24.10.03, 11:40
julia.julia poruszyła wątek dziecka, w Jej związku to grało rolę...

A co mam zrobić ja?? Ja chcę, rozpaczliwie chcę, ale...właśnie, od pół roku
leczymy się w klinice leczenia niepłodności. Tak tak, moi drodzy, są też
przewrotne sytuacje, ktoś ma możliwości, pieniądze, czas, chęć, strasznie
strasznie dużo miłości w sobie do zaoferowania temu przyszłemu człowiekowi, a
tu, nie wiadomo, czy to dziecko w ogóle się pojawi w naszym zyciu.
Sorki za te smuteczki, dziś mam właśnie taki nastrój.
Obserwuj wątek
    • ariel23 Re: smuteczki 24.10.03, 11:53
      Ale wiesz czemu nie mozesz zajsc w ciaze? Czy sa to jakies (nie wiem jak to
      nazwac)-mechaniczne uszkodzenia?
      Bo ja opowiadalam kiedys pani psycholog o moich dziadkach, ktory nie mogli miec
      dziecie i probowali strasznie dlugo, az dali sobie spokoj i postanowili
      zaadoptowac. Jak rozpoczela sie ta cala procedura adopcyjna (i oni nie byli juz
      zajeci zachodzeniem w ciaze), to okazalo sie, ze moja babcia jest w ciazy.
      I ona wtedy powiedziala, ze to jest bardzo typowe, i ze sie czesto zdarza.
      Podobno ludzie za bardzo sie na tym skupiaja, a jak poddaja sie, to znika to
      cale napiecie i okazuje sie, ze sa w ciazy.
      Czy to aby nie Ty pisalas w watku o tym jak sie zakochac, o zaciskaniu dloni?
      • chiara76 Re: smuteczki 24.10.03, 13:07
        Wiemy, co jest problemem, w końcu zaczęliśmy się leczyć u specjalistów...
        Co do tego myślenia itd, to mam to przetestowane, wiem, że tak jest, tylko, że
        bardzo łatwo się tak myśli gorzej robić. Najśmieszniejsze jest to, że w moim
        przypadku to działa, już kilka razy, jak coś sobie odpuściłam, to potem samo
        się działo , ale...w tym przypadku nie bardzo to działa. No, nic, dzięki za
        ciepłe słowa, chciałam się po prostu wyżalić...
    • malen_a Re: smuteczki 24.10.03, 11:57

      kochana, wiem, ze teraz jest Wam bardzo przykro....moze to nie jest
      pocieszajace, ale moi znajomi (a wlasciwie znajomi rodzicow) mieli tez podobna
      sytuacje,a moze nawet gorsza, bo juz nie mieli zludzen i lekarze im
      powiedzieli, ze juz nie ma zadnej szansy ....
      po 2 latach urodzili coreczke !!!! :-)) takze cuda sie zdazaja a Wy do tego
      macie jeszcze duzo szans przed soba :-)))
      trzymam kciuki i caluje mocno w ten zimny dzien
    • oliwkowa Re: smuteczki 24.10.03, 13:24
      Chiara, bardzo mi przykro:(
      Rozumiem Cię aż za dobrze... Ja też nie jestem, niestety, okazem zdrowia i
      ostatni rok upłynął mi pod znakiem lekarzy. Wykryto dwa schorzenia o podłożu
      hormonalnym, poza tym miałam mieć operację, żeby zobaczyć, co tam w środku nie
      tak... Nawet już się zaszczepiłam na żółtaczkę:) A tu nagle taka niespodzianka,
      cud po prostu!
      W ogóle to zajrzyj do skrzynki, proszę!:)
      buziaki:)
      • chiara76 Re: smuteczki 24.10.03, 13:34
        hej hej, dzięki za emailika i odpowiedziałam Ci na niego, mam nadzieję, że
        wszystko dobrze i że go otrzymasz we wtorek, papa. Miłego weekendu.
    • ann.k Re: smuteczki 24.10.03, 13:56
      Chiara zastrzeliłaś mnie. A wiesz czemu? Bo jak zobaczyłam tytuł tego wątku,
      pomyślałam sobie o swoim smuteczku. Chyba będę mamą. W zasadzie zaplanowaną,
      ale teraz kiedy to może być faktem, zaczęłam się bać. Czy jestem tego pewna,
      czy dam radę. Zwłaszcza, że tatuś jest daleko i na razie nie zanosi sie na
      zmiany. Kurcze jakie to pokopane. Jedni się starają bardzo chcą i nic, a
      inni... tak naprawdę nie staraliśmy się w ogóle. Po prostu ryzykowaliśmy wedle
      metody "co Bóg da to będzie". No i chyba po dwóch miesiącach nas trafiło.
      Piszę chyba, bo wszystko wskazuje na ciążę, ale testu jeszcze nie robiłam. Za
      tydzień wszystko będzie wiadomo. Chory świat :(
      • kurczak1976 Re: smuteczki 24.10.03, 14:13
        Bez urazy Ann, ale jesli ktos zaklada ze bedzie co Bog da musi potem poniesc
        konsekwencje. I nie ma sie co teraz zastanawiac. Jak sie stalo to sie juz nie
        odstanie!
        A czy ta znajomosc tez trwa tylko okolo 2 miechy!?
        • ann.k Re: smuteczki 24.10.03, 16:04
          Jak mogłabym się gniewać na kogoś, kto kompletnie nie rozumie co czyta :)

          Jeśli chodzi o ewentualną ciążę, w sumie się z niej cieszę. Mój mąż też. A
          chyba nie ma nic złego w tym, że się dojrzały człowiek obawia jak sobie poradzi
          w zupełnie dla siebie nowej roli życiowej.
          • kurczak1976 Re: smuteczki 24.10.03, 19:59
            ann.k napisała:

            > Jak mogłabym się gniewać na kogoś, kto kompletnie nie rozumie co czyta :)
            >


            Moze ja nie rozumie co czytam ale niektorzy tez nie zachowuja konsekwencji w
            pisaniu :o)

            ann.k napisała:

            > W zasadzie zaplanowaną,

            > Po prostu ryzykowaliśmy


            Cytaty pochodza z jednej dosc krotkiej wypowiedzi...

            Ale nie psujmy atmosfery tego forum wyklocaniem sie o pierdoly!
            • ann.k Re: smuteczki 24.10.03, 21:13
              Ale ja tu nie widzę żadnej niekonsekwencji. Planowaliśmy zostać rodzicami. Nie
              planowaliśmy tylko chorej sytuacji, którą znamy u naszych przyjaciół, że do
              łóżka już nie chodzą aby uprawiać radosny seks, ale aby ona zaszła w ciążę. Nie
              planowaliśmy również, że w październiku poczniemy, to się urodzi w lipcu, a w
              sierpniu, blablabla. Ryzykowaliśmy. To dobre tutaj słowo. Liczyliśmy się z tym,
              że ciąża będzie, ale jeśli nie, to nie będziemy z tego robić tragedii.

              A tak btw to chyba nie będzie. Test apteczny wykazał jedną kreseczkę. W
              czwartek wizyta u ginekologa, ale chyba i tak jeszcze nie tym razem. Będziemy
              ryzykować dalej :).
      • chiara76 Re: smuteczki 24.10.03, 14:17
        Będzie dobrze, mówię Ci. I nie mówię tylko dlatego, że ja bym też chciała. Po
        prostu tak to czuję. Obawy, wiadomo są zawsze, i jestem pewna, że jeśli kiedyś
        nam się uda, to i ja je będę miała. To już druga ciąża, o której dziś się
        dowiaduję, jejku, a mówią, że jesień taka płodna pora roku:))
    • abere8 Re: smuteczki 25.10.03, 05:05
      Na poczatku stwierdze moze, ze nie chcialabym nikogo obrazic moim pytaniem. A
      brzmi ono tak: po co wydawac na swiat swoje dziecko i dolozyc wszelkich
      staran, zeby bylo szczesliwe itd., jesli mozna zaadoptowac juz "istniejace",
      nieszczesliwe dziecko, gniezdzace sie w jakims domu dziecka i ktorego nikt nie
      kocha i je uszczesliwic?

      Przyznaje, ze na razie nie czuje zupelnie instynktu macierzynskiego (mam 24
      lata) i moze kiedys mnie "kopnie" i tez bede stawala na glowie (nawet
      doslownie, jak slyszalam od co poniektorych na innych forach), zeby zajsc w
      ciaze. Brr.., teraz sama mysl o tym, ze cos mialoby we mnie wyrosnac przywodzi
      mi na mysl film "Obcy".

      Male dzieci podobaja mi sie na odleglosc, tak jak male pieski czy kotki, tyle
      ze sa fajniejsze, bo czasami cos zagaworza. A mysl, ze rodzice maja wplyw na
      to, jak taka istotka bedzie uksztaltowana i czy w ogole wyjdzie na ludzi, jest
      cudowna. Tyle ze ja nie widze powodu, zeby to byla "czastka mnie i mojego
      meza", jak to czesto sie ujmuje.

      Jeszcze raz przepraszam, jesli kogos urazilam i zycze wszystkiego najlepszego
      mamom przyszlym i obecnym.
      • chiara76 Re: smuteczki 25.10.03, 10:28
        abere8 napisała:

        > Na poczatku stwierdze moze, ze nie chcialabym nikogo obrazic moim pytaniem. A
        > brzmi ono tak: po co wydawac na swiat swoje dziecko i dolozyc wszelkich
        > staran, zeby bylo szczesliwe itd., jesli mozna zaadoptowac juz "istniejace",
        > nieszczesliwe dziecko, gniezdzace sie w jakims domu dziecka i ktorego nikt
        nie
        > kocha i je uszczesliwic?
        >


        Mnie nie obraziłaś, bo się po prostu nie rozumiemy. Mamy na to inne
        zapatrywanie. Sama się posłuchaj dalej:

        > Przyznaje, ze na razie nie czuje zupelnie instynktu macierzynskiego (mam 24
        > lata) i moze kiedys mnie "kopnie" i tez bede stawala na glowie (nawet
        > doslownie, jak slyszalam od co poniektorych na innych forach), zeby zajsc w
        > ciaze. Brr.., teraz sama mysl o tym, ze cos mialoby we mnie wyrosnac
        przywodzi
        > mi na mysl film "Obcy".


        To właściwie pozostawiam bez komentarza. Dla mnie, myślo o nowym życiu
        rozwijającym się we mnie jest radością.

        >
        > Male dzieci podobaja mi sie na odleglosc, tak jak male pieski czy kotki, tyle
        > ze sa fajniejsze, bo czasami cos zagaworza. A mysl, ze rodzice maja wplyw na
        > to, jak taka istotka bedzie uksztaltowana i czy w ogole wyjdzie na ludzi,
        jest
        > cudowna. Tyle ze ja nie widze powodu, zeby to byla "czastka mnie i mojego
        > meza", jak to czesto sie ujmuje.
        >
        > Jeszcze raz przepraszam, jesli kogos urazilam i zycze wszystkiego najlepszego
        > mamom przyszlym i obecnym.
        >

        Adopcja nie jest takim łatwym i prostym tematem, jak się komuś wydaje. Sama
        znam rodzinę, w której są dzieci rodzone i te adoptowane i jest to bardzo
        szczęśliwa rodzina, nie robiąca różnic między dziećmi oczywiście.
        To nie jest taki łatwy temat i ja nawet teraz nie chcę o tym myśleć. Mogę mieć
        nadzieję, że urodzę dziecko i taką ją mam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka