Dodaj do ulubionych

Dobro z przymusu

08.12.06, 16:42
Pojęcie dobra, wydaje mi się w naszej ludzkiej społeczności, mocno
wykrzywione. Chodzi mi o samą klasyfikację uczynków, pojmowanych jako dobre,
ale takimi nie będące. Wiele osób uważa, że do dobra trzeba się czasem zmusić.
Zrobić coś wbrew sobie i uczynić dobrze innej osobie. Np. chodzenie do
staruszki, której nie cierpimy i sprzedawanie jej dobrego słowa. Wydaje nam
się, że jeśli tak bardzo się poświęciliśmy i wykonaliśmy ogromną pracę to musi
być taka ofiara wielkim dobrem. Czy jest dobrem rzeczywiście ? Czy dobro może
być dobrem, kiedy towarzyszą temu złe uczucia ? Jeśli wzbudza w nas to uczucie
odrazy lub nienawiści. Dla mnie to jest dobro pozorne, przekłamane i
nieprawdziwe. Dobro może wynikać tylko z potrzeby serca i tylko wtedy jest nim
rzeczywiście !!!
Obserwuj wątek
    • proces7 Re: Dobro z przymusu 08.12.06, 16:52
      Takie smęcące cipki jak Ty czy Jaguś, nigdy nikomu nie pomogły. Bo one
      zastanawiają się długo czy pomagać czy nie, a w zasadzie ich możliwości są
      gówniane. Pomagają milczące i zahukane mohery.
      A najbardziej pomagają ci, którzy wcześniej oskubali innych, wypruli z nich
      flaki. Rockefeller, Gates, Buffet, Soros itd. I to jest pomoc odczuwalna, bo oni
      znają się na interesach.
      Ale już McCartney grający dla głodującej Afryki, robi taką pomocą więcej szkód,
      niż pożytku.
      • kawa3603 Re: Dobro z przymusu 08.12.06, 17:37
        Tak procesie, a Ty musisz mieć szczególne doświadczenie w pomaganiu innym.
        Pewnie też uważasz, że dzięki Tobie ktoś się "zresocjalizował" ? Nie zamierzam
        tu pisać o moich doświadczeniach i tym czego ja dokonałam, bo to i tak może mieć
        głuchy oddźwięk. Nie wiem czy ten rozgłos to dobry pomysł, ale muszę spróbować.
        Zawsze mogę wrócić do praktyk poprzednich i nikt nawet o tym nie będzie
        wiedział. A blog i tak będzie się rozwijał oraz to, co mam w nim do przekazania.
        Twoje zdanie ani zdanie innych nie liczy się w samej idei. Nie liczę się nawet
        ja sama. Chociaż dla mnie samej ma znaczenie to, co robię ;).
        • proces7 Re: Dobro z przymusu 08.12.06, 17:47
          kawa3603 napisała:


          > A blog i tak będzie się rozwijał oraz to, co mam w nim do przekazania

          Jasne, że będzie, tylko nie zapomnij podczas świąt zamęczyc całej rodziny, żeby
          to czytali! I każ im się wpisać, bo na 100% będą Ci mówic, ze czytają, choć
          czytać nie będą.
          Wrzucasz tu link na Forum, zapytaj, kto czytał Twój blog, co?


          > Nie liczę się nawet ja sama.

          Pewnie, że nie.

          > Chociaż dla mnie samej ma znaczenie to, co robię ;)

          Urocze. Zapytaj, kto z forum przeczytał Twój blog, ok? Przeciez jeśli nikt nie
          odpowie, to nie jest ważne dla Ciebie, Ty się nie liczysz. Ważne to co robisz,
          efekty nieistotne. Zatem spamuj dalej.
          • kawa3603 Re: Dobro z przymusu 08.12.06, 17:57
            Widzisz proces, w realu jest dużo prościej. Nie zamęczam swymi myślami nikogo.
            Chyba nie myślisz, że jestem nudną wariatką ?
            Pomagam w rozmowach indywidualnych i wiem, że to potrafię. Nie jednej osobie
            pomogłam. Chociaż nie zawsze robiły to, co mówiłam. Mam w tym większe
            doświadczenie niż przypuszczasz. Spotkałam jedną przyjaciółkę o podobnym
            skomplikowaniu psychiki jak ja, z którą mogę rozmawiać z pełną przyjemnością.
            Nie lubię zamęczać sobą innych. Ale tu można.
            Na tym forum są sami masochiści ;).
            • proces7 Re: Dobro z przymusu 08.12.06, 18:14
              kawa3603 napisała:

              > Chyba nie myślisz, że jestem nudną wariatką ?

              Nudną pipką, nie wariatką. Tak, myślę, że jesteś.
              • kawa3603 Re: Dobro z przymusu 08.12.06, 18:17
                A snuj sobie wyobrażenie o mnie dalej ;). Co to zmienia ?
            • inseg Re: Dobro z przymusu 09.12.06, 02:42
              kawa3603 napisała:


              > Pomagam w rozmowach indywidualnych i wiem, że to potrafię. Nie jednej osobie
              > pomogłam. Chociaż nie zawsze robiły to, co mówiłam. Mam w tym większe
              > doświadczenie niż przypuszczasz. Spotkałam jedną przyjaciółkę o podobnym
              > skomplikowaniu psychiki jak ja, z którą mogę rozmawiać z pełną przyjemnością."

              Nie wiem kawo czy nie przeceniasz swoich możliwości pod względem
              pomocy innym w indywidualny czy w grupowy sposób terapeutyczny jaki
              proponujesz na blogu .Jeśli mogę się wtrącić to chciałam tylko
              zazanaczyć ,że żaden terapeuta nie odważy się dydktować swojemu
              podopiecznemu tego co on ma zrobić. Tu cytuję twoje wypowiedzi " Nie
              zawsze robiły ,to co mówiłam.Mam w tym większe doświadczenie niż
              przyzpuszczasz " To znaczy kawo ,że jesteś w stanie wyleczyć wszelkie
              trudności w których są naruszone harmonie w systemach pomiędzy ludzmi
              i ich wewnętrznych konfliktach. Leczysz "sumienia klanowe",zaburzenia
              psychiczne,problemy partnerskie ,problemy z dziećmi .Prowadzisz terapię w
              zaburzeniach osobowości i uzależnieniach ,zaburzeniach
              jedzenia ,depresjach ,lękach i tendencjach samobójczych.W każdej z tych
              dolegliwości stosujesz własne techniki , czy może skorzystałaś już w
              tych pomocnych psychoanaliz ,terapii poznawczo-behawionalnej ,systemowej czy
              krótkoterminowej Hellingera a może ericksonowskiej a może jesteś związana
              i przekonana do terapii zorientowanej na proces ?:)Działasz w oparciu o
              metodę fenomenologiczną i jestes świadoma ,że taki "pomocnik duchowy" :)
              musi sobie zdawać sprawę i być gotowy do odstąpienia z pomocy i umieć
              skierować do wyspecjalizowanego człowieka jeśli sam nie potrafi mu
              pomóc . Rozumiem ,że współpracujesz z Międzynarodowym Towarzystwem
              Rozwiązań Systemowych ( IAG) .Przeszłaś specjalistyczne
              szkolenia ,posiadasz zawód psychoterapeuty i jesteś na etapie warsztatów w
              konkretnej metodzie na przydkład - metodzie ustawień ...Posiadasz
              świadomość ,że niedobrana terapia bądz metoda , technika prowadzi do
              nieodwracalnych skutków .
              • kawa3603 Re: Dobro z przymusu 09.12.06, 10:56
                Widzisz, nie jestem psychologiem z wykształcenia tylko z zamiłowania. I nie
                stosuje terapii grupowych. Poznanie samych terminów i zdobycie wykształcenia, w
                danym kierunku, nie zawsze jest równoznaczne z tym, że ktoś jest świetnym
                psychologiem. Powiem nawet więcej. U nas w kraju jest bardzo mało naprawdę
                dobrych psychologów. Ograniczają się, w dużej części, do serwowania leków
                psychotropowych. Przyjmują pacjentów ilościowo, aby czerpać z tego jak
                największe zyski. Traktują problem pacjenta przedmiotowo i z tytułu zawodu
                zachowują zimny dystans. I tak naprawdę mało komu pomagają. Czasem wprowadzają w
                jeszcze większą psychozę. Moja pomoc opiera się na bardzo prostych prawdach. I
                wiem, że to ma skutek w praktyce. Podejście samo i chęć rzeczywistej pomocy,
                daje czasem większe efekty. Zgadzam się jednak, że w niektórych przypadkach
                osoby takie wymagają specjalisty. I jeśli tak się zdarza, mówię im o tym.
                Poznałam tutaj nawet psychologa, którego metoda stosowana wydaje mi się bardzo
                przekonująca i której jestem zwolenniczką.
                I jeszcze jedno, mało kto ze zwykłymi problemami idzie do specjalisty. A co do
                narzucania komuś tego co ma robić - masz zupełną rację. Nigdy tego nie robię.
        • zakamuflowany1 Re: Dobro z przymusu 08.12.06, 19:23
          Kawo, ja chętnie posłucham o Twoich doświadczeniach i o tym, czego dokonałaś.
          • kawa3603 Re: Dobro z przymusu 08.12.06, 23:07
            Nie obraź się, ale nie lubię wracać do tego co już było i opowiadać o tym.
            Raczej staram się to sprowadzać do niezbędnego minimum. Kwintesencję doświadczeń
            postaram się umieszczać stopniowo na blogu. Nie o wszystkim zresztą mogę mówić.
            poza tym w praktyce to jest strasznie nudne i żmudne dla obserwatora.
    • proces7 Re: Dobro z przymusu 08.12.06, 16:53
      Aha i pomagać muszą, trzeba ich do tego zmusić, wywołać wyrzuty sumienia u
      milionerów. Nie jest to trudne zajęcie.
      • kawa3603 Re: Dobro z przymusu 08.12.06, 17:44
        A to Ty tak pomagasz, zmuszasz innych do współczucia innym. No gratulacje
        proces, nie wpadłabym na to sama.
        Ja zapraszam wszystkich pomagających do współpracy. Prockowi wspólnoty w blogi
        nie oddam, bo pomoc jego jest pośrednia. Mnie interesuje tylko pomoc
        bezpośrednia. Może ktoś podzieli się ze mną doświadczeniami ?
        Kontakt na tlenie : winnata@tlen.pl
        • kawa3603 poprawka: *blogu 08.12.06, 17:46
          *blogu
        • proces7 Re: Dobro z przymusu 08.12.06, 17:50
          kawa3603 napisała:

          > Może ktoś podzieli się ze mną doświadczeniami ?
          > Kontakt na tlenie : winnata@tlen.pl

          Już pędzę! Może daj ogłoszenie do prasy?
          • kawa3603 Re: Dobro z przymusu 08.12.06, 17:58
            Dobry pomysł proces. Tylko powiedz mi, gdzie mają bezpłatną rubrykę ;).
            • breston Re: Dobro z przymusu 09.12.06, 07:21
              oj kawo kawo widze ,ze nie zrozumialas mojej sugestii,ze piszesz a sama nie
              wiesz o co Ci chodzi > Namawianie przez Ciebie do pomocy innym jest conajmniej
              dziwna...pomagam ale nie mowie o tm nikomu ,nie zastanawiam sie co ja wtedy
              czuje do tej osoby ani co ja czuje w tej chwili,czy radosc czy smutek .dla mnie
              jest wazne ,ze w tej akurat chwili ktos potzrebuje tej pomocy i nie koniecznie
              to musi byc czlowiek ...moze byc to tez zwierze. wiesz co?? skoncz pierdolic
              juz o tym ,zeby Ci sie zwierzac ...ktos kto potzrebuje pomocy to wie ,ze sa
              odpowiednie instytucje ..chcesz eksperymentowac?? zajmij sie Mareczkiem ,On
              szuka takie nawiedzone kobiety na czacie jaką jestes Ty ..od dzisiaj juz nie
              czytam Cie ,bo nie ma sensu PIERDOLISZ BARDZIEJ NIZ CHORY NA SCHIZOFRENIE !!
              Proces ma racje ,jestes PIPA CZATOWA .SPAMUJESZ ,A W SUMIE NIE MASZ NIC DO
              POWIEDZENIA !!! ZAJMIJ SIE MARECZKIEM ,I SPROBUJ NAM OBWIESCIC TO ,ZE
              WYLECZYLAS GO Z CHAMSTWA I GNOJENIA KOBIET NA CZACIE ...PRZYNAJMNIEJ BEDZIE Z
              CIEBIE POZYTEK ,POKAZ CO POTRAFISZ !!!!
              • kawa3603 Re: Dobro z przymusu 09.12.06, 11:05
                Breston, chyba mnie nie zrozumiałeś. Ja tutaj tylko zaproponowałam, aby ktoś
                jeśli chce opisał swoją historię. Problemu pomocy właściwie wcale tu nie
                chciałam poruszać. Ona może się tylko ograniczyć, do spojrzenia innych na dany
                problem i może podsunięcia jakiegoś rozwiązania. To co Ty lub ktoś inny o mnie
                powie, nie ma dla mnie znaczenia. Ja dalej będę robiła swoje, po cichu, jak do
                tej pory. Ataki Twoje lub kogoś innego oraz ocena mało mnie obchodzi, podaruj
                więc ją sobie ;).
                Blog i moja rzeczywista pomoc to dwie odrębne sprawy.
              • kawa3603 Re: Dobro z przymusu 09.12.06, 11:18
                Aha, Mareczkiem się nie zajmę. Po pierwsze pacjent nie wykazuje ku temu ochoty,
                po drugie z moich wstępnych obserwacji wymaga opieki specjalisty. Nie tylko on
                zresztą ;).
    • ruda_strzyga Re: Dobro z przymusu 09.12.06, 11:20
      Kawo, w życiu nie jest tak wyraziście jak w teorii, że jest wszystko białe albo
      czarne. Choć tak byłoby najprościej. Często człowiek nie ma na coś ochoty, a
      jednak przełamuje swoją słabość czy niechęć i robi coś nawet wbrew sobie, bo ma
      na uwadze czyjeś dobro.
      Czy według Ciebie to jest nic nie warte? Nawet jeśli sobie przedtem zaklnie pod
      nosem, bo zadanie niewdzięcznym mu się zdaje? Jednak odrzuca negatywne odczucia
      i poświęca swój czas, energię, angażuje się w czyjeś życie, bo zdaje sobie
      sprawę, że jest jedyną pomocną dłonią. Jak widzisz taka postawę? Czy to jest
      czynienie dobra, zła, czy może jest bez znaczenia?
      • kawa3603 Re: Dobro z przymusu 09.12.06, 11:46
        Pojmuję to w ten sposób, że czyni dobro komuś, jednak jednocześnie czyni wiele
        złego sobie samemu. Myślisz, że na długo mu starczy sił tego czynienia dobra
        wbrew sobie ? Prowadzi to, w konsekwencji do zaprzestania takich praktyk w
        przyszłości. To jest dobre może dla kogoś na daną chwilę. Ale dla nas samych
        jest zabiciem pojęcia dobra. I odwrócenie się do niego plecami. Co mamy więc w
        praktyce ? Niechęć do samego pojęcia - zrób dobry uczynek. Dobro musi wynikać z
        potrzeby serca, aby nie było wypaczeniem postępowań w przyszłości i aby rodziło
        dobro.
        • ruda_strzyga Re: Dobro z przymusu 09.12.06, 12:09
          Kawo, przełamywanie własnych słabości to raczej ciężka praca nad sobą, podobno
          to kształtuje charaktery:) Powiem Ci, że ta osoba będzie to robiła przez
          nieokreślony czas. Taka sytuacja ma miejsce od dwóch lat i prawdopodobnie będzie
          jeszcze długo trwała. Bez względu na to czy uczyni tę osobę lepszą, czy
          przyniesie jej szkody. Więc z tym czynieniem dobra nie jest jednak taka prosta
          sprawa. Czasami zdarza się tak, że czynienie dobra jest bardzo kosztowne i
          zwyczajnie nie każdego na to stać.
          • kawa3603 Re: Dobro z przymusu 09.12.06, 14:23
            Nie wiem Katju, czy Ty tu przypadkiem nie podałaś zupełnie innego przypadku.
            Czasem robimy coś dobrego nie tylko z potrzeby serca, ale mamy świadomość tego,
            że nasze postępowanie jest słuszne. Przełamujemy w sobie lody zniechęcenia i w
            ten sposób pracujemy nad sobą. To zupełnie inna sytuacja. Niż robienie czegoś na
            przymus i utwierdzanie siebie w tym, że nienawidzę tego lub myślenie - robię to
            ostatni raz, czy po co ja się w to pakuję ? Praca nad sobą samym jest możliwa i
            tak naprawdę tylko ona daje najlepsze rezultaty. A kiedy nasza świadomość dotrze
            do podświadomości otrzymujemy bardzo dobre efekty tej pracy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka