11.05.07, 12:45
są takie filmy czasem które dotykaja tej samej materii
i czasem inność podejścia tworzy dodatkową wartość
cośco się wydarza w człeku li tylko ze względu na sam fakt ze widział oba.

absolutnym liderem jest dla mnie następujący dwufilm

najpierw ze 3 razy "Las Vegas Parano" - z Johnem Deepem w roli głównej
las.vegas.parano.filmweb.pl/i
potem: "Tam gdzie wedrują bizony" - z Murrayem w tejże roli z roku 80
www.filmweb.pl/Film?id=11621
już dawno oglądanie kina nie dało i takiego kopa jak oglądanie ww. filmu.
przyznam się że gdybym film oglądał przed obejrzeniem Deepa pewnie mniej by
mnie zajął. ale ekscytacja pierwszym filmem i pewna konsekwencja i odarcie z
wizji narkotykowych czesci drugiej wytworzyły mi dopiero bardzo fajnego
drinka we łbie.
uczta proszę państwa.

i powiem tak że uwielbiałem Deepa za rolę jaką stworzył natomiast dopiero
Murray otworzył mi oczy.
niezmiennie polecam i zwracam uwagę że rolękarła w hotelu zgrał chyba tenże
sam aktor. ;)

wielka powtarzam wielka uczta
Obserwuj wątek
    • dr.strangelove Re: dwufilmy 20.05.07, 02:45
      eyo. j'est pou źno (że z francuza zadam na szpan) i najpierwszy polecę (ale nie
      żebym polecał, nie żeby oba)mejk i remejk "psycho" (banał)
      zapoznanie się z wersjami huge cocka i gus'a "świętej furgonetki"
      w prosty sposób pozwoli nam się dowiedzieć kto jest bucem a kto nim nie jest.
      innymi słowy pokazowy przykład jak coś spier***(a nie, nie bedzie
      cenzora)-dolić, nie wkładając w to nawet tyle wysiłku żeby to zepsuć po swojemu
      - wystarczy po prostu to zrobić.
      (skądinąd, czy tylko mi sie tak wydaje czy 'gus' mają na imie chyba wszyscy
      oszpeceni właściciele stacji benzynowych w srodkowym nołłer)

      następny przykład trójfilm: Alice in wonderland z 33 McLeoda, Neco z Alenky, i
      kraina traw gilliama (tideland chyba) - tak na zlukanie ewolucji i podejscia.

      dla smaku można też dodać "Alice Cooper: Welcome to My Nightmare" - to o tym
      samym, tylko z chłopczykiem i jakąś piszczałką o ile dobrze pamiętam.
      • aimarek Re: dwufilmy 20.05.07, 11:50
        dr.strangelove napisał:

        > zapoznanie się z wersjami huge cocka i gus'a "świętej furgonetki"
        > w prosty sposób pozwoli nam się dowiedzieć kto jest bucem a kto nim nie jest.

        To prawda, że film ŚWIĘTEJ FURGONETKI (znakomite tłumaczenie. to poltran?) jest
        przedsięwzięciem cokolwiek niezrozumiałym. Ściśle mówiąc, w żaden sposób nie da
        się tego obronić. Ale na bucowanie gościa, który nakręcił dwa wg mnie
        najciekawsze amerykańskie filmy XXI wieku nie mogę się zgodzić.
        • braineater Re: dwufilmy 20.05.07, 13:42
          do serii dziwnych ujęć Alicji dorzucam jeszce to:
          www.imdb.com/title/tt0074113/
          czyli alicja jako rewelacyjny porno-musicall (jeden z naprawdę rzadkich przedstawicieli tego cudownego gatunku, który łamie bariery fizyczne tak jak nie robi tego żadne kino <tak, mozna spiewac robiąc loda> :)
          und genialny remix ksiązkowy, czyli Automated Alice Jeffa Noona, czyli chyba tak naprawdę jedyną wersję tego tematu, którą można postawić bez żadnych skrupułów obok Carollowych oryginałów.

          Co do Sajko Vą Santa, to ten film rewelacyie się broni jak się w trakcie oglądania trzyma w łapie Hitchcock & Truffaut i wyłapuje się wszystkie tezy Hitcha na temat remaków oraz pustych ujęć. Sajko w rimejku tak naprawdę nie jest remakiem Sajko Hiczowego, tylko luźną ekranizację tegoż właśnie wywiadu i tez w nim zawartych. I na tym poziomie się broni zajebiście.

          P:)
          • dr.strangelove Re: dwufilmy 16.07.07, 15:07
            Więc być by mogło tak jak z "Far from heaven" Toda Haynesa. Skądinąd zajebisty
            cocker-spaniel z Toda jest, rurka z kremem podana w tyłku młodego Rourke'a dla
            pana Haynesa za poison, za velvet goldmine, i Dottie get spanked. Aż tu
            nagłością nas uracza takim "daleko od nieba". Łota faka? No takie faka że film
            egzystuje tak jak powinien jedynie w przestrzeni ikonograficznej i sferze
            knot-i-kono-tacji odwołujących się do melodramatów Daglasa Sirka. Drylowanie
            tyłków przez Rocka Hudsona, flagową macho gwiazdę Sirka było kryte i cache przez
            wszyskich coby mu sie karierka nie uwiądła. Ruch emancypacji geyo i okolic
            (gender, te sprawy) tak jak widział wątki homo w "czarnoksiężniku z kr. OZ"
            filtrując odbior przez biografię Judy Garland , tak i u Sirka je odnajdywał,
            własnie min. poprzez "życie i twórczość prywatną" Rocka Hudsona.
            Takim bliźniakiem dla filmu haynesa jest przedewszstkim
            www.imdb.com/title/tt0047811/ czyli "All That Heaven Allows" w którym
            odnajdziemy nie tylko prawie identyczną estetykę ( okolice pinupowych kiczyzn z
            lat 50, skądinąd zajebistych) ale też dopełnienie znaczenia i domknięcie "Far
            From Heaven".

            • carmody Re: dwufilmy 26.07.07, 10:12
              Duel Project, czyli Ryuhei Kitamura i Yukihiko Tsutsumi. Obaj panowie sprawnie
              uporali się ze swoimi szortami do Jam Films, więc producent Shinya Kawai
              zaproponował im kasę na dwa dłuższe filmy. Warunkiem było to, że każdy z nich
              miał przedstawiać pojedynek dwóch postaci, grać miało w nich tylko dwóch
              aktorów i oba miały powstać w tydzień. Aha, pojedynek miał skończyć się
              zwycięstwem jednego z bohaterów. Kitamura znany z rewelacyjnej meta
              napierdalanki w klimatach zombie-highlander pt. "Versus" nakręcił "Aragami".
              Yukihiko zrobił "2LDK".
              "Aragami" to mocno kitamurowska opowiastka o starciu dwóch wielkich sił, z
              których jedna drzemie w nieświadomym swojej mocy bohaterze. Świetnie skręcona,
              pełna specyficznego humoru i o doskonałym klimacie. Tyle, że reżyser nie do
              końca zastosował się do wytycznych producenta, bo postaci jest tak naprawdę
              trzy. A i zwycięzca pojedynku nie jest do końca pewny z kim naprawdę walczy.
              "2LDK" to po żapońsku 2xLiving Room, Day Room and Kitchen. Jak można się
              domyślić akcja ma miejsce w tokijskim apartamencie, gdzie nocują dwie
              początkujące aktoreczki konkurujące o tę samą rolę w filmie. Narastające między
              nimi napięcie prowadzi do cat-fightu w wersji japońskiej. Zaczyna się od
              drapania pazurkami, ciągnięcia za włosy i sprzedawania nieudolnych plaskaczy,
              potem w ruch idą wszystkie sprzęty domowe... Yukihiko też nie dotrzymał
              warunków postawionych przez producenta, ale nie będę robił spojlera.

              Duel Project to chyba najbardziej dwufilm ze wszystkich tutaj wymienionych.

              Co do Ryuhei Kitamury - gorąco polecam większość produkcji tego pana. Oprócz
              wspomnianego "Versus" warto obejrzeć jego wersję gumowego dinozaura "Godzilla:
              Final Wars". Nakręcony na 50 rocznicę urodzin potwora hołduje tradycji,
              zbrukanej przez amerykańską wersję. Kitamura na konferencji prasowej
              powiedział, że Amerykanie zabrali GOD z Godzilli, a on go przywróci. Nie
              przeszkodziło mu to w zrobieniu najbardziej powalonego, dziwacznego i
              postmodernistycznie pohytanego filmu o wielkim gadzie. Główny aktor łudząco
              przypomina Keanu Reevesa, mamy sceny parafrazujące pościgi na autostradzie
              z "Matrix: Reaktywacja". Ale to nic przy tym: w połowie filmu okazuje się, że
              główny hiro jest THE ONE i potrafi zatrzymywać pociski w locie. Nie byle jakie
              pociski, bo laserowe! Spadłem z krzesła (ze śmiechu i z wrażenia), gdy w
              powietrzu zawisły podłużne pomarańczowe kreski:) W dodatku w filmie gra Don
              Frye, amerykański wrestler otoczony w Japonii niesamowitym kultem.
              W "Aragami" pojawia sie znany z "Versus" Tak Sakaguchi, niezwykle przystojny
              Japończyk, który granie drewnem doprowadził do perfekcji, ale w jego przypadku
              ogląda się to świetnie (Keanu pfff). Kolo zagrał w genialnym
              filmie "Battlefield Baseball" w reżyserii Yodai Yamaguchiego, zioma Kitamury.
              Drużyna bejzbolowa z japońskiego gimnazjum ma zmierzyć się z mordująca
              przeciwników na boisku drużyną złożoną ze zwyrodniałych i zzombiałych
              morderców. Nabite gwoździami pałki bejzbolowe i rzucanie granatami. W dodatku
              to musical! Totalnie zajebisty film!
              • obly Re: dwufilmy 26.07.07, 12:00
                az sie chce posmakowac
                -
                Koń był chory

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka