Dodaj do ulubionych

Polityka, a znajomi

01.02.07, 18:39
Niedawno przekonałam się, że do wszystkich świństw, krzywd, niedorzeczności,
jakie dzieją się za sprawą kaczek, dochodzi jeszcze jedna, bardzo poważna.
Kaczki podzieliły społeczeństwo i ten podział jest moim zdaniem najgłębszy i
najpoważniejszy, odkąd sięgam pamięcią.
W gronie znajomych mamy jedną (słownie: jedną) parę prokaczkową. I nie są to
bynajmniej ludzie głupi, prymitywni, starzy, czy moherowi. Ot normalni ludzie.
Do niedawna omijaliśmy raczej tematy polityczne, ale ostatnio jakoś samoistnie
doszło do rozmowy i w dalszej konsekwencji konfrontacji na tematy polityczne.
Tylko dzięki dużej dozie rozsądku z obu stron, dzięki szacunkowi wobec
wieloletniej znajomości, w ostatniej chwili udało nam się powstrzymać od
wielkiej kłótni (mieliśmy za sobą jeszcze jedną parę, nowopoznanych ludzi,
bliskich tymże zwolennikom kaczek), ale było w pewnym momencie bardzo gorąco,
naprawdę bardzo.
Nie sądziłam, że będzie tak ciężko, mój mąż do tej pory nie może ochłonąć, bo
to bardziej jego przyjaciele (od podstawówki). Ja uważam, że nie powinno to
wszystko rzutować na nasze stosunki, ale niesmak chyba zostanie.
Czy Wy macie takich znajomych, czy znaleźliście się kiedyś w sytuacji, kiedy
doszło do konfrontacji obecnych poglądów politycznych? Jak sobie w takich
razach radzić? Zawsze omijać? Chować głowę w piasek? To budzi ogromne emocje,
nad którymi, wierzcie mi, trudno zapanować. Jak ja nienawidzę tych kaczek, co
oni jeszcze z nami zrobią?
P:)
Obserwuj wątek
    • skajstop Re: Polityka, a znajomi 01.02.07, 18:53
      Jest tak, że bym te kaczuchy za tysiąc spraw kijem pogonił.

      Niemniej, bez przesady: dorośli ludzie powinni umieć rozmawiać na każdy temat, a
      jeżeli nie umieją, to jest ich wina, a nie jakichś Millerów, Kaczeró, Kwaśnierów
      czy innych politycznych bohaterów :-)

      Powiedziałbym, że to nie tyle wina kaczek, ile fakt, iż po prostu w tym gronie
      rozmawiać o polityce nie umiecie. Przy czym to nic osobistego, znam sporo ludzi,
      którzy tego nie umieją, a i mnie, chociaż zwykle bywam spokojny, też szczególnie
      przy polityce zdarza sie "pojechać" :)
      • daria13 Re: Polityka a znajomi 01.02.07, 19:09
        Chyba jednak bez przecinka.
        Przysięgam Ci Skaju, że ostatnią naszą intencją była kłótnia. Jak mi Bóg miły,
        żaden inny temat nie doprowadziłby nas to takich emocji. Ci sami znajomi kiedyś
        powiedzieli w mojej obecności, że Marquez to kupa gówna i nawet nie mrugnęłam;)
        Nie wydaje mi się, żeby ktoś z Was wytrzymał i pozostał opanowany, gdy usłyszał,
        że jedyną winą Giertycha jest to, że jest młody, nieobyty i bezkompromisowy i
        nie umie rozmawiać z mediami. Ja sama nie podejrzewałam się o to, że jakiś temat
        może mnie tak poruszyć, wyzwolić takie negatywne emocje. Mimo najszczerszych
        chęci bycia nieporuszoną. To nie jest brak umiejętności dyskutowania, to temat,
        który to wyklucza. Upieram się przy tezie, że kaczki wytworzyły w społeczeństwie
        bardzo grozny i głęboki podział, jak chyba nigdy w naszej historii, ale może
        się mylę.
        P:)
        • jottka Re: Polityka a znajomi 01.02.07, 19:21
          bliźnięta u władzy byłyby ci szczerze wdzięczne za tak niebywały komplement:)

          a poza tem nie przesadzajmy - ludzie są jednak w miarę spójnie skonstruowani i
          można plus minus przewidzieć ich poglądy polityczne, a w razach jakichś nagłych
          zaskoczeń też po ochłonięciu można dojść, skąd im sie one wzięły. zakładam
          jednak, podobnie jak skaj, że skoro sie z tymi osobami znajomimy, to nie
          dlatego, że urzekli nas swego czasu szczerym uczuciem do kwaśniewskiego. no to
          trzeba się trzymać tych wzajemnych urzeczeń, a do dyskusji o pięknie wewnętrznym
          giertycha wybrać sobie innych rozmówców.
        • skajstop Re: Polityka a znajomi 01.02.07, 19:50
          A nie, ja nie miałem na myśli, że specjalnie ktoś doprowadzał do kłótni :) ale
          bywa tak, że z kimś można rozmawiać na tematów tysiąc i jeden, a na tysiąc i
          drugi lepiej nie, stanowczo lepiej nie...

          Polityka budzi emocje, bo w gruncie rzeczy inteligentni ludzie zdają sobie
          sprawę, że ona jednak (a dokładniej jej skutki) dotyka nas bezpośrednio. O wiele
          bardziej niż wiele innych sfer naszego życia.

          Co prawda, przy Giertychu tez bym pewno protestował - choć nadal pozostaje
          kwestia nie treści, tylko formy dyskusji, to miałem na myśli.
          • ratonsitoblanco Re: Polityka a znajomi 01.02.07, 20:31
            A dlaczego nie rozmawiacie na przyjęciach o literaturze zamiast o polityce?
            Byłoby mniej problemów towarzyskich. Ja osobiście zachowuję polityczną
            obojętność. Chyba że ktoś obraża pana Zbigniewa Witaszka, pokrzywdzonego przez
            partyjnych kolesi byłego posła Samoobrony. Wówczas odruchowo szukam na stole
            biesiadnym noża, ewentualnie dobrze zaostrzonych pałeczek do ryżu. Ale to jedyny
            wyjątek.
    • kubissimo Re: Polityka, a znajomi 01.02.07, 20:30
      nie chce Cie straszyc, ale nie tylko w tej dyskusji stanelas po tej stronie,
      gdzie kiedys stalo ZOMO, to jeszcze piszesz o tym w miejscu publicznym. TO nie
      rokuje zbyt dobrze.
      Lepiej dolacz do grona nieudacznikow i szukaj szczescia na Wyspach ;)))
    • braineater Re: Polityka, a znajomi 01.02.07, 21:30
      Hih
      Wśród wszystkich znanych mi osób, pro-kacze są dwie, znaczy mój Szanowny Teść,
      komunista z wiary i wychowania z podłączonym do krwiobiegu TVN24, oraz
      prezenter religijnego radia M, Judejczyk homoseksualnie zakochany w
      Maciarewiczu, który tkliwośc i wzruszenie w nim budzi, jak i wszystko, co z
      Maciarewiczem związane, takoż i kaczęta.
      Z oboma zdarzało mi się dyskutowac na polityczne temata, obaj są sprawnymi
      dyskutantami i jakoś do konfliktu na tym tle nie doszło, bo obaj, jak i ja,
      mają przekonanie, odmienne od Skajowego, że polityka to taki temat mniej więcej
      jak M jak Miłość, co większego znaczenia poza fanami i odtworcami ról głównych
      dla nikogo nie ma. O polityce rozmawia się z nimi, jak z wiernymi forumersami
      forum Seriale o ich ulubionych hirołach srebrnego ekranu i mniej więcej tyle
      samo z tego wynika. Czyli generalnie newet nie ma pola do konfliktu, bo wszyscy
      stoimi na stanowisku, że to picnawodęfotomontaż, inaczej mówiąc rzeczywistośc
      czysto virtualna istniejaca tylko sama dla siebie. Czasem ten serial bywa
      tragicznie głupi, czasem okrutnie zabawny, ale tak naprawdę, jak każda
      telenowela, jest w większych partiach po prostu nudny i trzeba być naprawde
      zdeklarowanym fanem, by wchłaniać każdy odcinek i podniecać sie każdą kwestią.
      Teść tak ma, z tym, że teść generalnie ma niewiele wspólnego z rzeczywistościa
      i dzieki temu, jest fajny:) Ot, popatrzy na TV, zasymiluje dzienną dawkę
      informacji i wraca do warsztatu rzeźbić świątki z korzeni lub rozrysowywać
      projekty domków letniskowych dla znajomych. Kolega Judejczyk natomiast czasem
      pójdzie sie pomodlić za Maciarewicza do katowickiej katedry, a potem wraca do
      pisania hardkorowych prac filmoznawczych i kolekcjonowania płyt z muzyką dawną,
      opraz spekulowania nieruchomościami z czego utrzymuje się na niezłym poziomie,
      niezaleznie od tego kto jest aktualnym hirołem serialu pt Polityka.
      I z moich obserwacji, i owszem powierzchownych, bo sie polityką interesuję
      mniej więcej tak samo, jako piłka nożna czy innym curlingiem, spora częśc
      ludzkości ma tak samo - znaczy póki slepi w pudło i ogląda te dziwne pajacyki,
      to reaguje na nie mniej lub bardziej emocjonalnie, ale wystarczy ze na chwile
      odwrócą się od TV i już powraca normalna, zwykła codzienna rzeczywistość, z
      którą jaśnie panowie posłowie na szczęscie nie maja nic wspólnego, choćby nie
      wiadomo, jak się starali.

      P:)
    • ash3 Re: Polityka, a znajomi 01.02.07, 21:36
      Czasem nie da się tematu uniknąć - po prostu coś się powie, co może wywołać nieoczekiwane w temperaturze reakcje po czym uslyszec lekko oslupiające (zatykające) opinie na rózne tematy (polityczne, personalne, inne). Nie da się tego uniknąć - nasi znajomi mają prawo do własnych najdziwaczniejszych i najbardziej naiwnych (naszym zdaniem ofcors) poglądów - natomiast inna sprawa, czy sie ten wywołany temat ma ochotę/ potrzebę dyskutowac. Choćby po to, by uczciwie powiedzieć sobie, że oto mielismy okazje dowiedzieć się co lubiany skądinad człowiek szerzej o tym mysli i dlaczego. I skorzytsaliśmy z tej okazji, a takie skorzystanie też jednak czasem, moim zdaniem, jest ważne...

      Wśrod ludzi ktorzy głosowali na PiS jest też dużo rozczarowanych i rozczarowujących się (jak słysze) - nie wiem, czy rodzeństwo ma jakąs szczególną zdolność wywoływania/ ujawniania społecznych podziałów. Mam znajomych, którzy od zawsze, tzn. odkad to stwierdzilam z pewnym zdumieniem i przetrawilam, mieli inne sympatie, nazwijmy to, polityczne. Ale rozumiem, ze takie bronienie, przez usprawiedliwianie mlodościa (!), naiwnościa (!) i oczywiscie zlymi mediami, min. G. wywolalo Twoj szok. Myśle, że znajomi zdania (tak od razu?) nie zmienią, ale powiedzialabym ew. co ja mysle o tym polityku i dala spokoj. w kazdym razie uwazam, ze w porzadku jest zachowanie prawa do powiedzenia, co się myśli, bez rozwijania tematu.
    • gamblerka Re: Polityka, a znajomi 02.02.07, 00:36
      Daria, nie gniewaj się, ale to od klasy dyskutantów zależy, na ile potrafią
      uszanować swoje poglądy i wwyczuć moment, w którym obie strony pozostają przy
      swoim zdaniu i przy okazji - w dalszej przyjaźni. Rozumiem, że to trudne, ale
      jeśli wyczuwasz inuicyjnie, że Twój rozmówca dąży do starcia - zgrabna volta w
      inne obszary zainteresowań dałaby wiele:) Można też zwyczajnie porozumieć się,
      że na tematy doprowadzające do zawału się nie gada, skoro wiadomo, ze obie
      strony stoją na dwóch skrajnych biegunach... Ja tak robię i jakkolwiek pachnie
      to konformizem - świetnie sprawdza się w praktyce. A jak bardzo świerzbi mnie
      ozór, od razu sobie przypominam, jak żałośnie i wkurwiająco wypada nielot jeden
      z drugim, usiłując na siłę przekonać wszystkich do swej prawdy jedynie
      słusznej, roli pomazańca narodu, czy jakoś tak...
      • anmanika Re: Polityka, a znajomi 02.02.07, 12:03
        Chyba jednak najlepiej zacisnac zeby i udawac, ze sie nie slyszy. Tez mam
        takich propisowskich znajomych, widac, ze zarowno oni jak i ja straasznie sie
        wysilamy by nie poruszac tematow politycznych. Jak dotad sie to nam udaje.
        Ja mam jeszcze jeden dylemat. Mam kolezanke jeszcze z podstawowki (a to bardzo
        zamierzchle dzieje) ktorej to narzeczony dosc czesto wystepuje ostatnio w tiwi
        po jedynej slusznej stronie;-). Boje sie do niej dzwoni bysmy sie nie poklocily
        na tematy polityczne. I nie dzwonie do niej.
        A tak z drugiej strony dosc czesto mam przyjemnosc rozmawiac z jedym z
        pisowskich ministrow i nie klocimy sie:)) No ale tez nie rozmawiamy na tematy
        polityczne.
        • daria13 Re: Polityka, a znajomi 02.02.07, 20:05
          Właśnie to mnie smuci. Sytuacja stała się tak drażliwa, że zachodzi konieczność
          zaciskania zębów, chowania głowy w piasek, udawania, że nie ma problemu. W moim
          długim życiu nigdy jeszcze nie przeżywałam tak intensywnie wiadomości z góry,
          nikt tak mocno nie działał mi na nerwy jak obecni koalicjanci, a skora takie
          emocje to wszystko we mnie budzi, to siłą rzeczy rozmowa na ten temat nie może
          być neutralna i ugrzeczniona. No nie da się, moi drodzy, nijak, nawet w
          najkulturalniejszym gronie. Przerobiłam to w sobotę i nie chcę więcej. Ale to
          ograniczenie z kolei też działa mi na nerwy. Zamknięte koło, wrrrr.
          • itek1 Re: Polityka, a znajomi 02.02.07, 20:29
            > nikt tak mocno nie działał mi na nerwy jak obecni koalicjanci,
            Wydaje mnie sie, ze caly problem moze lezec w Tobie.
            Za bardzo moze sie przejmujesz polityka (dajac temu wyraz) i czyims politycznymi
            pogladami (gustami).
            • daria13 Re: Polityka, a znajomi 02.02.07, 21:00
              Ale czy można dziś nie przejmować się polityką, tym co z nami próbują robić, tym
              bagnem? Przez większość dorosłego życia starałam się żyć na wewnętrznej
              emigracji, tak niewiele ode mnie zależało, że w ogóle nie interesowałam się
              rzeczywistością polityczną. Ale teraz naprawdę się nie da. Musiałabym odciąć się
              od jakichkolwiek informacji, wyrzucić telewizor, radio i nie czytac w ogóle gazet.
              Jeśli kogoś się lubi i szanuje, trudno nie dziwić się wyborom tak dalece, w moim
              pojęciu, niezrozumiałym. To nie znaczy, że przestanę tego kogoś lubić i
              szanować, ale polityka dotyka nas wszystkich tak mocno, że nie da się tego
              całkowicie zignorować.
              P:)
    • zdanka1 Re: Polityka, a znajomi 03.02.07, 22:14
      Z bólem serca muszę przyznać, ze ostatnio, od słowa do słowa , przydarzyła mi
      się awantura polityczna z kimś z kim nigdy w zyciu nie chciałabym się kłócić o
      nic, I uwazam, ze tak naprawdę ludzie biorą politykę zbyt serio.
    • staua Re: Polityka, a znajomi 05.02.07, 21:19
      Prawde mowiac, nie pamietam rozmow na tematy polityczne w gronie znajomych. Mamy wiele
      ciekawszych tematow (i nie musimy powstrzymywac sie na sile). Na ogol po prostu wiemy, kto kogo i co
      popiera, ale nie drazymy. Kojarze raptem kilka osob, ktorych poglady sa drastycznie odmienne od
      moich, natomiast cenie je za inne rzeczy i nie sadze, zeby przytrafily nam sie klotnie z tego powodu.
      Moze jestem zbyt "letnia" politycznie? Choc wydaje mi sie, ze moje poglady sa dosc dobrze ustalone (i
      widoczne).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka