daria13
01.02.07, 18:39
Niedawno przekonałam się, że do wszystkich świństw, krzywd, niedorzeczności,
jakie dzieją się za sprawą kaczek, dochodzi jeszcze jedna, bardzo poważna.
Kaczki podzieliły społeczeństwo i ten podział jest moim zdaniem najgłębszy i
najpoważniejszy, odkąd sięgam pamięcią.
W gronie znajomych mamy jedną (słownie: jedną) parę prokaczkową. I nie są to
bynajmniej ludzie głupi, prymitywni, starzy, czy moherowi. Ot normalni ludzie.
Do niedawna omijaliśmy raczej tematy polityczne, ale ostatnio jakoś samoistnie
doszło do rozmowy i w dalszej konsekwencji konfrontacji na tematy polityczne.
Tylko dzięki dużej dozie rozsądku z obu stron, dzięki szacunkowi wobec
wieloletniej znajomości, w ostatniej chwili udało nam się powstrzymać od
wielkiej kłótni (mieliśmy za sobą jeszcze jedną parę, nowopoznanych ludzi,
bliskich tymże zwolennikom kaczek), ale było w pewnym momencie bardzo gorąco,
naprawdę bardzo.
Nie sądziłam, że będzie tak ciężko, mój mąż do tej pory nie może ochłonąć, bo
to bardziej jego przyjaciele (od podstawówki). Ja uważam, że nie powinno to
wszystko rzutować na nasze stosunki, ale niesmak chyba zostanie.
Czy Wy macie takich znajomych, czy znaleźliście się kiedyś w sytuacji, kiedy
doszło do konfrontacji obecnych poglądów politycznych? Jak sobie w takich
razach radzić? Zawsze omijać? Chować głowę w piasek? To budzi ogromne emocje,
nad którymi, wierzcie mi, trudno zapanować. Jak ja nienawidzę tych kaczek, co
oni jeszcze z nami zrobią?
P:)