carrymoon
06.04.09, 20:04
po długim postoju - od zeszłego czerwca w końcu pojechałam odebrać moją jędzę
oczywiście najpierw jeszcze musiałam poczekać z godzinkę bo aku było martwe,
nic to dałam radę. Później z małym kanisterkiem na piechotkę po 5 litrów
benzyny. Oki z usmiechem na ustach powędrowałam.
Odpaliłam, pojechałam. Magiczne 80km/h przekroczyłam bez problemu. Zakręty
kwadratowe ale jadę. Na upatrzonej stacji z przeglądami umówiłam się, że
podjadę po 20 i dostane magiczną pieczatkę w papierach
i wielkie gó................ ;(
pod samym domem jakieś 50m gadzina zdechła. Aku umarło i dopchałam do garażu i
wielkie nic z pieczątki, z jazdy i dobrego humoru :(