riders123
17.07.09, 21:58
Dziś po raz pierwszy byłam w kropce - co zrobić z motocyklem na
ulicy.
Złapała mnie ta ulewa na warszawskim Ursynowie. Przeczekałam w
pizzerii to, co wydawało mi się najgorsze. Jak już się nieco
uspokoiło - myślę: jadę, co mi tam deszcz i mokre ulice. Tak też
zrobiłam. Jakież było mije zaskoczenie, gdy po dojechaniu do
najbliższego skrzyżowania (dla warszawiaków - Dolinka
Służewiecka/Rosoła) okazało się, że na całej szerokości trzypasmowej
ulicy stoi woda niemal po progi samochodów. Część samochodziarzy
dziarsko forsowała wodę, a część przejeżdżała przez pas zieleni na
chodnik i tak próbowała ominąć "zalew" powstały w środku miasta.
Powiem Wam szczerze, że pierwszy raz zupełnie zgłupiałam. Woda
chlupała mi w rękawach (o rękawicach nie wspomnę) i w butach. W
bocznych sakwach telefony i komputer... Po prawej stronie wysoki
krawężnik i szeroki, nasiąknięty wodą trawnik, po lewej podobnie (a
nawet gorzej). Zatrzymałam się, wyłączyłam silnik i myślę.
Stwierdziłam, że nie przejadę przez tą wodę, bo chyba zalałabym
silnik (pytanie do Rodzynków - co wtedy?), na ten mokry pas zieleni
nie wjadę, a tym bardziej nie przepchnę przez niego moto. Jednym
słowem - totalna lipa.
Postanowiłam wię poprosić kogoś (w nieco gorszym samochodzie - żeby
nie ubrudził sobie ładnych i drogich bucików;-)), żeby pomógł mi
przepchnąć moją nieco obładowaną kawę przez krawężnik i trawę.
Jakież było moje pozytywne zdziwienie, gdy pierwszy polonez pick-up
się zatrzymał i mało elegancko ubrany pan (któremu bardzo
dziękuję:)) wybawił mnie z opresji!!!
Dalej niestety nie było wiele lepiej, bo przede mną były jeszcze
dwie nieco płytsze przeprawy, które z dygotaniem serca pokonałam:D!
A po drugiej stronie Wisły - jakby inna rzeczywistość: słońce, suche
jezdnie i koszmarny upał.
I wiecie co - dawno tak nie byłam szczęśliwa, jak postawiłam moto w
garażu:);-).
Powiedzcie mi, czy mieliście podobne przygody i jak wysoką wodę
można bezpiecznie pokonać motocyklem (to pewnie zależy też od
modelu)?
Mokro pozdrawiam, Aga