toksyczna4
15.09.03, 13:43
Moj facet (nie mieszkamy razem) wzial sobie ostatnio kota do domu. Ja bardzo
protestowalam, gdyz uwazam, ze on nie powinien miec zwierzat z dwoch powodow:
1) pracuje bardzo duzo (wychodzi z domu przed 8, a wraca przewaznie ok 19-20)
2) mieszka w bloku.
No i szkoda tego kota, bo siedzi sam caly dzien w domu.
Ja od siebie dodam, ze nie lubie kotow (chociaz u mnie w domu tez jest, ale
mam ogrod, wiec przychodzi tylko jesc do nas).
I strasznie mnie ten kota denerwuje. Zalatwioa sie gdzie popadnie (ostatnio
caly czas w szafie), wlazi do doniczek, pozniej na stol w kuchni a pozniej
skacze sobie po poduszkach na ktorych ja spie! Jak ja jestem to zamykamy
sypialnie, ale wiem, ze jak mnie nie ma to kot spi w lozku.
Wczoraj sie strasznie poklocilismy z tego powodu.
Powiedzcie czy moje reakcje sa normalne, czy moze troche przesadzam? ALe jak
mysle, ze kot siedzi i bawi sie na stole na ktorym jaj jadam, to mnie szlag
trafia.
A moze jestem zla na mojego faceta, ze wzial tego kota chociaz bardzo sie
sprzeciwialam (i teraz mu robie na zlosc...)