maika7
03.11.06, 08:06
Czytaliście?
wiadomosci.onet.pl/1427640,11,item.html
"Dzieci, które przeżyły sztuczne poronienie, były zawijane w serwetę i
odkładane na szafę, gdzie przez jakiś czas się ruszały, a czasem kwiliły. Nikt
ich nie badał i tylko czekaliśmy, aż umrą"
Tak wstrząsające zeznania złożyła w warszawskiej prokuraturze pielęgniarka,
która - jak twierdzi - w 1997 r. była świadkiem tych wydarzeń.
Prokuratura nie chce się jednak wypowiadać w tej sprawie.
"Mogę potwierdzić, że jest prowadzone śledztwo w sprawie znieważenia zwłok" -
mówi prokurator Maciej Kujawski, rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej.
Sprawa dotyczy tzw. terminacji ciąży, czyli porodów sztucznie wywoływanych
przez lekarzy z powodu wad rozwojowych płodów.
"Mówiono nam, że chodzi o ciąże obumarłe, ale było inaczej. Jak się rodziły
żywe, położna kazała nam ochrzcić je wodą i zawinięte w serwetę odkładać na
szafę. One się ruszały, kwiliły" - mówi prosząca o zachowanie anonimowości
pielęgniarka B., która po takim koszmarze odeszła z pracy.
Prof. Bogdan Chazan, były krajowy konsultant ds. ginekologii i położnictwa,
przyznaje, że słyszał o takich przypadkach.
"Dochodzi do porodu dziecka, które oddycha, czasami płacze i nie wiadomo, co z
nim zrobić tłumaczy prof. Chazan. Obowiązkiem lekarza jest ratować
dziecko, ale, jeżeli przeprowadzono całą serię zabiegów, by się urodziło, i
nie jest przeznaczone do życia, powstaje problem" - dodaje.
Tymczasem, jak twierdzi B., po porodzie losem noworodka nie interesował się
już żaden lekarz.
"Kiedy przestawał się ruszać, brałyśmy słoik z formaliną i wkładałyśmy tam
dzieciaka" opowiada B.
Według informacji "ŻW" barbarzyński proceder, o którym zeznawała B., może w
dalszym ciągu mieć miejsce w polskich szpitalach.
Problemów tu jest kilka, ale na jednym chcialabym sie skupić:
Dlaczego, tyle mowiąc o godności człowieka, nie zapewniamy godnego umierania
dzieciom, które nie mając szans na życie rodzą się żywe?
M.