mrabara
29.09.06, 18:43
Jetsem z dziewczyna od kilku miesiecy, bardzo ją kocham, nie jest to
szczeniackie uczucie, powoli w myslach ukłądam sobie z nia przyszlosc,
jednego dnai mowi mi ze kocha a drugiego na je slowa slysze cisze.... mowi mi
ze czuje ze jestem zadobry dla niej (opieprzylem ja o to jak komus mozna tak
mowic trzeba sie cieszyc ze ktos moze zrobic dal ciebie wszytko), stwierdzila
ze nie moze sie teraz okreslic co czuje, nei wie jak mi to wytlumaczyc, kocha
mnie zalezy jej na mnei ale ma chwile gdzie jestem jej obojetny, jak to
slyszlaem serce mnie zabolalo..:/
nie rozumiem tego, kocham ja bardzo nie chce sie z nia rozstawac, ale z
drugiej strony nie chce ciagle cierpiec, co mam robic?
w ten zwiazek sie bardzo zaangazowalem, mzoe powinienm nabrac do wsyztkeigo
dystansu, ozimnic moj stosunek do niej
kurwa dlaczego jak dobry czlowiek (tak twierdzi wiekszoc moich znajmoych
wolontaraiant pomoc biednym chorym godziny korepetycji dal dzieciakow, zwsze
zyczliwy pomocny, przedkladajacy interesy innych nad swoje) musi dostawac w
milosci po dupie:/
czu kobiety nie umieja docenic *nie mowie ze wszystke* takiego jakim jestem
przepraszam za bledy czekam na odpowiedzi