conejito13
18.04.06, 09:54
Chloe, przepraszam za spamowanie, ale wklejam to samo co na najlepszych, bo
na pisanie nie starczyloby mi czasu. Tak ze te, ktore juz widzialy moj watek
tam - tak, jest identyczny;)
Vini vidi vici:) Bylo pieknie, niezapomniane przezycia (zarowno pozytywne jak
i negatywne;). Grenada to piekne stare miasto, mnostwo starych monumentow,
wielka katedra z XV wieku, ktora zostala przez krolow katolickich pobudowana
na zburzonym meczecie:( Katedra to szczyt ich wynioslosci i proznosci, az
zatrwaza swa wielkoscia i ogromem skarbow tam zgromadzonych! Nie wyobrazam
sobie, jak wielka wladze musieli wtedy miec...
Ogrody Alhambry sa przecudne, zwazywszy na fakt, jak malo jest wody w
Andaluzji, tam (chyba na naturalnym zrodle) zostal zbudowany palac z mysla o
wykorzystaniu ogromnej ilosci wody! Wszystko w nim oparte jest na
wykorzystaniu wody: mnostwo fontann, piekne sztuczne akweny, do
tego 'kanalizacja', no i te ich laznie! Niesamowite! Z Alhambry widok na
Grenade jest wprost zapierajacy dech w piersiach: z jednej strony osniezone
gory, z drugiej miasto a w szczegolnosci jego dzielnica, ktora jest w spisie
UNESCO (biale domki, brukowane uliczki - wszystko jakby nietkniete czasem).
Cos niezapomnianego!
Arabski bazar w centrum miasta to rowniez ogromna ciekawostka. Mozna sie
ubrac od stop do glow jak Szeherezada, owiac 'jej' perfumami a nawet
przejrzec w jej lustrze i wypic z jej szklaneczek herbatke:)
Ludzi bylo tlum, bo dodatkowo swieta sa tutaj rowniez obchodzone bardzo
intensywnie (procesje)! Prawie nie bylo czym oddychac na ulicach od kadzidel
procesyjnych.
Nasz motelik byl okropna zapyziala dziura, nawet spadla nam prawie na glowe
lampa!!!:(:( rozbijajac sie w milion szklanych kawalkow na podlodze, ale w
samym centrum, wiec wszystko mialysmy w odleglosci kilku krokow. Moglysmy
spokojnie w nocy wychodzic nie martwiac sie o spokoj w drodze powrotnej.
Pociag-hotel, ktorym wracalysmy mial pewnie ze 30 lat i siedzenia byly
bardziej niewygodne niz w podmiejskim pociagu! Brrrr... myslalam, ze pociag
bedzie podobny do tego, jakim jechalysmy do Barcelony, a tu...:( Moj maz
kiedy odbieral nas na stacji stwierdzil, ze w zyciu podobnej zjawy nie
widzial. Ale to kolejne doswiadczenie, choc z pewnoscia nie do powtorzenia.
Jadlam w pakistanskiej restauracji cos, co sie nazywalo szuarma (pisze
fonetycznie) a przypomina w wygladzie naszego pieroga zrobionego z pity -
ichniego chleba - pyszotka!! Nadziane smazonym mieskiem z warzywami oraz
polane sosami - wspaniale! W libanskiej zas zupe hauba (czy cos takiego, tez
fonetycznie tak zapamietalam), ktora sie je chlebem prosto z talerza, troche
pikantna jak na moj gust, ale bardzo fajna. Ogolnie jest tam pelno arabskich
knajpek, restauracyjek a nawet ichniego 'fast fooda'. Wszystko pyszne,
tylko...ostre jak diabli!:) Polecam dla tych, ktorzy kiedys beda przejazdem:)
A teraz...znowu do robotki:(, albo nie - :) jakie wyjscie....
ps. zaraz lece obsmarowac na necie nasz motelik;) niech sobie gnoj nie mysli,
ze na leb mi bedzie spadala zasrana lampa, ze mnie moze tak bezczelnie
oszukac:( moze przynajmniej innych odstrasze... koszmar...!:(