sickman2
07.03.07, 08:17
Witam, mam 22 lata, przez ostatnie 7 miesięcy byłem w związku z kobietą, moze niektórzy stwierdzą że to krótko ale wystarczyło żeby zakochać się bez pamięci. Zaczęło się w połowie maja 2006, spotkaliśmy się po 5 latach(kiedyś chodziliśmy razem do podstawówki) i zakochaliśmy się. Przez pierwszys miesiąc nasz związek
rozwijał się, było trudno ale poczatki zawsze są trudne. Spotykaliśmy się zazwyczaj z innymi wspólnymi znajomymi. Potem ja dostałem pracę w warszawie, 240 km od naszej miejscowości, nie sprwaiwalo to wielkiego problemu bo ona pod koniec czerwca miala jechac za granice do pracy a potem zaczac studia w warszwie. I tak tesknilismy przez 3 miesiące, nasz związek utrzymywał internet i rozmowy telefoniczne. Po tem we wrzesniu, miesiac przed jej powrotem firma w której pracowalem upadla i postanowilem pojsc na studia w tez w warszwie bysmy nie byli rodzieleni. wróciła 24 września, byłem w siódmym niebie, tak bardzo tesknilem, nagle była blisko, moglem jej dotknąć pocałować, potrafilismy przytulać się po kilka godzin nic nie mówiąc. Było wspaniale, i ta sielanka trwala jakieś 2,5 misiąca. Potem nagle coś zaczęło się psuć, nie potrafilismy sie dogadac w zadnej sprawie, ona mieszkala na stancji z 2 kolezankami, zdarzaly sie sytuacje ze przyjezdzalem do niej, ona czytala ksiazke a ja zajmowalem sobie czas rozmowami z jej kolezankami które de fakto były tez moimi kolezankami z tej samej klasy z podstawówki. Okazalo sie ze moja ukochana nie toleruje zdania innych, zawsze stawiala na swoim za wszelka cene i zawsze ja bylem wszystkiemu winien.Zawsze twierdzila ze jedyne co nam wychodzi to calowanie sex. Ja tak nie twierdzilem, wystarczylo ze byla blisko a zapominalem o calym świecie. Kochałem ją całym sercem. Miałem zaplanowaną przyszłośc. Studiuje zaocznie i pewnegho dnia uslyszalem od niej "znajdz w koncu jakas prace!", i choc szukalem juz od dluzszego czasu ona nie rozumiala ze to nie jest takie proste. Narzekala ze nigdzie jej nie zabieram, nie kupuje prezentów, ze o nia nie dbam. Chcialem zabrac ja nawet na koniec swiata ale jedyne co moglem ofiarowac to siebie. Zrywala ze mna 3 razy, ja nie odpuszczalem i blagalem, wracala. Zaraz przed sylwestrem napisala mi smsa ze powinnismy przeprowadzic ostatnią poważną rozmowę, pojechalem, rozmawialismy chyba z godzine, uslyszalem to co zwykle, ze nie dbam o nia i w ogole, zerwaliśmy ale trwalo to jakies 5 minut. Wychodzac poprosilem zeby sie przytulila i zebysmy pozegnali sie jak normalni ludzie. Przytulilem ja i zmiekla. Powiedziala ze nie wyobraza sobie zeby kto inny ja dotykal. I nadszedl ten piepszony sylwester. Od poczatku cos nie gralo. Ona sie nie odzywala, ja mam podobny charakter i stwierdzilem ze spoko, jak ty mnie zlewasz to nie bede gorszy, siedzielismy osobno, nie rozmawialismy tak do 22:30. Nagle wstala i uslyszalem "chszanie to, koniec". Podeszla i powuiedziala ze wszystko skonczone. Bylem dobrze pijany juz wiec nie myslac ubralem sie i wyszedlem. Poszedlem na mieszkanie do siostry. Tam zdalem sobie sprawe co sie stalo. Rozplakalem sie jak diecko. Po 10 minutach ubralem sie i wrocilem, chcialem porozmawiac. Nic nie dalo. O 4 rano poszedlem jeszcze do niej do domu, wpuscila mnie,
poszlismy razem spac, rano jak myslalem ze juz ok i ze to tylko taki kolejny kryzys sprowwadzila mnie na ziemie mowiac ze to nasza ostatnia godzina razem. Postanowilem wrocic do rodzinnej miejscowosci.Ona zostala w warszawie. Miotalem sie czy powinienem dalej walczyc, czy jest szansa, bardzo ja kocham. Pisalem smsy, maile, dzwonilem, czasem cos odpisala. Pewnego dnia nie wytrzyumalem i pojechalem spontanicznie bez pieniedzy i niczego do niej, poprostu zlapalem stopa i pojechalem. Spotkalismy sie, blagalem na kolanach by dala mi szanse naprawic wszystko. Nawet spedzilismy razem noc, bylo cudownie, potem rozmawialismy jak nigdy szczerze, cala noc. Obiecalem a nawet przysiegalem jej ze to ostatni raz, prosila mnie o to. Wiec wstalem rano, pocalowalem ją i wyszedłem. Staralem sie byc twardy i nie pisac, nie dzwonic ale nie wytrzymalem. Potem dowiedzialem sie ze ta noc to byla moja ostatnia szansa, ze chciala mi przez to powiedzxiec zebym cos zrobil. Ale jak moglem na to wpasc skoro kazala mi przysiadz ze juz nigdy sie nie odezwe?! I wszystko zaczęło się od początku. Potem zacząłem sie miotac, chcialem ja znienawidziec, napisalem kilka rzeczy których zaluje. I w koncu pograzylem sie kompletnie. Nie otrzymujac od niej zadnej wiadomosci postanowilem sprawdzic jej poczte(znalem haslo o czym nie wiedziala). I stalo sie najgorsze co moglo mnie spotkac, znalazlem tam zdjecie na którym całuje się z jakimś kolesiem. Myslalem ze umre. Starcilem na kilka godzin rozum, napisalem jej ze nie chce jej juz znac, ze widzilaem zdjecie, i wymyslilem idiotyczna historie ze ktos anonimowy mi je wyslal. Jest inteligentna osoba i od razu zrozumiala ze sprawdzilem jej poczte. Zadzwonila i zwyzywala mnie, powiedziala ze nie chce miec ze mna nic wspolnego i zebym jej nawet nie mowil czesc na ulicy. Teraz wiem ze wszystko stracone, nie mam juz zadnych szans u niej, najbardziej boli ze wiem ze pociesza sie w ramionach innego, ze ktos ja dotyka, ze sie spotykaja, chodza na randki. To straszne, chcialbym zapomniec o niej ale nie potrafie, kazdego dnia zasypiam wtulajac sie w posciel i wyobrazajac sobie ze lezy obok. Wstajac mam to
piepszone zdjecie przed oczami, nie ma dnia zebym nie plakal. Doradzcie mi, jak sobie z tym poradzic, czuje ze moge sie zatracic i z tego wszystkiego przegrac zycie. Do tego swiadomosc ze wszycy nasi znajomi maja mnie teraz za idiote i chama. Nie radze sobie z tym wszystkim, nie potrafie spojrzec w lustro. Wiem ze postapilem źle.