daria13
29.05.06, 17:02
Ostatni tydzień maja nadszedł niepostrzeżenie, a jakoś nikt nie kwapi się z
rozpoczęciem dyskusji. Szczerze mówiąc, ja też chodzę koło tego trochę jak
koło jeża, ale ktoś zacząć musi.
Myślę, że to, iż Z zimną krwią jest książką wybitną nie będzie tutaj
stanowiło przedmiotu dyskusji, czy sporów. W moim odczuciu to doskonale
skonstruowana powieść, której trudno jest cokolwiek zarzucić. Szczególnie
właśnie konstrukcja jest tutaj genialna i dzięki niej książka jest tak
ciekawa, czytelna i frapująca. Nigdy nie ciągnęło mnie do tzw. literatury
faktu, ale Capote napisał swoje dzieło z tak niewyobrażalnym wyczuciem,
odpowiednią dozą dystansu, a jednocześnie rzecz tak doskonale wciągającą
emocjonalnie. To chyba jest główną zaletą książki.
Sądzę, że nasza dyskusja pójdzie raczej w stornę nie tyle oceny artyzmu Z
zimną krwią, co raczej tematyki poruszonej przez autora (ktoś już o tym
wcześniej wspominał). Wyjdę w takim razie może od najprostszego pytania:
czy ktoś z Was współczuł moredrcom? Nie tyle w kontekście ich życia, które
pewnie było warte współczucia, ale w kontekście ich zbrodni, jakkolwiek
ciężkie i przykre to życie było. Kogo z Was stać byłoby na postawę pani
Meier, czyli żony zastępcy szeryfa, która tak troskliwie opiekowała sie
Perrym? Podziwu godne.
To tylko taki przyczynek do dyskusji.
Pozdrawiam:)