eminka
12.08.03, 15:03
Proszę, wymyślcie coś...
Wygląda na to, że olała mnie najlepsza przyjaciółka. Poznałyśmy się... ho,
ho... 14 lat temu na lekcji baletu. Od tego czasu byłyśmy dla siebie jak
siostry, wiedziałyśmy o sobie wszystko i zawsze miałyśmy dla siebie czas.
Cztery lata temu Ona wyjechała do Anglii. Od tego czasu tylko raz byłam Ją
odwiedzić, Ona w ogóle - nawet się nie dziwię, bo z Plymouth do Warszawy
trochę daleko. Ale pisałyśmy listy, maile, dzwoniłyśmy. Dwa lata temu Ona
poznała chłopaka, z którym jest do dzisiaj.
Od tego czasu kontakt zaczął się rozluźniać, aż w końcu prawie zanikł.
Prawie - to znaczy mniej więcej jeden mail raz na miesiąc. W ostatnim
odcinku tej korespondencji dowiedziałam się, że przyjeżdża do Polski (z tym
chłopakiem) - i, że "raczej się niestety nie zobaczymy, bo będę tylko nad
morzem na dwa tygodnie, chyba, że tam zajrzysz". Miała podać adres w Polsce,
jak już dojedzie. Minął tydzień i... cisza.
Nie wiem, co o tym myśleć. Chyba nie potrafię tak po prostu powiedzieć
sobie "nie to nie, widać ma mnie w dużym poważaniu, będzie inna". A może
powinnam?
--