tripis
03.07.03, 11:48
a'propos wczoraszej dyskusji:
mizogin - mężczyzna czujący antypatię do kobiet; por. antyfeminista.
gorzej z knajakiem:
GAZETA POZNAŃSKA, piątek 30.03.2001
Tydzień Baby
Babskie knajanie
Wstyd wielki, że rada taka ważna językiem ulicznym operuje...
- Matko, co to jest knajactwo? - dziecko się zapytało, ale baba naczynia
szczęśliwie zmywała właśnie.- Zajętą jestem, ojca zapytaj - odesłała.- Tylko
nie ojca - dziad zaprotestował. - Samodzielności ma się dziecko uczyć, niech
w słowniku sprawdzi...Zanim sprawdziło, oświadczenie Krajowej Rady
Radiofonii i Telewizji o Wielkim Bracie pokazało: ,,Apoteoza knajactwa,
głupoty, prostactwa i prymitywizmu'' . Zaraz baba pomyślała, że koniecznie
zobaczyć musi, bo dotąd nie oglądała. Dziecko w tym czasie w słowniku
znalazło, że knajak to w gwarze miejskiej włóczęga jest, ulicznik, spryciarz
i cwaniak.- Ale głupota! - dziecko brzydko skomentowało. - Gdzie oni niby
włóczyć się mają? Po tym domu? Ulicy też tam nie uświadczysz. Za to wstyd
wielki, że rada taka ważna językiem ulicznym operuje...Jak baba pomyślała
tak zrobiła. Z dzieckiem przed telewizorem zasiadły, celem Wielkiego Brata
obejrzenia. Bez dziada, bo on choć jeszcze nie widział, to już wiedział, że
dla niego za głupie. A w telewizji to siedzieli przy stole, gadali sobie i z
Wielkim Bratem, co to go nie widać też. Gadali całkiem zwyczajnie, nie jakoś
tak prostacko szczególnie czy prymitywnie. Tyle, że nudno było. No to baba
pilota wzięła i kanał zmieniła, a dziecko klaskać zaczęło. - Ty babo ale
mądra musisz być - swoje zachowanie dziwne skomentowało. - Cała ta rada nie
wpadła na to, że jak się nie podoba, to oglądać nie muszą...A jak dziad
marudzić zaczął, a baba nawet odszczeknąć się nie mogła, bo chorym obecnie
jest, to zaraz o knajaniu po ulicach pomyślała. Pretekst sobie znalazła, że
do apteki po leki pójdzie. Szczęśliwie koleżankę tam spotkała. - Poproszę
paczkę prezerwatyw, tych co wczoraj - koleżanka rzekła i zaraz dodała: - Ale
nie tych, co w południe mi pani dała, a wieczorem. Takich mocnych,
szwedzkich chyba...Kolejka osłupiała, pani magister osłupiała, a i baba też,
gdy zobaczyła, że w takiej paczce, to tych prezerwatyw sześć jest. Dopiero w
domu koleżanki wszystko się wyjaśniło. Pies łapę przeciął, a jak bandaże
zrywał, to jego pani myśleniem racjonalizatorskim się wykazała, że może
prezerwatywa, dłużej wytrzyma. Śmiały się bardzo z tego, a tu mąż koleżanki
wrócił. Przywitał się, usiadł, ale jakiś taki roztargniony był. W lustro
stale łypał. Aż nerwy koleżankę poniosły, co też baba sobie o nim pomyśli.-
Ach, nic, nie jestem taki próżny - wyjaśnił. - Tylko sąsiadkę spotkałem.
Mówiła, że kilka pań z osiedla stwierdziło, że chciałyby mnie w Wielkim
Bracie zobaczyć. W aptece tak się zgadały...Kamilla PLACKO-WOZIŃSKA