jan_stereo
05.10.07, 23:43
na przykladzie mojej babci. Nienawidzilem jej szczerze i maksymalnie, byla mega wredna i gadatliwa upierdliwie,ale jak sobie pomyslalem ze to wynika z jej malosci (taka szersza perwspektywa postrzegania) i ze kiedys zniknie z tego swiata, mala i smutna w swym charakterze nieszczesnym, to postanowilem ja kochac za zycia. Rozmawiac o jej nieco dzieciecych problemach. Odkrylem nawet ze ona choruje (jak pewnie i wiekszosc starszych osob) nie dlatego ze jest rzeczywiscie fizycznie chora,ale dlatego ze ona pragnie uwagii z naszej strony. Doznawanie bolu,jest najprostszym sposobem na wspolczucie, ale takie udawanie potrafi sie przerodzic w prawdziwa chorobe, pisze szczerze. Mnie nic nie kosztuje dzwonienie do niej czesciej i wypytywanie o drobiazgi codzienne, w zamian wiem ze sie czuje zauwazona i potrzebna, jak normalny kochany czlowiek. Moja babcia jest zwykla sosoba pelna wad,ktore mozna zaakceptowac tylko z pewnej perspektywy, perspektywy nieodwracalnosci i egozimu. jako ze zdaje sobie sprawe, ze kiedy ona umrze nie bede mial mozliwosci powiedziec jej nic milego ani wesolego, zatem kowie teraz, czesto na zapas, niekoniecznie w sposob naturalny, wazne ze ona to tak odbiera. I nawazniejsze, ze mnie to sprawia ulge, bo babci nie ma wielu,a zycie jest wielce kwiozercze i my mali ludzie nie mamy zadnego wyboru w swym zachowaniu, czemu zatem karac za to. Niech kazdy kto zyje i walczy z zyciem ma jakas satysfakcje, zasluzlyl na to, to nie latwo jest bez wzgledu co potem inni o nas napisza i co my sami uczynimy w powijakach sily wyzszej nami kierujacej.