "Służącej i jej pana" Coovera. Jak na razie jestem w
              okolicach 300 stronki i zakochuję sie coraz bardziej, bo misiu stosuje
              przerózne zabiegi narracyjne, które doskonale wciagają - jak chociażby nadal
              nierozstrzygnieta zagadak kto jest narratorem (istnieje podejrzenie, mocno w
              tekście zakotwiczone, że ksiązka opowiada sama siebie i o samej sobie.) Zresztą
              jak będziesz w księgarni, to przeczytaj dwie pierwsze strony, jak dla mnie
              jedno z najlepszych otwarć, jakie od dawna czytałem.
              A i jeszcze - pan autor jest naprawde ostrą feministką, z gatunku kastrować
              wszystko i ten klimat dorzucony do późnowiktoriańskiego Londynu z jego syfem,
              dziwkami i ubóstwem, robi dodatkowy, doskonały klimacik.
              Tyle:) więcej jak przeczytam pozostałe 600 stron:)

              P:)
            • beatanu o macicach i innych dziewiętnastowiecznych 28.03.06, 09:09
              teoriach.
              zdanka1 napisała:

              > Ehe, co , albo kto to jest Faber, bo ciekawe skąd ten cytat o macicach.

              Szukałam wczoraj przed południem, bo wiem, że czytałam, ale znalałam dopiero
              wieczorem i piszę teraz:

              Myśl o tym, że zdrowie kobiety (czytaj = jej funkcja reprodukcyjna) zostanie
              wystawiona na szwank, gdy kobietę dopuści się do wyższych uczelni a nie daj
              boże pozwoli zabierać głos publicznie pojawiła się u niejakiego Edwarda Clarke
              w dziele "Sex in education" (1873). Myśl wbrew pozorom nie była nowa, tylko
              potwierdzała przekonania calego pokolenia lekarzy. Przemęczenie, marskość
              macicy, zdradliwe uszczerbki kości miednicy a do tego periodyczność, psychiczna
              niestabilność itd itp. Kobieta, która wbrew tym ostrzeżeniom na uniwersytety
              się pchała, ryzykowała utratą swojej kobiecej tożsamości, ba! groziła jej
              przemiana w hermafrodytę, babo-chłopa, trzecią płeć.

              Tutaj odnośnik do książki: Ornella Moscucci "The science of woman: Gynaecology
              and gender in England, 1800-1929." (Cambridge 1990)

              Reszta i o wiele więcej, w niesamowicie ciekawej pozycji Karin Johannisson
              pt. "Den mörka kontinenten. Kvinnan, medicinen och fin - de - siécle." (Mroczny
              kontynent. Kobieta, medycyna i fine de siecle." Czasami marzy mi się, żeby ją
              przełożyć na polski :)
              • zdanka1 Re: o macicach i innych dziewiętnastowiecznych 28.03.06, 10:55
                O mój Boże...Lejesz po prostu miód na moja duszę ...

                Reszta i o wiele więcej, w niesamowicie ciekawej pozycji Karin Johannisson
                > pt. "Den mörka kontinenten. Kvinnan, medicinen och fin - de - siécle."
                (Mroczny
                >
                > kontynent. Kobieta, medycyna i fine de siecle." Czasami marzy mi się, żeby ją
                > przełożyć na polski :)

                Od dzisiaj zaczynam marzyć razem z Tobą !!! A naprawdę nie miałabyć ochoty? Jak
                kazdy już chyba wie na tym forum, modernizm jest moją pasją i od paru lat
                ubolewam nad faktem, ze nie ma polskich przekładów ksiazek o obyczajowości II
                połowy XIX wieku, a szczególnie o wiktoriańskiej Anglii. Wszystko co udaje mi
                się czytać na ten temat to ksiazki angielskie, co jest logiczne, ale z drugiej
                strony , mieszkam niestety w Polsce i nie spię na kasie - wiadomo, ze
                antykwariatt Amazonu traktuje Polaków jak tzreci świat i prawie nic tu nie
                wysyłają, w poslich bibliotekach jezykowych tych ksiazek nie ma i to takie w
                koło Macieju. Od dość dawna noszę sie z tym, zeby poskładać parę tekstow ,
                które napisalam na podstawie róznych zródeł i wysłać to do jakeigoś
                wydawnictwa, a nóż widelec kogoś to obejdzie. Mysle jednak, ze przekład takiej
                ksiazki to o wiele ciekawsza sprawa - zwłaszcza, ze to jest naprawde ogromna
                luka na polskim rynku - mysle, ze nawet wiem, kto by cię bardzo chętnie wydał.

                Swoją drogą Anglicy mają przecudowne ksiązki o erotyce fin de sieclu i nikt
                tego nei tłumaczy, a czytelnicy by się znależli.

                A co do tego Szkarłatnego Płatak -to juz kojarzę , Szczuka o tym mówiła w "II
                poprawieonym", też była zachwycona - a ja oczywiscie od razu pomyslałam,
                cholera, kolejna beletrystyka na temat, a eseistyki, ani widu, ani słychu...
                • beatanu zdanko! zajrzyj do skrzynki 28.03.06, 11:24
                  B :)
                  • zdanka1 Odpowiedziałam:)))) 28.03.06, 14:28
                    I naprawde nad tym pomysl:)))) Idę założyć nowy wtek, aby wszyscy anglojęzyczni
                    mogli w nim wyrazić swoje poglady na temat tego , co koniecznie nalezy miec na
                    półce:)
    • ash3 Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 08:24
      quarantina napisała:

      > jazzu?
      > Śpiewają, ewentualnie?

      Nie patrzyłam w ten sposob na muzykowanie jazzowe. A dlaczego, skad to
      lekceważące "ewentualnie"? I ta generalizacja?
      Myślę, że byłoby ciekawie zrobić jakiś wywiad np. wsrod studentów wydziału
      jazzowego, w szkołach muzycznych, gdzie uczniowie i studenci wybierają sobie
      instrument. Sama poznalam kiedyś przelotnie pewną waltornistkę i wypytywałam ja
      z takim może niezdrowym zaciekawieniem, skad wybór tego instrumentu oraz ile
      jest partii solowych na waltornię (w muzyce symfonicznej). Jesli już stawiamy
      takie pytanie, to popatrzeć na to od strony muzyka, od strony wyborów
      instrumentu (np co decyduje, ze muzycy klasyczni, nie tylko jazzowi i na razie
      bez podziału na płcie, wybierają ten a nie inny instrument?).
      • quarantina Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 08:52
        ash3 napisała:

        >
        > Nie patrzyłam w ten sposob na muzykowanie jazzowe. A dlaczego, skad to
        > lekceważące "ewentualnie"? I ta generalizacja?
        ------------------------------------
        Oświadczam niniejszym, że jakiekolwiek moje wypowiedzi na temat płci obu
        pozbawione są jakichkolwiek treści seksistowskich.
        Generalizacja wyniknęła ze statystyki, o czym bodajże już wspominałam.
        Poza tym bardziej interesuje mnie kierunek jaki nadał dyskusji brajn, to znaczy
        bardziej analiza jakiś anatomicznych lub fizjologicznych uwarunkowań, aniżeli
        zastanawianie się nad wyższością czy równością płci.
        ------------------------

        Myślę, że byłoby ciekawie zrobić jakiś wywiad np. wsrod studentów wydziału
        > jazzowego, w szkołach muzycznych, gdzie uczniowie i studenci wybierają sobie
        > instrument.
        --------------------------
        Nie chodziło mi o wybór instrumentu, tylko o rodzaj muzykowania jakim jest jazz.
        -------------------


        Sama poznalam kiedyś przelotnie pewną waltornistkę i wypytywałam ja
        > z takim może niezdrowym zaciekawieniem, skad wybór tego instrumentu oraz ile
        > jest partii solowych na waltornię (w muzyce symfonicznej). Jesli już stawiamy
        > takie pytanie, to popatrzeć na to od strony muzyka, od strony wyborów
        > instrumentu (np co decyduje, ze muzycy klasyczni, nie tylko jazzowi i na razie
        > bez podziału na płcie, wybierają ten a nie inny instrument?).
        --------------------------
        Mam w rodzinie fagocistkę. W życiu nie zgadłabyś, co było kryterium jej wyboru
        instrumentu. Chciała grać na skrzypcach. Kiedy mama zapisywała ją do szkoły, po
        prostu nie było skrzypiec w jej rozmiarze. Był za to wolny fagot. Gra zatem na
        fagocie. Dopiero jej córka gra na skrzypcach.




        • ash3 Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 09:05
          quarantina napisała:

          > ash3 napisała:
          >
          > >
          > > Nie patrzyłam w ten sposob na muzykowanie jazzowe. A dlaczego, skad to
          > > lekceważące "ewentualnie"? I ta generalizacja?
          > ------------------------------------
          > Oświadczam niniejszym, że jakiekolwiek moje wypowiedzi na temat płci obu
          > pozbawione są jakichkolwiek treści seksistowskich.
          > Generalizacja wyniknęła ze statystyki, o czym bodajże już wspominałam.

          No tak, przepraszam, że przeczytalam uwaznie całego wątku.
          A jakie są te statystyki - dokładnie?


          > Poza tym bardziej interesuje mnie kierunek jaki nadał dyskusji brajn, to znaczy
          >
          > bardziej analiza jakiś anatomicznych lub fizjologicznych uwarunkowań, aniżeli
          > zastanawianie się nad wyższością czy równością płci.

          Aha. To coś, co mnie mniej interesuje, bo wydaje mi się, że to jednak zalezy od
          indywidualnych uwarunkowań... Mysłalam też w tym kontekscie fizjologii np o
          łyżwiarstwie figurowym. To bodaj Pluszczenko jako pierwszy zaczał jeżdzić
          wyginając noge do góry, tak jak dotad jeździły kobiety, przygotowane do tego od
          strony baletowej. On robił to jako 16-latek. Moze był wyjątkowo dobrze
          przygotowany baletowo (takie ma predyspozycje czysto fizyczne) moze do tego
          doszły tez umiejętności trenera i dobór treningu. teraz o wiele więcej łyżwiarzy
          mężczyzn jeździ w ten sposob - wyznacozno nowy pułap możliwości i byc moze nie
          jest tak, że mamy pokolenie wyjątkowo uzdolnionych baletowo czy gimanstycznie
          łyżwiarzy, tylko technologia trenicngu jest inna i pozwala na lepsze
          rozciągnięcie tym mniej zdolnym.
          To w takim wielkim uproszczeniu...

          >
          >
          >
          > Sama poznalam kiedyś przelotnie pewną waltornistkę i wypytywałam ja
          > > z takim może niezdrowym zaciekawieniem, skad wybór tego instrumentu oraz
          > ile
          > > jest partii solowych na waltornię (w muzyce symfonicznej). Jesli już staw
          > iamy
          > > takie pytanie, to popatrzeć na to od strony muzyka, od strony wyborów
          > > instrumentu (np co decyduje, ze muzycy klasyczni, nie tylko jazzowi i na
          > razie
          > > bez podziału na płcie, wybierają ten a nie inny instrument?).
          > --------------------------
          > Mam w rodzinie fagocistkę. W życiu nie zgadłabyś, co było kryterium jej wyboru
          > instrumentu. Chciała grać na skrzypcach. Kiedy mama zapisywała ją do szkoły, po
          >
          > prostu nie było skrzypiec w jej rozmiarze. Był za to wolny fagot. Gra zatem na
          > fagocie. Dopiero jej córka gra na skrzypcach.
          >
          >

          O, to własnie jest fascynuje, ile w tym jest także przypadku! Nie twierdzę, że
          muzycy wybierają sobie instrument ze smiertelną powagą i w pełni swiadomi wagi
          podjętej decyzji, sądze raczej, że bywa b. różnie...
          >
          • quarantina Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 09:42

            > No tak, przepraszam, że przeczytalam uwaznie całego wątku.
            -----------
            Nie ma za co.
            --------------------

            > A jakie są te statystyki - dokładnie?
            -------------------

            Chyba jednak jest za co.
            Wyrażałam już nadzieję, że można dyskutować na forum bez podpierania się danymi
            naukowymi oraz najnowszymi trendami w nauce.
            Idę do empiku, staję przed regałem jazz i na kilkaset płyt, ani jednej z kobitą
            instrumentalistką.
            ---------------------
            • ash3 Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 09:52
              Dzięki za wyjaśnienie statystyczne. Jeszcze raz przepraszam, naprawdę wiem, że
              daję ciała nie czytając dokładnie wszystkich postów i usiłując dyskutowac. To
              się wiecej nie zdarzy.
              • quarantina Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 10:05
                Ja tez sie poddaję
                • braineater z klucza rasistowskiego 28.03.06, 10:34
                  bo czemużby nie?
                  Jazz jest czarny, to akurat oczywiste, cokolwiek by białasy nie robiły, wyżej
                  trąbki ustawionej przez czarnych nie podskoczą. Kultura czarnych jest dość
                  mocno maczo, a kobieta jest zdegradowana do roli jeszcze niższej niż w kulturze
                  zachodu. Stąd tez mężczyźni mieli większe pole manewru, mogli wchodzic w
                  stosunki mistrz-uczeń, opanowywac nowe instrumenty, rozwijac się, a kobietom
                  pozostał tylko spiew (swoją droga mozna by chyba fajnie przesledzić, jak z
                  opowiadaczek, bajarek, nosników wiedzy, tabu i rytuałów, kobiety przekształcały
                  się w pieśniarki). Ta wizja jest uproszczona oczywiście, wartoby sprawdzic, czy
                  w kulturach afrykańskich nie ma jakiegoś tabu, jesli idzie o instrumenty - ze
                  na przykład przypisane są tylko mężczyznom. znalazłem taki fragmencik, który
                  zdaje sie potwierdxzac powyższa tezę:

                  "Women have always played an essential role in the preservation of African
                  culture. From lullabies sung to sleepy children to chants of celebration, women
                  are important bearers of tradition. Unlike some areas in the world where
                  females are discouraged from taking part in public musical performance, in sub-
                  Saharan Africa, music is an essential social activity for all members of the
                  community.
                  While many musical instruments are traditionally played exclusively by men,
                  women often provide the voice of Africa’s music. This legacy carries over from
                  traditional to contemporary music, and many of today’s most popular singers in
                  Africa are women. "
                  Z wstępu do skladaka piesni afrykańskich.

                  Może to chyba byc jeden z wielu powdów dlaczego nie.

                  P:)
                  Mam ochote napuścic na ten wątek ekipe ze Strawbeery Fields, co Ty na to?
                  • quarantina Re: z klucza rasistowskiego 28.03.06, 10:39
                    Ale z kolei miuzik w dzikiej Afryce pełni rolę magiczną, chyba, no nie?
                    Buszmeni grają w celach rytualnych.
                    Gdzie jest noida?
                  • ash3 Re: z klucza rasistowskiego 28.03.06, 10:48
                    Ten klucz jest moze całkiem na miejscu w przypadku jazzu jako jednej z gałęzi
                    sztuki (bo tak jak widze ewoluowała ta dyskusja - zeszła z jazzu na sztukę w
                    ogóle). Jazz jest stosunkowo młodym gatunkiem. To znaczy - mam na mysli muzykę
                    instrumentalną uprawianą na poludniu Stanów Zjednoczonych przez Afroamerykanów,
                    nie sięgam do afrykańskich korzeni, ale jak Brain słusznie zauważył, trzeba
                    wziąć pod uwage te społeczne uwarunkowania korzeni jazzu, a wcześniej bluesa, i
                    innych form muzykownia synkopowanego, improwizowanego (?).
                    Własnie dlatego, że jest gatunkiem w tym sensie młodym (dużo młodszym od muzyki
                    klasycznej, literatury, malarstwa sztalugowego itd.) pytanie o obecność niewielu
                    kobiet przy instrumentach wydaje mi się interesujące... Chcę przez to
                    powiedzieć, że właśnie dla tego pytania wydaje mi sie mimo wszystko ze wazne
                    moga być uwarunkowanie i tradycja jazzu. Ze może dopiero teraz następuje (albo i
                    nie) jakis zwrot w rozwoju gatunku, na tle innych form uprawiania muzyki??
                  • ben-oni Re: z klucza rasistowskiego 28.03.06, 11:58
                    Czy Arturo Sandoval lub Chuck Mangione są czarni?? A ja takie latino kocham! A
                    Scofield?
                    • ben-oni Re: z klucza rasistowskiego 28.03.06, 12:00
                      I Astrud bezwzględnie...:))
                      • braineater Re: z klucza rasistowskiego 28.03.06, 12:08
                        Benik, ale ty juz lecisz w jakies efemerydy i wuzzle miedzygatunkowe, a ja
                        staram sie załapać czemu (i jesli w ogóle, bo po tekstach jakie wkleiłem niżej
                        mam spore watpliwości) białogłowy trzymały się z dala od rootsowego, klasycznie
                        nigrowskiego dżezicha.
                        Tez znam białasów, co wymiataja ponadprzeciętnie, latino, co niosa w kosmos,
                        ale w takim klasycznym, triowo kwartetowym nawalaniu dixie przez bop i nu do
                        poczatkow free nikt nie zaszedł dalej niz bracia Afrykanie

                        P:)
                        • obly Re: z klucza rasistowskiego 28.03.06, 12:11
                          bo czarni lepiej się czuja spoceni, biali odwrotnie
                          taką mam teorię ona mi wiele tłumaczy:
                          basketball, sex, jazz, czy biegi
                        • ben-oni Re: z klucza rasistowskiego 28.03.06, 12:16
                          Trudno sie nie zgodzić, tak jak trudno sie nie zgodzić z tezą, ze muzyka
                          rockowa (i nie myslę tu o pozorowaniu muzyki w wydani Beyonce) stoi na białych.
                          Że zółci sa zupełnie głusi na białą harmonię. (patrz łyzwiarstwo figurowe)
    • obly Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 11:08
      mam dwie propozycje:

      1. nie grają jazzu? grają, ale nie odnoszą sukcesu raczej spektakularnego bo
      jazz to niezła nieschematyczna tyrka której trzeba poświecić wszystko, ale
      fajnie gra Patricia Barber na pianinku. ;)))

      ale że to nie jest odpowiedź na zadane tutaj pytania to odpowiadam zgodnie z
      przyjętymi formułami:

      2. nie grają jazzu bo jazz to szatan, i zwiększa cellulitis

      3. nie graja jazzu bo nie muszą robić tych wszystkich rzeczy co muszą robić
      faceci aby poderwac babkę aby się przespać z facetem.

      4. nie graja jazzu bo za granie jazzu nie można zaplacić kartą kredytową
      swojego partnera.

      5. nie grają jazzu bo się łamią paznokcie, a trzymanie kontrabasu deformuje
      piersi.

      6. nie graja jazzu bo od dawien dawna jedyną motywacją młodych kobiet uczących
      sie grać na jakimś instrumencie jest wbite przez ich matki: wyjście dobre za
      maż. Te które sa jazzem zafascynowane łaziły za młodu po drzewach i rzucały
      kamieniami.

      7. nie graja jazzu bo Jan Ptaszyn Wróblewski nie uznał jazzu granego przez
      kobiety jako jazz.

      8. nie graja jazzu bo jazz jest tak beznadziejny że tylko faceci są takimi
      kretynami żeby poswioecić całe życie na to aby stać i się kiwać z zamkniętymi
      oczami i nawalać w struny omijając wszelakie harmonie.

      9. nie grają jazzu bo ani Limahl nie grał jazzu ani Radosław Majdan nie gra
      jazzu ani tym bardziej Enrike Iglesias..

      10. nie graja jazzu z powodów czysto fizjologicznych - jak zagrać jazz gdy ma
      się 10 dni w miesiacu ciagłego PMSA następne 10 dni w tygodniu ma sie ciagle
      chichrawke, a następne 10 jest po prostu niedysponowana?
      • obly Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 11:14
        errata

        3. nie graja jazzu bo aby się przespać z facetem nie muszą robić tych
        wszystkich rzeczy co muszą robić faceci aby poderwac babkę.
        • quarantina Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 11:29
          Wersja pierwotna pkt. 3 jest fajniejsza, mówię Ci.
          Z Patricią zapoznam się niezwłocznie i czekam na dalsze propozycje. Własnie
          konkretne przykłady przydadzą się w tym wątku. Naliczyłam ich bodajże cztery, w
          70-ciopostowym wątku.

          Nie twierdzę, że kobiety nie grają w ogóle jazzu. Twoja uwaga o braku
          spektakularnych sukcesów jest argumentem za tym, ze jest ich mikroskopijnie
          mało.
          • obly Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 11:53
            zainteresowane persony zapraszam tu

            www.geocities.com/BourbonStreet/2124/jazzgrrl.htm
            można poszperać, przyznam że bardzo mało ich znam ale lista jest w miarę
            znaczna.

            a co do pkt 3 to się bedę upierał, upierzał? uparał?
          • braineater a bit of history: 28.03.06, 11:55
            www.newmusicbox.org/article.nmbx?id=1756
            Jak się okazuje troche tych nazwisk sie przewija i to praktycznie od samego
            poczatku, ale kryją sie w cieniu nadekspresywnych facetów. Ze swojej strony do
            pań grajacych (ale tez spiewających) dorzucam oczywiście Diamandę Galas, która
            gra, komponuje i spiewa tak, że zaden facet by sie nie odważył. Fortepian i
            demony - to mogła zrobic tylko Kobieta.

            A tu drugi tekścik tym razem o instrumentalistkach, z których tez faktycznie
            zadna nie zdobyyła jakiegos mega rozgłosu - nawet tak niszowego, jaki ma dzis
            Diamanda, ale przyznaję, że jestem w szoku, widząc ile ladies sie przewinęło
            przez historię:

            www.pbs.org/jazz/time/time_women.htm

            P:)
            • obly Re: a bit of history: 28.03.06, 12:01
              ja chcę Giamandę Galas
              • braineater Re: a bit of history: 28.03.06, 12:05
                nadzieja nadejdzie wieczorem.
                Moze byc?:)

                P:)
                • obly Re: a bit of history: 28.03.06, 12:08
                  Konie chrupią ją tylko jesienią
                  dziękuję

                  tfu zuzanna widziała starców w kąpieli...
                  ku.. jak to było
      • obly Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 11:25
        11. kobiety nie są sławne w jazzie bo nie bywaja takimi egomankami i
        mitomankami jak faceci i nie potrzebuja potwierdzenia od całego świata że
        sposób w jaki wbili gwożdzia w ścianę jest najlepszy jedyny i ten własciwy i
        nie są gotowe za to umrzeć. Kobiety grają przede wszystkim ładne piosenki, a
        faceci inne niż inni;))).

        ___________
        Koń był chory
      • ben-oni Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 11:56
        Akurat zespół napięcia przedmiesiączkowego byłby kobiet wielkim atutem. Gdyby
        Miles lub Oskar Peterson coś takiego mieli...
        Popatrz na jazzmanów, tacy spoceni pod pachami, nabuzowani fajkami (ładnie im
        musi dawać z komory), napici. Kobiety nie mogą sobie na to pozwolić, muszą dbać
        o seksapil... I prawidłowo.
    • janek0 Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 11:46
      Dzień dobry.

      Suzie Ibarra gra jazz. Wprawdzie jest tylko perkusistką, ale już coś, nie ?
      • grimsrund Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 12:41
        Jest też taka pani Virginia Mayhew, co znakomicie gra na saksofonie i duży
        szacun światowy generalnie posiada. Któryś kolega wątpiący niech do niej
        pójdzie i powie jej że nie gra dżezu - tylko ostrożnie, bo pani ma czarny pas w
        karate i może się zdenerwować :)
        • janek0 Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 13:49
          No właśnie.

          Słowem, kobiety owszem, grają jazz, tylko męskie szowinistyczne świnie tego nie
          dostrzegają.
    • obly Re: dlaczego kobiety nie grają jazzu 28.03.06, 13:50
      12. Dlaczego kobiety nie grają jazzu?
      Tutaj w linku poniżej jest częśc odpowiedzi której bałem się po prostu
      zwerbalizować w konkretne zdanie i co gorsza oblec jakimkolwiek nickiem. proszę
      zerknać w archiwum marcowe całe. Wnioski proszę szanownego państwa są Wasze ;))

      fotkapeel.blogspot.com/
      PS: nie chciałbym urazić oczywiście żadnej z kobiet czytającej to forum, sam
      fakt czytania skutecznie eliminuje możliwość chocby powierzchownego
      porównywania Was z tymi kosmitkami. A jeśli kogoś mimo wszystko uraziłem to
      zjem swoją czapkę.
      • janek0 Re: dlaczego kobiety nie grają jazzu 28.03.06, 14:00

        > 12. Dlaczego kobiety nie grają jazzu?
        > Tutaj w linku poniżej jest częśc odpowiedzi której bałem się po prostu
        > zwerbalizować w konkretne zdanie i co gorsza oblec jakimkolwiek nickiem. proszę
        >
        > zerknać w archiwum marcowe całe. Wnioski proszę szanownego państwa są Wasze ;))

        OMFG !!!
        • braineater Re: dlaczego kobiety nie grają jazzu 28.03.06, 14:15
          wniosek jest taki, ze klyent wlasnie paczył na mnie jak na idiotę, gdy w
          trakcie podawania mu powaznego Thesaurusa przypomnaiłem sobie, co tu duzo synu
          mówić, tak wyglada baleron i parskłem...

          P:)
          • quarantina Re: dlaczego kobiety nie grają jazzu 28.03.06, 14:33
            A Wy chopcy, niby tacy przystojni jesteście, hę?
            :P
            • braineater Re: dlaczego kobiety nie grają jazzu 28.03.06, 14:52
              now łaśnie, ze nie i dlatego by uwieśc płec cąłkiem przedziwna musimy grać,
              tanczyć malowac, uprawiać sumo, jeździc figurowo na łyżwach itd. a dziewczętom
              wygląd wystarcza i podejrzewam, że własnie to kolega Obły próbował niesmiało
              zwizualizowac i zwerbalizować:)

              P:)
              • quarantina Re: dlaczego kobiety nie grają jazzu 28.03.06, 14:54
                Czyli, że co? Doszliśmy do sedna?
            • obly Re: dlaczego kobiety nie grają jazzu 28.03.06, 14:57
              spooks
              nie chodzi tak naprawdę o wygląd, przeca wszystkie nie o brzydkość (ładność)
              chodzi, niektóre z nich są przeca ładne, a mi ho ho ho daleko od modela od razu
              się przyznaję i nie mam z tego powodu poczucia winy, chodzi o zadanie sobie
              pewnego pytania "co jest w moim życiu ważne".
              Śmiem twierdzić że zdjęcia te bardzo istotnie odpowiadają na to pytanie.
              W odpowiedziach tych nie ma miejsca na: "Kocham jazz, chcę skomponowac muzykę
              ktora przełamie stereotypy odbierania dzwięków jako pewne historie w czasie a
              bezpośrednio oddziaływać na słuchacza tak aby bezwolnie poddał sie podawanym
              przeze mnie".
              Jest raczej: zabierz mnie z mojego piekła, zobacz mnie, dotknij mnie, zazdrość
              poczuj, ,zastrzel się palancie, haha podziwiaj mnie, jestem biednym płatkiem
              kwiecia, szukam sponsora, porządaj mnie, ożeń sie ze mna... i nie potrzebują
              muzyki aby to wyrazić ;)) to nie jest krytyka kobiet. ja nikogo nie krytykuje.
              nie uwazam size jestem lepszy wyzszy piękniejszy mądrzejszy.. tylko że myslę
              sobie że nie tędy droga aby poczuc się ciut szczęśliwiej ;)))

              PS I żadne z fot nie opowiada o pasjii ;)))
              PS II one nie są brzydkie! one sie same tak ubrały, same latały po sklepach aby
              kupić to i tamto, skórę, rzemyki, różowe wstążki, dekorowały swoje mieszkania
              tak to a tak, były u fryzjera i zarządały konkretnej fryzury, a już tipsy
              zrobiła im najlepsza psiapsióła... i jest okej serio ;))))
              PS III jeśli takie zdjecia, pozowane tak że można kręgosłup połamać, mówią o
              nich to ja przepraszam... co z tą czapką?
              • quarantina Re: dlaczego kobiety nie grają jazzu 28.03.06, 15:03
                Nie masz racji.

                Pięćdziesiąt lat (może sto) temu widziałam film o Janis Joplin. Dopóki go nie
                zobaczyłam, myślałam, że Janis była super yntelygentną, błyskotliwą dziewczyną,
                bożyszcze.
                Jakież bylo moje zdziwienie i ból w nerkach. Ona była zwykła, powiem więcej,
                mniej niz zwykła. Pomijając fakt, że była brzydka jak noc listopadowa ciemna
                gradowa.
                • obly Re: dlaczego kobiety nie grają jazzu 28.03.06, 15:04
                  ALE NIE CHIAŁA ZA WSZELKĄ CENĘ I PRZEDE WSZYSTKIM WYJŚĆ ZA MĄŻ!!!!!!
                  jezu powiedziałem to?
                  • quarantina Re: dlaczego kobiety nie grają jazzu 28.03.06, 15:07
                    A skąd wiesz:PPPPPPP?
                    • obly Re: dlaczego kobiety nie grają jazzu 28.03.06, 15:15
                      poddaję sie ;))) mogę skoczyć z tamtej skarpy? na ochotnika!!
                      mieliśy rozmawiać o jazzie!!!
                      dlaczego kobiety nie grają jazzu?
                      chcę ogólnie potwierdzić ze grają!! są w tym świetne!! natomiast wkurza mnie to
                      że my faceci musimy rodzić dzieci i że musimy golic nogi, odchudzać się i
                      wiązać na głowie różne durne wstążki aby te egoistyczne dranie kobiety zwróciły
                      na nas uwagę.



    • quarantina Re: dlaczego kobiety nie grają 28.03.06, 15:08
      Idę gotować obiad staremu i bachorom.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka