widelczyk
12.01.07, 23:51
chociaż tytuł powinien brzmieć "o kłótni kurw kilka"
bo ojapierdole, nie wytrzymam dłużej.
chociaż na 99% przypadków sprzeczamy się o pierdoły (więc średnią krajową
reprezentujemy) to do kurwicy mnie doprowadza to, co się po danej sprzeczce
dzieje.
dramat w 3 aktach, czyli ja chcę spokoju i chwili dla siebie, a on nie.
jaśniepan łazi za mną krok w krok, dzwoni, pisze smsy, zaczepia na gg i
ogólnie nie daje sobie przetłumaczyć, że o ile jeszcze przed chwilą byłam
lekko zirytowana, to mnie zaraz szlag trafi i będę rzucać czym popadnie,
gryźć, kopać i ciągnąć za włosy.
już się przez to raz rozstaliśmy, bo miałam dość, bo dla mnie to jawna oznaka
braku szacunku, "mania" tego co mówię głęboko w dupie i bezczelne oszukiwanie,
że rozumie, dlaczego, skąd i po co. "kurwa, człowieku - mówię - nie będę z
tobą rozmawiać, dopóki się nie uspokoję, wkurzasz mnie więc sobie w końcu idź".
nie.
on musi teraz.
przy tej okazji zawsze się dowiaduję, że mam jego uczucia w równie pojemnej
dupie i mogłabym choć raz go wysłuchać do końca.
no masz.
od półtorej roku nie robię nic innego.
tak więc czuję, że od zaniedługo będę ponownie wolna i swawolna, bo chamstwa
dłużej nie zniesę.
dobranoc!
[ja się przynajmniej wyśpię, on całą noc będzie przetwarzał informacje, tak mu
nawrzucałam, a co.]