wakarpl
15.12.03, 12:50
Obiecalem Wam kiedys, ze opowiem Wam moja "historie" - moj powrot pociagiem z
Madrytu.
Postaram sie maksymalnie skrocic. Generalnie zajelo mi to 55 godzin i 42
minuty, podroz wydluzyla sie o ponad 12 godzin, bo poklocilem sie z
niemeickim konduktorem i wysiadlem z pociagu, przez co nie zdazylem na
przesiadke w Dreznie. Wysiadlem w jakims niemieckim pipidowku wieczorem,
kobieta w informacji nie bardzo nawet chyba wiedziala gdzie jest Polska,
musialem jej mowic jakie polaczenia ma mi sprawdzic, w koncu cofnalem sie do
Frankfurtu i pojechalem przez Prage.
Wczesniej jednak przejezdzalem przez Metz. Lubie szybkie decyzje wiec
wyskoczylem na dworcu z pociagu, sprawdzilem o ktorej mam nastepny. Okazalo
sie, ze mam 2 godziny, szybko zabralem swoje rzeczy i postanowilem spotkac
sie z Nasza Kasienka.
WIecie, ze w Metz nie ma ani jednego automatu na monety?? Bylem wkurzony, ale
na dobra sprawe w Polsce chyba tez juz ich nie ma.
Zdesperowany poszedlem do biura podrozy i tam pozwolili mi zadzwonic do
Kasienki. Niestety odebrala automatyczna sekretarka:(
Coz, nie udalo mi sie odwiedzic Kasienki, choc Metz bardzo mi sie spodobalo.
Jak dobrz pojdzie i Kasia nie zmieni zdania to 18.01 znowu tam bede na
hiszpanksiej imprezie.
Wniosek jest taki.
Kochani: stane na rzesach, zeby z Wami sie spotkac, tylko mi to umozliwcie.
Pozdrowionka:)